Harpagan – część 2

Remi

Przy opisie przygotowań opisałem całą stronę techniczną, teraz coś o fizyczności.. i psychice.  Wiele osób nie zgodzi się ze mną, od razu mówię że jest to tylko i wyłącznie moje prywatne zdanie. Jest one mocno kontrowersyjne. Jestem zwolennikiem „zajazdu”. Nie jest to ani zdrowe ani mądre, ale wychodzę z założenia że na tego typu imprezach robię wszystko by osiągnąć cel. Zaliczyć wszystkie punkty i zmieścić się w określonym czasie bądź pobić czas z poprzedniego rajdu. Co to oznacza ?

W moim przypadku to często wielkie problemy ze stopami. Mam jakoś dziwnie delikatne stopy. Bez względu jakie buty noszę to i tak kończy się to wielkimi odciskami, które nie są wypełnione ropą ale również krwią. Do tego kwestia nóg, normalne jest że dochodzi do różnych reakcji organizmów jak skurcze, palący ból itd. Wszystko opiera się na dwóch rzeczach, jaki mamy próg rozsądku i co siedzi w naszej psychice. W mojej teorii wychodzę z założenia, że zdrowy człowiek, który ćwiczy ale też nie przesadnie bez problemu pokona taki dystans pod warunkiem, że ma silną psychikę. Uważam, że w tego typu imprezach bardziej niesie Cię Twoja głowa a nie nogi. Ale mimo wszystko początkującym nie polecam tej metody. Szkoda zdrowia :) Jeśli mocno przesadzimy to może skończyć się tak, że przez następny tydzień dwa będziemy chodzić jak kaleka. W najgorszym wypadku może dojść do jakiś trwałych uszkodzeń. Najlepszym rozwiązaniem jest szarpnąć się na jakąś 50’ątkę. Bądź pójść na imprezę gdzie mamy dwie pętle po 50 km i zobaczyć jak nasz organizm reaguje na taki dystans. Zawsze jest szansa zakończenia imprezy po połowie. Jest to o wiele bezpieczniejsze :) Do tego warto przygotować się na taką imprezę. Biegać dużo, najlepiej przełajowo. Pochodzić po górach jak również po płaskim terenie. Zwiększać dystans za każdym razem, sprawdzać jak nasz organizm reaguje, czy odzież którą mamy na sobie jest odpowiednia. Pewnie z doświadczenia wiecie jakie to uczucie jak człowiek zatrze się w „tych” miejscach i podrażnia to z każdym kolejnym krokiem- dramat. Dlatego pamiętajcie- puder, zasypkę bądź talk warto zawsze mieć pod ręką ;) Jak sami widzicie kwestia przygotowania fizycznego jest bardzo indywidualna. Wszystko też zależy już od posiadanej tężyzny fizycznej i predyspozycji. Na koniec jeszcze kwestia tego co zrobić przed, w trakcie i po biegu. Prócz omawianej wcześniej zasypki niektórzy masują mięśnie rozgrzewającymi maściami.  Warto też w okresie przedstartowym przyjmować więcej magnezu i nie przyjmować środków, które ten magnez znacząco wypłukują :) Ochroni nas to częściowo od skurczów. W czasie samej trasy warto się rozciągać. A na koniec ? Jak mamy możliwość masażu to jesteśmy w domu, przyjemna kąpiel też robi robotę. Wszystko co sprawia, że regenerujecie się.  Ja lubię fast-food. Świetnie mnie regeneruje ;)

Ten rajd był wyjątkowo słaby, najpierw kilka nocnych pomyłek w nawigacji, krążenie po lesie, a teraz to.  Punkty zawsze są zaznaczone na mapie okręgiem. Przez okrąg tego punktu przechodziła rzeka… można było się domyśleć że nie będzie łatwo i lampion będzie zawieszony po drugiej stronie. Zawsze pod wiatr. By było śmieszniej to szliśmy oczywiście najkrótszą trasą, a nie przez most, który jest 2 km na wschód co łącznie da na 4 km chodzenia. Damn.

- I co ? Przejdziemy chłopaki przez to ?

-Człowieku, to nas przy tej temperaturze wykończy, woda nam spokojnie do pasa będzie sięgać albo i do klatki.

-To co ? Może będzie gdzieś zwężenie.. no nie wiem.

-Mówiłem żeby brać most. To nie, skrótów się zachciało.

-Dobra, szukajmy jakiegoś obejścia

-Chłopaki, patrzcie, tam jest jakieś przewalone drzewo !

-Organizator pewnie jest bardzo dowcipnym kolesiem, pewnie specjalnie znalazł miejsce z takim wiatrołomem by podkręcić zabawę.

Coś w tym jest. Zabraliśmy się za forsowanie rzeki. Najpierw najsprawiedliwszą metodą czyli „marynarzem” rozlosowaliśmy śmiałka który przejdzie pierwszy. Plecak na klatkę piersiową, rozkrok dobry na drzewie i metodyczne przesuwanie się do przodu. Raz ręce, raz nogi, raz ręce… a wszystko przy miarowym uginaniu się drzewa i serii dowcipów kolegów. Kumpel jakoś dał radę, zawalczyliśmy jeden po drugim Nie było chyba tak strasznie. Drzewo było trochę śliskie, ale bez dramatu. Jak się później okazało w bazie nie wszystkim poszczęściło się tak bardzo. Wczesnozimowe morsowanie w ubraniu z plecakiem zaliczone.

Ostatnią rzecz na jaką chciałbym zwrócić uwagę jest kwestia nawigacji. Wiadomo, że artykuł ten nie nauczy Was nawigacji od ręki tak że będziecie tłuc punkt po punkcie jak po sznurku. Warto jednak trzymać się kilku podstawowych zasad.

Kontroluj mapę i teren. W szczególności w nocy. Na bieżąco porównuj sytuacje z tym co jest na mapie. Czasem mapy są niedokładne, czasem okazuje się że coś zostało dobudowane albo przez przypadek weszliśmy na jakąś drogę która prowadzić zaczyna delikatnie w innym kierunku. Czym szybciej to zauważymy tym lepiej dla nas.

Mierz odległości. Tak jak już wspomniałem wcześniej warto mieć busole z podziałką (w zależności od skali mapy, z  reguły jest z jednej strony 1:25k a z drugiej 1:50k. Mierząc te odległości i „czując je” (Jak już chodzimy jakiś czas to wiemy ile to jest mniej więcej 500 m albo kilometr. Jak nie, to odnoście się do odległości które znacie. Bieżnia na stadionie, długość ulicy na której mieszkacie itd.) mamy możliwość oceny czy dany skręt to akurat ten, czy jednak kolejny. Tutaj po raz kolejny pomaga to w nocy.

Czytaj odpowiednio mapę, szukaj punktów charakterystycznych. Wszystko co charakterystyczne ułatwia nawigację, w szczególności w trudnych warunkach pogodowych. Na mapie są oznaczone  jakieś budynki, rowy, wykopy, duże skrzyżowania leśne czy zbiorniki wodne- odnoś się do nich  w terenie. Podobnie z ukształtowaniem terenu. Patrząc poziomicach i ich układzie można zorientować się gdzie jesteśmy.

Licz przesieki. W wielu lasach znajdują się systemy przesiek oddzielających kolejne działki/kawałki lasu. Często przecinają się idealnie pod kątem prostym i dzielą las jak pola szachownicy. Bardzo łatwo pomylić się przy nawigacji jeśli musimy w określonym miejscu skręcić- liczcie przesieki na mapie a następnie kolejne mijane w terenie- ułatwi Wam to wybranie tej odpowiedniej.

Dylemat skracania. Każdy z nas ma wewnętrznego lenia. Chęć znalezienia skrótu zawsze jest silna. Gdy widzimy sieć dróg i las między nimi zawsze kusi by przeciąć przez las niż robić wielkie koło. Podobnie z różnymi polami. Warto jednak bardzo mocno zastanowić się nad tym tematem ponieważ często jest to złudne. Może okazać się że przy danych warunkach pogodowych albo w nocy cięcie przez las może zakończyć się utratą kierunku i wyjściem w miejscu całkowicie innym niż się spodziewaliśmy. Trafimy na drogę, ale inną, bądź nawet na dobrą, ale w innym jej odcinku, a wtedy pojawia się problem odległości do kolejnego skrętu i ponownej potrzeby orientowania się w terenie. Pomijając fakt, że gęstość lasu bądź jego ukształtowanie terenowe/możliwość występowania bagien może spowodować że mimo udanej próby „pójścia na szagę” okazuje się że zajęło nam to o wiele więcej czasu niż dłuższy odcinek po utwardzonej drodze. Podobnie z przecinaniem pól. Prócz tego że chodzenie po zaoranych polach nie należy do przyjemnych to pół biedy gdy dzieje się to zimą, jednak w okresie jesiennym, jeszcze w deszczu staje się to koszmarem. Zaczynamy żałować swojej decyzji już po 100 metrach drogi. Podobnie z chodzeniem po torowiskach. Prócz wiadomego niebezpieczeństwa pojawia się również niewygoda. Jeśli nie możemy iść obok torów bo nasyp jest za wąski i jesteśmy zmuszeni iść środkiem po podkładach kolejowych to życzę powodzenia w dopasowaniu kroku. Chyba, że ktoś jakoś trafia naturalnie w te podkłady i jest to długość jego kroku. Jeśli tak to niech doda komentarz pod artykułem ze swoim wzrostem :)

Schodziliśmy ze wzgórza. Do naszej grupy dołączyło się jeszcze parę osób. Pomiędzy drzewami przebijały się światła latarni. Miasto było na wyciągnięcie dłoni. Już tak bardzo blisko. Świadomość końca zadziałała jak najlepszy lek przeciwbólowy. Nie odczuwałem odcisków, bólu nóg, krzyża.. po prostu szedłem. Ostatnie dwa kilometry. Ostatnie przeskakiwanie przez jakiś rów melioracyjny. Szukanie jakiegoś wyjścia na szosę. Udało się. Jesteśmy na drodze. Pamiętam tą stacje benzynową. Wczoraj przejeżdżałem tędy autem jak jechałem do bazy. Gdzieś w oddali słychać głos z głośników. Pewnie organizatorzy mają do powiedzenia coś na koniec. Jeszcze tylko kilometr i znajdę się na tym stadionie. Z kumplem zbijamy piątki. Śmiejemy się. Dumnie kroczymy ostatnie 500 metrów. Mija nas dwóch ludzi.

-Daleko do mety ? Jak tam czas ? Jest sens biec ? – wyprzedzają nas lekkim truchtem i śmieją się.

Kolega patrzy na mnie, ja na niego. Ten kontakt wzrokowy mówi wszystko. Biegniemy. Dopadamy ich  na kolejnym skrzyżowaniu.

-Panowie, jak tam czas ? Jest sens biec ? – kolega uśmiechnięty powtarza kwestie.

-Osz Ty….

Sam nie wiem dlaczego i po co, ale zaczynamy się ścigać. Lecimy sprintem ostatnie 400 metrów, skrzyżowanie, chodnik, na lewo przez plac zabaw, skok przez jakiś kwietnik, jeden odpuścił, drugi facet wrzuca chyba już ostatni bieg. Mój kolega tnie już przez murawę boiska, leci jak sarna. Mijam  tego drugiego. Zamotał się prawie uderzając w słupek bramki. Widzę metę. Dobiegam, odbijamy się na punkcie. Czas stop. Do 24h mamy jeszcze 1.5 godziny zapasu. Kładziemy się na trawie i dyszymy. Śmiejemy się w głos… ale to było głupie… Kiedy następny raz ?

Parę godzin później na sali gimnastycznej szkoły, w której znajdowała się baza rajdu rozpoczęło się oficjalne wręczanie medali w poszczególnych kategoriach oraz certyfikatów ukończenia rajdu. W czasie tej ceremonii.. leżałem w śpiworze i dogorywałem. W końcu za parę godzin miałem wsiąść w auto i pokonać kolejną trasę do Wrocławia. Mój medal… wręczyła mi moja dziewczyna. Poczułem tylko jak ktoś zawiesza mi go na szyi i się śmieje. Ona sama przeszła 50 km, mimo że była to jej pierwsza taka impreza. Zuch dziewczyna.  Nie powiem… było całkiem śmiesznie.

Artykuł miał na celu zachęcić Was do startów w tego typu imprezach. Nie opisywałem dokładnie na czym polegają tego typu zabawy, jak wyglądają lampiony, w jaki sposób przygotowane są mapy, jak oznacza się punkty itd. Wszystko to znajdziecie w internecie i pewnie opisane w fachowy sposób. Chciałem za to, byście poczuli klimat tego typu zabaw. Stąd szereg tekstów kursywą, które są opisami  historii z kilku tego typu imprez, w których brałem udział na przestrzeni lat. Większość z nich jest z pierwszego wypadu, który z racji braku doświadczenia był wypełniony różnego typu dziwnymi atrakcjami :)


Zostaw odpowiedź

Preview: