﻿<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Blog Gunfire</title>
	<atom:link href="http://blog.gunfire.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://blog.gunfire.pl</link>
	<description>Z życia sklepu</description>
	<lastBuildDate>Thu, 02 Sep 2010 10:24:46 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Kiedy półśrodki nie dają rady&#8230;</title>
		<link>http://blog.gunfire.pl/2010/09/02/kiedy-polsrodki-nie-daja-rady/?utm_source=rss&amp;utm_medium=rss&amp;utm_campaign=kiedy-polsrodki-nie-daja-rady</link>
		<comments>http://blog.gunfire.pl/2010/09/02/kiedy-polsrodki-nie-daja-rady/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 02 Sep 2010 08:54:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr "Wroobel" Wróblewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Felieton]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.gunfire.pl/?p=1972</guid>
		<description><![CDATA[W moim pierwszym artykule zatytułowanym „Prawie profesjonalni” poruszyłem kwestię stosunku jakości sprzętu oryginalnego do kopii. Starałem się pokazać, że sprzęt z niższej półki często może zastępować kontaktowe wyposażenie jednocześnie nie obniżając naszej zdolności bojowej zbyt mocno. Dziś artykuł o zgoła innym zabarwieniu. W szafie z wyposażeniem każdego z nas są na pewno rzeczy, które spokojnie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">W moim pierwszym artykule zatytułowanym „Prawie profesjonalni” poruszyłem kwestię stosunku jakości sprzętu oryginalnego do kopii. Starałem się pokazać, że sprzęt z niższej półki często może zastępować kontaktowe wyposażenie jednocześnie nie obniżając naszej zdolności bojowej zbyt mocno. Dziś artykuł o zgoła innym zabarwieniu.</p>
<p style="text-align: justify;">W szafie z wyposażeniem każdego z nas są na pewno rzeczy, które spokojnie można zastąpić kopiami. Co stałby się gdyby zamiast kontraktowej kompasówki przypiąć kopię? Zapewne nic.<br />
Są jednak elementy naszego wyposażenia, których zastąpić się nie da, a przynajmniej nie powinno.<br />
Niestety życie pokazuje, że jest zupełnie odwrotnie. Ludzie noszą najwyższej jakości kamizelki i nawet najmniejsze ładownice kupują kontraktowe jednocześnie biegając w średniej jakości butach czy używając słabych kopii innych ważnych elementów wyposażenia. Co więc warto mieć dobrej jakości?</p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-1972"></span>Słyszałem ogromną ilość opinii ludzi noszących polskie desanty, że lepszych butów nie ma na świecie.<br />
Nie chcę kwestionować jakości tego obuwia, bo nie używałem go, ale przy tak szerokim asortymencie butów jaki oferuje nam rynek, trudno mówić, że desanty spełniają maksimum wymagań stawianych wobec obuwa wojskowego.<br />
Jednak ich zachwycony właściciel nie potrafi tego pojąć, gdyż miał na nogach tylko jeden rodzaj butów i nie ma porównania. Ta sama zasada sprawdza się w przypadku używania  słabej jakości kopii.<br />
Ludzie na nie narzekają, bo nie wiedzą jaki komfort oferują buty z wyższej półki.  Wygoda, zabezpieczenie przed wilgocią, wentylacja, bezpieczeństwo i jeszcze raz wygoda. Tego wszystkiego nie dadzą nam jungle Mil-Tec`a.</p>
<p style="text-align: justify;">Najważniejszy element wyposażenia airsoftowca to z całą pewnością replika? Nie. To okulary!<br />
Wiem, że nie jestem oryginalny, ale ochrona oczu jest kwestią pierwszoplanową. Nawet jeżeli gdzieś mamy własne zdrowie, pomyślmy o kłopotach jakie może mieć inny gracz przez nasze olewanie zasad bezpieczeństwa.<br />
Wytrzymałość i odporność na uderzenia kulek to jednak nie wszystkie cechy o jakich powinniśmy pamiętać przy doborze okularów. Nie każdy zdaje sobie sprawę z jednego na pozór oczywistego faktu. Kamizelkę możemy zdjąć czy odpowiednio wyregulować, niewygodny hełm na postojach możemy zdjąć, uwierające nakolanniki poluzować, okularów nie zdejmiemy nigdy, muszą więc one być maksymalnie komfortowe i dopasowane do naszych indywidualnych cech anatomicznych.<br />
Wszystko musi być dobrane tak, by podczas strzelanki zapominać, że mamy na je na oczach. Przy doborze tego elementu wyposażenia pamiętajmy również o problemie parowania. Okulary będą wykorzystywane podczas wzmożonego wysiłku warto więc zainwestować w powłokę anti-fog oraz powłoke antystatyczną.</p>
<p style="text-align: justify;">Zostając przy ochronie naszego zdrowia skupmy się na nakryciach głowy.<br />
Nie chodzi mi tu o ochronę kapeluszem w czasie lata przed promieniami słonecznymi, czy zimą, grubą czapką przed utratą ciepła. Mam tu na myśli ochronę przed mechanicznymi urazami głowy.<br />
Każdy kto chociaż raz trenował czy strzelał na jakimś opuszczonym i zdewastowanym terenie zurbanizowanym rozumie doskonale o co chodzi. Gruz, wystające ze ścian elementy zbrojenia, fragmenty szyb zwisające z futryn i wiele innych atrakcji może nam zaoferować taki teren.<br />
Inwestycja w porządny hełm z kevlaru czy kask ochronny spowoduje, że nasze i tak już mocno schorowane główki nie ucierpią. Wiadomo, że koszt takiego udogodnienia życia nie jest mały, więc dobrze mieć na głowie nawet jakąś kopie hełmu. Sam używam kopii MICH`a i już 2 razy uratowała mi ona głowę. Raz nawet pękła, ale wolę mieć pękniętą skorupę hełmu niż pękniętą podstawę czaszki.</p>
<p style="text-align: justify;">Oprócz tych trzech podstawowych rzeczy jest również kilka elementów, które warto mieć lepszej niż przeciętna jakości. Chodzi chociażby o nakolanniki, które będąc niskiej klasy uciskają nogi podczas długiego marszu ( Wiem słyszałem, że na długie marsze nie zakłada się nakolanników, ale moim zdaniem ten tekst można sobie wsadzić w… między bajki).<br />
Warto również inwestować w rękawiczki, nie każde zapewniają satysfakcjonujący poziom ochrony dłoni, czy też odpowiednią ergonomię.</p>
<p style="text-align: justify;">Spektrum wymienionych przeze mnie elementów może różnić w zależności o indywidualnych upodobań i nacisku na określony charakter działań.<br />
W CQB do tego zbioru można dorzucić dobrej jakości ładownice, natomiast w przypadku taktyki zielonej chociażby odpowiednio wygodny plecak.<br />
Istotne jest jednak co innego. Ilu z nas składając kolejne zamówienia inwestuje pieniądze w nie do końca niezbędny sprzęt jednocześnie nie posiadając dobrej jakości podstawowych elementów wyposażenia?<br />
Może warto czasem odpuścić sobie kolejną ładownicę czy inny element na rzecz konkretnych butów czy wysokiej jakości ochrony oczu?<br />
Pamiętajmy, że w pewnych sytuacjach półśrodki nie dają rady.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.gunfire.pl/2010/09/02/kiedy-polsrodki-nie-daja-rady/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Społeczeństwo o &#8222;naszych&#8221; w Afganistanie.</title>
		<link>http://blog.gunfire.pl/2010/08/16/spoleczenstwo-o-naszych-w-afganistanie/?utm_source=rss&amp;utm_medium=rss&amp;utm_campaign=spoleczenstwo-o-naszych-w-afganistanie</link>
		<comments>http://blog.gunfire.pl/2010/08/16/spoleczenstwo-o-naszych-w-afganistanie/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 16 Aug 2010 10:33:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr "Wroobel" Wróblewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Felieton]]></category>
		<category><![CDATA[afganistan]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.gunfire.pl/?p=1968</guid>
		<description><![CDATA[Czytałem ostatnio kilka artykułów dotyczących polskich żołnierzy w Afganistanie. Chodzi mi głównie o artykuły dotyczące afery w Nangar Khel czy ostatniej sytuacji z wysadzeniem przez Polaków opuszczonej afgańskiej chaty, lecz wątek który chce poruszyć pojawia się nawet w doniesieniach o śmierci naszych rodaków. Jaki to wątek? Mam na myśli komentarze naszego społeczeństwa zamieszczane pod tymi [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Czytałem ostatnio kilka artykułów dotyczących polskich żołnierzy w Afganistanie.<br />
Chodzi mi głównie o artykuły dotyczące afery w Nangar Khel czy ostatniej sytuacji z wysadzeniem przez Polaków opuszczonej afgańskiej chaty, lecz wątek który chce poruszyć pojawia się nawet w doniesieniach o śmierci naszych rodaków.<br />
Jaki to wątek? Mam na myśli komentarze naszego społeczeństwa zamieszczane pod tymi newsami, a konkretnie o dość dużą dozę wrogości i antypatii kierowanej w stronę naszych żołnierzy. Dziś kilka słów na temat tej kwestii.</p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-1968"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Trzeba przede wszystkim sprecyzować problem.<br />
Tkwi on w wypowiedziach nasyconych antypatią. Pewien stopień anonimowości jaki zapewnia Internet pozwala ludziom nazywać naszych żołnierzy świrami, mordercami, kryminalistami etc.<br />
Jakby tego było mało, pozwalają sobie na bardzo odważne oceny. Większość zarzuca im, nieludzkie zachowanie, bestialstwo i  wiele innych mocno przesadzonych rzeczy.<br />
Trzeba również wspomnieć o wątku finansowym. Teksty, że nie powinni narzekać na warunki, bo robią to dla kasy to norma. Nie mówię już nawet o ocenach dotyczących emerytowanych wojskowych w wieku 40 lat.<br />
Tylko czy ci wszyscy komentatorzy afgańskiej rzeczywistości znają ją na tyle dobrze, by wydawać tak śmiałe opinie?</p>
<p style="text-align: justify;">Mój wiek nie pozwala mi na porównywanie dalekiej przeszłości z teraźniejszością, ale z opowieści starszych znajomych wiem, że czasy mocno się zmieniły.<br />
Postęp zmienił też podejście ludzi do wielu spraw.<br />
Kiedyś samotna kobieta z dzieckiem była ogromną aferą, dziś nikogo nie dziwią nastoletnie mamy idące w stronę swojego gimnazjum. Tak samo kilkanaście lat temu mundur był szanowany, noszenie go było zaszczytem, a cywile czuli wobec munduru respekt. Teraz, kiedy nie ma już żadnej świętości i nawet z krzyża można zrobić element politycznego konfliktu, mało kto rozumie wagę munduru WP.<br />
Jeżeli ktoś kto według władz jest godzien nosić na ramieniu polską flagę a na berecie nasze godło, nie zasługuje na szacunek, to kto w takim razie zasługuje, moi drodzy patrioci…? Z drugiej strony nie ma się co dziwić takiej reakcji społeczeństwa kiedy nawet władze nie potrafią zachować minimum szacunku dla naszych żołnierzy.<br />
Pamiętam jak w kulminacyjnym momencie afery dotyczącej Nangar Khel, media pokazywały zdjęcia naszych żołnierzy skutych kajdankami, z kurtkami na głowach, prowadzonych przez funkcjonariuszy operacyjnych ŻW. Sposób w jaki ich potraktowano nie różnił się od tego jak obchodzono się chociażby z członkami gangu wołomińskiego.<br />
Wiem, że wszystko regulują przepisy, artykuły prawne, procedury, ale chyba każdy widzi różnicę między nieżyjącym już „Dziadem”- szefem wołomińskiej grupy przestępczej, a żołnierzami, którzy narażali swoje życie w Afganistanie.</p>
<p style="text-align: justify;">I znów kolejny problem naszego społeczeństwa: „ przecież nie narażają życia za darmo”.<br />
Zgadza się, wybrali taki zawód, zgodzili się wyjechać na misję, muszą brać pod uwagę ewentualność utraty zdrowia i życia.<br />
Tylko kto wytłumaczy mi dlaczego strażacy, funkcjonariusze GOPR czy jakiekolwiek inne jednostki narażające życie za pieniądze nie spotykają się z taką krytyką?<br />
Oczywiście dlatego, że oni ratują życie, a żołnierze pojechali do „Afganu” mordować. Tu wychodzi ogromna ignorancja i posługiwanie się stereotypami. Żołnierz walczy, żołnierz zabija…<br />
Może kiedyś, teraz każe użycie broni musi być uzasadnione, i nikt na pewno nie strzela bez rozkazu do ludzi, powiem więcej, nikt nie zabija gdy nie musi, gdy nie zależy od tego jego własne życie. Niestety wielu cywili nie potrafi tego pojąć.</p>
<p style="text-align: justify;">Argument „ to nie nasza wojna”. Nasza czy nie, nie wiem.<br />
To skomplikowana kwestia, ale nawet jeżeli zarzut ten jest słuszny, to trzeba go kierować do kogo innego.<br />
Żołnierze nie mają wpływu na to gdzie stacjonują. Kto ma? To już raczej oczywiste… A prosty żołnierz chce po prostu zarobić, taką ma pracę, dla niego nie ma znaczenia gdzie pracuje, dla niego liczy się, że ma za co utrzymać rodzinę.</p>
<p style="text-align: justify;">Zastanawiającym jest również fakt łatwości oceny postępowania „naszych” na misjach. Na jakiej podstawie są wysnuwane tak śmiałe teorie? Ciekawi mnie czy ludzie z taką łatwością wydający wyroki widzą jak wygląda życie na misji?<br />
Czy znają chociaż jedną osobę, która tam była? Czy przynajmniej wiedzą po co Ci żołnierze tam są? Myślę, że nikt z nas, siedzących teraz przez ekranem monitora nie może nawet wyobrazić sobie poziomu stresu jaki towarzyszy przebywaniu tam.<br />
Niebezpieczeństwo, perspektywa śmierci, doświadczenia, rozłąka z rodzinką – to wszystko ma ogromny wpływ na postępowanie. I nie zrozumie tego nikt, kto nie przeżył tego osobiście.</p>
<p style="text-align: justify;">Wcześniej poruszyłem kwestie emerytur.<br />
Ogromna ilość ludzi jest oburzona faktem, że 40 letni facet jest na emeryturze.<br />
No i jest w tym trochę racji, bo często ludzie pracujący w armii siedzą przez cała swoją karierę za biurkiem, a ich praca jest mniej stresująca i niebezpieczna niż praca kasjerki w sieci sklepów z owadem w nazwie, a mimo to korzystają w wcześniejszych emerytur.<br />
Z drugiej strony mamy ludzi, którzy spędzili wiele czasu na misjach w warunkach, o których nie mamy pojęcia.<br />
Myślę, że oni zasłużyli na wcześniejszy odpoczynek. Odpoczywają za pieniądze z budżetu? Tak, ale myślę, że zaoszczędzić w naszym kraju można na wypłatach dla zupełnie innej części „budżetówki”. : )</p>
<p style="text-align: justify;">Pozostała jeszcze kwestia doniesień o śmierci żołnierzy.<br />
Jeżeli ktoś w takiej sytuacji pisze komentarz pokroju „ I dobrze, wiedział po co tam jedzie…” to zaczynam wątpić, w teorię ewolucji, bo niektóre osobniki z drzew jeszcze nie zeszły.<br />
Nie wyobrażam sobie sytuacji, gdy ktoś z moich bliskich ginie służąc ojczyźnie, a ja czytam w sieci, że „dobrze się stało”.</p>
<p style="text-align: justify;">Ku mojej uciesze, wśród ogromu nieprzychylnych komentarzy pojawiają się również takie, które pokazują, że jednak część naszego potrafi logicznie myśleć.<br />
Potrafi zrozumieć sytuację, powstrzymać się od ocen, a jednocześnie ostudzić zapał tych, którzy najchętniej bez procesu sądowego powiesiliby naszych żołnierzy za samą ich obecność w Afganistanie.</p>
<p style="text-align: justify;">Dziś będzie bez konkluzji i podsumowań.<br />
Dlaczego? Bo każdy ma swój pogląd na tę sprawę i zrozumieć, że łatwo jest wydawać wyroki nie znając sytuacji.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.gunfire.pl/2010/08/16/spoleczenstwo-o-naszych-w-afganistanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ten pierwszy raz…</title>
		<link>http://blog.gunfire.pl/2010/08/09/ten-pierwszy-raz%e2%80%a6/?utm_source=rss&amp;utm_medium=rss&amp;utm_campaign=ten-pierwszy-raz%25e2%2580%25a6</link>
		<comments>http://blog.gunfire.pl/2010/08/09/ten-pierwszy-raz%e2%80%a6/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 09 Aug 2010 10:39:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr "Wroobel" Wróblewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Felieton]]></category>
		<category><![CDATA[milsim]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.gunfire.pl/?p=1963</guid>
		<description><![CDATA[Już na wstępie zawiodę wszystkich erotomanów gawędziarzy, gdyż tytuł nawet w najmniejszym stopniu nie ma zabarwienia seksualnego. Chodzi tu o zupełnie pierwszy raz. Pierwszy milsim. Moje lokalne środowisko do tej pory nie organizowało imprez typu milsim. Ta, miała być pierwszą. Spotkanie było organizowane przez mojego znajomego i nie było to jego pierwsze tego typu przedsięwzięcie. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Już na wstępie zawiodę wszystkich erotomanów gawędziarzy, gdyż tytuł nawet w najmniejszym stopniu nie ma zabarwienia seksualnego. Chodzi tu o zupełnie pierwszy raz. Pierwszy milsim.</p>
<p style="text-align: justify;">Moje lokalne środowisko do tej pory nie organizowało imprez typu milsim. Ta, miała być pierwszą.<br />
Spotkanie było organizowane przez mojego znajomego i nie było to jego pierwsze tego typu przedsięwzięcie. Już wcześniej pokazał, że kwestie logistyczne potrafi dograć niemal na sto procent, więc o stronę techniczną byłem spokojny.  Obawiałem się bardziej o kwestię mentalną uczestników i to jak uda się przeprowadzić milsim, na którym 90% uczestników nigdy wcześniej nie „walczyła” na takich zasadach.<br />
To miał być ogromny krok na przód. Dla wielu pewnie nawet zbyt duży, ale o tym później. Wszystko odbywało się na nieczynnym poligonie pod Ciechanowem. W imprezie wzięło udział około 30 osób&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-1963"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Już na długo przed imprezą pojawiły się pierwsze przesłanki, że milsim może się nie udać.<br />
Kiedy tylko ukazały się oficjalne zasady gry, rzesza młodych, zapalonych airsoftowców zaczęła protestować. „Jedna kulka i do domu? Co to ma być?”. Organizator wyszedł naprzeciw oczekiwaniom środowiska i zmienił zasady.<br />
Rygorystyczne wykluczanie z gry po pierwszym strzale zostało zastąpione respami na koniec etapu, czyli co kila godzin. Zasady określane mianem RWG ( Real War Game ). Krok w stronę zwykłej strzelanki.<br />
Trudno, może przynajmniej ograniczenie amunicji i charakter misji nadadzą imprezie odpowiedniego klimatu.</p>
<p style="text-align: justify;">Jak się na miejscu okazało, miałem pełnić rolę dowódcy sił USA.<br />
Biorąc pod uwagę moją kontuzję i ( dużo większe niż się spodziewałem ) problemy z bieganiem, opcja siedzenia przez większość czasu w sztabie i delegowania jednostek w poszczególne rejony terenu gry wydawała się atrakcyjna.</p>
<p style="text-align: justify;">Trzeba jednak przyznać uczciwie, że nie widziałem przez to, jak wygląda akcja i charakter zadań wykonywanych przez moje sekcje. Mówiąc prościej nie mogłem stwierdzić ile milsim`u w milsim`ie.Mimo to udało mi się zobaczyć kilka prób szturmu na nasz sztab. Wniosek jeden, dla wielu ta impreza nie różniła się niczym od niedzielnego strzelania.Sama impreza, była w mojej opinii bardzo udana. Do milsimu czy RWG było temu daleko, ale nadzwyczaj ambitną strzelanką można to nazwać.</p>
<p style="text-align: justify;">Impreza ta pozwoliła mi wyciągnąć kilka wniosków.<br />
Pierwszy z nich dotyczy zmiany zasad rozgrywki.<br />
Niezwykle ciężko jest zorganizować milsim dla osób, które do tej pory miały styczność tylko z prostą, typowo airsoftową rozgrywką. Jeżeli ktoś przez kilka lat strzelał ze świadomością niejako nieograniczonej amunicji, ze świadomością respów, z nastawieniem, że najważniejsze to zlikwidować wroga, to ciężko jest takiej osobie z dnia na dzień oswoić się z perspektywą zakończenia imprezy w momencie pierwszego postrzału.<br />
Trudno im zrozumieć, że czasem warto przejść niezauważonym i wykonać zadanie, zamiast wdawać się w niepotrzebną wymianę ognia. Trudno im zrozumieć i przyzwyczaić się do wielu innych różnic. Dlatego myślę, że taka impreza na zasadach pośrednich między zwykłą strzelanką a milsimem, takie bardzo elastyczne RWG, jest idealnym rozwiązaniem.<br />
