CONCEPTy, ARMATy i zapomniany Anders cz. II

Remi

Pierwszą część opisu Wozu Wsparcia Bezpośredniego skończyłem na nawiązaniu do technologii stealth i „niewidzialności” sprzętu. Mówiąc o niewidzialności nie wyobrażajmy sobie też za dużo. Mimo, że istnieją projekty inteligentnych monitorów, które miałyby wyświetlać obraz znajdujący się za obiektem na którym są zainstalowane, to jednak w tym wypadku chodzi o niewidzialności pod względem wykrycia przez wojska WRE (wojska walki radioelektronicznej). W jaki sposób można to osiągnąć?

Przez zastosowanie specjalnych materiałów, jakimi pokryty zostanie wóz oraz przez zaprojektowanie jego zewnętrznej bryły w odpowiedni sposób. Pewnie kojarzycie wygląd „latających skrzydeł”, czyli bombowców F-117, którymi dysponują Amerykanie. Odpowiedni kształt i kąty załamywania się powierzchni powodują, że zmniejsza się znacznie wykrywalność takiego samolotu. Podobne technologie zaczynają wchodzić również w wojskach lądowych. Wspominałem o wyrzutniach granatów i pocisków dymnych, schowanych w kadłubie. Zmniejszenie ilości „odstających” elementów wozu również wpływa pozytywnie na współczynnik wykrywalności. Popatrzcie na zdjęcia współczesnych czołgów rodziny „T” i zobaczcie jak wiele „gratów” znajduje się na zewnątrz wieży. Skrzynki, zasobniki (zwane potocznie gołębnikami), wyrzutnie granatów wyglądające jak kolce jeża oraz kostki pancerza reaktywnego. Teraz przyglądnijcie się CONCEPT’owi. Widać znaczącą różnicę. Co jeszcze jest pomocne i może uratować życie załodze? Projektanci informują, że model zostanie pokryty specjalną farbą, która będzie utrudniała opromieniowanie wozu. Co to oznacza? Większość sprzętu (czy to czołgi, czy wyrzutnie PPK) posiada dalmierze laserowe. Po wycelowaniu w cel i wciśnięciu odpowiedniego przycisku dalmierz wysyła wiązkę laserową w kierunku celu. Ta wraca i dzięki temu można zmierzyć odległość do celu. Jeśli działamy  przy użyciu Systemu Kierowania Ogniem odległość ta wprowadzona jest do rzeczonego systemu
i w czasie rzeczywistym nanoszone są poprawki co do kąta podniesienia armaty/trajektorii lotu PPK. W momencie gdy taka wiązka lasera zostanie załamana bądź pochłonięta przez „farbę” czy też inną osłonę (nie wiem co dokładnie zostanie zastosowane i jak będzie wpływać na wiązkę laserową), odległość nie zostanie zmierzona bądź będzie przekłamana. Wóz oczywiście będzie wyposażony
w system wykrywania opromieniowania, co stało się już pewnym standardem. Przy optymistycznym wariancie w momencie gdy zostaniemy opromieniowani,  przeciwnik nie uzyska niezbędnych danych, a my będziemy wiedzieli, z którego kierunku „strzelono” do nas z dalmierza. Ostatnim elementem systemu utrudniającego wykrycie czołgu jest układ chłodzenia i żaluzje znajdujące się z tyłu czołgu, które mają znacznie zmniejszyć emisję cieplną maszyny. Dzięki temu jej „widzialność” w termowizji spadnie. Jest to bardzo ważna kwestia w dobie UAV i innych środków rozpoznawczych posiadających kamery termowizyjne.

Kolejnym ważnym elementem jest pancerz. Szczególnie, że przy tak względnie niewielkiej masie wozu, musi jednak spełniać określone normy odporności. Nie chcę tutaj Was zarzucać jakimiś określonymi normami, które wynikają ze standaryzacji STANAGowskiej. Nikomu te numerki nie są potrzebne, a Ci którzy się tym interesują pewnie już je znają.  Warto tylko przytoczyć informację, którą wyczytałem z artykułu, z którego cytaty pojawiły się już w pierwszej  części tekstu:

„Opancerzenie stanowić będzie wielowarstwowa, modularna powłoka ceramiczno-aramidowa.(…) Dodatkowe panele opancerzenia mają zapewniać pełną ochronę przed pociskami kumulacyjnymi.”

