﻿<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Blog Gunfire &#187; Opinie</title>
	<atom:link href="http://blog.gunfire.pl/category/opinie/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://blog.gunfire.pl</link>
	<description>Z życia sklepu</description>
	<lastBuildDate>Thu, 29 Jul 2010 12:13:57 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0</generator>
		<item>
		<title>„Basra” okiem Dolnoślązaka</title>
		<link>http://blog.gunfire.pl/2010/07/27/%e2%80%9ebasra%e2%80%9d-okiem-dolnoslazaka/?utm_source=rss&amp;utm_medium=rss&amp;utm_campaign=%25e2%2580%259ebasra%25e2%2580%259d-okiem-dolnoslazaka</link>
		<comments>http://blog.gunfire.pl/2010/07/27/%e2%80%9ebasra%e2%80%9d-okiem-dolnoslazaka/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 27 Jul 2010 06:50:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr &#34;Procent&#34; Łopaciński</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ciekawostki]]></category>
		<category><![CDATA[Opinie]]></category>
		<category><![CDATA[BASRA 5]]></category>
		<category><![CDATA[BASRA V]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.gunfire.pl/?p=1949</guid>
		<description><![CDATA[W ostatni weekend wziąłem udział w Świętokrzyskim Zlocie ASG „Basra V”. Nie zamierzam się tu ściśle i szablonowo rozpisywać  nad imprezą, a jedynie przekazać parę moich spostrzeżeń i przemyśleń. O tym jak „tam” było dobrze, a jak „tutaj” jest źle. Pierwszą uwaga jaką należałoby poczynić jest ta, iż Basra jest imprezą na zaproszenia, które są [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">W ostatni weekend wziąłem udział w Świętokrzyskim Zlocie ASG „Basra V”. Nie zamierzam się tu ściśle i szablonowo rozpisywać  nad imprezą, a jedynie przekazać parę moich spostrzeżeń i przemyśleń. O tym jak „tam” było dobrze, a jak „tutaj” jest źle.<br />
<span id="more-1949"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Pierwszą uwaga jaką należałoby poczynić jest ta, iż Basra jest imprezą na zaproszenia, które są rozdawane dość starannie.<br />
Mimo, iż w zlocie uczestniczy ponad 500 osób, to niewiele z nich dostaje się na listę „z zewnątrz”. Organizatorzy starają się dbać o wysoki poziom uczestników i jak się przekonałem, przynosi to skutki, ale o tym zaraz.</p>
<p style="text-align: justify;">Pierwsze co rzuca się w oczy po przyjeździe, to dbałość o szczegóły, o nadanie zwykłemu, opuszczonemu PGRowi klimatu arabskiego miasteczka, co wcale proste nie jest.<br />
Koszt uczestnictwa w imprezie wynosił 60 zł i nie dość, ze było widać na co te pieniądze poszły, to jeszcze, jak mało kiedy, że zostały zainwestowane z pomysłem i… rozmachem. Nadmienić należy, że wiele rekwizytów i innych elementów zlotowego wyposażenia jest dziedzictwem poprzednich edycji, a jest tego naprawdę sporo. Tak wiec pierwszy plus to ilość i jakość „ozdób” i rekwizytów w grze.</p>
<p style="text-align: justify;">Drugą rzeczą jest ilość atrakcji innych niż strzelanie.<br />
Impreza ma konwencje airsoftowo-larpową, uczestniczą w niej 3 strony, przy czym jedna z nich, Basryjska Gwardia stylizuje się na bliskowschodnia formacje militarną, zarówno wizualnie jak i mentalnie, próbując od obu stron wyciągnąć jak najwięcej pieniędzy (wydawana jest waluta zlotowa), za wszystko, jeśli tylko ktoś chce przejść przez teren Basry, ale także za wynajem Gwardzistów do własnych celów, przez każdą ze stron. Na terenie samej Basry funkcjonuje bank, który można obrabować (a wcale nie jest to takie proste, trzeba pokonać bankowe zabezpieczenia), kasyno (które w nocy świeci niczym choinka), sklep (przygotowany pod tło fabularne zabawy), czy meczet, z ołtarzem dywanami itp. w środku.<br />
Dodatkowo przeprowadzane są wybory na prezydenta Basry, każdy uczestnik otrzymuje jedną kartę do głosowania = 1 głos (który oczywiście można sprzedać, wymienić, ukraść itp., pełna demokracja i wolność).<br />
Dodatkowo już po samej rozgrywce, organizowanych jest wiele konkursów, mniej lub bardziej zabawnych, z nagrodami od sponsorów. A to wszystko tylko niektóre z atrakcji.</p>
<p style="text-align: justify;">Trzecia rzeczą jest poziom samych uczestników. Po pierwsze przypadki terminatorstwa były raczej symboliczne, a na pewno o wiele mniej liczne, niż życie mnie przyzwyczaiło.<br />
Po drugie ogólna kultura rozgrywki była naprawdę dobra. Jeden uczestnik przeprosił mnie na przykład za to, ze z 15m parę kulek z jego serii trafiły mnie w twarz, chociaż miały do tego pełne prawo, a on nie strzelał z bliskiej odległości. Ogólnie w większości czuło się atmosferę dobrej zabawy, bez potrzeby podbudowywania własnych ambicji, czy pokazywaniu kto jest lepszy.</p>
<p style="text-align: justify;">To wszystko co napisałem powyżej staje dość mocno w kontraście z tym, co znam z rodzimego podwórka. Gdzie większość scenariuszy robiona jest, w najlepszym wypadku z użyciem marnych rekwizytów, a najczęściej to całe tło fabularne nijak się ma do zadań albo w ogóle nie trzyma się kupy. Gdzie często ma się wrażenie, ze robione to jest „na odwal”, gdzie przede wszystkim brakuje pomysłowości i polotu.<br />
Takiego realnego zaangażowania i pomysłowości przy organizacji imprez. U nas na Dolnym Śląsku, najczęściej polot i pomysłowość objawia się przy tworzeniu całego katalogu osobnych zasad, dla każdego strzelania, w połowie czytania których, większość osób się gubi.<br />
Mam wrażenie, ze zostaliśmy przyzwyczajeni do takiej próżni i nijakości, wszystkim to pasuje i nikt nawet nie postuluje jakiejś nowej jakości przedsięwzięć (bo spotyka się to zawsze z jednym, betonowym argumentem – nie narzekaj, tylko zrób sam).<br />
Osobnym tematem są oczywiście uczestnicy dolnośląskich spotkań, których średni poziom spada. Terminatorstwo jest coraz częstsze i czasami wręcz paraliżuje całą rozgrywkę, kłótnie, wyzwiska i sytuacje sporne mnożą się, nikt nie dba o innych a tylko o siebie, zdarzają się nagminnie przypadki postrzałów z replik o dużej mocy z małych odległości.<br />
Widać, ze większość osób nie myśli o grupie ludzi, z którą się strzela, jako o środowisku, jakiejś wydzielonej grupie, w której warto współżyć w symbiozie, tylko o zbiorze jednostek, które niezależnie od innych egzystuje, spotkają się przypadkowo na strzelaniu, a poza nim nic ich nie łączy. Widzą tylko swój interes i swoją zabawę. Szkoda.</p>
<p style="text-align: justify;">Tak wiec zostawiam Was z tym smutnym kontrastem. Może ja to wszystko przejaskrawiam i wcale nie jest „tam” tak dobrze” a „tutaj” tak źle? Pewnie jestem tylko stary, brzydki i narzekam…</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.gunfire.pl/2010/07/27/%e2%80%9ebasra%e2%80%9d-okiem-dolnoslazaka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Z wojskowej biblioteki: „Jarhead” by Anthony Swofford.</title>
		<link>http://blog.gunfire.pl/2010/07/26/z-wojskowej-biblioteki-%e2%80%9ejarhead%e2%80%9d-by-anthony-swofford/?utm_source=rss&amp;utm_medium=rss&amp;utm_campaign=z-wojskowej-biblioteki-%25e2%2580%259ejarhead%25e2%2580%259d-by-anthony-swofford</link>
		<comments>http://blog.gunfire.pl/2010/07/26/z-wojskowej-biblioteki-%e2%80%9ejarhead%e2%80%9d-by-anthony-swofford/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 26 Jul 2010 08:59:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr "Wroobel" Wróblewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Felieton]]></category>
		<category><![CDATA[Opinie]]></category>
		<category><![CDATA[jarhead]]></category>
		<category><![CDATA[usmc]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.gunfire.pl/?p=1947</guid>
		<description><![CDATA[Któż nie zna słynnej militarnej produkcji kinowej Sama Mendeza „Jarhead. Żołnierz piechoty morskiej”? Zapewne zna ogromna większość wiec o filmie rozmawiać nie będziemy. Zdecydowana mniejszość wie, że film został nakręcony na podstawie książki autorstwa Antonego Swofford`a i to właśnie o literackim dziele jednego z marines walczących podczas I wojny w Zatoce Perskiej dzisiejszy wpis. Książka [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Któż nie zna słynnej militarnej produkcji kinowej Sama Mendeza „Jarhead. Żołnierz piechoty morskiej”?<br />
Zapewne zna ogromna większość wiec o filmie rozmawiać nie będziemy. Zdecydowana mniejszość wie, że film został nakręcony na podstawie książki autorstwa Antonego Swofford`a i to właśnie o literackim dziele jednego z marines walczących podczas I wojny w Zatoce Perskiej dzisiejszy wpis.<br />
<span id="more-1947"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Książka jest o…   o marines.<br />
Zaoszczędzę wszystkim szczegółów związanych z fabułą, aby nie zepsuć niespodzianki tym, którzy jeszcze nie czytali. Powiem jedynie, że autor w książce idealnie nakreślił obraz stanu emocjonalnego przeciętnego Jarheada podczas operacji: „pustynna tarcza” i dalej „pustynna burza”.<br />
Swofford w książce łamie stereotyp bohaterskiego i heroicznie walczącego ze złem żołnierza. Jest to książka autobiograficzna, dlatego postać Tony`ego oraz opisy jego wewnętrznych przeżyć są w stu procentach szczere.<br />
Swofford pokazuje wiele lęków i obaw jakie towarzyszyły mu  będąc w Zatoce, przez co wyłamuje się ze schematu, o którym wcześniej pisałem.<br />
Na zewnątrz zachowuje formę typowego amerykańskiego bohatera wojennego, mówiącego często „fuck” i gotowego do najbardziej odważnych i jednocześnie głupich decyzji.<br />
Obok tego umięśnionego, odważnego Marine, Swoff jest jednak zwykłym, młodym chłopakiem, pełnym obaw o swoje życie i przyszłość.  Chłopakiem, który tęskni za domem, przeżywa załamanie. Antony Swofford pokazuje realny, nie wyidealizowany obraz Jarheada, któremu podczas jego wojennej przygody towarzyszą również takie emocje jak strach, zwątpienie czy osamotnienie.</p>
<p style="text-align: justify;">Niezwykle ciekawy jest portret typowego Marine, który kiedy tylko jest okazja, narzeka na warunki i los jaki zgotował mu korpus; który przeklina USMC i swoją robotę, ale tak naprawdę kocha to co robi i nigdy nie wyrzekłby się tego.<br />