Jest to duży krok w stronę typowych milsimów, opartych na twardych zasadach. Kwestia tego ilu takich kroków potrzeba aby stać przyzwyczaić się do takich ów „twardych zasad” i zacząć czerpać przyjemność z nieco ambitniejszych imprez.</p>
<p style="text-align: justify;">Kolejny wniosek jaki mi się nasunął dotyczy samej organizacji imprez. Jest on bezpośrednio związany z poprzednim.<br />
Chciałbym zwrócić uwagę na to, jak ciężko pracuje się z niedoświadczonym środowiskiem. Impreza na początku miała być typowym milsimem, tłum powiedział „nie”. Zasady zostały zmienione do RWG, a w rzeczywistości nawet te nie zostały zachowane w stu procentach.<br />
Organizatorzy musieli totalnie zmienić wstępne założenia tylko dlatego, że dla wielu okazały się to za wysokie progi. Nie chce tu narzekać na stan środowiska, chociaż mógłbym to z czystym sumieniem zrobić, chcę pokazać, jak niedoświadczenie komplikuje życie nie tylko samym niedoświadczonym, ale i ludziom z zewnątrz.</p>
<p style="text-align: justify;">W siłach USA, którymi jak już wspomniałem, miałem przyjemność dowodzić, była pewna ekipa z Ostródy. Jej nazwa pozostanie tajemnicą <img src='http://blog.gunfire.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  .<br />
Chłopaków było 5. Każdy z nich miał już jakieś doświadczenie milsimowe i każdy wiedział doskonale po co przyjechał. Współpraca z nimi to była czysta przyjemność. Komunikatywni, efektywni, dobrze zorganizowani itp. Można by wymieniać tak jeszcze długo.<br />
Po co o nich wspominam? Ich przykład pokazuje, że można dobrze się bawić i reprezentować ciekawy poziom, można budować klimat swoim wyglądem będąc jednocześnie efektywnym. Zastanawia jedynie fakt dlaczego na takiej imprezie spotkałem tylko pięcioosobową sekcję trzymającą taki poziom.<br />
Może powinniśmy nieco krytycznie spojrzeć na nasze osoby i zainwestować w swój rozwój. I nie chodzi mi tu o inwestycje typowo finansowe. <img src='http://blog.gunfire.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.gunfire.pl/2010/08/09/ten-pierwszy-raz%e2%80%a6/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Lans a użyteczność – optyka w airsofcie</title>
		<link>http://blog.gunfire.pl/2010/07/29/lans-a-uzytecznosc-%e2%80%93-optyka-w-airsofcie/?utm_source=rss&amp;utm_medium=rss&amp;utm_campaign=lans-a-uzytecznosc-%25e2%2580%2593-optyka-w-airsofcie</link>
		<comments>http://blog.gunfire.pl/2010/07/29/lans-a-uzytecznosc-%e2%80%93-optyka-w-airsofcie/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 29 Jul 2010 12:13:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr &#34;Procent&#34; Łopaciński</dc:creator>
				<category><![CDATA[Felieton]]></category>
		<category><![CDATA[optyka w airsofcie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.gunfire.pl/?p=1955</guid>
		<description><![CDATA[Zwykle, prędzej czy później, po kupnie AEGa, airsoftowcy zaczynają się zastanawiać jak uczynić swoja replikę piękniejszą. W większości przypadków, pierwszym „upiększaczem”, nad jakim się zastanawiają jest luneta lub kolimator. Ma to wyraźnie służyć lansowi, tudzież zaspokojeniu własnego ego, gdyż  zwykle mogliby na tym etapie swojej przygody z airsoftem kupić o wiele więcej przydatnych rzeczy (chociażby [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Zwykle, prędzej czy później, po kupnie AEGa, airsoftowcy zaczynają się zastanawiać jak uczynić swoja replikę piękniejszą.<br />
W większości przypadków, pierwszym „upiększaczem”, nad jakim się zastanawiają jest luneta lub kolimator.<br />
Ma to wyraźnie służyć lansowi, tudzież zaspokojeniu własnego ego, gdyż  zwykle mogliby na tym etapie swojej przygody z airsoftem kupić o wiele więcej przydatnych rzeczy (chociażby porządną baterie i ładowarkę, bo te dodawane do chińskich replik dalekie są od doskonałości).<br />
Dzisiaj więc przegląd 4 rodzajów urządzeń ułatwiających celowanie, oraz ocena ich przydatności.</p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-1955"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Zacznijmy od czegoś prymitywnego, ale jakże praktycznego.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Mechaniczne przyrządy celownicze</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Z grubsza możemy je podzielić na 2 najpopularniejsze grupy. W obu z nich, przednim przyrządem jest muszka, różnią się natomiast tylnym, jest to albo szczerbinka albo przeziernik.<br />
W większości nowych konstrukcji stawia się jednak na przezierniki, które prosto, obrazowo i „na chłopski rozum” można opisać jako „kółko (kwadrat) z dziurką”.<br />
Na początku oczywiście należy nasz celownik wyregulować. Kluczowa jest odpowiednia regulacja w płaszczyźnie poziomej, łatwiej korygować podczas strzelania natomiast płaszczyznę pionową.  Nauka zgrywania przyrządów i sprawnego celowania, wymaga pewnego treningu, ale zwykle sprowadza się to do wyrobienia odpowiedniej pozycji strzeleckiej, pamięci mięśniowej, dzięki której, przy każdym złożeniu się do strzału, będziemy przyjmować taka postawę, gdzie muszka i przeziernik będą już prawie idealnie zgrane.<br />
Najprostszym ćwiczeniem jest dobywanie i wycelowanie z repliki na dowolny sygnał, gdzie w pozycji wyjściowej stoimy swobodnie, nie trzymając repliki w ręce (a na zawieszeniu).<br />
Do celowania w warunkach słabej widoczności przydają się przyrządy z naniesionymi punktami celowniczymi z trytu.<br />
Tryt to promieniotwórczy izotop wodoru, który „świeci” w wyniku reakcji rozpadu. Rzadko jednak jest możliwość pozyskania takich przyrządów (dostępne głównie do rodziny AK, z wyposażenia WP, lub do broni krótkiej).<br />
Sposobem możliwym do zastosowania na każdej replice, jest zaznaczenie punktów celowniczych farbą fluorescencyjną. Wadą jest oczywiście to, że z czasem świeci ona coraz gorzej. W ostateczności można nanieść punkty białą farbą, która też jest dobrze widoczna w warunkach słabej widoczności, jednak przy niskiej iluminacji księżyca i braku innych źródeł światła sprawdza się raczej kiepsko.<br />
Główną zaletą tego typu celownika jest oczywiście jest uniwersalność, w airsofcie sprawdza się na każdej odległości, nie wymaga baterii, nie pogarsza widzenia w przypadku małej ilości światła (co jest wadą lunet, szczególnie tańszych, które „pochłaniają” część światła).<br />
Bez obaw wejdziemy też z takim do wody, nie zaparuje nam on, nie porysuje się, nie zniszczy go też kulka przeciwnika, nie zwiększa on wagi repliki.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Kolimatory/celowniki holograficzne</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Najpopularniejsze akcesorium do lansu.<br />
Niestety duża część airsoftowców, która takie celowniki posiada, nie korzysta z nich, bądź nie potrafi z nich korzystać.<br />
Mają, włączają, jest kropka, krzyżyk, jest fajnie. Najczęściej nawet nie podejmują trudu wyregulowania takiego urządzenia. Nadmienić należy, że kategorię tą w airsofcie możemy ograniczyć jedynie do kolimatorów, gdyż HWSy występują w airsofcie bardzo rzadko, z uwagi na to, ze nikt nie podjął się jeszcze stworzenia ich kopii (wszelkie celowniki wyglądające jak np. produkty firmy EoTech, to zwykłe kolimatory).<br />
Na czym polega cały bajer z urządzeniami tego rodzaju? Bajery są dwa, po pierwsze nie ma konieczności zgrywania dwóch przyrządów, bo mamy jedną kropkę, co przyśpiesza celowanie. Po drugie nie musimy zamykać drugiego oka. Obserwując obuocznie otoczenie, patrząc przez kolimator widzimy w efekcie całe otoczenie i w jednym jego miejscu, kropkę kolimatora. Tubus celownika praktycznie w żaden sposób nas nie ogranicza.<br />
W warunkach niskiej widoczności kolimatory sprawdzają się zdecydowanie najlepiej. Nie ograniczają ilości światła (a nawet jeśli, to i tak nie ma to znaczenia, nie skupiamy się na tym, co widzimy przez tubus). Oczywiście przy założeniu, że ktoś z głową zrobił regulacje plamki i rzeczywiście najniższe stopnie maja niski poziom intensywności.<br />
W niektórych kolimatorach niestety jest to rozwiązane tak, że najniższy poziom świeci niczym laser w oczy (dotyczy to zarówno produktów chińskich jak i markowych). 2 dodatkowe wady, to podatność na uszkodzenia w kontakcie z kulką i możliwość i możliwość tworzenia refleksów świetlnych zdradzających pozycje.<br />
Najprościej jest zamknąć przednią klapkę (co nadal pozwala bez większych problemów celować). Można także zakupić tzw. flashkillera, czyli przesłonę układającą się w plaster miodu, która ogranicza refleksy i chroni przed kulkami.<br />
Do kolimatorów można także dokupić przystawki powiększające, zmieniające je w pseudo-lunety, zwykle o powiększeniu 3x lub 4x. W ogólnym rozrachunku jednak, w kolimatorach więcej lansu niż użyteczności (tzn. w takim charakterze większość osób ich używa).</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Lunety</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Optyka w klasycznym wydaniu. w przeciwieństwie do poprzednich grup, tutaj kluczowe znaczenie ma szereg parametrów, z których tylko niektóre są przez sprzedawców podawane i uznawane za „ważne”.<br />
Dzieje się to szczególnie w kategorii tanich lunet, różnorakich kopii do airsoftu, bo w segmencie profesjonalnej optyki (głównie myśliwskiej, ale też wojskowej), zwykle wszystkie niezbędne informacje znajdziemy.<br />