W artykule wspomniano również o odporności na IED i miny (wiadomo, że do określonego poziomu, ponieważ pod Abramsami eksplodowały nawet takie ładunki, które niszczyły je bez problemu – kwestia ilości materiału wybuchowego i konstrukcji ładunku). Widać też, że znaną „kostkę” pancerza reaktywnego zastąpią specjalne panele przeciwkumulacyjne.

Na koniec technicznego opisu zostawiłem sobie wszelakie celowniki i kamery. „Oczy” wozu. Jest to zawsze pięta Achillesowa tego typu konstrukcji. Jeśli ktoś siedział w PT czy to w T-72 (w Leo wygląda to już lepiej) ten wie, jak niewiele widać przez przyrządy obserwacyjne. Tutaj znów cytat:

„Systemy obserwacyjne i celownicze obejmują kamery dzienne i termowizory 3 generacji, oraz dalmierze laserowe. System dookolnej obserwacji obejmuje kamery dzienno-nocne. Dane będą zobrazowane na wielofunkcyjnych ekranach z możliwością transmisji w czasie rzeczywistym.”

Termo, kamery do obserwacji dziennej i dalmierz to standard. Co do ekranów jest to dobre rozwiązanie, które mogłoby wreszcie w pewien sposób zniwelować „ślepotę” czołgów i wozów bojowych. Pytanie, co w momencie kiedy zostanie uszkodzona elektronika, ale pewnie projektanci mają na to już jakiś pomysł.

Rozpisałem się bardzo mocno na temat danych technicznych. Teraz parę słów o samej przydatności pojazdu i koncepcji jego użycia. Będzie to tylko i wyłącznie moja subiektywna opinia. Jeśli macie swoje (najlepiej odmienne) zdanie to zaprezentujcie je w komentarzach. Chętnie dowiem się co
o tym myślicie.

Wspominałem o tym, że CONCEPT nie może zostać porównany z typowymi MBT (Main Battle Tank). Dlaczego? Z racji swojej masy. Nie możemy go uznać za czołg (o czym sami konstruktorzy mówią). Wnioskuje z tego, że CONCEPT nie będzie konstrukcją, która ma zastąpić czołgi będące MBT w naszej Armii. Mają być czymś dodatkowym, jednak wchodzącym w plan modernizacji broni pancernej WP.
O czym mowa również w poniższym cytacie:

„Obecnie prowadzony jest dialog techniczny pomiędzy inżynierami OBRUM a zespołem pancernym MON. Trwa doprecyzowywanie wymagań taktyczno-technicznych, które mają być określone w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Do roku 2016 powinien powstać prototyp, aby pojazd mógł wejść do programu modernizacji sił zbrojnych, którego zakończenie zaplanowano na rok 2022. Jak dowiedział się portal Defence24.pl, nieoficjalnie mówi się, że PL-01 Concept otrzyma nazwę „Gepard”.”

 Bez tytułu

Wyjazd PL-01 Concept z hali poligonu doświadczalnego – fot. J. Sabak

Co wiemy? To, że nawiązywane jest porozumienie z MONem w sprawie projektu. To dobrze, szczególnie, że mamy pewne porównanie z Andersem, o którym parę słów napiszę później.  Sam wóz ma wejść w skład planu modernizacyjnego. To też kolejna informacja jaką możemy wyciągnąć z tego cytatu. Problemem jest tylko jedno. Ma wejść do tego programu jako… co? To, że na pewno nie jako czołg to już wiemy. Przewinął się w tym artykule, jak i mediach termin Wóz Wsparcia Bezpośredniego. Gdy omawiano zastosowanie Andersa słyszeliśmy o koncepcji użycia tego typu pojazdu do wsparcia działania czołgów – typowych MBT. Miałby być to mix, który znamy z np. Stanów Zjednoczonych i ich batalionów rozpoznania pancernego. Czyli połączenia Abramsów i  Bradley’ów.  Ok. Może to być jedno zastosowań również dla CONCEPT’a. Jaki problem widzę w takim rozwiązaniu? Zaawansowanie techniczne wyżej wymienionego. Brzmi durnie, prawda ? Popatrzmy jednak na to
z drugiej strony. Jeśli CONCEPT będzie wspierał nasze MBT, to w chwili obecnej będzie to wspieranie czołgów pokroju Leoparda 2A4/2A5 (załóżmy wariant optymistyczny, w którym do czasu wprowadzenia tego modelu wszystkie T72/PT-91 zostaną wymienione na coś lepszego). Jeśli tak się stanie, to możemy łatwo wywnioskować, że jest to marnowanie jego potencjału. Nawet poczciwe Leony nie są na tak zaawansowanym poziomie technologicznym jak propozycja wysunięta na MSPO.  Albo potencjał będzie się marnował albo istnieje inne rozwiązanie tego problemu. Wraz
z wprowadzeniem CONCEPT’a w Wojsku Polskim pojawią się nowe MBT, które będą na takim poziomie technologicznym, który pozwoli na swobodne współdziałanie tych platform (chyba, co już jest całkowitym gdybaniem, na bazie platformy CONCEPT’a zostanie stworzony nowy MBT dla naszej armii). Dlaczego tak bardzo mocno szukam innych rozwiązań tego problemu?  Żyję lękiem, że mimo nazywania CONCEPT’a Wozem Wsparcia Bezpośredniego ktoś wpadnie na pomysł wprowadzenia go zamiast obecnie służących konstrukcji. Co w tym złego zapytacie. Przecież Amerykanie swego czasu bawili się w koncepcje Strikerów, które miały też tworzyć wraz z piechotą mobilne brygady/bataliony. Koncepcję odejścia od ciężkiego sprzętu na rzecz mobilności bardzo mocno rozbiły się o twardą ścianę o nazwie Irak. Tam zauważono, że załoga potrzebuje prócz mobilności solidnego opancerzenia. Często nawet jej kosztem. A opancerzenie to zwiększona masa. Nie tylko doświadczenia amerykańskie co do wagi sprzętu pokazują, że czołg musi być masywny. Izrael ze swoimi Merkavami też może powiedzieć parę słów na ten temat (już czuję, jak podnoszą się głosy, że tamtejszy konflikt jest bardzo specyficzny, a sprzęt Żydów specjalnie do niego dostosowany).