Świetne pokazany jest stosunek żołnierzy do samego korpusu, to jak identyfikują się z nim, z jego historią i zwyczajami. Świadczy o tym chociażby ten cytat ( który pojawił się również w kinowej adaptacji książki)</p>
<p style="text-align: justify;">„Data urodzin korpusu piechoty morskiej? Dziesiąty listopada 1775 roku – piechota morska jest starsza niż Stany Zjednoczone Ameryki.<br />
Miejsce urodzin? Tun Tavern w Filadelfii, banda pijaków z długimi karabinami i wielkimi jajami.<br />
Tarawa? Najbardziej krwawa bitwa II wojny światowej.<br />
Dan Daly? Zabił trzydziestu siedmiu Chińczyków podczas powstania bokserów.<br />
Najbardziej śmiercionośna broń na ziemi? Żołnierz piechoty morskiej i jego karabin.<br />
Chcesz wygrać wojnę? Powiedz to żołnierzom piechoty morskiej”</p>
<p style="text-align: justify;">Tak ja już wspomniałem, książka zasługuje na pochwałę za ogromną dozę realizmu. Swofford ukazał w niej dużo ciemnych stron ze swojego koszarowego życia.<br />
Próba samobójcza, czy zemsta na jednym z kolegów to czyny średnio chwalebne, autor mógł je pominąć kreując tym samym swój obraz nieco lepszym.<br />
Postawił jednak na rzetelność przekazu, co pozwala nam myśleć, że w kwestiach niezwiązanych bezpośrednio z nim samym był równie prawdomówny.</p>
<p style="text-align: justify;">Zostawmy treść, bo nie na streszczaniu książki miał ten wpis polegać. Skupmy się na formie, a forma zdecydowanie zaskakuje.<br />
Trzeba tu zdecydowanie pochwalić kunszt autora i jego styl. Wyrafinowane figury literackie, sprawne operowanie sarkazmem i ironią sprawiają, że czytanie książki jest przyjemnością. Do tego bardzo płynnie przeplatają się sceny zabawne, pochodzące z prozy życia wojskowego,  i  te poważne, pełne przemyśleń. To kolejny, ogromny plus, gdyż dzięki temu lektura nie nuży.</p>
<p style="text-align: justify;">Muszę jednak powiedzieć, że „Jarhead” to pozycja nie dla wszystkich.<br />
Specyficzny język, przesycony miejscami brutalnością, erotyką czy zwykłymi przekleństwami, nie trafia w każdy gust. Do tego stosunkowo duża ilość słownictwa zaczerpniętego z nomenklatury wojskowej sprawia, że militarnym laikom trudno czyta się niektóre fragmenty.<br />
Wiele osób pytało mnie czy to książka również dla kobiet. Odpowiem tak: z pewnością tylko dla wybranych. Czytało ją kilka znajomych przedstawicielek płci pięknej i zdecydowana większość mimo ogromnego uznania dla książki, przyznało, że język jest ciężki. Myślę nawet, że niektóre z kobiet mogłyby poczuć się dotknięte opiniami na ich temat zawartymi w tej książce.</p>
<p style="text-align: justify;">Jak wypada obraz literacki w konfrontacji z obrazem kinowym. Moim zdaniem książka nokautuje ( swoją drogą bardzo dobry ) film Sama Mendeza.<br />
Dzieło literackie nie jest zbyt obszerne, nieco ponad 300 stron, ale pokazuje dużo więcej niż około dwugodzinny film. Brak niektórych scen można wytłumaczyć ograniczonym czasem, w filmie jednak zabrakło kilku naprawdę ważnych obrazów.<br />
Do tej pory zastanawiam się, dlaczego Mendez nie zdecydował się na umieszczenie w filmie samobójczej próby Swoff`a. Kolejny cios ze strony literatury to forma. Mimo iż reżyser użył kilku ciekawych cytatów, to siedząc w kinie nie usłyszymy takich smaczków literackich jak chociażby ten:</p>
<p style="text-align: justify;">„ Jak większość dobrych i wspaniałych żołnierzy piechoty morskiej, nienawidziłem Korpusu Piechoty Morskiej . Nienawidziłem tego, że jestem marine, ponieważ niezależnie od tego, jaki chciałem być – bystry, sławny, seksowny, niewyżyty seksualnie, napity, wypieprzony, wysoki, samotny, sławny, bystry, znany, rozumiany, kochany, wielkoduszny, niewyżyty seksualnie, zalany, wysoki, bystry, seksowny – bardziej niż wszystko, czym chciałem być, przede wszystkim byłem żołnierzem piechoty morskiej. Jarheadem. Trepem”.</p>
<p style="text-align: justify;">Warto również wspomnieć o dość dużych rozbieżnościach w kwestii niektórych nazwisk.</p>
<p style="text-align: justify;">Rekonstruktorzy zapewne zastanawiają się czy książka może być źródłem wiedzy czysto technicznej. W pewnym stopniu tak,  ale myślę, że nie jest to wiedza o jakieś szczególnej wartości, gdyż większość tych takich informacji można znaleźć w googlach. Pozycja jednak wskazana rekonstruktorom. Dzięki niej dużo łatwiej wczuć się w klimat I Wojny w Zatoce Perskiej.</p>
<p style="text-align: justify;">Żeby być obiektywnym starałem się znaleźć jakieś minusy w książce Swofford`a.  Dla mnie głównym minusem był jej szybki koniec, była po prostu za krótka, ale to bardzo subiektywny minus. Niektórzy mogą narzekać, na brak jakiegoś konkretnego wątku. Cóż, jest to książka autobiograficzna i do tego mająca ukazać emocjonalny obraz przeciętnego żołnierza USMC, trudno więc szukać tutaj jakiejś nietypowo zaskakującej fabuły.</p>
<p style="text-align: justify;">Podsumowując „Jarhead” to książka mająca zbyt wiele do zaoferowania, aby przejść obok niej obojętnie. Nie każdy musi być nią tak zachwycony jak ja, ale przeczytać naprawdę warto. Co więcej o niej mówić? Najlepiej przeczytajcie ją sami.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.gunfire.pl/2010/07/26/z-wojskowej-biblioteki-%e2%80%9ejarhead%e2%80%9d-by-anthony-swofford/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Skróty dziwne i ciekawe</title>
		<link>http://blog.gunfire.pl/2010/04/08/skroty-dziwne-i-ciekawe/?utm_source=rss&amp;utm_medium=rss&amp;utm_campaign=skroty-dziwne-i-ciekawe</link>
		<comments>http://blog.gunfire.pl/2010/04/08/skroty-dziwne-i-ciekawe/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 08 Apr 2010 08:18:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr &#34;Procent&#34; Łopaciński</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ciekawostki]]></category>
		<category><![CDATA[Felieton]]></category>
		<category><![CDATA[Opinie]]></category>
		<category><![CDATA[Wiadomości]]></category>
		<category><![CDATA[alice]]></category>
		<category><![CDATA[Arcteryx]]></category>
		<category><![CDATA[CFP 90]]></category>
		<category><![CDATA[ELCS]]></category>
		<category><![CDATA[IIFS]]></category>
		<category><![CDATA[ILBE]]></category>
		<category><![CDATA[ITLBV]]></category>
		<category><![CDATA[LBV]]></category>
		<category><![CDATA[M1974]]></category>
		<category><![CDATA[M56]]></category>
		<category><![CDATA[M67]]></category>
		<category><![CDATA[MOLLE]]></category>
		<category><![CDATA[MOLLE II]]></category>
		<category><![CDATA[NAM]]></category>
		<category><![CDATA[Propper]]></category>
		<category><![CDATA[SPEAR]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.gunfire.pl/?p=1711</guid>
		<description><![CDATA[Swego czasu Wroobel krótko opisywał różne kamuflaże i mundury, ja tym razem skupię się na oporządzeniu i ograniczę do tego amerykańskiego. Dlaczego? Bo dość powszechnym w środowisku jest mylenie różnych jego rodzajów. Czy to ma wielkie znaczenie i jest to karygodny błąd? W żadnym wypadku nie, ale często nie potrafię się porozumieć z kimś, kto [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Swego czasu Wroobel krótko opisywał różne kamuflaże i mundury, ja tym razem skupię się na oporządzeniu i ograniczę do tego amerykańskiego.<br />
Dlaczego? Bo dość powszechnym w środowisku jest mylenie różnych jego rodzajów. Czy to ma wielkie znaczenie i jest to karygodny błąd? W żadnym wypadku nie, ale często nie potrafię się porozumieć z kimś, kto próbuje mi przekazać o jaki element szpeje mu chodzi, tylko nie za bardzo wie o czym mówi&#8230;<br />
Także opiszę różne systemy oporządzenia, pokrótce skupiając się na najważniejszych elementach i cechach, a nie kompleksowej analizie.<br />
Skupie się tu także tylko na systemach typowo oporządzeniowych, w następnych wpisach zajmę się systemami ochrony balistycznej czy tymi zintegrowanymi&#8230;<br />
<span id="more-1711"></span></p>
<p style="text-align: justify;">M56/M67 – rekonstruktorzy NAMu w tym momencie pragną mnie powiesić za to, że wrzuciłem do jednego wora te dwa różne systemy, ale to dlatego, że właściwie nie spotyka się tego w airsofcie, zarówno w oryginale jak i kopii.<br />
Ogólnie oporządzenie oparte na pasie i szelkach, główna różnica polega na tym, iż M56 w dużej mierze oparte było na wyrobach z bawełny itp., a M67 to już nylonowe zabawki.</p>
<p style="text-align: justify;"><img class="ngg-singlepic ngg-center" src="http://blog.gunfire.pl/wp-content/gallery/gear/1.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align: justify;"><img class="ngg-singlepic ngg-center" src="http://blog.gunfire.pl/wp-content/gallery/gear/2.jpg" alt="6" /></p>
<p style="text-align: justify;">M1974 ALICE &#8211; All-Purpose Lightweight Individual Carrying Equipment (ale rozwiniecie tego skrótu i tak do niczego nie potrzebne).</p>
<p style="text-align: justify;">To właściwie ostatni amerykański system oparty na zwykłych szelkach oporządzeniowych oraz pasie. Nadal bardzo popularny w airsofcie. Także oparty na nylonie, natomiast ładownice przystosowane ma do przenoszenia amunicji do takich modeli broni jak rodzina M4/M16 (30rd), Colt 1911, M9 czy M60. Wszystko montowane na 2-calowej szerokości pasie (LC 1/2/3). Wiele elementów dopasowanych do standardu tego systemu wytwarzały znane do dzisiaj świetnie firmy, jak Eagle Ind, czy BlackHawk Ind. Popularne, oraz bardzo udane są także plecaki tego systemu, szczególnie ten w rozmiarze medium, oparte na aluminiowym stelażu. Cały system występował w kolorze OD i OG, a plecaki w późniejszych wersjach także w woodlandzie.</p>
<p style="text-align: justify;"><img class="ngg-singlepic ngg-center" src="http://blog.gunfire.pl/wp-content/gallery/gear/3.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align: justify;">IIFS – System, o którym mało kto pamięta lub wie, myląc jego elementy z elementami systemu ALICE.</p>
<p style="text-align: justify;">Podobieństwa jednak występują, oba zestawy korzystają z tego samego pasa, LC. Sam IIFS był małą rewolucją, gdyż po raz pierwszy, rezygnował z podstawy w postaci pasa i szelek, a wprowadzał kamizelkę- LBV/ITLBV (wcześniej pojawiła się na przykład kamizelka grenadiera, ale nigdy nie było to podstawa systemu). Sama LBV zbyt rozbudowana nie była – 4 ładownice na magi+2 ładownice na granaty ręczne, resztę można było przenosić na podpiętym opcjonalnie i już wspomnianym pasie LC. Wszystko oczywiście dalej na nylonie. Sama kamizelka natomiast, jak i np. buttpack/cargo/nadupnik z tego systemu, występowały w kamuflażu woodland. Ciekawy jest natomiast duży plecak z tego systemu, o symbolu CFP90, to chyba pierwszy amerykański plecak wojskowy, zaprojektowany przez firmę turystyczną, oparty właśnie na konstrukcji  turystycznego plecaka, z wbudowanym, lekkim stelażem itp., w porównaniu do niego, duży plecak systemu MOLLE/MOLLE II był krokiem w tył.</p>
<p style="text-align: justify;"><img class="ngg-singlepic ngg-center" src="http://blog.gunfire.pl/wp-content/gallery/gear/4.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align: justify;">MOLLE I/MOLLE II – pierwszy system, wprowadzony w USA na szeroką skalę, który zyskał miano modułowego.</p>
<p style="text-align: justify;">Cała powierzchnia kamizelki-bazy (częściowo także plecaków), była pokryta jedno calowymi taśmami PALS, na które dowolnie można było przypinać takie ładownice, jakie nam było wygodnie i gdzie nam było wygodnie, przez co mając jedną kamizelkę-bazę i komplet ładownic, mogliśmy stworzyć  set dla albo strzelca, albo medyka, czy też grenadiera.<br />
MOLLE I od MOLLE II różniło się niewiele, przede wszystkim kamizelką-bazą. W pierwszej wersji systemu zwała się ona LBV (nie miała nic wspólnego z LBV z IIFS) i bardzo często jest mylona z FLC, z drugiej wersji systemu. Jedną od drugiej odróżniał głównie odłączany pas (MOLLE I) lub jego brak (MOLLE II).<br />
Częstym błędem jest też mylenie butt packa MOLLE z tym elementem z oporządzenia IIFS. Oba wyglądały tak samo, z grubsza, jednak ten MOLLE był wykonany z Cordury, a IIFS z nylonu. Popularny waistpack, który zastąpił buttpack, to dopiero wynalazek z MOLLE II.<br />
W ramach systemu stworzono także 2 plecaki (skupiając się na MOLLE II). Patrol pack o pojemności niecałych 30l, bardzo popularny, prosty i wytrzymały, przystosowany do podpięcia jako zasobnik desantowy (to właśnie po to są tam potężne taśmy, schowane przy tylnej ścianie, o czym niewielu posiadaczy wie), oraz main pack, wielki plecak, którego połowę zajmuje i tak komora na wielki śpiwór, z lekkim stelażem z tworzywa, które miał 3 główne cechy, nie był zbyt wygodny, skrzypiał w połączeniu z szelkami oraz lubił pękać (a w teorii mówili, że taki wytrzymały…). Osobiście, jak już pisałem, uważam, ze CFP 90, był plecakiem względem niego lepszym.<br />
Cały system po raz pierwszy był wykonany z Cordury, co wydatnie podnosiło jego wytrzymałość na przetarcia i odporność na tracenie barw. Elementy wykonywane początkowo w kamuflażu woodland, potem także 3c, UCP oraz kolorze coyote Brown</p>
<p style="text-align: justify;"><img class="ngg-singlepic ngg-center" src="http://blog.gunfire.pl/wp-content/gallery/gear/5.jpg" alt="9" /></p>
<p style="text-align: justify;">W tym miejscu warto pokusić się o jedną uwagę. MOLLE to tylko i wyłącznie system stworzony na potrzeby Sił Zbrojnych USA, obejmujący wyżej wymienione elementy. Żadne CIRASy, AAV, plate’y, chesty, IBA nie są w żadnym wypadku elementem systemu MOLLE i podpinanie ich pod to jest błędem. Wszystkie natomiast oparte są na systemie PALS i tym terminem można się posługiwać, lub też tym, iż są kompatybilne z MOLLE (MOLLE compatibile, ew. MOLLE webbing).</p>
<p style="text-align: justify;">SPEAR ELCS – system opracowany dla SOCOMu składający się z kamizelki oporządzeniowej, będącą polaczeniem pomysłów z FLC i ELBV IIFS, tzn. w pełni modułowa, posiadająca na panelach piersiowych panele pod kątem, a dodatkowo PALSy na plecach, oraz miejsce na wkłady wypornościowe (w komplecie), którą dodatkowo można było przerobić na beltkit.</p>
<p style="text-align: justify;">Baza, razem z kompletem ładownic i instrukcją (papierową, do MOLLE dodawali manual na VHS) dostarczane było w prostych torbach, w których wnętrzu zawieszało się wszystkie ładownice. Wszystkie elementy wykonywane przez firmę Safariland. Dodatkowo, osobno powstał w ramach SPEARa system UM21, czyli 2 plecaki z kompletem akcesoriów, jeden główny, drugi patrolowy, uważane za jedne z najlepiej rozwiązanych plecaków wojskowych, wytwarzane i opracowane przez firmę Gregory Pack. Wszystkie elementy (kamizelka, ładownice, plecaki), wytwarzane w kamuflażu woodland oraz desert 3c.</p>
<p style="text-align: justify;"><img class="ngg-singlepic ngg-center" src="http://blog.gunfire.pl/wp-content/gallery/gear/6.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align: justify;">ILBE – system opracowany na potrzeby USMC, znany głównie ze swoich dwóch elementów czyli plecaka głównego i patrolowego, wyróżniające się tym, iż wytwarzane są w kamuflażu MARPAT woodland, opracowanych przez bardzo znaną na zachodzie (w Polsce trochę) i można powiedzieć hi-endową firmę Arcteryx, a robione przez firmę Propper.<br />
Mało kto wie natomiast, ze to tylko cześć systemu, drugą jego cześć stanowi kamizelka – ALC i komplet ładownic. ALC pozostał jednakże jedynie w fazie prototypu, gdyż USMC zamiast niej, na wyposażenie przyjęło zmodyfikowane FLC w kolorze coyote Brown, a bardzo ciekawy projekt upadł.</p>
<p style="text-align: justify;"><img class="ngg-singlepic ngg-center" src="http://blog.gunfire.pl/wp-content/gallery/gear/7.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align: justify;"><img class="ngg-singlepic ngg-center" src="http://blog.gunfire.pl/wp-content/gallery/gear/8.jpg" alt="" /></p>
<p style="text-align: justify;">Źródła zdjęć: onlinehome.us, airsoftretreat.com, mooremilitaria.com, warrior.pl, armyproperty.com, special-warfare.net,  us-elitegear.com, zbiory własne.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.gunfire.pl/2010/04/08/skroty-dziwne-i-ciekawe/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Okulary Peltor Bull`s Eye</title>
		<link>http://blog.gunfire.pl/2010/03/29/okulary-peltor-bulls-eye/?utm_source=rss&amp;utm_medium=rss&amp;utm_campaign=okulary-peltor-bulls-eye</link>
		<comments>http://blog.gunfire.pl/2010/03/29/okulary-peltor-bulls-eye/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 29 Mar 2010 08:49:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr "Wroobel" Wróblewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Opinie]]></category>
		<category><![CDATA[Testy]]></category>
		<category><![CDATA[Peltor Bull`s Eye]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.gunfire.pl/?p=1679</guid>
		<description><![CDATA[W ostatnim czasie stałem się średnio szczęśliwym posiadaczem okularów ochronnych firmy Peltor, model: Bull`s Eye. Postaram się przedstawić krótko wrażenia, jakie wywołały u mnie te okulary. Firma Peltor charakteryzuje się szerokim asortymentem akcesoriów ochronnych wykorzystywanych dla zwiększenia poziomu BHP. W takich też okolicznościach miałem jedyną, dotychczasowa styczność z tymi produktami. Głównie były to ochronniki słuchu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">W ostatnim czasie stałem się średnio szczęśliwym posiadaczem okularów ochronnych firmy Peltor, model: Bull`s Eye. Postaram się przedstawić krótko wrażenia, jakie wywołały u mnie te okulary.<br />
<span id="more-1679"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Firma Peltor charakteryzuje się szerokim asortymentem akcesoriów ochronnych wykorzystywanych dla zwiększenia poziomu BHP. W takich też okolicznościach miałem jedyną, dotychczasowa styczność z tymi produktami. Głównie były to ochronniki słuchu w różnego rodzaju zakładach produkcyjnych.<br />
Muszę przyznać, że charakteryzowały się one wysoką jakością wykonania, zwłaszcza w stosunku do swoich substytutów firmy „no name”. Jednocześnie, co wynika zarówno z mojego doświadczenia jak i z opinii innych użytkowników, sprzęt szwedzkiego producenta cechował się dużym komfortem użytkowania oraz niezwykłą ergonomią.</p>
<p style="text-align: justify;">Ze względu na moją dotychczasową dobrą opinię o firmie Peltor, zaskoczenie jakością wykonania okularów Bull`s Eye było jeszcze większe. Zdecydowanie odstają poziomem od wyrobów tegoż producenta, z którymi miałem do czynienia wcześniej. Pierwszym co rzuca się w oczy jest niedbałość o szczegóły. Krzywo wsadzony nosek czy wystające spod oprawki dziurki do mocowania okularu to mankamenty, które mimo, iż nie maja dużego wpływu na użytkowanie i są możliwe do usunięcia, po prostu irytują. Od takiej firmy wymagam czegoś więcej.</p>
<p style="text-align: justify;">Okulary posiadają, jak to określono na stronie „miękki nosek”, który dopiero po kilku dniach użytkowania staje się miękki i w miarę komfortowy. Według specyfikacji okulary posiadają regulację kąta nachylenia szybki. Gadżet moim zdaniem bardziej zastosowany jako chwyt marketingowy, niż realnie ułatwiające użytkowanie rozwiązanie. Regulacja nie jest na tyle wyraźna, żeby odczuć jakąkolwiek różnice. Jedyne na co ma wpływ ten system to zwiększenie przyczepności okularów do głowy ( bardzo niezgrabnie to określiłem, ale w dalszej części wytłumaczę o co chodzi ). Nie można zapomnieć tu o zausznikach, które są zdecydowanie zbyt miękkie, przez co okulary źle przylegają do głowy.</p>
<p style="text-align: justify;">Poruszyłem kwestię przylegania okularów do głowy. Jest to na tyle istotna kwestia, że warto poświęcić jej oddzielny akapit. Otóż, model Bull`s Eye kompletnie nie trzyma się mojej głowy. Nie wiem czy może wynikać to z kształtu mojej twarzy, niemniej jednak konstrukcja tego produktu firmy Peltor w powyższej kwestii pozostawia wiele do życzenia. Wspomniałem już wcześniej o zbyt miękkim materiale, który przeznaczono do wykonania zauszników. Mi przypomina on gumę, zausznik nie stawiają żadnego oporu, ich końcówki można dowolnie wyginać. Sprawia to, że okulary nie są przyciśnięte do głowy, a jedynie zatrzymują się na uszach. Kąt zagięcia nauszników jest natomiast na tyle mały, że bez większego problemu nasza ochrona oczu zsuwa się z nosa. Taka konstrukcja ma za zadanie wyeliminować efekt uciskania zauszników w przypadku używania jednocześnie ochrony oczu i słuchu.</p>
<p style="text-align: justify;">Nie bądźmy jednak tak krytyczni. Okulary mają też swoje zalety, do których z całą pewnością zaliczyć można właściwości szybki.  Według oficjalnych danych szybka pokryta jest „supernowoczesną powłoką DX: nieparującą, wzmocnioną przed zarysowaniami i chemikaliami, antystatyczną”. Jak to się ma do praktyki ? Okularów używałem do biegania zarówno w dodatnich jak i ujemnych temperaturach, nie zaparowały. Trzeba przyznać, że nie forsowałem zbyt mocno tempa biegu, niemniej jednak jestem zadowolony z właściwości powłoki. Zobaczymy jak to będzie latem przy porządnym wysiłku.</p>
<p style="text-align: justify;">Odporność na zarysowania? W tym temacie chyba nie mogę zbyt dużo powiedzieć, za krótko użytkuję okulary. Dodam tylko, że po 2 tygodniach „walania się” wśród innych elementów mojego sprzętu okulary pozostały bez najmniejszej skazy. Chemikaliami na szybkę nie działałem więc pozostawię tę właściwość bez komentarza. Co się tyczy antystatyczności, to chyba działa, bo żadnych, nawet najmniejszych, drobinek kurzu przyklejonych do okularów nie zauważyłem.</p>
<p style="text-align: justify;">W specyfikacji możemy przeczytać również „klasa optyczna 1 (najwyższa, do ciągłego noszenia)”. I jest to w 100 procentach prawda. Soczewka nie tylko doskonale chroni przed rażącymi promieniami słońca, ale również idealnie sprawuje się nawet w bardziej pochmurnych warunkach, czy też w zacienionych lasach. Do tego nie zniekształca kolorów, co sprawia, że  okulary nadają się chociażby do jazdy samochodem. Najkrócej ujmując: przyjemnie się przez nie patrzy.</p>
<p style="text-align: justify;">Pozostała, jeszcze sprawa wyglądu, bo ten również jest ważnym czynnikiem. Nie zaglądałem nigdy w oczy byka, ale patrząc na okulary Peltor Bull`s Eye, wiem, że zobaczyłbym tam dużo agresji. Kształt szkieł i oprawek nadaje im agresywnego, ostrego i sportowego wyglądu. Prezentują się ładnie i profesjonalnie. Spokojnie można powiedzieć, że dają 5 dodatkowych punktów do lansu <img src='http://blog.gunfire.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  .</p>
<p style="text-align: justify;">Podsumowując, każdy kto decyduje się na kupno okularów Bull`s Eye powinien przed zakupem przymierzyć je by uniknąć kłopotu jaki spotkał mnie. Okulary słabo dopasowują się do mojej głowy. Ich cena oscyluje w granicach 100 pln, więc nie każdy airsoftowiec jest w stanie bez wahania się na nie zdecydować. Nie zmienia to jednak faktu, iż okulary warte są swojej ceny.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.gunfire.pl/2010/03/29/okulary-peltor-bulls-eye/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czy jest aż tak źle ?</title>
		<link>http://blog.gunfire.pl/2010/03/13/czy-jest-az-tak-zle/?utm_source=rss&amp;utm_medium=rss&amp;utm_campaign=czy-jest-az-tak-zle</link>
		<comments>http://blog.gunfire.pl/2010/03/13/czy-jest-az-tak-zle/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 13 Mar 2010 21:18:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr "Wroobel" Wróblewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Felieton]]></category>
		<category><![CDATA[Opinie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.gunfire.pl/?p=1643</guid>
		<description><![CDATA[Ostatnimi czasy regularnie zalewani jesteśmy falą nieprzychylnych komentarzy kierowanych w stronę polskiego środowiska airsoftowego.  Niski poziom graczy, dzieci, brak klimatu, terminatorstwo, zarzuty można wymieniać jeszcze długo. Narzekać jest łatwo. Dla odmiany postaram się dziś przedstawić pozytywne aspekty naszego hobby. Artykuł napiszę trochę inaczej niż robię to zazwyczaj. Teraz nie mam w głowie planu argumentów, szczerze [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Ostatnimi czasy regularnie zalewani jesteśmy falą nieprzychylnych komentarzy kierowanych w stronę polskiego środowiska airsoftowego.  Niski poziom graczy, dzieci, brak klimatu, terminatorstwo, zarzuty można wymieniać jeszcze długo. Narzekać jest łatwo. Dla odmiany postaram się dziś przedstawić pozytywne aspekty naszego hobby. Artykuł napiszę trochę inaczej niż robię to zazwyczaj. Teraz nie mam w głowie planu argumentów, szczerze powiedziawszy nie mam ich na razie żadnych. Postaram się spontanicznie znaleźć największe pozytywy dzisiejszego air softu.<br />
<span id="more-1643"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Na samym początku przyjrzyjmy spadającym cenom sprzętu i towarzyszącym temu zjawisku wzroście ilości maniaków oraz sprzętu jaki posiadają. Zastanawiam się, czy można uznać to za cos pozytywnego. Naciągnijmy to,  powiedzmy, że tak. Coraz częściej organizuje się duże imprezy. W większości miast są grupy airsoftowe. Ilość sklepów też się zwiększyła. Nie mogę, nie zaznaczyć, że najczęściej ilość wzrasta kosztem jakości. Mimo to, uznajmy to za plus. Wygodniej jest strzelać się w okolicach własnego miasta, niż jechać  100 km na sobotnią strzelankę.  Ponadto szersze grono zaangażowanych, to większe możliwości wyłapania zapaleńców gotowych, na coś więcej niż weekendowa wymiana kompozytu.</p>
<p style="text-align: justify;">Asortyment. To kolejny plus. Wzrosła liczba producentów, modeli replik, sprzętu itp. Większy wybór  bez wątpienia jest czymś pozytywnym. Dzięki niemu każda grupa może w pewien sposób zamanifestować swoją odrębność, czy to za sprawą koloru kamuflaży, czy stylizacji sprzętu na określoną jednostkę.  Mankament jest taki, że często nowy, tańszy sprzęt jest dużo gorszej jakości. Ostatnio nawet odnotowano spadek jakości szpeju z wyższej półki. Cóż, takie następstwo masowej produkcji.</p>
<p style="text-align: justify;">O ile przez pierwsze dwa argumenty przebrnąłem dość łatwo, o tyle argument nr3 stanowi już większy problem.  Może popularność? Bez wątpienia airsoft stał się zajęciem dużo bardziej znanym i rozpoznawalnym. W mediach jest go coraz więcej ( artykuł Konrada Pochodaja „<a title="Stały link do wpisu Przegląd prasy airsoftowej" href="../2010/03/10/przeglad-prasy-airsoftowej/">Przegląd prasy airsoftowej</a>” ).  Kiedyś informację o nas- airsoftowcach ukazywały się jedynie w prasie i bardzo rzadko w telewizji. Obecnie dużo częściej pokazujemy się na ekranie. Podczas transmisji z kolejnych finałów WOŚPu możemy, czy to gdzieś w tle, czy też na pierwszym planie, zobaczyć ludzi replikami. Do tego dochodzą reportaże oraz wzmianki we serwisach informacyjnych.  Znów jednak nie sposób pominąć drugiej strony tego zjawiska. Bardzo często przekazom mass mediów towarzyszą, przekłamania, obwinianie prawdziwego airsoftu za wszelkie, dotyczące „zabawkowych pistolecików”  wypadki  dzieci, których matki nie potrafiły upilnować oraz podobne ekscesy. To wszystko sprawia, że pozytyw jakim może wydawać się większa popularność airsoftu wśród mediów, wywołuje więcej negatywnych emocji niż radości.</p>
<p style="text-align: justify;">Powoli z artykułu mającego na celu pokazanie, że są jeszcze jakieś pozytywne strony airsoftu, robi się wpis o tym, że każdy obecny walor tego hobby ma również swoją drugą, dużo ciemniejszą, stronę.</p>
<p style="text-align: justify;">Dziś coraz częściej wykorzystuje się repliki asg, obok rozrywki, również jako element szkoleń prawdziwych jednostek. Tylko jaki to ma wpływ na stan naszego środowiska? Chyba jedynie taki, że możemy pochwalić się, że to co robimy nie jest tylko czystą zabawą. Niemniej jednak punkt na plus . <img src='http://blog.gunfire.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="text-align: justify;">Kolejna sprawa, która przychodzi mi do głowy to kwestia postrzegania nas w oczach ludzi nie związanych z militariami. W przeciągu ostatnich lat ludzie zmienili swoje zdanie o airsofcie. Już nie traktują tego jako zabawę dla przerośniętych dzieciaków, podchodzą do tego poważniej, patrząc na to jak normalny sposób spędzania wolnego czasu, taki sam jak narciarstwo czy tenis ziemny. Myślę, że czynnikami warunkującymi taki stan rzeczy są wyżej wymienione przeze mnie pozytywy.</p>
<p style="text-align: justify;">Szukam kolejnych pozytywów. Kilka jeszcze przewija mi się przez głowę, lecz są mocno naciągane, a przecież nie o to chodzi, by szukać plusów na siłę, tylko by znaleźć i ukazać te, które realnie istnieją. Tylko czy takowe istnieją? Mój wpis miał je znaleźć, pokazać, że nie jest źle. Wyszło chyba nie do końca zgodnie z zamiarem, bo w większości przypadków, chcąc zachować obiektywizm, ukazywałem drugą stronę medalu. Tym o to sposobem, chcąc powiedzieć, że wbrew pozorom nie jest tak źle, powiedziałem, że jednak nie jest tak dobrze. Cóż, faktów nie da się oszukać.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.gunfire.pl/2010/03/13/czy-jest-az-tak-zle/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rekonstrukcja USMC z okresu I Wojny w Zatoce Perskiej.</title>
		<link>http://blog.gunfire.pl/2010/03/08/rekonstrukcja-usmc-z-okresu-i-wojny-w-zatoce-perskiej/?utm_source=rss&amp;utm_medium=rss&amp;utm_campaign=rekonstrukcja-usmc-z-okresu-i-wojny-w-zatoce-perskiej</link>
		<comments>http://blog.gunfire.pl/2010/03/08/rekonstrukcja-usmc-z-okresu-i-wojny-w-zatoce-perskiej/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 08 Mar 2010 08:47:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr "Wroobel" Wróblewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ciekawostki]]></category>