Dla przeciętnego airsoftowca liczą się zwykle 2 parametry, czyli „powiększenie” oraz średnica okularu. Teoretycznie im większa średnica okularu, tym nie tylko większy zakres widzianego obrazu, ale też większa „jasność” lunety.<br />
Z jasnością w skrócie chodzi o to, ile światła mniej, dociera do ostatniej soczewki, a w efekcie do oka strzelca względem tego, które wpada do lunety. Im mniejsza jasność, tym oczywiście gorsza jakość obrazu w warunkach słabego oświetlenia.<br />
Wracając do średnicy okularu, to jak już pisałem, powinien mieć on przełożenie na jasność… ale w praktyce, szczególnie w tańszych lunetach nie ma, tzn. jakość ich optyki jest tak kiepska, że obraz widziany przez lunetę jest daleki od doskonałości.<br />
Inną kwestia jest to, że prócz funkcji celownika, luneta w airsofcie jest często wykorzystywana do obserwacji pola. Dlatego dobrym rozwiązaniem są lunety o zmiennym zakresie powiększenia.<br />
Przydatnym „bajerem” jest też podświetlany w lunecie krzyż. Przydaje się w warunkach słabego oświetlenia… pod warunkiem, że nasza luneta, nie gubi takiej ilości światła po drodze, że nic przez nią nie widzimy.<br />
Zwykle wśród kopii, bardzo dobrą jasnością mogą się pochwalić różnorakie krótkie układy optyczne, na przykład ACOG, czasami wręcz zaskakują jakością obrazu. Ogólnie rzecz biorąc lunety (poza takimi jak ACOG, Elcan itp.) są mniej lanserskie z wyglądu niż kolimatory, dlatego częściej zdają się być używane zgodnie z przeznaczeniem, a nie po to by wyglądać.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Wóda, dzi*ki i…</strong></p>
<p style="text-align: justify;">…lasery! Celowniki laserowe, laserowe wskaźniki celu itp.<br />
Relatywnie rzadko (w stosunku do innej optyki) spotyka się je w airsofcie. Tzn. dość często występują pod postacią pojemników na baterie (kopie PEQ), ale nieczęsto spotyka się jakieś działające urządzenia.<br />
Jak się znajdzie jakieś, to najczęściej ich możliwości sprawnego działania są znikome, gdyż nie posiadają regulacji padania promienia, a nawet jeśli maja to nikt tego nie reguluje wychodząc z założenia, że to i tak tylko bajer, z którego korzystać nie zamierza w walce.<br />
W praktyce zabawki takie przydają się właściwie tylko w CQB, na małych dystansach, gdzie po pierwsze precyzja regulacji takiego lasera nie jest kluczowa, a po drugie przestrzenie są czasami tak małe, że utrudnione jest przybranie poprawnej pozycji strzeleckiej i korzystanie z normalnego celownika.<br />
Szczególnie przydatny okazuje się celownik laserowy podczepiony pod replikę/broń krótką, gdyż po pierwsze zwykle jest  współosiowy pionowo, po drugie pozwala wykorzystać w pełni małe rozmiary jednostki krótkiej i w miarę celne strzelanie z dowolnej pozycji, bez długiego treningu.<br />
Przydatne są też LWC widoczne tylko w podczerwieni, do współpracy z noktowizorami.<br />
Nie trzeba na taki zestaw wcale wydawać parunastu tysięcy zł, a w nocnych walkach bardzo ułatwia celowanie.</p>
<p style="text-align: justify;">Jak zwykle w podsumowaniu zestawie to, co powyżej napisałem, z rzeczywistością.<br />
A rzeczywistość jest taka, że zdecydowana większość airsoftowców strzela „po kulkach” niezbyt zwracając uwagę na jakiekolwiek przyrządy celownicze. Smutne, ale prawdziwe.<br />
Nawet posiadając lunetę „wstrzeliwują się” oni w cel patrząc na kulki przez optykę. Tak wiec cały mój powyższy artykuł nie ma zastosowania praktycznego, bo duża rzesza airsoftowców ma gdzieś jakikolwiek realizm, znów sprzeciwiając się idei airsoftu i nawet nie potrafi korzystać ze swojej repliki poprawne (w tym wypadku z przyrządów celowniczych, mechanicznych, czy optycznych).</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.gunfire.pl/2010/07/29/lans-a-uzytecznosc-%e2%80%93-optyka-w-airsofcie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Basra” okiem Dolnoślązaka</title>
		<link>http://blog.gunfire.pl/2010/07/27/%e2%80%9ebasra%e2%80%9d-okiem-dolnoslazaka/?utm_source=rss&amp;utm_medium=rss&amp;utm_campaign=%25e2%2580%259ebasra%25e2%2580%259d-okiem-dolnoslazaka</link>
		<comments>http://blog.gunfire.pl/2010/07/27/%e2%80%9ebasra%e2%80%9d-okiem-dolnoslazaka/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 27 Jul 2010 06:50:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr &#34;Procent&#34; Łopaciński</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ciekawostki]]></category>
		<category><![CDATA[Opinie]]></category>
		<category><![CDATA[BASRA 5]]></category>
		<category><![CDATA[BASRA V]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.gunfire.pl/?p=1949</guid>
		<description><![CDATA[W ostatni weekend wziąłem udział w Świętokrzyskim Zlocie ASG „Basra V”. Nie zamierzam się tu ściśle i szablonowo rozpisywać  nad imprezą, a jedynie przekazać parę moich spostrzeżeń i przemyśleń. O tym jak „tam” było dobrze, a jak „tutaj” jest źle. Pierwszą uwaga jaką należałoby poczynić jest ta, iż Basra jest imprezą na zaproszenia, które są [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">W ostatni weekend wziąłem udział w Świętokrzyskim Zlocie ASG „Basra V”. Nie zamierzam się tu ściśle i szablonowo rozpisywać  nad imprezą, a jedynie przekazać parę moich spostrzeżeń i przemyśleń. O tym jak „tam” było dobrze, a jak „tutaj” jest źle.<br />
<span id="more-1949"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Pierwszą uwaga jaką należałoby poczynić jest ta, iż Basra jest imprezą na zaproszenia, które są rozdawane dość starannie.<br />
Mimo, iż w zlocie uczestniczy ponad 500 osób, to niewiele z nich dostaje się na listę „z zewnątrz”. Organizatorzy starają się dbać o wysoki poziom uczestników i jak się przekonałem, przynosi to skutki, ale o tym zaraz.</p>
<p style="text-align: justify;">Pierwsze co rzuca się w oczy po przyjeździe, to dbałość o szczegóły, o nadanie zwykłemu, opuszczonemu PGRowi klimatu arabskiego miasteczka, co wcale proste nie jest.<br />
Koszt uczestnictwa w imprezie wynosił 60 zł i nie dość, ze było widać na co te pieniądze poszły, to jeszcze, jak mało kiedy, że zostały zainwestowane z pomysłem i… rozmachem. Nadmienić należy, że wiele rekwizytów i innych elementów zlotowego wyposażenia jest dziedzictwem poprzednich edycji, a jest tego naprawdę sporo. Tak wiec pierwszy plus to ilość i jakość „ozdób” i rekwizytów w grze.</p>
<p style="text-align: justify;">Drugą rzeczą jest ilość atrakcji innych niż strzelanie.<br />
Impreza ma konwencje airsoftowo-larpową, uczestniczą w niej 3 strony, przy czym jedna z nich, Basryjska Gwardia stylizuje się na bliskowschodnia formacje militarną, zarówno wizualnie jak i mentalnie, próbując od obu stron wyciągnąć jak najwięcej pieniędzy (wydawana jest waluta zlotowa), za wszystko, jeśli tylko ktoś chce przejść przez teren Basry, ale także za wynajem Gwardzistów do własnych celów, przez każdą ze stron. Na terenie samej Basry funkcjonuje bank, który można obrabować (a wcale nie jest to takie proste, trzeba pokonać bankowe zabezpieczenia), kasyno (które w nocy świeci niczym choinka), sklep (przygotowany pod tło fabularne zabawy), czy meczet, z ołtarzem dywanami itp. w środku.<br />
Dodatkowo przeprowadzane są wybory na prezydenta Basry, każdy uczestnik otrzymuje jedną kartę do głosowania = 1 głos (który oczywiście można sprzedać, wymienić, ukraść itp., pełna demokracja i wolność).<br />
Dodatkowo już po samej rozgrywce, organizowanych jest wiele konkursów, mniej lub bardziej zabawnych, z nagrodami od sponsorów. A to wszystko tylko niektóre z atrakcji.</p>
<p style="text-align: justify;">Trzecia rzeczą jest poziom samych uczestników. Po pierwsze przypadki terminatorstwa były raczej symboliczne, a na pewno o wiele mniej liczne, niż życie mnie przyzwyczaiło.<br />
Po drugie ogólna kultura rozgrywki była naprawdę dobra. Jeden uczestnik przeprosił mnie na przykład za to, ze z 15m parę kulek z jego serii trafiły mnie w twarz, chociaż miały do tego pełne prawo, a on nie strzelał z bliskiej odległości. Ogólnie w większości czuło się atmosferę dobrej zabawy, bez potrzeby podbudowywania własnych ambicji, czy pokazywaniu kto jest lepszy.</p>
<p style="text-align: justify;">To wszystko co napisałem powyżej staje dość mocno w kontraście z tym, co znam z rodzimego podwórka. Gdzie większość scenariuszy robiona jest, w najlepszym wypadku z użyciem marnych rekwizytów, a najczęściej to całe tło fabularne nijak się ma do zadań albo w ogóle nie trzyma się kupy. Gdzie często ma się wrażenie, ze robione to jest „na odwal”, gdzie przede wszystkim brakuje pomysłowości i polotu.<br />
Takiego realnego zaangażowania i pomysłowości przy organizacji imprez. U nas na Dolnym Śląsku, najczęściej polot i pomysłowość objawia się przy tworzeniu całego katalogu osobnych zasad, dla każdego strzelania, w połowie czytania których, większość osób się gubi.<br />
Mam wrażenie, ze zostaliśmy przyzwyczajeni do takiej próżni i nijakości, wszystkim to pasuje i nikt nawet nie postuluje jakiejś nowej jakości przedsięwzięć (bo spotyka się to zawsze z jednym, betonowym argumentem – nie narzekaj, tylko zrób sam).<br />
Osobnym tematem są oczywiście uczestnicy dolnośląskich spotkań, których średni poziom spada. Terminatorstwo jest coraz częstsze i czasami wręcz paraliżuje całą rozgrywkę, kłótnie, wyzwiska i sytuacje sporne mnożą się, nikt nie dba o innych a tylko o siebie, zdarzają się nagminnie przypadki postrzałów z replik o dużej mocy z małych odległości.<br />
Widać, ze większość osób nie myśli o grupie ludzi, z którą się strzela, jako o środowisku, jakiejś wydzielonej grupie, w której warto współżyć w symbiozie, tylko o zbiorze jednostek, które niezależnie od innych egzystuje, spotkają się przypadkowo na strzelaniu, a poza nim nic ich nie łączy. Widzą tylko swój interes i swoją zabawę. Szkoda.</p>
<p style="text-align: justify;">Tak wiec zostawiam Was z tym smutnym kontrastem. Może ja to wszystko przejaskrawiam i wcale nie jest „tam” tak dobrze” a „tutaj” tak źle? Pewnie jestem tylko stary, brzydki i narzekam…</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.gunfire.pl/2010/07/27/%e2%80%9ebasra%e2%80%9d-okiem-dolnoslazaka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Z wojskowej biblioteki: „Jarhead” by Anthony Swofford.</title>
		<link>http://blog.gunfire.pl/2010/07/26/z-wojskowej-biblioteki-%e2%80%9ejarhead%e2%80%9d-by-anthony-swofford/?utm_source=rss&amp;utm_medium=rss&amp;utm_campaign=z-wojskowej-biblioteki-%25e2%2580%259ejarhead%25e2%2580%259d-by-anthony-swofford</link>
		<comments>http://blog.gunfire.pl/2010/07/26/z-wojskowej-biblioteki-%e2%80%9ejarhead%e2%80%9d-by-anthony-swofford/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 26 Jul 2010 08:59:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr "Wroobel" Wróblewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Felieton]]></category>
		<category><![CDATA[Opinie]]></category>
		<category><![CDATA[jarhead]]></category>
		<category><![CDATA[usmc]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.gunfire.pl/?p=1947</guid>
		<description><![CDATA[Któż nie zna słynnej militarnej produkcji kinowej Sama Mendeza „Jarhead. Żołnierz piechoty morskiej”? Zapewne zna ogromna większość wiec o filmie rozmawiać nie będziemy. Zdecydowana mniejszość wie, że film został nakręcony na podstawie książki autorstwa Antonego Swofford`a i to właśnie o literackim dziele jednego z marines walczących podczas I wojny w Zatoce Perskiej dzisiejszy wpis. Książka [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Któż nie zna słynnej militarnej produkcji kinowej Sama Mendeza „Jarhead. Żołnierz piechoty morskiej”?<br />
Zapewne zna ogromna większość wiec o filmie rozmawiać nie będziemy. Zdecydowana mniejszość wie, że film został nakręcony na podstawie książki autorstwa Antonego Swofford`a i to właśnie o literackim dziele jednego z marines walczących podczas I wojny w Zatoce Perskiej dzisiejszy wpis.<br />
<span id="more-1947"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Książka jest o…   o marines.<br />
Zaoszczędzę wszystkim szczegółów związanych z fabułą, aby nie zepsuć niespodzianki tym, którzy jeszcze nie czytali. Powiem jedynie, że autor w książce idealnie nakreślił obraz stanu emocjonalnego przeciętnego Jarheada podczas operacji: „pustynna tarcza” i dalej „pustynna burza”.<br />
Swofford w książce łamie stereotyp bohaterskiego i heroicznie walczącego ze złem żołnierza. Jest to książka autobiograficzna, dlatego postać Tony`ego oraz opisy jego wewnętrznych przeżyć są w stu procentach szczere.<br />
Swofford pokazuje wiele lęków i obaw jakie towarzyszyły mu  będąc w Zatoce, przez co wyłamuje się ze schematu, o którym wcześniej pisałem.<br />
Na zewnątrz zachowuje formę typowego amerykańskiego bohatera wojennego, mówiącego często „fuck” i gotowego do najbardziej odważnych i jednocześnie głupich decyzji.<br />
Obok tego umięśnionego, odważnego Marine, Swoff jest jednak zwykłym, młodym chłopakiem, pełnym obaw o swoje życie i przyszłość.  Chłopakiem, który tęskni za domem, przeżywa załamanie. Antony Swofford pokazuje realny, nie wyidealizowany obraz Jarheada, któremu podczas jego wojennej przygody towarzyszą również takie emocje jak strach, zwątpienie czy osamotnienie.</p>
<p style="text-align: justify;">Niezwykle ciekawy jest portret typowego Marine, który kiedy tylko jest okazja, narzeka na warunki i los jaki zgotował mu korpus; który przeklina USMC i swoją robotę, ale tak naprawdę kocha to co robi i nigdy nie wyrzekłby się tego.<br />
Świetne pokazany jest stosunek żołnierzy do samego korpusu, to jak identyfikują się z nim, z jego historią i zwyczajami. Świadczy o tym chociażby ten cytat ( który pojawił się również w kinowej adaptacji książki)</p>
<p style="text-align: justify;">„Data urodzin korpusu piechoty morskiej? Dziesiąty listopada 1775 roku – piechota morska jest starsza niż Stany Zjednoczone Ameryki.<br />
Miejsce urodzin? Tun Tavern w Filadelfii, banda pijaków z długimi karabinami i wielkimi jajami.<br />
Tarawa? Najbardziej krwawa bitwa II wojny światowej.<br />
Dan Daly? Zabił trzydziestu siedmiu Chińczyków podczas powstania bokserów.<br />
Najbardziej śmiercionośna broń na ziemi? Żołnierz piechoty morskiej i jego karabin.<br />
Chcesz wygrać wojnę? Powiedz to żołnierzom piechoty morskiej”</p>
<p style="text-align: justify;">Tak ja już wspomniałem, książka zasługuje na pochwałę za ogromną dozę realizmu. Swofford ukazał w niej dużo ciemnych stron ze swojego koszarowego życia.<br />
Próba samobójcza, czy zemsta na jednym z kolegów to czyny średnio chwalebne, autor mógł je pominąć kreując tym samym swój obraz nieco lepszym.<br />
Postawił jednak na rzetelność przekazu, co pozwala nam myśleć, że w kwestiach niezwiązanych bezpośrednio z nim samym był równie prawdomówny.</p>
<p style="text-align: justify;">Zostawmy treść, bo nie na streszczaniu książki miał ten wpis polegać. Skupmy się na formie, a forma zdecydowanie zaskakuje.<br />
Trzeba tu zdecydowanie pochwalić kunszt autora i jego styl. Wyrafinowane figury literackie, sprawne operowanie sarkazmem i ironią sprawiają, że czytanie książki jest przyjemnością. Do tego bardzo płynnie przeplatają się sceny zabawne, pochodzące z prozy życia wojskowego,  i  te poważne, pełne przemyśleń. To kolejny, ogromny plus, gdyż dzięki temu lektura nie nuży.</p>
<p style="text-align: justify;">Muszę jednak powiedzieć, że „Jarhead” to pozycja nie dla wszystkich.<br />
Specyficzny język, przesycony miejscami brutalnością, erotyką czy zwykłymi przekleństwami, nie trafia w każdy gust. Do tego stosunkowo duża ilość słownictwa zaczerpniętego z nomenklatury wojskowej sprawia, że militarnym laikom trudno czyta się niektóre fragmenty.<br />
Wiele osób pytało mnie czy to książka również dla kobiet. Odpowiem tak: z pewnością tylko dla wybranych. Czytało ją kilka znajomych przedstawicielek płci pięknej i zdecydowana większość mimo ogromnego uznania dla książki, przyznało, że język jest ciężki. Myślę nawet, że niektóre z kobiet mogłyby poczuć się dotknięte opiniami na ich temat zawartymi w tej książce.</p>
<p style="text-align: justify;">Jak wypada obraz literacki w konfrontacji z obrazem kinowym. Moim zdaniem książka nokautuje ( swoją drogą bardzo dobry ) film Sama Mendeza.<br />
Dzieło literackie nie jest zbyt obszerne, nieco ponad 300 stron, ale pokazuje dużo więcej niż około dwugodzinny film. Brak niektórych scen można wytłumaczyć ograniczonym czasem, w filmie jednak zabrakło kilku naprawdę ważnych obrazów.<br />
Do tej pory zastanawiam się, dlaczego Mendez nie zdecydował się na umieszczenie w filmie samobójczej próby Swoff`a. Kolejny cios ze strony literatury to forma. Mimo iż reżyser użył kilku ciekawych cytatów, to siedząc w kinie nie usłyszymy takich smaczków literackich jak chociażby ten:</p>
<p style="text-align: justify;">„ Jak większość dobrych i wspaniałych żołnierzy piechoty morskiej, nienawidziłem Korpusu Piechoty Morskiej . Nienawidziłem tego, że jestem marine, ponieważ niezależnie od tego, jaki chciałem być – bystry, sławny, seksowny, niewyżyty seksualnie, napity, wypieprzony, wysoki, samotny, sławny, bystry, znany, rozumiany, kochany, wielkoduszny, niewyżyty seksualnie, zalany, wysoki, bystry, seksowny – bardziej niż wszystko, czym chciałem być, przede wszystkim byłem żołnierzem piechoty morskiej. Jarheadem. Trepem”.</p>
<p style="text-align: justify;">Warto również wspomnieć o dość dużych rozbieżnościach w kwestii niektórych nazwisk.</p>
<p style="text-align: justify;">Rekonstruktorzy zapewne zastanawiają się czy książka może być źródłem wiedzy czysto technicznej. W pewnym stopniu tak,  ale myślę, że nie jest to wiedza o jakieś szczególnej wartości, gdyż większość tych takich informacji można znaleźć w googlach. Pozycja jednak wskazana rekonstruktorom. Dzięki niej dużo łatwiej wczuć się w klimat I Wojny w Zatoce Perskiej.</p>
<p style="text-align: justify;">Żeby być obiektywnym starałem się znaleźć jakieś minusy w książce Swofford`a.  Dla mnie głównym minusem był jej szybki koniec, była po prostu za krótka, ale to bardzo subiektywny minus. Niektórzy mogą narzekać, na brak jakiegoś konkretnego wątku. Cóż, jest to książka autobiograficzna i do tego mająca ukazać emocjonalny obraz przeciętnego żołnierza USMC, trudno więc szukać tutaj jakiejś nietypowo zaskakującej fabuły.</p>
<p style="text-align: justify;">Podsumowując „Jarhead” to książka mająca zbyt wiele do zaoferowania, aby przejść obok niej obojętnie. Nie każdy musi być nią tak zachwycony jak ja, ale przeczytać naprawdę warto. Co więcej o niej mówić? Najlepiej przeczytajcie ją sami.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.gunfire.pl/2010/07/26/z-wojskowej-biblioteki-%e2%80%9ejarhead%e2%80%9d-by-anthony-swofford/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jestem Terminatorem i jestem z tego dumny!</title>
		<link>http://blog.gunfire.pl/2010/07/19/jestem-terminatorem-i-jestem-z-tego-dumny/?utm_source=rss&amp;utm_medium=rss&amp;utm_campaign=jestem-terminatorem-i-jestem-z-tego-dumny</link>
		<comments>http://blog.gunfire.pl/2010/07/19/jestem-terminatorem-i-jestem-z-tego-dumny/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 19 Jul 2010 06:57:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr &#34;Procent&#34; Łopaciński</dc:creator>
				<category><![CDATA[Felieton]]></category>
		<category><![CDATA[terminator asg]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.gunfire.pl/?p=1942</guid>
		<description><![CDATA[Jesteś terminatorem? Chronicznie nie przyznajesz się do trafień i masz gdzieś zasady? Do tego wszyscy o tym wiedzą? Świetnie, rób tak dalej, bo prawdopodobnie za twój haniebny czyn… nie spotka Cię żadna kara. To co tutaj opisze oprę głównie na doświadczeniach z rodzimego, dolnośląskiego podwórka, ale wiem, że w co najmniej paru innych środowiskach w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Jesteś terminatorem? Chronicznie nie przyznajesz się do trafień i masz gdzieś zasady? Do tego wszyscy o tym wiedzą?<br />
Świetnie, rób tak dalej, bo prawdopodobnie za twój haniebny czyn… nie spotka Cię żadna kara.</p>
<p style="text-align: justify;">To co tutaj opisze oprę głównie na doświadczeniach z rodzimego, dolnośląskiego podwórka, ale wiem, że w co najmniej paru innych środowiskach w kraju sprawa ma się podobnie. Jednocześnie bardzo chciałbym, byście sami napisali o tym, jak to z tym jest u Was, lokalnie, ew. jak sobie radzicie z tematem, który opisze poniżej.<br />
A o czym dzisiaj? O radzeniu sobie z trudnymi airsoftowcami.<br />
<span id="more-1942"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Co rozumiem pod hasłem „trudny airsoftowiec”?<br />
Jest to na przykład tytułowy terminator, ale także osoby, które z upodobaniem sieją długimi seriami z małych odległości, szczególnie po twarzy, albo tacy, których repliki maja dużą moc, a oni nie są zbyt odpowiedzialni, by jej używać.<br />
Na zarzut, że używają replik w zbyt niebezpieczny sposób (piszę „w zbyt”, bo z założenia każde strzał z repliki do innego uczestnika jest niebezpieczny), odpowiedzą Ci, że jesteś ciota i nie powinieneś w airsoft się bawić, bo to zabawa dla prawdziwych facetów, a nie frajerów twojego pokroju.<br />
Są także tacy którzy swą postawą, bądź też twórczością fotograficzną lub filmową pokazują treści o żenującym poziomie, kontrowersyjne, np. szerzą poglądy zakazane naszym kanonem prawnym (systemy totalitarne, ksenofobia itp).<br />
Oczywiście nie można tutaj mówić o aranżowaniu różnych sytuacji tego typu na potrzeby konkretnych scenariuszy, gdzie występują „Ruskie psy” czy „imperialistyczne świnie”. Ale zdarzają się różni „naziści-amatorzy”, którzy z nie za bardzo rozumieją nawet ideologię ruchów z którymi się identyfikują (bo głupi ludzie zbrodniczych ideologii nie tworzyli), nie mają pojęcia czym była Gospodarka Wielkiego Obszaru, robią wielkie oczy na nazwisko Rosenberg, ale pokrzyczeć sobie i popisać po murach jakieś prymitywne hasła lubią.<br />
Nie da się im nic wytłumaczyć, a nawet nie da się z nimi pogadać o ich poglądach, bo po prostu nie potrafią ich uzasadniać. Zwykle gdy głębiej zaczynasz ich wypytywać o światopogląd, to się gubią i zaczynają wykrzykiwać coś o tym, byś wracał do Izraela. Dziwni ludzie <img src='http://blog.gunfire.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> .<br />
Można by wymieniać wiele takich przypadków, jednak wszystkie sprowadzają się do… kwestii ostatecznego rozwiązania</p>
<p style="text-align: justify;">Co zrobić z taką osoba, gdy jest ona niereformowalna, gdy próbowano wszystkiego, a ona idzie w zaparte i psuje zabawę innym, lub (co gorsze) powoduje niebezpieczne sytuacje. Czy jest sposób na wykluczenie człowieka ze środowiska? Odpowiedź jest dość przewrotna – i tak i nie.<br />
Nie można tego zrobić w większości przypadków w aspekcie czysto formalnym, tzn. zakazać danej osobie pokazywać się na strzelaniu, chyba, ze odbywa się ono na prywatnym terenie, co w Polsce jest nadal dość rzadką sytuacją. Można też daną osobę usunąć z grupy, która jest formalnie zarejestrowana (np. w formie stowarzyszenia), jeśli spotkania odbywają się właśnie w ramach takiej formalnej struktury.</p>
<p style="text-align: justify;">Najczęściej jednak mamy o wiele prostszą sytuacje, gdzie wszystko jest nieformalne, wiec jak już pisałem, nie można nikomu niczego zabronić, tzn. można, ale osoba dana nie ma prawnego obowiązku zastosowania się do takiego polecenia, a że nie da się jej nic wytłumaczyć, to najczęściej też ma gdzieś co mówią inni. Rozwiązaniem tego problemu jest chyba tylko ostracyzm grupy, wykluczenie danej jednostki ze środowiska wyrażone przez niechęć (czy jakikolwiek akt woli) każdego z członków środowiska, wobec wykluczonego.Mówiąc prościej wszyscy musza „nie chcieć się z nim bawić”.<br />
Jeśli panuje ogólna zgoda co do tego, ze dana osoba nie powinna brać udziału w rozgrywce, to  sposobów na „wykluczenie” jest co najmniej kilka.<br />
Można np. całkowicie ignorować ja w polu, w czasie rozgrywki, ignorować także oddane przez nią strzały. Można też uporczywie taka osobę eliminować, zmuszając ja do zejścia na respa. Można ją najzwyczajniej w świecie zbanować na forum, gdzie ustawiane są spotkania.</p>
<p style="text-align: justify;">Pomocna w dochodzeniu do konsensusu w środowisku, co do osób „wykluczonych” jest tzw. galeria darwinów (istniejąca już w paru środowiskach). Zamieszcza się tam informacje, bądź nawet zdjęcia osób, które zostały objęte ekskomuniką airsoftową. Problemem takich inicjatyw są zawsze aspekty prawne związane z publikacją wizerunku danej osoby, ale w różnych regionach radzono sobie z tym w różny sposób.</p>
<p style="text-align: justify;">Na przeszkodzie w rozprawieniu się z problematycznym airsoftowcem stoi często bardzo poważna przeszkoda – jego team. Team, który kryje swojego członka, staje za nim murem w sytuacji, gdy reszta atakuje go oskarżeniami chociażby o terminatorkę. I bardzo dobrze robią powiadam Wam. Po to jest team, by chronić swoich. Jest to natomiast często ochrona źle postrzegana. Bo zasada powinna być taka, ze team chroni swojego członka za zewnątrz, stara się być rozjemcą w sporze, ale za to próbuje na niego wpłynąć wewnątrz ekipy. mówiąc wprost opieprza go z góry na dół za karygodne zachowanie, czy lżej, próbuje z nim porozmawiać o tym, co wyprawia. Jeśli osoba taka okazuje się niereformowalna w teamie, to tym bardziej osoby spoza niego nie będą go w stanie przekonać do zmiany postępowania. Wyjście jest drastyczne, ale tylko jedno – wydalenie z ekipy i rzucenie na pożarcie środowisku.</p>
<p style="text-align: justify;">Jak to wygląda w praktyce?<br />
Nawet zwrot „do dupy” byłby zbytnim eufemizmem.<br />
Środowiska lokalne w dużej części, z braku zdolności mobilizacji grupy czy artykulacji jej interesów nie radzą sobie z takimi ludźmi dając im bierne przyzwolenie na partycypowanie w środowisku. Najpopularniejsze próby walki z takimi ludźmi i ich zachowaniami to… wytkniecie im złego zachowania na forum!<br />
Rzadko zdarza się nawet, by ktoś był w stanie takiej osobie powiedzieć coś wprost, na strzelaniu. Jeszcze gorzej jest z osobami, które są członkami jakichś teamów, bo ich ekipy ich bronią i dodatkowo umacniają w przekonaniu, że mogą tak robić, bo nie ma elementu wewnętrznej dyscypliny, kary czy swoistego „wychowania”.<br />
Często kwestie terminatorowania poszczególnych ludzi w drużynie są tematami tabu, ktoś po prostu boi się o tym rozmawiać, bądź uznaje to za niewygodny temat i odkłada go na bok. Nawet w przypadku niezrzeszonych, szczególnie w przypadku dyskusji na forum, znajdzie się ktoś (a najczęściej więcej niż jedna osoba), która nie znając zupełnie sytuacji, w poczuciu obowiązku pomocy uciśnionym, weźmie w obronę naszego „łamiacego zasady”, odwołując się najczęściej do najdurniejszych przykładów i opierając na idiotycznych argumentach.<br />
W taki oto sposób temat ciągnie się przez parę stron forumowej dyskusji, sypia się ostrzeżenia i bany, moderatorzy dostają choroby na K i 7 liter, gdyż zamiast pić piwo na mieście, muszą pracować (i pić piwo przed komputerem), a wychodzi z tego zawsze tylko jedno – nic.</p>
<p style="text-align: justify;">Czas na smutne wnioski.<br />
Taka niemoc środowiska wobec jednostek, jego niezorganizowanie, prowadzą do degradacji airosoftu.<br />
Środowisko cierpi i nic nie zyskuje w imię źle pojętego egalitaryzmu, poprawności politycznej, czy co pod to jeszcze można podpiąć (ja bym to podpiął pod głupotę mas).<br />
Jeśli lokalne społeczności maniaków nie wezmą się za ten temat, to będzie on się tylko nasilał, a problemów będzie więcej. W efekcie strzelania mogą być coraz częściej paraliżowane przez coraz większą liczbę osób, które „zasadom się nie kłaniają”.<br />
Do broni Maniacy! Bądźcie bezwzględni, mordujcie, palcie, gwałćcie… bawcie się dobrze <img src='http://blog.gunfire.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> .</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.gunfire.pl/2010/07/19/jestem-terminatorem-i-jestem-z-tego-dumny/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Airosft: sportowcy vs pasjonaci</title>
		<link>http://blog.gunfire.pl/2010/07/15/airosft-sportowcy-vs-pasjonaci/?utm_source=rss&amp;utm_medium=rss&amp;utm_campaign=airosft-sportowcy-vs-pasjonaci</link>
		<comments>http://blog.gunfire.pl/2010/07/15/airosft-sportowcy-vs-pasjonaci/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 15 Jul 2010 06:12:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr "Wroobel" Wróblewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Felieton]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.gunfire.pl/?p=1935</guid>
		<description><![CDATA[Temperatura spadła do poziomu umożliwiającego względną egzystencję (dochodzi pierwsza w nocy), więc można brać się za pracę. Dziś zdecydowany powrót do refleksji na temat tego, kto jest dobry, a kto zły w naszym kochanym środowisku militarnym. Temat może nie dla wszystkich zrozumiały, zwłaszcza w tym momencie lektury. Postaram się więc przybliżyć sens słów zawartych w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Temperatura spadła do poziomu umożliwiającego względną egzystencję (dochodzi pierwsza w nocy), więc można brać się za pracę.<br />
Dziś zdecydowany powrót do refleksji na temat tego, kto jest dobry, a kto zły w naszym kochanym środowisku militarnym. Temat może nie dla wszystkich zrozumiały, zwłaszcza w tym momencie lektury. Postaram się więc przybliżyć sens słów zawartych w tytule.<br />
<span id="more-1935"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Czym jest airsoft? Nasza wspaniała Wikipedia definiuję go „jako grę zespołową wykorzystującą <span style="color: #000000;">pneumatyczne </span>repliki broni palnej strzelające plastikowymi kulkami o kalibrze 6 (lub <img src='http://blog.gunfire.pl/wp-includes/images/smilies/icon_cool.gif' alt='8)' class='wp-smiley' /> mm.” No i w sumie ma racje. Myślę jednak, że airsoft dla każdego jest czymś innym. Widać to zwłaszcza w podejściu graczy ( o zgrozo, znów to słowo) .</p>
<p style="text-align: justify;">Wiadomo, że interpretacji  definicji tej gry będzie tyle, ilu ludzi zajmujących się nią, można jednak spokojnie wskazać dwa główne nurty, które wykształciły się ostatnio.<br />
Te nurty nazwałem, może dość nietypowo, ale myślę, że słusznie. Sami zresztą ocenicie, bo już śpieszę z wytłumaczeniem, dlaczego akurat na takie słowa padł wybór.</p>
<p style="text-align: justify;">Duże grono ludzi zajmujących się air softem podchodzi do sprawy na zasadzie rywalizacji. Nie ważne jak, nie ważne czym; ważne żeby wygrać i przy okazji ustrzelić jak najwięcej głów. Podejście typowo sportowe. Stąd i określenie ich mianem sportowcy.</p>
<p style="text-align: justify;">Airsoft, różni się od Paint Ball`u przede wszystkim podejściem, które z założenia powinno odrzucać wszelkie formy rywalizacji i ponad nie stawiać takie walory jak klimat czy realizm. Trudno jednak mówić o takich walorach w przypadku ów sportowego podejścia  zwłaszcza, że zazwyczaj osoby skupiające się na efektywności prowadzonych działań zapominają o ich efektowności. Mianowicie hołdują zasadzie, że jeżeli coś działa to po co to zmieniać.<br />
I tak: jeżeli zestaw AK cymy, trampki i flecktarn działa to po co je zmieniać? Upraszczam mocno sprawę, ale chcę pokazać zasadę działania wielu z nas. I nie chodzi tu bynajmniej o sam sprzęt, bo problem dotyczy takich płaszczyzn jak chociażby system rozgrywki, miejsce, czy nawet samo wczucie w klimat.</p>
<p style="text-align: justify;">No, ale zaraz powiecie, że pastwię się nad tymi, dla których liczy się dobre strzelanie, a nie tony sprzętu, jednocześnie faworyzując znienawidzonych przez środowisko lanserów.<br />
Otóż nic bardziej mylnego. Uważam, że zarówno Ci pierwsi jak i Ci drudzy są potrzebni. Chociażby dla zachowania zdrowej równowagi miedzy strzelaniem, a lansowaniem.</p>
<p style="text-align: justify;">Użyłem również słowa „pasjonaci”, chodzi tu o osoby podchodzące do sprawy nieco ambitniej i z większym wczuciem, aniżeli w przypadku typowo sportowego podejścia. Ci dla których nie ma znaczenia ilość „fragów”, a sam klimat rozgrywki i ( nie oszukujmy się) wygląd.<br />
Nierzadko traktują asg właśnie jak pasję, styl życia. Wypełniają nim całe swój czas. I dobrze, tacy ludzie też są potrzebni.</p>
<p style="text-align: justify;">Jednak, tak samo jak w przypadku airsoftowych sportowców ma to również swoje złe strony, spowodowane głównie skrajnym podejściem do sprawy. Lans ponad wszystko, tony sprzętu, tony pieniędzy i zero przyjemności czerpanej bezpośrednio z samego strzelania.</p>
<p style="text-align: justify;">Powstaje pytanie: dlaczego mówię  o tym podziale?<br />
Podjąłem ten problem ze względu na nasilający się ostatnimi czasy spór pomiędzy przedstawicielami dwóch opisanych nurtów.<br />
Wielu mówi, że problemu tak naprawdę nie ma, ale myślę, że swego rodzaju „omijanie” sprawy nie jest rozwiązaniem.<br />
Jedni drugich, jeżeli nie publicznie to między swoimi ludźmi, obrzucają łajnem. Główne zarzuty w stosunku do „sportowców” to psucie klimatu rozgrywki.<br />
Trudno odmówić temu zarzutowi słuszności, ale moi drodzy pasjonaci, jak wyglądałoby airsoftowe pole walki bez ludzi, którzy robią na nim największy zamęt, którzy przerywając lanserską stagnację i wprowadzając w życie trochę zamieszania. Sprawiają, że nie zapominamy o co w tym wszystkim chodzi, a chodzi o strzelanie i dobrą zabawę.</p>
<p style="text-align: justify;">Z drugiej strony zarzuty kierowane w stronę militarnych pasjonatów są równe łatwe do obalenia.<br />
Po pierwsze: airsoft to, tak jak już mówiłem wcześniej gra o dużym nacisku na klimat rozgrywki. Nie powiecie mi chyba, ze ludzie wyglądający jak realni żołnierze, poruszający się jak oni, używający technik zaczerpniętych z realnych jednostek nie budują tego klimatu.</p>
<p style="text-align: justify;">No i tak właśnie doszliśmy do wniosku, że obydwie strony „konfliktu” wnoszą do środowiska wiele dobrego.<br />
Jak jednak uporać się z nieporozumieniami między jedną, a drugą stroną? Sedno problemu tkwi według mnie w swego rodzaju zazdrości. Jedni zazdroszczą efektowności, drudzy efektywności.<br />
Sama diagnoza jednak sprawy nie załatwi. Czy jest możliwe „uleczenie” tej zazdrości i wywoływanej przez nią antypatii?<br />
Najlepszym rozwiązaniem byłoby znaleźć złoty środek w postaci airsoftowca jednocześnie na tyle dobrze wyglądającego i potrafiącego się w czuć, aby mógł budować odpowiednia atmosferę; oraz takiego który mimo chęci lansowania się nadal potrafiłby oddać się strzelaniu zapominając o gratach które na sobie nosi.<br />
Pytanie powstaje jedno. Czy jest to możliwe?</p>
<p style="text-align: justify;">Z tą dylematem pozostawiam Was na całe, gorące lato.</p>
<p style="text-align: justify;">Niezwykle leniwie pozdrawiam.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.gunfire.pl/2010/07/15/airosft-sportowcy-vs-pasjonaci/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Airsoftowy hi-tech</title>
		<link>http://blog.gunfire.pl/2010/07/13/airsoftowy-hi-tech/?utm_source=rss&amp;utm_medium=rss&amp;utm_campaign=airsoftowy-hi-tech</link>
		<comments>http://blog.gunfire.pl/2010/07/13/airsoftowy-hi-tech/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 13 Jul 2010 07:39:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr &#34;Procent&#34; Łopaciński</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ciekawostki]]></category>
		<category><![CDATA[Wireless Control Airsoft Gun Colors Tracking Robot]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.gunfire.pl/?p=1931</guid>
		<description><![CDATA[Studenci z politechniki w Bangkoku (Mahanakhon University of Technology) stworzyli w ramach pracy naukowej, dość zaawansowane urządzenie wykorzystujące replikę airsoftową. Fakt faktem wątpię by mogło być sensownie wykorzystane w airsofcie, poza jakimiś ciekawymi i specjalistycznymi scenariuszami, ew. do szkoleń/ćwiczeń.  Ciekawostką techniczną na pewno natomiast jest. Jest to zdalnie sterowany, samobieżny system, przez twórców nazwany „Wireless [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Studenci z politechniki w Bangkoku (Mahanakhon University of Technology) stworzyli w ramach pracy naukowej, dość zaawansowane urządzenie wykorzystujące replikę airsoftową. Fakt faktem wątpię by mogło być sensownie wykorzystane w airsofcie, poza jakimiś ciekawymi i specjalistycznymi scenariuszami, ew. do szkoleń/ćwiczeń.  Ciekawostką techniczną na pewno natomiast jest.<br />
Jest to zdalnie sterowany, samobieżny system, przez twórców nazwany „Wireless Control Airsoft Gun Colors Tracking Robot”.<br />
Poza sterowaniem przez operatora zasiadającego za konsolą (w postaci zwykłego PC/laptopa z joystickiem), robot potrafi też „przeszukiwać” swoje przedpole w poszukiwaniu zaprogramowanego wcześniej koloru, który następnie sam śledzi.<br />
Potrafi za nim sprawnie podążać, ale to nie wszystko, bo nie dopuszcza także do siebie nikogo na małą odległość od frontu, po wykryciu zbliżającej się osoby sam cofa i utrzymuje odpowiedni dystans.<br />
Co potrafi i jak sobie radzi? Zapraszam do obejrzenia prezentacji, oraz fot pod linkiem:</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.diymaker.com/wireless-control-airsoft-gun-colors-tracking-robot/" target="_blank">http://www.diymaker.com/wireless-control-airsoft-gun-colors-tracking-robot/</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.gunfire.pl/2010/07/13/airsoftowy-hi-tech/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pora karmienia, czyli o wyżywieniu w terenie słów kilka&#8230;</title>
		<link>http://blog.gunfire.pl/2010/07/09/pora-karmienia-czyli-o-wyzywieniu-w-terenie-slow-kilka/?utm_source=rss&amp;utm_medium=rss&amp;utm_campaign=pora-karmienia-czyli-o-wyzywieniu-w-terenie-slow-kilka</link>
		<comments>http://blog.gunfire.pl/2010/07/09/pora-karmienia-czyli-o-wyzywieniu-w-terenie-slow-kilka/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 09 Jul 2010 06:33:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr "Wroobel" Wróblewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Felieton]]></category>