Tyle jeśli chodzi o CONCEPT’a. Teraz parę słów o „starszym bracie, który zmarł śmiercią nagłą
i tragiczną” – czyli co się stało z Andersem.

Historia Andersa może wydać się już Wam znajoma… szczególnie, że toczyła się prawie identycznie jak w przypadku CONCEPT’a, tylko że parę lat temu. Anders został zaprezentowany również na MSPO  w 2010 roku. Co do „ojców” pomysłu, to również są nam znani: konstrukcja opierała się na projekcie Ośrodka Badawczo – Rozwojowego Urządzeń Mechanicznych OBRUM w Gliwicach, przy wsparciu Grupy Bumar. Co więcej, Anders miał być również platformą modułową. Prezentowano go wraz
z bezzałogową wieżą Hitfist (30mm), którą znamy z Rośka. Istniała również wersja z wieżą 120mm. Do tego określono, że Anders mógłby być platformą wyjściową dla różnego typu pojazdów zabezpieczenia o czym świadczy bardzo ładna grafika poglądowa:

 Bez tytułu2

Jeśli chodzi o rozwiązania techniczne, to również mamy podobną paletę systemów i rozwiązań jak
w CONCEPT’cie. Począwszy od opancerzenia, przez system „antyrakiet” do zwalczania przeciwpancernych pocisków kierowanych, zaawansowany system optoelektroniczny składający się
z kamer termo/nokto i celowników, skończywszy na systemie automatu ładowania. Co do uzbrojenia, tutaj też mieliśmy zdalnie sterowany moduł w postaci granatnika automatycznego bądź karabinu maszynowego zamontowanego na wieży. Istniał też system zakłócający działanie radiowych IED (podobny do używanych w Afganistanie DUKE’ów i CREW).

Bez tytułu3

źródło: Newsweek Polska

Co więcej, wóz ten łapał się w tym samym przedziale wagowym co wcześniej omawiany CONCEPT. Dorzućmy do tego jeszcze jedną nowinkę: czołg ten posiadał podobnie jak Merkava, przedział desantowy dla piechoty, znajdujący się w jego tylnej części. Pozwalało to na przewożenie około 4 osób. Dawało to w połączeniu z załogą 7 osób w wozie.  Liczba ta jest jednak mocno względna, bo
z tego co pamiętam, ilość osób zmniejszała się wraz z ilością zabranej amunicji. Przy pełnej jednostce ognia na pewno nie były to 4 osoby. To nie koniec ciekawostek na temat tego tworu. Zadziwiające jest to, że projekt ten kosztował według różnych źródeł od 20 do 30 milionów złotych. Czy są to duże pieniądze? Przy tego typu przedsięwzięciach to bardzo mało. Kolejna bardzo duża zaleta – mały budżet projektu, a interesujący efekt. Ciekawe rozwiązania, nowatorskie podejście. Jeden z niewielu nowych i odważnych projektów zrealizowany przez polski przemysł. Jak sami widzicie na powyższym obrazku, wóz ten mógłby konkurować pod względem swoich rozwiązań z innymi przodującymi w tej klasie pojazdami. Jednak minęły 3 lata i Andersa nie ma. Co więcej, projekt ten został anulowany. Polski lekki czołg, czy jak kto woli Wóz Wsparcia Ogniowego (czy ta nazwa nie kojarzy się Wam
z czymś?) prawdopodobnie nigdy nie powstanie. Co było powodem przerwania tak dobrze zapowiadającego się projektu. Brak pieniędzy? Zacięcie przy implementowaniu nowych rozwiązań? Zdziwię Was: nie. Dlaczego tak się wydarzyło, możecie poczytać tutaj: http://www.rp.pl/artykul/940537.html

W telegraficznym skrócie: Anders był oddolną inicjatywą przemysłu zbrojeniowego. Nie był tworzony „na zamówienie” MONu. Miał wyprzedzić takie zapotrzebowanie, dobrze się sprzedać w kraju i za granicą. Przez to stać się kuszącym kąskiem dla Wojska Polskiego, czego następstwem byłoby zainteresowanie tą konstrukcją przez Siły Zbrojne i rzeczywistym kontraktem/zakupem. W teorii piękne założenie. W rzeczywistości już w 2012 roku było wiadome, że MON nie jest zainteresowany tego typu konstrukcją. Dlaczego? Tutaj teorii jest kilka. Najczęściej powtarzana to fakt, że Anders nie spełniał wymagań stawianych przez wojskowych decydentów. Przez to, że nie był tworzony we współpracy z Wojskiem, nie mógł zaspokoić jego potrzeb. Drugi powód, który przewija się w artykule do którego podałem Wam odnośnik, to brak zainteresowania MONu z racji braku potrzeby posiadania takiego wozu. W tym okresie według określonych założeń i planu rozwoju Sił Zbrojnych nie potrzebowaliśmy takiej klasy pojazdów. Proste.

W chwili obecnej jesteśmy na przełomie 2013/2014 roku. Niecałe dwa lata po wcześniejszej decyzji. CONCEPT jest wspierany przez MON.  Rozwiązania w nim zastosowane są konsultowane z Wojskiem
i posiada on „wojskowe błogosławieństwo”. Według planu rozwoju broni pancernej potrzebujemy tej konstrukcji i jest ona ważnym elementem systemu uzbrojenia, który będzie wchodził w skład naszej broni pancernej. To dobrze. Cieszę się z tego powodu, bo potrzebujemy tego typu maszyn. To dobra decyzja. Mimo mojego sceptycyzmu, trzymam mocno kciuki za to, by wóz ten został wprowadzony do służby. Zadaję sobie tylko jedno pytanie: dlaczego Anders nie spełniał wymagań MONu, a CONCEPT póki co wydaje się maszyną, która te wymagania jest zdolna zrealizować? Nie jestem wielkim uczonym ani specjalistą. Przyznaję się. Ale jak dla mnie konstrukcje te są łudząco do siebie podobne. Nie mówimy o zewnętrznej bryle, ale o samej koncepcji, zastosowanych rozwiązaniach
i modułowości. Może jest jakaś wiedza, która nie jest dostępna dla nas – zwykłych zjadaczy chleba
i konstrukcje te różnią się jakimiś ważnymi elementami. Nie wiem. Nieważne który wóz, ważne by nastąpiła jakaś zmiana. Trzymajcie ze mną za to kciuki.

Bez tytułu4

 Fot. Wikipedia- Czołg Anders z armatą 120mm

PS. Na koniec rzucę pewne hasło dla zainteresowanych i ciekawych świata. Jak się pewnie domyślacie nie jesteśmy jedynym narodem w tej części Europy, który rozpatruje koncepcje modułowe. Co więcej, nasz dawny Wielki Brat rozwija tego typu technologię i mógłbym zaryzykować stwierdzenie, że jest na dalszym etapie zaawansowania. O czym mowa? O rosyjskim projekcie Armata/Armada 198 (skąd podwójna nazwa?). Istnieją przekłamania co do nazwy tego projektu – googlując można odnaleźć obie. Całym projektem zajmuje się Centralny Instytut Naukowy Buriewiestnik. Co ciekawe, projekt ten nie został ukazany w pełnej krasie jeszcze na żadnych targach. Rosjanie tłumaczą to utrzymaniem projektu w sekrecie i niechęcią do zdradzania nowinek technicznych. By jednak „karmić” świat pewnymi informacjami, tworzą oni dużo grafik komputerowych i prezentacji. Co jakieś czas pojawiają się również szczątkowe dane dotyczące wyposażenia i założeń projektu. Co do samej koncepcji to mamy tutaj po raz kolejny wszystko co pojawiło się już w tym artykule. Modułowość, lepszy pancerz, automatyczny zdalnie sterowany karabin maszynowy/granatnik automatyczny, optoelektronika na wysokim poziomie etc. Co w takim razie nowego? Przytoczę jedną ciekawostkę. Nowy czołg (i nie tylko, bo Rosjanie chcą zaimplementować ten system również w kołowym transporterze opancerzonym Bumerang oraz w gąsienicowym bojowym wozie piechoty Kurganiec-25) będzie wyposażony w system odpowiedzialny za ostrzał oznaczonych celów. Co kryje się pod tym magicznym stwierdzeniem? W założeniu nowy system będzie obsługiwany przez operatora (działonowego), który za pomocą joysticka będzie wybierał określony cel i „blokował go”. Od tego momentu pałeczkę przejmuje już sam system, który będzie odpowiedzialny za ostrzelanie celu, aż do jego zniszczenia. Bez poprawiania ognia, ponownego celowania, śledzenia celu. Wszystko to realizuje system. Przypomina to „wystrzel i zapomnij” – jeden z trybów stosowanych w wyrzutniach PPK. Muszę przyznać, że jestem bardzo ciekawy jak będzie to działać. W jaki sposób system będzie rozpoznawać cel, dobierać rodzaj amunicji bądź uzbrojenia, określać czy dany cel można już uznać za zniszczony. Będzie przy tym pewnie dużo zabawy, by dopracować tego typu system. Jednak jeśli będzie on skuteczny to wprowadzi bardzo dużą rewolucje na polu walki. Z tego powodu… nie życzę Rosjanom powodzenia ;)

 Bez tytułu5

Obiekt Armata 198- fot. Defence24.pl


Komentarzy: 4 do wpisu “CONCEPTy, ARMATy i zapomniany Anders cz. II”

  • Kuba Says:

    Latające skrzydła to bombowce B-2 F-117 to lekki bombowiec w układzie płatowca z dwoma skrzydłami. Pozdro.

  • Kamil Says:

    a i tak btw F-117 zostały wycofane 5 lat temu ;)

  • contratar posicionamiento seo barcelona Says:

    contratar posicionamiento seo barcelona…

    CONCEPTy, ARMATy i zapomniany Anders cz. II | Blog Gunfire…

  • Szary Says:

    Wszystko co tak pięknie w teorii napisano o aktorze CONCEPT rozbija się o rzeczywistość jako że CONCEPT jest aktorem jedynie i to lekko przerośniętym co zauważyć warto że mimo płaskości łba jego (możliwe że z braku intelektu) jest o ten łeb wyższy od swych starych i lekko wsiowych kolegów które mimo wsiowości nazywamy czołgami. Tym samy szlag bierze całą koncepcję bycie niewidzialnym bo czego nie widać na ekranie, widać okiem nieuzbrojonym i w opozycji do nadlatującego przeciwpancernego kumulacyjnego całe te achy i ochy, technologie, elektronika i dizajn za grube miliony okazują się wielkim kitem który dla mniej obeznanych budować mają obraz nowoczesności w armii w której walczyć potrafi może z 10 tys. luda bo reszta to stworzenia zabiurkowe. W swoim czasie nieco mniej wyrafinowanym tworem lotniczym nakarmiono publikę acz rozwój w tej materii widać jako że tamten nawet nie latał a ten przynajmniej się kula. Tymczasem rzeczywista armia ma od dawien dawna silną potrzebę wymiany złomu bojowego piechoty co w sposób szybki nadrabiać można by Andersem wspomnianym i rozwijać po drodze tak jak to z czynimy z KTO. Miast tego megalomania i sny o potędze bo przecież musimy mieć najsuperniejsze i dizajnerskie starszaki i konieczne z lufą (się żartuje że w sztabie za dużo razy deklem w głowę dostali stąd broń bez lufy to nie broń), a armia jaka jest każdy widzi i sorki ale msbs i szyte w bangladeszu łachy w nowym camo sprawy nie nadrobią. Tak czy siak patrząc na CONCEPT serce roście w narodzie chociaż to kit i praktyczne zastosowanie ma jedynie jako model do gry komputerowej bo to ostatnio wiodąca dziedzina w rozwoju polskiej siły bojowej. Bo silni jesteśmy… virtualnie.

Zostaw odpowiedź

Preview: