O Wojsku Polskim słów kilka

Piotr "Wroobel" Wróblewski

Nie wiem czy pisałem o tym gdzieś publicznie, ale trzeba Wam wiedzieć, drodzy czytelnicy, że planowany był artykuł polemiczny w stosunku do stanowiska Procenta na temat serialu „Misja Afganistan”. Niestety na obiecankach się musi skończyć, gdyż zainspirowany Waszymi wpisami na Facebook`owym profilu Gunfire`a, postanowiłem przedstawić Wam mój pogląd na sprawę kondycji naszej armii. Jednocześnie chciałbym zaznaczyć, że artykuł ma formę jedynie subiektywnej opinii, a treści zawarte w nim nie są niepodważalnymi prawdami. Parafrazując pewnego pana serwisu YouTube „mówię jak mi się wydaje, że jest”.

Ludzie będący w wieku młodzieńczym posiadają jedną wspólną cechę, postrzegają świat w sposób zero – jedynkowy, uważając, że wszystko jest albo czarne albo białe. Doświadczenia kolejnych lat życia sprawiają, że dostrzegamy pewne zależności, zjawiska i zaczynamy stopniować nasze oceny. Dotyczy to również ocen naszej kochanej armii. Łatwo jest głośno wykrzykiwać skrajnie negatywne opinie o jej kondycji, tak samo jak łatwo jest patrzeć w nią jak w obrazek nie widząc problemów, z którymi się boryka.

Pomijając fakt, że większość z nas, łącznie ze mną, nie dysponuje na tyle rzetelną wiedzą o armii, żeby móc obiektywnie oceniać jej stan, to głównym problemem  z jakim borykamy się wydając opinię Wojsku Polskim (WP) jest przede wszystkim brak szerszego spojrzenia na tę instytucję. WP to różne struktury organizacyjne; cztery rodzaje sił zbrojnych, Żandarmeria Wojskowa, Dowództwo Operacyjne Sił Zbrojnych, Inspektorat Wsparcia Sił Zbrojnych, SWW i SKW i wiele, wiele innych. WP to różne obszary prowadzenia działań; od fizycznego rażenia przeciwnika po walkę elektroniczną. W końcu WP to różne poziomy działania: taktyczny, operacyjny i strategiczny. I pewnie można by wymieniać w ten sposób jeszcze długo. Rzecz w tym, że oceniając pozytywnie jeden obszar np. działanie Wojsk Specjalnych czy też dowódców szczebla taktycznego, wprowadzamy pewne uproszczenie w naszym rozumowaniu i oceniamy pozytywnie całą armię. Schemat ten działa oczywiście w drugą stronę.

4e2839ba800bb_o

Wojska Specjalne – młodzi, piękni, dobrze wyposażeni i wyszkoleni.

źródło: gdynia.naszemiasto.pl [dostęp: 22.06.2013 r.]

A jak jest naprawdę? Naprawdę jest różnie, ale na pewno nie jest skrajnie źle, ani skrajnie dobrze. Bardzo często pojawiają się w pozytywnych opiniach argumenty o tym, że mamy świetne Wojska Specjalne, a chłopaki z pozostałych rodzajów sił zbrojnych robią w ramach PKW w Afganistanie świetną robotę. Trudno się z tym nie zgodzić,  niemniej jednak należy pamiętać o tym, że Wojska Specjalne to tylko niewielki element naszej armii, to tylko kilka procent ogółu, który nie może stanowić o sile obronnej naszego państwa. Samo przeznaczenie tego rodzaju sił zbrojnych pozwala twierdzić, że są one niezwykle efektywne jedynie w pewnych rodzajach działań. Może się mylę, ale raczej ciężko jest konfrontować drużynę czy nawet pluton żołnierzy wojsk specjalnych z batalionem czołgów. Inna sprawa, że nie wiem czy do takiej konfrontacji kiedykolwiek dojdzie, ale o tym w dalszej części.