		<category><![CDATA[Felieton]]></category>
		<category><![CDATA[Opinie]]></category>
		<category><![CDATA[jarhead]]></category>
		<category><![CDATA[Marines]]></category>
		<category><![CDATA[rekonstrukcja]]></category>
		<category><![CDATA[usmc]]></category>
		<category><![CDATA[zatoka perska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.gunfire.pl/?p=1602</guid>
		<description><![CDATA[Jak to napisałem w notce biograficznej w dziale „redaktorzy bloga” , swego czasu zajmowałem się rekonstrukcją USMC z okresu pierwszej wojny w Zatoce Perskiej. Wiele osób pytało mnie ostatnio o szczegóły sprzętowe dotyczące właśnie Mrines walczących podczas pustynnej burzy. Postaram się w miarę możliwości opisać główne elementy wyposażenia takiego żołnierza. Pierwszą, podstawową sprawą jest mundur. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Jak to napisałem w notce biograficznej w dziale „redaktorzy bloga” , swego czasu zajmowałem się rekonstrukcją USMC z okresu pierwszej wojny w Zatoce Perskiej.<br />
Wiele osób pytało mnie ostatnio o szczegóły sprzętowe dotyczące właśnie Mrines walczących podczas pustynnej burzy. Postaram się w miarę możliwości opisać główne elementy wyposażenia takiego żołnierza.</p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-1602"></span>Pierwszą, podstawową sprawą jest mundur.<br />
Tutaj nie ma raczej żadnej polemiki.  Mimo teorii niektórych znawców mówiących, że Marines „biegali” tam w kamuflażu 3c, śmiało można powiedzieć, że używali munduru pustynnego w wersji sześciokolorowej.<br />
Co prawda podczas przeglądania zdjęć z tego okresu natknąłem się na kilka fotek przedstawiających żołnierzy właśnie w 3c, myślę jednak, że byli to żołnierze innych jednostek ( w końcu Marines w Zatoce było tylko około 100 tys. <img src='http://blog.gunfire.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  ), świadczy o tym chociażby brak „ostemplowania” (co zaraz wyjaśnię ) na bluzach.<br />
Wspomniałem o „ostemplowaniu” , już spieszę z wyjaśnieniem o co chodzi. Mianowicie, we wcześniejszych latach ( również w roku 1991 ) Korpus, tak samo jak teraz robi to wyszywając swoje „logo” na marpatach, oznakowywał wszystkie swoje bluzy.<br />
Na lewej, górnej kieszeni stawiano czarny stempel przedstawiający EGA ( skrót, którym określa się godło USMC, oznacza: Eagle, Globe and Anchor – orzeł, glob ziemski i kotwica, elementy widniejące w godle), a pod nim  litery USMC ( United States Marine Corps – Korpus Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych ) .<br />
Nie wiem jak jest teraz, ale jeszcze kilka miesięcy temu można było dostać w Polsce naklejki, które zaprasowane na bluzie dawały podobny efekt, mówię podobny, bo po pierwsze nie były w 100 % wierne oryginałowi, gdyż składały się jedynie z emblematu korpusu, bez wyżej wspomnianych liter USMC, co z punktu widzenia rekonstruktora jest rzeczą niezwykle istotną.  Ponadto użytkownicy takich naklejek narzekali na ich trwałość, ścierały się równie łatwo jak naklejały. Dla porównania na mojej bluzie po ponad 20 latach, EGA jest w stu procentach czytelne, jest kilka miejsc gdzie stempel zszedł, ale sam wizerunek logo oraz napisu jest zupełnie zadowalający.<br />
Radzę więc szukać kontraktowych mundurów. Półśrodki nie dają rady. Do tego wszystkiego trzeba dodać, że amerykanie wtedy szyli sixcolory z ny-co, teraz w większości produkowane są w rip-stopie.</p>
<p style="text-align: justify;">Kolejnym zagadnieniem, które trzeba poruszyć są buty.<br />
Tutaj często błędnie wiązano Zatokę Perską wyłącznie z  butami określanymi jako „G.I. STYLE COMBAT BOOTS”. Prawdopodobnie za sprawą filmu Sama Mendesa „Jarehead”, w którym Swoff i jego kumple biegali w wyżej wymienionych butach.<br />
Film, o dziwo (bo różnie to bywa z produkcjami kinowymi <img src='http://blog.gunfire.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  ), jest dość wiernym źródłem informacji sprzętowych, nie zmienia to jednak faktu, że obok tego źródła są jeszcze inne, jak chociażby fotki, a na tych, obok wymienionych wyżej butów, często można spotkać zwykłe jungle.<br />
Kupując ów popularne jungle, wiele osób daje się skusić niskim cenom średniej jakości kopii. Prawda jest taka, że bo stosunkowo krótkim poszukiwaniu, można w tej samej cenie dostać kontrakty w dobrym stanie.</p>
<p style="text-align: justify;">Skupmy się teraz na nakryciu głowy.  Podstawa to „marineska”, ośmiokątna czapka USMC obowiązkowo z EGA na „czole”.<br />
Pojawiają się cholernie rzadko na allegro, nawet e-bay`u ciężko ją dostać. Mówię oczywiście o wersji kontraktowej w 6c. Ważne słowo: kontraktowa.<br />
Marineska jest elementem całego kultu Korpusu,  jak chociażby słynne „Semper Fi” czy historia Dan`a Daly`ego. Z tego względu zasługuje na szacunek, a co się z tym wiąże noszenie jedynie kontraktów. Kopie wyglądają żałośnie. Wykorzystam okazję do podzielenia się kilkoma słowami o sposobie noszenia jej.<br />
Może zdziwię niektórych, ale nie nosi się tej czapki jak patrolówki! Naciąga się ją tak, żeby czubek głowy nie wypychał góry czapki.  No zawiodę was jeszcze w jednej kwestii, nie nosi się jej poza jednostką, obozem etc.</p>
<p style="text-align: justify;">W warunkach polowych używano natomiast kapeluszy (tzw. bonie hat.)<br />
Żołnierze nosili je na patrolach gdzie kontakt z wrogiem był mało prawdopodobny. W momencie kiedy możliwość wymiany ognia wzrastała, na głowę wkładano hełmy.<br />
Jakie? Stare poczciwe hełmy należące do systemu ochrony balistycznej PASGT (Personnel Armor System for Ground Troops ). Na nich pokrowce w kamuflażu, o którym mówiłem wcześniej, na to opaski cat eyes i gogle SW&amp;D ( Sun Wind and Dust ). Hełm oczywiście z fasunkiem w wersji z dwupunktowym zapięciem.</p>
<p style="text-align: justify;">Jeżeli dotknąłem już w kwestii systemu PASGT to od razu powiem kilka słów na temat kamizelki balistycznej oznaczonej tym samym akronimem.<br />
Tak, tak panowie PASGT to nie tylko hełm. Kamizelka sama w sobie występuje tylko w wersji woodland, dlatego też amerykanie wymyślili pokrowce na nią  w 6c. Mimo to na wielu materiałach widać jednak Marines ubranych w „zielone” kamizelki. Nie wiem czy to ze względu na małą ilość wprowadzonych pokrowców czy indywidualny wybór żołnierzy. O współdziałaniu kamizelki z szelkami oporządzeniowymi opowiem później.</p>
<p style="text-align: justify;">„M16, broń ręczna chłodzona powietrzem, kaliber 5.56, prędkość wylotowa pocisku: 850 metrów na sekundę.<br />
To mój karabin. Powtórz!” Cytat z filmu Jarhead opisujący najpowszechniejszą broń używaną przez Marines. Mowa oczywiście o najzwyklejszym piechurze. Wersje m16 jakie odwiedziły Zatokę na początku lat 90-tych to M16A1 (z opcjonalnie podwieszanym granatnikiem m203) oraz m16a2. Snajperzy używali natomiast m40 oraz barrett`ów M82A1. Jako broń boczna wykorzystywana była beretta M9 noszona w m12 bianchii.</p>
<p style="text-align: justify;">Kolejnym istotnym elementem jest oporządzenie.<br />
Podstawą był wtedy system ALICE, na który składały się: szelki ALICE typu Y, pas LC-2, dwie manierki, dwie lub cztery ładownice na 3 magi do m16, cargo, a na nim IFAK, do tego opcjonalnie kompasówki ( nie wiedzieć czemu nazywane medical`ami  ).<br />
Do tego bagnet m7. Jak to wszystko było spięte? Cargo nad tyłkiem ( pewnie stąd inna nazwa: nadupnik ), zaraz obok, po jednej manierce na stronę  i dalej ładownice m16. Wiele osób robi pewien błąd. Przypinają z tyłu szelki do pasa, zamiast do d-ringów przyszytych do cargo.<br />
Trzeba jeszcze wspomnieć  o sposobie noszenia tego zestawu na kamizelce. Szelki mają znajdować się na kamizelce, ale pod naramiennikami PASGT, które specjalnie w tym celu mają możliwość częściowego odpinania.</p>
<p style="text-align: justify;">Plecaki to przede wszystkim ALICE oraz pokrowce na nie, oczywiście w 6c. Dla snajperów dodatkowo sniper drag bag.</p>
<p style="text-align: justify;">Do tej gromady sprzętu dochodzi jeszcze kilka elementów takich jak na przykład:  okulary BLSP, desert scarf, torba udowa m17, a w niej maska m17a1, kombinezon NBC, rękawice nomexowe oraz wiele innych.<br />
Sprzętowy obraz szarego Marines z okresu I Wojny w Zatoce Perskiej, który tu przedstawiłem, ma charakter bardzo ogólny. Przybliżone są w skrócie podstawowe elementy wyposażenia, od których powinno zaczynać się przygodę z rekonstrukcją tejże jednostki.<br />
Dokładne opisanie całego sprzętu jaki był wtedy używany, zajęłoby dużo więcej czasu i tekstu, a przecież nie o to w rekonstrukcji chodzi, żeby mieć wszystko podane jak na tacy. Największą frajdę sprawia przecież szukanie ciekawych i niezwykłych informacji na temat wyposażenia oraz szukanie i kupno unikatów sprzętowych</p>
<p style="text-align: justify;">Wpis ten publikuję, z nadzieją, że pomoże chociaż jednej osobie nie zniechęcić się do rekonstrukcji historycznej i jednocześnie pozostać przy czymś bardziej oryginalnym niż aktualne reko Marines.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.gunfire.pl/2010/03/08/rekonstrukcja-usmc-z-okresu-i-wojny-w-zatoce-perskiej/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak nisko jeszcze, upadnie nasz airsoft? (część III)</title>
		<link>http://blog.gunfire.pl/2010/03/05/jak-nisko-jeszcze-upadnie-nasz-airsoft-czesc-iii/?utm_source=rss&amp;utm_medium=rss&amp;utm_campaign=jak-nisko-jeszcze-upadnie-nasz-airsoft-czesc-iii</link>
		<comments>http://blog.gunfire.pl/2010/03/05/jak-nisko-jeszcze-upadnie-nasz-airsoft-czesc-iii/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 05 Mar 2010 13:38:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr &#34;Procent&#34; Łopaciński</dc:creator>
				<category><![CDATA[Felieton]]></category>
		<category><![CDATA[Opinie]]></category>
		<category><![CDATA[airsoft]]></category>
		<category><![CDATA[dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[wiek airsoft]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.gunfire.pl/?p=1597</guid>
		<description><![CDATA[Tym razem zając bym się chciał kwestią kluczową dla &#8222;starych wyjadaczy&#8221;, pytaniem postawionym w pierwszym wpisie tej serii &#8222;Czy może być tak jak kiedyś?&#8221;. Oczywiście&#8230; że nie, chociaż bardziej odpowiednią byłaby odpowiedź nieco bardziej optymistyczna &#8222;i tak i nie&#8221;. Gdzie ta tajemnica? Walka z ludźmi o to, by respektowali i szanowali hmmm&#8230; &#8222;prawdziwego ducha airsoftu&#8221;, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Tym razem zając bym się chciał kwestią kluczową dla &#8222;starych wyjadaczy&#8221;, pytaniem postawionym w pierwszym wpisie tej serii &#8222;Czy może być tak jak kiedyś?&#8221;. Oczywiście&#8230; że nie, chociaż bardziej odpowiednią byłaby odpowiedź nieco bardziej optymistyczna &#8222;i tak i nie&#8221;. Gdzie ta tajemnica?<br />
<span id="more-1597"></span><br />
Walka z ludźmi o to, by respektowali i szanowali hmmm&#8230; &#8222;prawdziwego ducha airsoftu&#8221;, tak to nazwijmy, jest bardziej karkołomna od walki z wiatrakami. Ludzie albo wiedzą lepiej, albo po prostu nie mają zamiaru angażować się w to hobby w stopniu wyższym, aniżeli niezbędnie minimalny.<br />
Wszystkie wywody o klimacie, odpowiednim zachowaniu, kulturze czy sprzęcie są dla nich czczą gadaniną. Można o to walczyć skupiając się na konkretnych przypadkach, gdy widzimy, ze ktoś rokuje dobrze, tylko trzeba mu parę rzeczy powiedzieć, natomiast w skali globalnej za dużo się nie zmieni.<br />
To jak walka ze smokiem z wieloma głowami, gdy odetniemy jedną, na jej miejsce wyrasta parę nowych.  Skoro problemu nie da się rozwiązać, to trzeba go obejść.</p>
<p style="text-align: justify;">Tak więc należy stworzyć małe, własne stronnictwo/obóz/grupę/środowisko itp.<br />
Zbieramy ludzi konkretnych i bawimy się we własnym sosie. Taka wersja zresztą pojawiała się najczęściej w komentarzach do poprzedniego wpisu. Będzie nas mniej? Tak, ale przecież idziemy na ilość, a nie jakość.<br />
Najlepsze strzelania w których uczestniczyłem liczebnie nie przekraczały 12 osób, zwykle koło 12-16. Kluczem do sukcesu takiego przedsięwzięcia secesji, jest nieformalizowanie takiej struktury. Im mniej jesteśmy formalnie, tym dłużej pożyjemy wg tych założeń, jakie zostały poczynione na początku. Możemy natomiast ustalić własne zasady dotyczące rozgrywki i spraw wokół niej. Nie należy natomiast formalizować czy strukturalizować procesu i sposobu wejścia nowych osób do takiego środowiska.<br />
Każdy przypadek osoby, która chciałaby &#8222;bawić się razem z nami&#8221; powinien być rozpatrywany indywidualnie, bo trochę dziwnym jest sytuacja, gdzie osoba, którą generalnie chcielibyśmy u siebie nie spełnia jednego z punktu jakiegoś założonego przez nas regulaminu i zaczynamy się zastanawiać, czy w tym momencie warunkowo ja dopuścić. Jedynym wyjątkiem od tej reguły mogłyby być kwestie wieku.<br />
Zwykle oczywiście nie należy (wg mnie wręcz niedopuszczalne jest) przyjmowanie ludzi zupełnie &#8222;z zewnątrz&#8221;. Jak ktoś nam pasuje i wyłapiemy go na jakichś imprezach &#8222;ogólnośrodowiskowych&#8221;, to należy mu zaproponować zabawę w naszym towarzystwie. Nie wprost, zaprosić go na jedną imprezę organizowaną przez nas i patrzeć na reakcje, na nastawienie i zachowanie.</p>
<p style="text-align: justify;">Teraz czas na studium przypadku, czyli jak to wyglądało we Wrocławiu i okolicach.<br />
Wiele powstało na zasadzie opisanej powyżej mniejszych środowisk, niezależnych od tego głównego. Najbardziej spektakularną (mniej lub bardziej zamierzoną) próbą zrobienia czegoś, by uciec od degradacji środowiska, było stworzenie grupy osób skupionych wokół jednego słowa &#8211; MilSim.<br />
Środowisko przez długi czas był wręcz zamknięte, imprezy odbywały się na zaproszenie, a sama formuła tych imprez pełniła rolę wstępnej selekcji, bo niewiele jest osób, które zamiast weekendowego wylegiwania się na kanapie wolą wylegiwanie się w nocy na karimacie w deszczu i na wietrze, brak snu i wizja chodzenia przez 2 dni z repliką, by wystrzelić parę kulek, lub nie wystrzelić takowej w ogóle. Wtedy poczułem naprawdę klimat starych dni, a nawet jeszcze więcej. Do dziś najlepiej wspominane są właśnie te pierwsze MilSimy.<br />
Niestety, minął rok, dwa, organizatorzy MilSimów zapragnęli organizacji przedsięwzięć tego typu dla większej liczby osób, w efekcie czego i na MilSimy powoli udają się osoby, które kompletnie nie czują klimatu tego typu imprez i przyczyniają się do psucia takowego innym.</p>
<p style="text-align: justify;">Tak więc drodzy airsoftowcy, odrywajmy się od głównego nurtu, róbmy swoje, bawmy się po swojemu, a na zwykłe strzelania zaglądajmy od czasu do czasu, by wyłowić nowe, ambitne twarze i zobaczyć&#8230; jak nisko upadł nasz airsoft&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.gunfire.pl/2010/03/05/jak-nisko-jeszcze-upadnie-nasz-airsoft-czesc-iii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak nisko jeszcze, upadnie nasz airsoft? (część II)</title>
		<link>http://blog.gunfire.pl/2010/03/02/jak-nisko-jeszcze-upadnie-nasz-airsoft-czesc-ii/?utm_source=rss&amp;utm_medium=rss&amp;utm_campaign=jak-nisko-jeszcze-upadnie-nasz-airsoft-czesc-ii</link>
		<comments>http://blog.gunfire.pl/2010/03/02/jak-nisko-jeszcze-upadnie-nasz-airsoft-czesc-ii/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2010 07:21:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr &#34;Procent&#34; Łopaciński</dc:creator>
				<category><![CDATA[Felieton]]></category>
		<category><![CDATA[Opinie]]></category>
		<category><![CDATA[airsoft]]></category>
		<category><![CDATA[dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[wiek airsoft]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.gunfire.pl/?p=1592</guid>
		<description><![CDATA[Kontynuując moje zrzędzenie na temat beznadziejnej sytuacji airsoftu dnia dzisiejszego, pragnę skupić się na przyczynach takiego stanu, po tym, jak takowy opisałem już wcześniej. Głównym powodem, w mojej opinii jest przyśpieszenie przyrostu liczby nowych airsoftowców, co niestety nie idzie w parze, a rzekłbym też, że jest odwrotnie proporcjonalne do wzrostu jakości tych osób. I niech [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Kontynuując moje zrzędzenie na temat beznadziejnej sytuacji airsoftu dnia dzisiejszego, pragnę skupić się na przyczynach takiego stanu, po tym, jak takowy opisałem już wcześniej.</p>
<p style="text-align: justify;">Głównym powodem, w mojej opinii jest przyśpieszenie przyrostu liczby nowych airsoftowców, co niestety nie idzie w parze, a rzekłbym też, że jest odwrotnie proporcjonalne do wzrostu jakości tych osób.</p>
<p style="text-align: justify;">I niech teraz nikt mi nie zarzuci, ze on zaczął bawić się pół roku temu, a ja mu mówię, ze się nie nadaje i że &#8222;psuje&#8221; airsoft, bo to byłaby krzywdząca generalizacja. Oczywistym jest, ze pojawia się wiele wartościowych osób, jednakże o wiele więcej jest tych, które airsoftu nie rozumieją w pierwotnym (dzisiaj już chyba zbyt idealistycznym) znaczeniu.</p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-1592"></span><br />
Brnąc dalej w kierunku źródła należałoby szukać przyczyn wzrostu liczby pasjonatów (no, niestety to wręcz sarkastyczne stwierdzenie w tym kontekście) airsoftu.<br />
Na pewno jest to ogólna popularyzacja tego hobby, która odbywa się głównie na zasadzie, którą moglibyśmy ująć w model sieciowych zależności (airsoftowiec ma grono znajomych, którzy wiedzą co robi, cześć z nich również zaczyna się w to bawić, każdy z nich ma własne grono znajomych, z których kolejni zaczynają się tym interesować, tworzy się sieć zależności. To takie obrazowe wyjaśnienie tego prostego procesu, jakby ktoś nie zrozumiał <img src='http://blog.gunfire.pl/wp-includes/images/smilies/icon_razz.gif' alt=':P' class='wp-smiley' />  ).<br />
Do tego dochodzą coraz częstsze publikacje w mediach oraz powstawanie coraz większej ilości sklepów z asortymentem do naszego hobby. Koronnym przyczynkiem upadku airsoftu jest wg. mnie jednak o wiele wiesza jego dostępność dla każdego, przez ofertę tańszego asortymentu z Chin. Bariera finansowa, która dla wielu jest kluczowa stałą sie znacznie mniej znacząca. Nie tylko repliki, ale także ich części, akcesoria do nich, oporządzenie i wyposażenie można teraz kupić o wiele taniej.</p>
<p style="text-align: justify;">Ustosunkuje się jeszcze raz do pewnego hasła, które padło w jednym z komentarzy do poprzednich wpisów, iż obniżenie pułapu cen sprowadziło do airsoftu także masę wartościowych osób. Tak jak już pisałem, to fakt, ale jeszcze więcej jest tych, którzy zdecydowanie nie pasują do środowiska. Pomijając już fakt braku wyczucia klimatu, to przede wszystkim uderza brak kultury, arogancja czy zwykłe chamstwo podczas rozgrywki. Nie mówiąc już o jakimkolwiek honorze czy uczciwości, które stały się towarem niesłychanie deficytowym.</p>
<p style="text-align: justify;">Wiele ludzi podziela teorie, że wysokie ceny replik były naturalna barierą, które w dużym stopniu &#8222;odcedzały&#8221; buractwo, bo ciężko mi nazwać to inaczej.<br />
Nie dlatego, że bogaci są feeeest, a biedni są błe. Tylko o to, że trzeba było się naprawdę porządnie zastanowić, &#8222;czy chcę się w to bawić&#8221;, gdyż sensowna zabawa (z AEGiem) była sporym wydatkiem. Wtedy najtańsze markowe elektryki to był koszt rzędu 1100 zł i nie zawsze w komplecie byłą bateria czy ładowarka, a w przypadku produktów Tokio Marui dodatkowo tylko jeden low-cap.<br />
Średnio wydawało się na sama tylko replikę 1400-1500 zł. Ludzie, któzy nie byli poważnie &#8222;wkręceni&#8221; w airsoft, nie przeczytali o nim wiele, nie popytali ludzi, nie poznali zasad, reguł, obyczajów i atmosfery, po prostu się nie bawili. Swoista &#8222;świadomość airsoftowa&#8221; była o wiele wyższa. Obecnie zakup repliki może być czynnością wręcz bezrefleksyjną, a airsoft z hobby elitarnego, zmienił się w hobby masowe.</p>
<p style="text-align: justify;">Kolejnym czynnikiem są nieodpowiedzialni rodzice, którzy kupują swoim 13, czy 16 letnim dzieciom repliki. Sam zakup nie jest wg mnie przejawem nieodpowiedzialności, natomiast brak dalszego zainteresowania tym, co dziecko z tą replika robi, jak i gdzie jej używa, już jak najbardziej. Dochodzi do sytuacji o wiele niebezpieczniejszych niż chociażby strzelanie się bez odpowiedniej ochrony wzroku, jak np. obnoszenie się z repliką w miejscu publicznym, a są to nawet centra wielkich miast.</p>
<p style="text-align: justify;">Tak więc czy w obliczu obecnej sytuacji dalej czuje się airsoftowcem? Oczywiście, bo airsoft to piękne i elitarne hobby. Należy jednakże wymyślić nazwę dla tego, co obecnie odbywa się pod jego nazwą&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">Jak i czy w ogóle da się walczyć z tymi zjawiskami? O tym w kolejnym wpisie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.gunfire.pl/2010/03/02/jak-nisko-jeszcze-upadnie-nasz-airsoft-czesc-ii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak nisko jeszcze, upadnie nasz airsoft?</title>
		<link>http://blog.gunfire.pl/2010/02/26/jak-nisko-jeszcze-upadnie-nasz-airsoft/?utm_source=rss&amp;utm_medium=rss&amp;utm_campaign=jak-nisko-jeszcze-upadnie-nasz-airsoft</link>
		<comments>http://blog.gunfire.pl/2010/02/26/jak-nisko-jeszcze-upadnie-nasz-airsoft/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 26 Feb 2010 14:15:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr &#34;Procent&#34; Łopaciński</dc:creator>
				<category><![CDATA[Felieton]]></category>
		<category><![CDATA[Opinie]]></category>
		<category><![CDATA[airsoft]]></category>
		<category><![CDATA[dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[wiek airsoft]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.gunfire.pl/?p=1581</guid>
		<description><![CDATA[Dzisiaj czas na narzekania starego dziada. Uraczę Was przemyśleniami, które moi znajomi słyszeli już co najmniej &#8222;milijon&#8221; razy lub sami je ze mną snuli. Będzie o tym, jak kiedyś było &#8222;fajnie&#8221;, a jak teraz jest beznadziejnie. O przyczynach tego zjawiska i o tym, czy da się z tym jakkolwiek walczyć? Czy może być &#8222;tak jak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Dzisiaj czas na narzekania starego dziada. Uraczę Was przemyśleniami, które moi znajomi słyszeli już co najmniej &#8222;milijon&#8221; razy lub sami je ze mną snuli.<br />
Będzie o tym, jak kiedyś było &#8222;fajnie&#8221;, a jak teraz jest beznadziejnie. O przyczynach tego zjawiska i o tym, czy da się z tym jakkolwiek walczyć? Czy może być &#8222;tak jak kiedyś&#8221;?</p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-1581"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Swoja przygodę z airsoftem rozpocząłem w październiku roku 2003, miałem 14 lat, a już wtedy istniało PASG, w którym istniał zapis o warunkowym dopuszczeniu osób, które miały powyżej 16 lat.<br />
Czy ktoś miał z powodu mojego wieku jakieś obiekcje? Nie, gdyż na całe środowisko byłem chyba jedną z trzech osób niepełnoletnich.<br />
Wszyscy się znali i każdy wiedział, że jesteśmy na tyle odpowiedzialni, że można nas do gry dopuścić. W dodatku normą było, że na pierwsze strzelania, z takim małolatami jak my, przyjeżdżali rodzice, rozmawiali z innymi uczestnikami, patrzyli jak to wygląda.<br />
Po dziś dzień u nas w środowisku krąży historia (jak najbardziej prawdziwa), jak to jeden z ojców zapragnął poczuć na własnej skórze czym jest airsoft, nie mogąc patrzeć jak tylko jego syn się bawi. Dostał gazowego Glocka 17, poszedł walczyć. Mimo, iż przyjechał w zwykłych, cywilnych ciuchach, wyszedł z lasu bardziej &#8222;doświadczony walką&#8221;, aniżeli jego syn <img src='http://blog.gunfire.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> .<br />
Ponadto na każdym spotkaniu, sumiennie sprawdzano nasze zgody od rodziców na uczestnictwo w zabawie, gdzie wymagano, by na każde spotkanie wypisywana była osobna, z datą konkretnej strzelanki. Gdy ktoś jej nie miał, mimo iż byliśmy grupą kumpli, nie było taryfy ulgowej.<br />
Wszystkie osoby pełnoletnie biorące udział w grze musiały się podpisać pod tym, że wiedzą iż dana niepełnoletnia osoba nie posiada zgody od rodziców. Nie zawsze wszyscy składali swój podpis&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">Kolejną kwestią jest kompletne olewanie przez &#8222;airsoftowców&#8221; (celowo w cudzysłowie) tego, co jak dla mnie stanowi kwintesencje airsoftu &#8211; klimatu.<br />
Co pod tym rozumiem? Wszystko, co pomaga nam wczuć się w symulacje pola walki, a nie tylko w sportowe wywalanie kompozytu. Jeśli nasza zabawa może symulować realną walkę zaledwie w małym stopniu, to należy ten &#8222;mały stopień&#8221; zmaksymalizować, wykorzystać wszystkie dostępne środki, by wytworzyć ten specyficzny klimat napięcia, strachu, adrenaliny.<br />
Jak to robić? Przez odpowiednie zachowanie się w akcji i w walce, przez współpracę w grupie, przez ubiór i sprzęt, przez takie pierdoły nawet jak odpowiednia pozycja strzelecka (chociażby dalece zbliżona do jakiegoś wzorca), odpowiedni sposób poruszania się, odpowiednie komendy, okrzyki itp. Wszystko po to, by potem móc powiedzieć &#8222;ta akcja miała klimat&#8221;.<br />
Niestety, obecnie najczęściej usłyszeć zamiast tego można &#8222;dobra akcja, trzech trafiłem!&#8221;, ale o tym zaraz.</p>
<p style="text-align: justify;">Tak więc głównym problemem dzisiejszego airsoftu, jest maksymalne spłycanie jego idei. Sprowadzanie go tylko do wymiany kulkami. Można? Można, ale ginie właśnie to, czym airsoft wyróżnia się spośród wielu innych zabaw &#8222;strzelanych&#8221;, i to na każdej płaszczyźnie.<br />
Z jednej strony to, o czym pisałem w poprzednim akapicie, czyli kwestie klimatu i realizmu, z drugiej to, przez co wg mnie airsoft przez długi czas naprawdę był hobby elitarnym &#8211; odpowiedzialność, fair play itp. Teraz możecie mnie wyśmiać i wyszydzić za to, że mówię o tak wyniosłych wartościach w odniesieniu do tak błahych spraw. I to jest najlepszy dowód na to, że niestety, ale o prawdziwym airsofcie nie wiecie nic, a to w co się bawicie jest tylko jego marną i prymitywną namiastką.<br />
Bo ta odpowiedzialność i uczciwość (do czego można dodać chociażby cywilną odwagę) objawiała się nie tylko w przyznawaniu do trafień, czy braku innych bezczelnych przekrętów w grze, ale także w tym, ze mogłeś pożyczyć każdej praktycznie osobie czy to AEGa czy inny element wyposażenia i byłeś pewien, że on do Ciebie wróci i to wróci cały, a jeśli zostanie jakoś uszkodzony, to nie będzie problemu by dogadać się w sprawie wyrównania strat.<br />
Słysząc obecnie o ginących na strzelaniach elementach gearu, czy nawet AEGach jestem zażenowany tym faktem. Zamiast wypatrywać wroga, musisz mieć oczy dookoła głowy, by Ci nikt przez przypadek niczego nie zwinął.</p>
<p style="text-align: justify;">Poruszyć teraz pragnę chyba najszerzej dyskutowany problem &#8211; sprzętowy. Czy airsoft polega tylko na sianiu do siebie kulkami, czy jednak nieodłącznym jego elementem jest &#8222;bal przebierańców&#8221;?<br />
Ja jestem zdecydowanie zwolennikiem drugiej opcji. Nie przekonują mnie ludzie, którzy mówią, ze do dobrej zabawy nie potrzebują ani mundur, ani reszty całego wojskowego oporządzenia i wyposażenia. Skoro nie potrzebują i pasuje im latanie w cywilnych ciuchach, albo białych/niebieskich/żółtych (już różne sytuacje wariacje kolorystyczne widziałem) butach, to mam do nich jedno pytanie. Na cholerę macie repliki? Dlaczego to co trzymacie w ręku przypomina prawdziwą broń? Dlaczego przy kupowaniu waszej repliki patrzyliście nie tylko na to jak strzela, ale też na jej wygląd, na to czy Wam się podoba, bo kojarzy Wam się z ulubionym filmem czy grą? Dlaczego wybraliście airsoft zamiast paintballu, gdzie w wielu sytuacjach wygląd markera schodzi na drugi plan, tak samo jak wygląd uczestnika (mówię w wielu przypadkach, a nie &#8222;zawsze&#8221;)?<br />
Skoro replika oddaje wygląd oryginału, to dlaczego wasza postać, też ma nie oddawać wyglądu żołnierza? Często pojawia się argument, padający z ust osób, które zwolennikami sprzętu w airsofcie nie są, iż oni robią się na partyzantów i biegają w czym chcą. Żal mi tych ludzi, bo najczęściej nie maja oni pojęcia o dywersji, taktyce działań partyzanckich i wyposażeniu takich oddziałów, a posiłkują się jedynie stereotypami &#8211; żałosne.<br />
Znam osoby, które rzeczywiście wzorują się na oddziałach partyzanckich i ich sprzęt, mimo iż często skromny i mocno pomieszany, jeśli chodzi o kamuflaże czy oporządzenie, naprawdę cieszy oko i widać, że ktoś poświecił trochę czasu, by wyglądać tak jak wygląda, a nie narzucił wszystko co ma lub znalazł w domu.</p>
<p style="text-align: justify;">Wracając do kwestii wieku i odpowiedzialności.<br />
Bardzo rzadko widzę obecnie, by organizatorzy sprawdzali pozwolenia od rodziców u nieletnich na strzelaniach (akurat we Wrocławiu i okolicach, nie wiem jak w reszcie Polski). Oczywiście bardzo często pojawiają się w tematach o strzelaniach na forum informacje o wymaganych pozwoleniach i o tym, że będzie to sprawdzane.<br />
Niestety na tym się kończy, przez co dochodzi do kuriozalnych sytuacji, gdzie dziecko ulega wypadkowi, a rodzice nie wiedzą nawet,  że ich dziecko było na strzelaniu (przykład z Wrocławia). Pozwolenia takie, u nas przynajmniej, spełniają funkcje informacyjną dla rodziców (podpis oznacza, że rodzic wie, gdzie jest jego dziecko i co robi), oraz dla organizatora, gdyż w naszym lokalnym wzorze pozwolenia wymagane jest wpisanie numeru kontaktowego do rodziców (w razie wypadku).<br />
Z uwagi na to, że na strzelania obecnie przyjeżdża dużo więcej osób niż parę lat temu, sprawdzanie wszystkich uczestników mogłoby być uciążliwe.<br />
Ale nie szkodzi sprawdzenie paru przypadkowych osób. Sama potencjalna możliwość tego, że mogę zostać sprawdzony powoduje, ze zabezpieczam się na ta okoliczność (na takiej samej zasadzie przecież działa sprawdzanie biletów w komunikacji miejskiej, tzn. jeśli nie internalizujemy pewnych norm, bo uważamy je za słuszne, to robimy to ze względu na ryzyko kary).<br />
Tak więc narzekanie na &#8222;dzieci w airsofcie&#8221; (juz powstało takie obiegowe hasło), jest równie niepoważne jak niechodzenie na wybory i narzekanie na władzę. Narzekamy, ale sami nie robimy nic, by coś zmienić (mimo potencjalnych możliwości).</p>
<p style="text-align: justify;">Jaka jest przyczyna tak beznadziejnego stanu naszego hobby? O tym napiszę już w kolejnej części. W tej sobie jedynie ponarzekać chciałem <img src='http://blog.gunfire.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> .</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.gunfire.pl/2010/02/26/jak-nisko-jeszcze-upadnie-nasz-airsoft/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kluczowy pojedynek dzisiejszego airsoftu – „chińczyki” vs markowe</title>
		<link>http://blog.gunfire.pl/2010/02/22/kluczowy-pojedynek-dzisiejszego-airsoftu-%e2%80%93-%e2%80%9echinczyki%e2%80%9d-vs-markowe/?utm_source=rss&amp;utm_medium=rss&amp;utm_campaign=kluczowy-pojedynek-dzisiejszego-airsoftu-%25e2%2580%2593-%25e2%2580%259echinczyki%25e2%2580%259d-vs-markowe</link>
		<comments>http://blog.gunfire.pl/2010/02/22/kluczowy-pojedynek-dzisiejszego-airsoftu-%e2%80%93-%e2%80%9echinczyki%e2%80%9d-vs-markowe/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 22 Feb 2010 08:10:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotr &#34;Procent&#34; Łopaciński</dc:creator>
				<category><![CDATA[Felieton]]></category>
		<category><![CDATA[Opinie]]></category>
		<category><![CDATA[chińczyki vs markowe]]></category>
		<category><![CDATA[chińskie repliki asg vs markowe repliki asg]]></category>
		<category><![CDATA[co wybrać]]></category>
		<category><![CDATA[porównanie jakości replik asg]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.gunfire.pl/?p=1542</guid>
		<description><![CDATA[Swego czasu rozwodziłem się nad gazowymi replikami produkcji chińskiej (roboczo, na potrzeby tego artu nazwijmy je II klasą), w porównaniu do markowych produktów (I klasa). Wniosek był taki, że bez dużych inwestycji ciężko te repliki uznać za niezawodne. Natomiast są one także o wiele tańsze od markowych GBB, więc mamy duże pole manewru przy zakupie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Swego czasu rozwodziłem się nad gazowymi replikami produkcji chińskiej (roboczo, na potrzeby tego artu nazwijmy je II klasą), w porównaniu do markowych produktów (I klasa). Wniosek był taki, że bez dużych inwestycji ciężko te repliki uznać za niezawodne. Natomiast są one także o wiele tańsze od markowych GBB, więc mamy duże pole manewru przy zakupie części.<br />
Ogólnie chińskie GBB to tylko dobra baza do przeróbek. Jak ma się natomiast sprawa z AEGami? Dyskusja o różnicach między replikami G&amp;P czy ICS, a Cymy czy JG toczy się od dawna, każdy ma swoja opinie na ten temat i ciężko być obiektywnym w tym względzie, bo różne opinie wynikają zwykle ze studium przypadku.<br />
Ja więc poniżej przedstawię swoja opinię i swoje doświadczenia, jako serwisanta, człowieka, który tych replik trochę już widział… od środka.<br />
<span id="more-1542"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Po pierwsze należy stwierdzić, że zarówno w I jak i II klasie zdarzają się repliki świetne, jak i w ogóle nietrafione, jeśli chodzi o dopracowanie i ogólny ich poziom.<br />
Jako, ze Chińczycy w zdecydowanej części kopiują konstrukcje markowe, to też często jakość pierwowzoru odbija się na poziomie tańszego odpowiednika.<br />
Po drugie zaznaczyć należy, iż Chińczycy bardzo szybko się uczą, korygują błędy, bardzo szybko wypuszczają kolejne wersje i modele replik, przez co jakość ich wyrobów stale rośnie.</p>
<p style="text-align: justify;">Najpierw chciałbym zająć się kwestią wykonania zewnętrznego. Rzadko zdarza się, by replika II klasy zrobiona była tak dobrze, jak droższy odpowiednik.<br />
O wykonanie bardzo dba Boyi w swych najnowszych produktach, oraz Cyma. Ta pierwsza pozytywnie zaskakuje repliką HK 416 oraz swoimi AK. Oba produkty są starannymi kopiami replik VFC, a wiadomo, ze VFC to klasa sama w sobie.<br />
Dlatego też do jakości oryginału im daleko, ale trzeba powiedzieć, ze Chińczycy odwalili kawał dobrej roboty, jeśli chodzi o  dbałość o szczegóły. Druga firma to Cyma, tu także cieszy oko ich linia AK (początkowo bazowała na systemie TM, potem przekonstruowana na VFC), oraz MP5 serii CM .04XX, kopia z kolei CA, które zdecydowanie biją na głowę resztę chińskiej konkurencji. Warto wspomnieć także o systemie EBB (Eliectric Blow Back), który firma zaczęła stosować do swoich replik, miły dodatek.<br />
Kuleje niestety w replikach II klasy jakość materiałów, szczególnie metalu. O ile obecnie AK w wersjach full steel są naprawdę wytrzymałe, to już body w HK 416 wykonano z dość kruchego materiału.<br />
Tak samo często skore do urywania się są zawieszenia da pasów wszelakiej maści, które w markowych replikach są zwykle wykonywane z o wiele wytrzymalszych materiałów (chociaż są i odstępstwa od reguły, np. G&amp;G). Dwukrotnie już zdarzyło mi się urwać uchwyt do zawieszenia w sprzęcie II klasy, a jest to i niebezpieczne i może prowadzić do uszkodzenia repliki.</p>
<p style="text-align: justify;">Kolejna rzecz, to spasowanie elementów (poza GB). Tutaj wychodzą na jaw największe różnice między replikami obu klas.  W G&amp;P czy CA w zdecydowanej większości wszystko jest ładnie spasowane, widać to chociażby przy M’kach, gdzie gearbox jest pozycjonowany względem silnika i lufy paroma pinami w różnych miejscach body.<br />
W „chińczykach” często trzeba użyć młotka i nieźle się nawycinać by pina/body/GB odgiąć tak od osi, by wszedł gdzie trzeba, w I klasie nie ma o tym mowy. Widać to też przy porównaniu SCARa z Boyi oraz tego z CA. By wyciągnąć z tej konstrukcji gearbox, potrzeba odgięcia dwóch ścianek body, w CA idzie to o wiele prościej, w chińskiej wersji można siedzieć i pół dnia, a nic nie zdziałać (wychodzi przy tym różnica w jakości materiałów, chociaż to tworzywo).</p>
<p style="text-align: justify;">W końcu warto przejść do gearboxa, bo to w sumie na tym polu trwają największe spory między fanami obu klas. Które lepsze? Same części, jako pojedyncze podzespoły, częstokroć wytrzymalsze są w „chińczykach”, przez co już na Stocku II klasa osiąga zwykle większe prędkości wylotowe, a do tego możliwy jest jeszcze up-grade. Niekwestionowanym liderem są tu M’ki firmy JG, z najnowszych generacji (w którymś momencie pogubiłem się w ich liczeniu).<br />
Za wzór do konstrukcji tego GB posłużyły części firmy Systema (chociażby charakterystyczne, czerwone tłoki). Nie raz już słyszałem historie, że do stockowego JG ktoś wkładał sprężynę M150 i bez problemu taki zestaw użytkował, podczas gdy w replikach G&amp;P, CA czy ICS, bez wymiany innych podzespołów można zwykle włożyć sprężynę nie większą niż M130. Poza wytrzymałymi zębatkami czy tłokiem otrzymujemy także silnik o świetnych właściwościach (bardzo mocny, o wysokim momencie obrotowym, tzw. torque-up), który zadziwia tym jaką sprężynę potrafi uciągnąć na słabej baterii. Dodatkowo montowany jest w JG MOSFET, który zapewnia stabilność i bezpieczeństwo prądowe.<br />
Fakt faktem repliki JG z takimi GB kosztują niemało i niewiele im brakuje do cen chociażby G&amp;P, a z zewnątrz wykonane są poprawnie, lecz nie zachwycają szczegółami, to zdecydowanie najtańsza i dość pewna opcja tuningu mocowego.</p>
<p style="text-align: justify;">Co możemy zaliczyć na plus I klasy? Znowu jest to jakość i dokładność przy wykonywaniu i składaniu takich układów.<br />
Przede wszystkim jest to wysoka kultura pracy tych replik, nic nie rzęzi, nie ociera się, nie lata luźno. W replikach II klasy najczęściej niewłaściwe jest podkładkowanie, co przede wszystkim przyśpiesza zużycie części, różnie także bywa ze smarowaniem.<br />
Repliki I klasy są gotowe do użycia po wyjęciu z pudełka, nie trzeba w nich nic poprawiać.</p>
<p style="text-align: justify;">Dlatego też, w „chińczykach” części są dobre, natomiast często są po prostu wrzucone do wnętrza bez większego ładu i składu. Najlepiej wszystko rozłożyć, nasmarować i wypodkładkować jak trzeba, Ew. wymienić nieliczne kiepskie części, a replika może nam służyć naprawdę długo i bezawaryjnie.<br />
Niestety, zdarzają się tez słabe punkty, których przeskoczyć się nie da, np.. urywający się ogranicznik kostki stykowej w M’kach JG. Jako, ze jest to element szkieletu GB, to naprawienie tego problemu wymaga pracy, a mianowicie przewiercenia szkieletu i wkręcenia substytutu tego elementu.<br />
Jednakże taka przypadłość trapi też repliki G&amp;P, jeden ze sklepów standardowo zaczął przerabiać szkielety tak, by wyeliminować ten problem.</p>
<p style="text-align: justify;">Tak więc jak widać przelicznik  cena/jakość w przypadku chińskich replik jest o wiele korzystniejszy niż w przypadku GBB. Wewnętrznie „Chińczyki” to często bardzo udane konstrukcje, zewnętrznie do pierwowzorów z wyższej półki mimo wszystko jeszcze dużo im brakuje pod różnymi względami,  ale na pewno są one warte zakupu, tylko trzeba wiedzieć jak się z nimi obchodzić, w sensie jak na start uczynić je lepszymi, wytrzymalszymi i bardziej niezawodnymi.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.gunfire.pl/2010/02/22/kluczowy-pojedynek-dzisiejszego-airsoftu-%e2%80%93-%e2%80%9echinczyki%e2%80%9d-vs-markowe/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