		<category><![CDATA[mre]]></category>
		<category><![CDATA[posiłki]]></category>
		<category><![CDATA[żywność]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.gunfire.pl/?p=1926</guid>
		<description><![CDATA[Po dość długiej przerwie w mojej aktywności na blogu wracam. Dziś chcę się podzielić moimi refleksjami dotyczącymi kwestii odżywiania na wszelkiego rodzaju imprezach militarnych. Kwestia niby jasna i prosta, ale chociażby mój wpis odnośnie kłopotów żołądkowych Gromu, pokazuje, że nie tylko wróg może pokrzyżować nasze plany. Wspomniałem o żołnierzach Gromu swego czasu dotkniętych biegunką więc [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Po dość długiej przerwie w mojej aktywności na blogu wracam.<br />
Dziś chcę się podzielić moimi refleksjami dotyczącymi kwestii odżywiania na wszelkiego rodzaju imprezach militarnych. Kwestia niby jasna i prosta, ale chociażby mój wpis odnośnie kłopotów żołądkowych Gromu, pokazuje, że nie tylko wróg może pokrzyżować nasze plany.</p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-1926"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Wspomniałem o żołnierzach Gromu swego czasu dotkniętych biegunką więc może na wstępie skupię się na kwestii problemów jakie może stworzyć nam nasz żołądek.<br />
Czymś czego najbardziej powinniśmy się obawiać na strzelance jest bez wątpienia biegunka, bowiem wszelkie poważniejsze dysfunkcje układu pokarmowego wymagają konsultacji lekarskiej.<br />
Przeciętna biegunka natomiast wymaga jedynie przeczekania, tudzież zażycia leku o działaniu hamującym jej objawy. Trzeba jednak pamiętać o takim leku, a mówię to dlatego, że przeglądając przeciętne airosoftowe „apteczki” spotkamy tony średnio potrzebnych bandaży, natomiast leku hamującego objawy biegunki nie znajdziemy.<br />
Powszechnie wiadomo jednak, że lepiej zapobiegać niż leczyć. Trzeba więc uderzyć w przyczyny nie skutki, a przyczyną tej choroby jest bez wątpienia rodzaj oraz jakość spożywanego pokarmu. I tu trzeba pamiętać o jednej ważnej kwestii, największe znaczenie ma nie pokarm spożywany bezpośrednio przed strzelaniem, a ten spożywany dzień wcześniej, gdyż prawidłowy proces trawienia zajmuje od 12h do 24 h, co pokazuje, że działanie określonego pokarmu odczujemy dopiero następnego dnia.  Jeszcze jedną ważną kwestia w przebiegu takiej choroby jest nawadnianie organizmu, ale o kwestiach napojów jeszcze wspomnę.</p>
<p style="text-align: justify;">Mając już ustalone jak ustrzec się biegunki, bierzemy nasz plecak i zaczynamy pakować prowiant.<br />
Zacznijmy może od kwestii ilości. Sprawa kolejny raz jest uzależniona od przewidywanego rodzaju spotkania. Śmieszą mnie ludzie, którzy na 5-6 godzinną strzelankę biorą plecak wypchany po brzegi kanapkami. Prawda jest taka, że  kilkugodzinne spotkanie można spokojnie przeżyć bez pokarmów, a jedynie nawadniając organizm.<br />
Co innego gdy w grę wchodzi całodzienny trening, ale wtedy też można się ograniczyć do kilku kanapek. Największy problem sprawia jedzenie na długich wymarszach, patrolach, milsimach lub też innych imprezach trwających dłużej niż 24h.<br />
W kwestii ilości, naprawdę trudno określić jednakową normę, ze względu na indywidualne cechy każdego człowieka. Jednemu wystarczy kanapka na 2-3 h godziny, inny musi zjeść porządny posiłek raz na kilka godzin.<br />
Trudno jest jednoznacznie określić takie normy, trzeba jednak pamiętać, że wychodzimy w teren w innych celach niż degustacyjne. Trzeba pogodzić się z tym, że w terenie mamy  mniejszy komfort również pod względem odżywiania.</p>
<p style="text-align: justify;">Kiedy już wiemy ile jedzenia brać na określone wypady, warto zadbać o odpowiednią formę naszego pokarmu.<br />
Wielu militarystów używa w terenie wojskowych racji żywnościowych. Ma to swoje dobre i złe strony. Postaram się krótko scharakteryzować taka rację żywnościowa na podstawie amerykańskich MRE. Będę mówił o racjach ze stanów, ze względu na to, że z nimi miałem największą styczność, poza tym wszystkie wojskowe posiłki maja wiele wspólnych cech.</p>
<p style="text-align: justify;">MRE &#8211; Meals Ready to Eat, czyli posiłek gotowy do zjedzenia.<br />
Opis prosty i prawdziwy. MRE to racja żywnościowa, która do przygotowania potrzebuje jedynie zimnej ( niekoniecznie czystej) wody i komponentów zawartych w paczce z jedzeniem. Niczego więcej.<br />
Każda porcja zawiera jedno dnie główne, które przyrządza się na ciepło i przeróżne dodatki zależne od menu, są to między innymi ciastka, pieczywo, napoje w proszku, gumy do żucia, sosy i wiele innych.<br />
Z rzeczy nienadających się do spożycia przez większość ludzi mamy wysokiej jakości łyżkę, podgrzewacz chemiczny, papier toaletowy, zapałki oraz wilgotne chusteczki. Każdy element jest zapakowany oddzielnie więc nawet po otwarciu głównego opakowania nie musimy się martwić, że coś nam zamoknie czy po prostu zostanie zniszczone.</p>
<p style="text-align: justify;">Wspomniałem o podgrzewaczu chemicznym. Jest to woreczek dwukomorowy.  Do środkowej komory wkładasz żarcie, do zewnętrznej wlewasz wodę ( może być zimna, brudna, twarda, z kałuży) która wchodząc w enigmatyczne  reakcje chemiczne ze znajdującym się tam środkiem po prostu podgrzewa się, ogrzewając tym samym nasze jedzenie. Proste i skuteczne.<br />
Cena pojedynczej racji waha się w okolicach 20-25 pln.</p>
<p style="text-align: justify;">Głównymi wadami takiego zestawu jest właśnie cena ( za 25 zł kupisz trochę więcej jedzenia w sklepie spożywczym ) no i oczywiście smak. Producent oferuje nam ponad 20 różnych zestawów smakowych, wśród, których są nawet zestawy koszerne czy wegetariańskie.<br />
Do większości ( o ile nie do wszystkich) dodawany jest sos tabasco, który pozwala  zjeść nawet najgorsze świństwo. Osobiście uważam, że producent nieprzypadkowo dodał ten sos zdając sobie sprawę, z wątpliwych walorów smakowych MRE.</p>
<p style="text-align: justify;">Podsumowując:  za 25 pln dostajesz ładnie zapakowaną, jednodniową porcję hermetycznie zamkniętego jedzenia. Wrzucasz ją do plecaka i nie martwisz się o nic, gdyż wszystko co potrzebne do przyrządzenia i skonsumowania posiłku znajduje się w paczce.<br />
Posiłek zawiera 1200 kalorii, więc na 24 h godziny w terenie powinno to wystarczyć. Trzeba jednak pamiętać, że smak MRE trafia tylko w nieprzeciętne podniebienia i zwykły zjadacz chleba może mieć problem w docenieniem wykwintnego smaku tego posiłku.</p>
<p style="text-align: justify;">Kiedy zdecydujemy, że MRE nie jest dla nas i wolimy zadowolić się prowiantem cywilnego pochodzenia warto pamiętać  o kilku kwestiach.<br />
O ile w przypadku MRE wrzucamy paczkę do plecaka i nie obchodzi nas nic, to cywilne jedzenie wymaga większej uwagi.<br />
Przede wszystkim trzeba pamiętać o tym, że będziemy to nosić w różnych warunkach, w plecaku razem ze sterta innych rzeczy, do tego nierzadko w skrajnych temperaturach. Zapomnijmy więc o wszystkim co może łatwo ulec uszkodzeniom mechanicznym. Tutaj najlepszym rozwiązaniem są konserwy. Nawet jeżeli coś uderzy czy trwale wgniecie metalową puszkę to nie wpłynie to na stan jej zawartości. Warto również pamiętać o zabezpieczeniu prowiantu przed wilgocią. Sposobów na to jest tysiące i wierzę, że każdy z Was jest na tyle inteligentny, że nie muszę ich opisywać.<br />
Dobrze jest brać pod uwagę, stosunek waga/ kaloryczność. Najlepszy maja posiłki uzupełniające pokroju: bakalii, orzechów, batonów. Wszystko co zajmuje jak najmniej miejsca, a jednocześnie może dostarczyć nam dużą ilość energii.</p>
<p style="text-align: justify;">Zanim jednak wypchamy nasz plecak konserwami i porcjami MRE, musimy pomyśleć o dużo istotniejszej rzeczy, mianowicie o wodzie.<br />
Powszechnie wiadomo, że ludzki organizm dłużej wytrzyma bez jedzenia niż bez wody.  Nieprzypadkowo używam tutaj słowa woda, a nie napój.<br />
Odpuśćmy sobie w terenie wszelkie coca-cole, sprite`y i inne słodkie cuda. Nie dość, że dużo gorzej działają na naszą gospodarkę wodną to jeszcze ich smak wzmaga pragnienie. Niegazowana woda mineralna jest moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem.<br />
Możemy ją przenosić na kilka sposobów,  główne to oczywiście manierki i kamelbaki. Używanie „kameli” sprawia, że mamy łatwiejszy i szybszy dostęp do wody pitnej.<br />
Sprawdza się to w przypadku szybkich akcji CQB, krótkich treningów. Manierka jednak ułatwia nam korzystanie z wody do celów innych niż konsumpcyjne. Dużo łatwiej jest opłukać zabrudzone oko wodą z manierki niż z kamela.<br />
Do tego dochodzi kwestia, umiejscowienia manierek. Mając modularny system sprzętu, możemy dowolnie zmieniać ich położenie, podczas gdy kamel znajduje się zawsze na plecach. Wszystko jest jednak kwestią gustu i indywidualnych upodobań.</p>
<p style="text-align: justify;">I tak jesteśmy już przy końcu artykułu.<br />
Wymieniłem wiele zasad, wskazówek ułatwiających stołowanie się w warunkach polowych, nie wspomniałem jednak o najważniejszej zasadzie. Dotyczy ona czystości.<br />
Pamiętajmy żeby wszystkie opakowania, bez znaczenia jakie, te od MRE i te od zwykłego cywilnego jedzenia, zabierać ze sobą. Chyba nikt nie lubi brudnych miejscówek.</p>
<p style="text-align: justify;">Pozdrawiam i życzę wszystkim udanych wakacji!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.gunfire.pl/2010/07/09/pora-karmienia-czyli-o-wyzywieniu-w-terenie-slow-kilka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