Bardzo często poruszaną kwestią jest zagadnienie indywidualnego wyposażenia. Trudno porównywać, nasz sprzęt chociażby do wyposażenia amerykanów. Moim zdaniem, mimo iż poczyniliśmy ogromny skok w tym zakresie, nadal jesteśmy co najmniej 10 lat za nimi. Chodzi mi tu o takie najprostsze wyposażenie, krój mundurów,  kamizelki, optykę, balistykę itp. Nie trafiają do mnie argumenty, że „chłopaki w Afganistanie noszą dobry sprzęt”. Może i noszą, ale na pewno nie dostali go od MONu. Żeby nie być gołosłownym weźmy pod uwagę chociażby standardowe obuwie; Amerykanie mają Belleville, Brytyjczycy buty firmy Lowa, a my? Trzewiki pustynne wz.920/MON. Myślę, że tyle wystarczy. Z drugiej jednak strony nie możemy porównywać się do takich krajów jak USA czy Wielka Brytania z prostej przyczyny, różnice ekonomiczne. Jak to mówią „hajs się musi zgadzać”, a u nas niestety się nie zgadza.

Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że są zmiany i to zmiany na lepsze. Podczas mojej ostatniej wizyty w 1. Warszawskiej Brygadzie Pancernej w Wesołej zapytałem  szeregowych, o kolimatory, które mieli na berylach. Odpowiedź mnie zdziwiła, bo dowiedziałem się, ze nie są to 4 sztuki EoTech`ów, które pełnią funkcję reprezentacyjną, ani nie jest to prywatny sprzęt chłopaków. Kolejny przykład to prace nad wprowadzeniem nowego kroju munduru polowego wz.2010. Ogólnie rzecz biorąc widać zmiany, tylko czy wystarczające i czy przypadkiem nie można więcej?

Bardzo często słyszę wobec naszej armii zarzut niskiej sprawności żołnierzy, a mówiąc precyzyjnie – oficerów. Cóż, zabawne, że będę teraz obalał argument, który sam często podnosiłem, nawet tutaj, ale ludzką rzeczą jest zmieniać zdanie. Czy problem żołnierzy o niskiej sprawności fizycznej wystepuje? Niestety tak. I sam widziałem (obym nie trafił na nich w swojej wojskowej karierze) oficerów, których wskaźnik BMI przyjmuje postać trzycyfrową. Są jednostki, których w wojsku, w żadnej formie być nie powinno, z uwagi na fakt, że ich stan fizyczny kwalifikuje się zwyczajnie do leczenia. Są to jednak tylko nielicznie jednostki, których według mnie będzie coraz mniej. Ogromna większość jest, może nie tyle w wyśmienitej, ale z pewnością w zadowalającej formie. Zaraz, zaraz? Zadowalającej? Dokładnie tak. I  w tym miejscu należy ponownie zwrócić uwagę, na fakt, że WP to organizm składający się z przeróżnych elementów, elementów spełniających najróżniejsze funkcje. Są żołnierze, których zadaniem jest działanie bezpośrednio na polu walki, ale są również ludzie odpowiedzialni za organizację tej walki, za zabezpieczenie teleinformatyczne, za pracę sztabową i za szereg innych zadań, na których efektywne wykonanie nie ma wpływu tężyzna fizyczna, a na przykład doświadczenie czy zdolności intelektualne. Tłumacząc jeszcze prościej: wojsku są ludzie, którzy biją i którzy mówią kogo bić. Ci pierwsi mają umieć bić mocno i celnie,  z kolei drudzy mają skutecznie oceniać zagrożenie i wybierać potencjalne ofiary bicia. Sprawy może i proste, ale często zapominamy o nich w ocenach naszych oficerów. Oczywiście noszenie miana „oficera Wojska Polskiego” powinno się wiązać z jakimś minimalnym poziomem sprawności fizycznej. To minimum powinno być jednak dobrane tak, żeby osiągnięcie go nie wiązało się obniżeniem innych, częstokroć bardziej przydatnych na danym stanowisku umiejętności.

bilde

Narodowe Siły Rezerwowe – tylko młodzi…

Źródło: www.gp24.pl [dostęp: 22.06.2013 r.]

