wrz 24 2012

Francja na piechotę

Remi

Mijała kolejna noc przymusowej wycieczki po północno-zachodniej Francji. Plecak dociskał do ziemi, broń ciążyła w rękach. Przełom dnia i nocy. To czas, którego najbardziej nie lubię. Po ponad 70km marszu człowiek zachowuje się jak w transie. Porusza się do przodu, jednak chwilami wyłącza się na tak długo, że wchodzi w fazę snu. Zamykasz oczy, tylko na chwile, a gdy je otwierasz odkrywasz, że przeszedłeś jakieś 10 metrów. Jedynie fakt, że zawsze jest ktoś przed i za Tobą pozwala Ci utrzymać szyk i nie wpaść do pobliskiego przydrożnego rowu.

Czytaj dalej…