kwi 14 2015

Czeska selekcja cz. 4

Remi

Kiedy instruktor poinformował nas, że to koniec imprezy poczułem się jakby Mikołaj przyszedł w tym roku wcześniej. Nigdy więcej pomyślałem. To już chyba drugi raz w ciągu ostatnich 24h kiedy taka myśl przemknęła mi przez głowę. Zabraliśmy wszystkie swoje graty. Popluliśmy trochę krwią, porozcieraliśmy stłuczenia i poszliśmy dalej. Marsz nasz był wyjątkowo krótki. Przeszliśmy wzdłuż brzegu jeziora przez tamę. Doszliśmy do punktu, w którym staliśmy idealnie przeciwlegle do drogi prowadzącej do domku instruktorów. Jezioro w tym miejscu miało szerokość jakiś 350-400 metrów. Miałem to wewnętrzne przeczucie. To cholernie nieprzyjemne przeczucie. Temperatura powietrza miała 5-6 stopni. Było nieprzyjemnie zimno. Wykrakałem.

Czytaj dalej…