Nie sposób w tego rodzaju artykule pominąć podnoszonej wszędzie i zawsze kwestii „plecaków”. Cóż, ktoś z Was bardzo ładnie napisał, że armia odzwierciedla stan naszego społeczeństwa, ze wszystkimi jego bolączkami i problemami. Jeżeli w normalnych firmach zdarza się pracownik przyjęty bo „jest synem brata matki dyrektora”, to czego mamy się spodziewać po armii? Po za tym, zastanawiam się ilu z tych zatwardziałych anty-plecaków, mając możliwość, nie wkręciłoby swojej pociechy na jakąś ciepłą posadkę? Hmmm? Inną rzeczą jest, że mnie, jako (oby) przyszłego żołnierza, nie obchodzi czy mój przełożony jest plecakiem; liczy się poziom jego profesjonalizmu i umiejętności. I tyle.

Bardzo często spotykam się z pytaniem „Po co nam ta armia?”. Na pierwszy rzut oka pytanie wydaje się być zasadne, zwłaszcza w kontekście zarzutu niskiej liczebności żołnierzy. Mniej niż sto tysięcy żołnierzy? Przecież nie mamy żadnych szans w przypadku potencjalnego zagrożenia! A nawet jakbyśmy mieli to i tak nikt nam nie zagraża, więc po co płacić grube pieniążki na organizację, która nie przynosi żadnych wymiernych korzyści? Cóż, może gdybyśmy wszyscy byli hipisami i się kochali to żołnierze nie byliby potrzebni , ale nie jesteśmy i od zarania dziejów gdzieś, z kimś, o coś walczył. To prawda, że sytuacja w naszym rejonie jest względnie spokojna i od kilkudziesięciu lat nie ma wyraźnego zagrożenia ze strony któregoś z państw. Spójrzmy na te kilkadziesiąt lat w inny sposób. Przyjmując, że ostatnie realne zagrożenie w stosunku do naszego państwa było w momencie wprowadzenia stanu wojennego w 1981 r. Łatwo wyliczyć, że to nieco ponad 30 lat. Jak się ma te 30 lat w stosunku do ponad 2000 lat historii? Dla lepszego zobrazowania powiem, że te 30 lat to zaledwie 1,5% całej historii. Odsetek wręcz śmieszny. To może jednak warto się zastanowić nad zasadnością utrzymywania Sił Zbrojnych?

No dobrze, ale jeżeli już wydajemy na to pieniądze podatników to warto mieć wojsko, które ma realne szanse nas bronić. Wszystkim zagorzałym zwolennikom zwiększenia liczebności armii przypominam, że po pierwsze jesteśmy członkiem NATO, a co za tym idzie i nasza strategia obrony opiera się na zamyśle obrony kolektywnej. Gdybyśmy nie przystąpili to żadnego sojuszu i stwierdzili, że będziemy się bronić samodzielnie, to zapewne struktura WP wyglądałaby nieco inaczej, ilość żołnierzy byłaby większa,  a co za tym idzie, przeznaczalibyśmy jeszcze więcej środków na zbrojenia. I tu dotykamy niezwykle istotnej kwestii, czy finansowania. Nie jestem specjalistą do spraw budżetu państwa, ale na wydaje mi się, że przy obecnych uwarunkowaniach i stanie gospodarki po prostu nas na to nie stać. Oczywiście, zawsze można dofinansować MON kosztem innych resortów, chciałbym jednak przypomnieć, że jest już na świecie państwo, które poszło tą drogą i nazywa się Korea Północna…

Wszystko wydaje się być jasne, ale przed kim mamy się niby bronić? Kto jest naszym potencjalnym wrogiem? Obecnie przeciwnik nie nosi mundurów, ani  dystynkcji, nie używa batalionów zmechanizowanych ani pancernych. Dzisiejsze wyzwanie wobec bezpieczeństwa to przede wszystkim terroryzm. Bez względu na fakt, czy będą to ludzie działający z pobudek religijnych, ideologicznych czy politycznych. Nie jest to odkrywcza myśl, wiedzą to wszyscy. Jak z tymi walczyć? To już pozostawiam mądrzejszym ode mnie.

Dla mnie główny problem  WP jest inny. Nie jest to, ani problem „plecaków”,  ani niskiej liczebności, ani nawet betonu, który chwilami potrafi być niezwykle zabawny ;). Obecną bolączkę naszej armii idealnie przedstawił mi, o dziwo, pewien cywil. Któregoś pięknego dnia w murach Akademii Obrony Narodowej w ramach jednego z „wojskowych” przedmiotów (tak, tak, wojskowych przedmiotów uczą cywile ;) ) doktorant włączył nam film. Nic w tym dziwnego, gdyby nie to, że był to trailer gry Tom Clancy`s Ghost Recoon Future Soldier. Facet powiedział, że tak będzie wyglądać pole walki za 20 lat. Taka teza wzbudza co najmniej uśmiech politowania. Wszystko zmienia się gdy spojrzymy na futurystyczne gry sprzed 10 -15 lat; jak wiele z elementów technicznych  obecnych w grach czy filmach z tamtego okresu jest obecnie używanych na polu walki, albo prowadzone są nad nimi zaawansowane prace? Tablety? Egzoszkielety? Drony? Zaawansowane systemy wsparcia dowodzenia? Wygląda realniej? ;) Ale jak to się ma do problemów naszej armii? Zabieg z pokazaniem trailera gry był zastosowany po to, żeby uświadomić nam, że WP nie patrzy w przyszłość. Przygotowujemy się do konfliktów, które już były, mając nadzieję, że realia przyszłego pola walki nie zmienią się znacząco. I trudno się z tym nie zgodzić widząc w programach szkolenia oficerów rysowanie szkicu batalionu w obronie. Gdzie my się będziemy tymi batalionami niby bronić? Oczywiście to ważny element szkolenia, ale w dobie konfliktów asymetrycznych powinno się raczej położyć nacisk na nieco inną tematykę.

Pewien oficer WP powiedział mi, że w na studiach uczą ich używając skryptów opartych na doświadczeniach Bitwy o Monte Casino. I nie jest to ciekawostka historyczna, ale coś na kształt „podstawy programowej”.  Nie wiem na ile jest to prawdziwe, ale trudno wobec takich doniesień nie zgodzić  się ze stwierdzeniem, że przygotowujemy się do wojen, które już były. Dlaczego tak jest? Bo nie ma funduszy, na to żeby było inaczej. Ktoś napisze nowy skrypt, trzeba będzie mu zapłacić, trzeba będzie zapłacić za jego wydanie i proces wdrożenia. Ktoś chce podjąć prace nad innowacyjnymi technologiami? Podejrzewam, że nie zrobi tego na zasadach wolontariatu.

Przeglądając kilka stron tekstu myślę, że żeby was nie zanudzić trzeba powoli kończyć ;). Pisząc artykuł zawsze zadaję sobie pytanie po co podejmuje dany temat. Dzisiejszy wpis został stworzony po to, żeby pokazać niektórym, że WP to złożony organizm, a jego jednoznaczna ocena jest niemożliwa. Wydając skrajne opinie, starajmy się spojrzeć na badany fragment rzeczywistości nieco szczerzej, starając się wziąć pod uwagę możliwie największą ilość czynników. Może i WP nie jest organizacją idealną, może i boryka się z różnymi problemami, ale czy zasługuje na tak negatywne opinie? Nie sądzę. A jakie jest wasze zdanie? Zapraszam do dyskusji.


Komentarzy: 12 do wpisu “O Wojsku Polskim słów kilka”

  • Krzysztof Says:

    No cóż, WP to niestety strata pieniędzy podatników. Armia „szkolona” nie na potrzeby aktualnych konfliktów, czy jak autor napisał- przyszłych.
    Do tego dochodzi kiepska liczebność armii (szczerze mówiąc to albo niech będzie armia z prawdziwego zdarzenia, albo nie będzie tej armii w ogóle, bo po co utrzymywać coś, co i tak nie daje jakiejś obrony w razie konfliktu).
    Poza GROM’em, czy FORMOZĄ nie mamy za bardzo się czym pochwalić na arenie międzynarodowej, no ale cóż, jaki kraj taka armia.
    Jest to oczywiście mój osobisty punkt widzenia.

  • Eryk Says:

    Wypowiadają sie ludzi którz udają ramba a nawet komisji wojskowej nie przeszli bo sie nie nadaja. Za to znaja reali wojska. Hahahah Prosze Was :P :D hahahahha

  • Seba Says:

    A ja bym poruszył tutaj jeszcze jedną kwestię. Tego co żołnierze robią w jednostkach podczas służby. Kasa idzie, wojsko z podatków utrzymujemy a oni często siedzą i nie mają nic do roboty. Przychodzą „do pracy” i cały dzień oglądają tv lub grają w karty. Oczywiście może nie w każdej jednostce tak jest, ale to i tak moim zdaniem przegięcie. Nawet jako ochrona nie chce im się chodzić i jednostki wynajmują (znów za nasze pieniądze) prywatne firmy ochroniarskie. Tutaj moim zdaniem tkwi też główny problem i tutaj właśnie coś bym zmienił. Chyba, że mi napiszecie co takiego ten żołnierz na 8-godzinnej służbie robi. Bo mam kilku znajomych, kilka razy tez ich odwiedzałem i nie robili kompletnie nic.

  • Storm Says:

    W znacznej mierze zgadzam się z autorem wpisu. Służę od 6 lat i mam już jakieś pojęcie o tym co boli WP. Zjawisko to dotyczy po części także całego naszego społeczeństwa. Konkretnie mam tu na myśli pozostałości po poprzednim ustroju,
    W WP objawia się to między innymi właśnie „betonem”, który ani trochę nie jest śmieszny gdy patrzy się przez pryzmat idei tej instytucji. Obecny kształt WP zależy od wielu ludzi którzy często nie potrafią dostrzec zmian zachodzących w naszym świecie. Doświadczam na własnej skórze decyzji przełożonych, płynących z wiedzy zdobytej i utrwalonej wiele lat temu. Wiedzy która w obecnych czasach, przy obecnych konfliktach, jest bezużyteczna. To samo dotyczy wszystkich innych aspektów WP. Owszem, zachodzą zmiany, jest coraz lepiej, przykładem są wojska specjalne, ale już nie tylko.
    Wciąż jednak brakuje ludzi którzy widzą potrzeby zmian i dostosowania armii do czasów współczesnych. Ludzi których wiedza nie pochodzi z czerwonych podręczników, a z doświadczenia zdobytego po za granicami kraju, lub z współpracy z przedstawicielami sojuszników.
    Przyznam szczerze że moje JW od dawna już przypomina bardziej Korę Północną, niż miejsce gdzie szkolą się zawodowi żołnierze WP.
    Nie zawsze jest to kwestia pieniędzy, często tylko sposobu myślenia ludzi, którzy zatrzymali się 30 lat temu.

  • Marcin Says:

    Nigdy nie lubiłem czytać artykułów o WP bo zazwyczaj tylko się wkurwiam widząc komentarze na zasadzie „bo kolega mi mówił”, no jakim trzeba być impotentem intelektualnym, żeby na opinii paru kolegów szufladkować całe WP, zresztą autor też o tym wspomina, ale idioci dalej będą napierdalać, że nic się nie robi a byli kolegę, NSRa w niedziele na unitarce odwieździć i wielcy fachowcy nagle

  • LesioR Says:

    Nie znam za bardzo reali WP, więc tutaj nie będę się wypowiadał, natomiast przedostatni akapit tekstu bardzo mnie zaciekawił. Oczywiście, że badania kosztują, tworzenie nowych podstaw szkolenia również. Należy sobie jednak zadać pytanie, czy to nie na własną prośbę (czyt. MON’u) tracimy pewne możliwości? Nasi młodzi naukowcy, absolwenci lub nawet studenci uczelni technicznych konstruują łaziki, które najprawdopodobniej NASA będzie wywozić w kosmos. Jeden z jurorów konkursu powiedzieć, że odebrali im 3 pkt. (chyba na 500), tylko po to „żeby było coś jeszcze do zdobycia” !!! No tylko dlaczego ktoś ich wcześniej nie wyłapał i nie zaproponował im fajnego kontraktu naukowego? Czy oni nie są tego warci? Może nie pracowaliby na zasadach wolontariatu, ale na pewno byłyby to relatywnie niskie pieniądze. Pozdrawiam :)

  • Damian Says:

    Dobrze autor tutaj prawi, bardzo mądrze i na rzeczy. Co u Nas w armii może być niezadbane, to jest. To co musi być i świetnie się nadaje do dzisiejszego zagrożenia to jest. Mówię tutaj o jednostkach specjalnych. Które działają tak jak na filmiku. Małe grupy, które potrafią od „środka” rozwalić duże ugrupowanie ze znacznie większą siłą ognia i przewagą liczebną. Nasz gatunek ludzki, jest na takim poziomie rozwoju, że trzeba walczyć głową, a nie siłą i liczebnością. Co nie zmienia faktu, że mamy zacofanie. Śmigłowce wysokopowoziowe to jest śmiech i te Mi-2 latające do dziś (dobre dla służb cywilnych), a nie dla GROM’u, Formozy i innych jednostek specjalnych i operacyjnych policji nawet. Jak autor pisał, regularnych potyczek już nie ma (chodzi mi o bitwy). Dzisiaj liczy się każda jednostka, każda myśl, każdy szczegół, a nie ilość i siła. Powinniśmy mieć siły specjalne rozstawione na cały kraj. Siły, które mają do dyskozycji cały sprzęt i mogą prowadzić różne działania. Jak w tych filmach amerykańskich. Transport tu i tu, raz dwa, tyle i tyle pojazdów i sprzętu, oraz ludzi. A nie porozwalane po jednostkach w całym kraju. Nie pińćset zezwoleń i problemów. Jest decyzja, 5 minut decyzji sztabu i jazda, a nie. W ogóle to jest wstyd, by cywile (politycy) zarządzali wojskiem i ich wyposażeniem. Dla porównania te firmy ochroniarskie w jednostkach wojskowych. Co to za wojsko, które samo nie może się pilnować? Kwestie politycznych problemów jeszcze rozwalą Naszą armię i będziemy musieli kupywać najemników zagranicy, bo własna armia jest za droga…

  • Zosia Says:

    Kiepska kondycja oficerów? Jeżeli już mówi się o kondycji armii to warto też spojrzeć na dodatkowe kilogramy u podoficerów i szeregowych. A cuda to już można zobaczyć w siłach powietrznych… Zresztą coroczne testy sprawnościowe pokazują, że dla większości żołnierzy sport i ruch to nienaturalny stan rzeczy dla człowieka…:)
    Ogólnie rzecz biorąc jeżeli zwraca się uwagę na realne problemy WP i się je krytykuje – to spoko, ale zazwyczaj jest niestety inaczej. Mało jest mediów, które rozumieją temat i potrafią o nim pisać. Wina lezy też oczywiście po stronie nie do końca dobrze posługującej się PR armii, ale to już sprawa na osobny artykuł…

  • Tomek Says:

    Co do wojska polskiego to moim zdaniem zrobiło ono duży postęp w ciągu ostatnich 10-15 lat. Przede wszystkim utworzenie zawodowej armii – moim zdaniem bardzo dobry krok, bowiem jeden zawodowy żołnierz jest lepszy niż 15tu z łapanki.

  • normal free testosterone levels in women pg/ml Says:

    normal free testosterone levels in women pg/ml…

    O Wojsku Polskim słów kilka | Blog Gunfire…

  • rambo Says:

    jeszcze Polska nie zginęła,puki kura w garnku,jak się kura ugotuje,zjemy po kawałku,tak mawiał mój dziadek-powiedzenie przedwojenne,teraz bardzo aktualne,budżetówka rozkrada te państwo,w tym wojskowi też,jak jest z urlopami,czy kilka lat i więcej można nie brać urlopu,na zakończeni służby wziąć nawet grubo ponad 100000 zł.,za niewykorzystany urlop,jesteście niezastąpieni,robota lekka,10 lat bez urlopu,to jest patologia,złodziejstwo,siemoniak tak zarządza,takie okradanie polskiego społeczeństwa jest nagminne w budżetówce,jest potrzebny dobry zarząd i kontrola,a reszty prywatyzacja.

  • vpn service Says:

    vpn service

    O Wojsku Polskim słów kilka | Blog Gunfire

Zostaw odpowiedź

Preview: