Polacy w akcji… w końcu

Piotr "Procent" Łopaciński

W październiku ubiegłego roku, wielu fanów militariów i wojskowości czekało na pierwszy, polski fabularny serial o misji PKW w Afganistanie. Tytuł banalny – „Misja: Afganistan”, ale nie ocenia się przecież książki po okładce. Po emisji pierwszych odcinków do sieci wylała się jednak fala krytyki. Serial został zrównany z ziemią, aktorzy zmieszani z błotem, a reżyser przekreślony w sercach i umysłach tysięcy młodych chłopców, którzy pragnęli serialu o prawdziwej wojnie, a dostali przewidywalną fabułę w amerykańskim stylu i kamieniołom w Polsce udający góry Afganistanu. Chciałbym dzisiaj, w związku z tym, odpowiedzieć na dwa pytania: Czy nie potrafimy robić już porządnych seriali o wojsku, oraz czy ten serial jest naprawdę taki tragiczny?

Kurz po serialu już opadł, praktycznie się o nim nie słyszy. Dlaczego wiec chcę jeszcze poruszać jego temat? Uważam, że właśnie teraz ma to sens – gdy opadły emocje, każdy może pewne rzeczy ocenic z perspektywy czasu. Chociaż ten wpis chciałem napisać już po paru obejrzanych odcinkach, to zdecydowałem się dotrwać do końca, by mieć pełen obraz tej produkcji. Czas jednak na śmiałą tezę, po której zapewne polowa czytających ten wpis, od razu napisze mi komentarz pod spodem, bo nie są władni przeczytać tak dużej ilości tekstu na raz. Do rzeczy jednak – czy uważam ten serial za dobry? Nie. Czy uważam ten serial za zły? Też nie. Uważam, że jest nagromadzeniem wielu, przeciwstawnych elementów, którymi można by obdzielić zarówno tanie kino klasy B, jak i produkcje z HBO. Na początek jednak, odreaguje trochę.

Włączam pierwszy odcinek… chwila zawahania… no tak, łóżko, kobieta, mężczyzna, seks… po minucie jęków pani nadziewanej na Pawła Małaszyńskiego, przeskoczyłem do połowy odcinka, by sprawdzić, czy komuś się tytuły nie powaliły. Niestety nie – pierwsze półtorej minuty to kołdra, cycki i jęki; czy naprawdę nie można inaczej rozpocząć serialu o wojsku? Czy naprawdę wyspecjalizowaliśmy się w komediach romantycznych do tego stopnia, że musimy ich elementy wciskać wszędzie? Dobrze, że filmy o papieżu (nie mylić z Adamczykiem) nie zaczynają się od rżnięcia… No ale cóż, przebolałem. Pomijając treść odcinka (do której wrócę), przejdę od razu do finału. Odcinek się kończy, ekran się ściemnia, nim pierwsze wersy listy płac pojawiają się na ekranie, z głośnika leci… czarnusza muzyka – przepraszam, to pierwsze co przyszło mi na myśl, chociaż wiem, ze to niepoprawne politycznie stwierdzenie. Na moje ucho (nie znam się na tym), to połączenie czarnego rapu z nutką elektroniki. Nosz do ciężkiej cholery – czy my nie mamy już polskiej muzyki? Czy nie było w czym wybierać? Zapewne czytając to, każdemu z Was jakiś kawałek przychodzi na myśl, który by pod to pasował.

misjaafganistancollectiy

To tak o początku i końcu – a teraz trochę o treści. Może zacznę od tego, co męczyło mnie najbardziej – fabuła. O ile jeszcze pomysły na odcinki były całkiem, całkiem (podobno oparte w jakiejś części na realnych wydarzeniach), to już ich realizacja pozostawiała bardzo wiele do życzenia. Sceny są albo przewidywalne, ale bardzo sztuczne – wyjęte żywcem z amerykańskich filmów akcji lat ’80. Tak bowiem wsparcie dla okrążonych polskich żołnierzy przychodzi, gdy już gotowi są nakładać bagnety na broń, przełom w kontakcie ogniowym daje włączenie się do walki KMisty, który toczył ze sobą walkę wewnętrzną, by wychylić łeb, czy w końcu inny ginie od pierwszej kuli, gdy decyduje się wychylić zza skał, podczas gdy cały pluton mieli od paru dobrych minut. Czasami modliłem się, by nie nastąpiło to, czego się spodziewam – bo to byłoby zbyt proste, łatwe, naiwne i tanie… Pomijam już wątek miłosny pana podporucznika z panią porucznik – naprawdę mam wrażenie, że byśmy bez tego przeżyli – dobrze, że chociaż w połowie sezonu są cycki, bo już bym pomyślał, że to wątek zupełnie bez sensu.

Tak samo kreacja postaci mnie nie przekonała. Paweł Małaszyński, w praktycznie każdej roli, z której go znamy jest dżentelmenem dla kobiet, wzorem dla mężczyzn i kozakiem dla wszystkich. Trochę jakby ktoś chciał wyidealizować Bogusia Lindę, z czego wyszła parodia – jedynie w Oficerze bardziej do siebie przekonał, ale tylko trochę. Reszta postaci też właściwie jest kreowana przez scenariusz, a nie przez aktorów. Może to dlatego, że postacie to wręcz stereotypy albo symbole: jest więc zagorzały antymuzlumanin, który z chęcią by wszystkich w Afganie powybijał, jest młody żołnierz, który na wojnie staje się mężczyzną, są ci, którzy na misje pojechali zarabiać pieniądze, jest i wspomniana już pani porucznik, która gotowa jest nieść pomoc lokalnym kobietom wbrew kulturze i plemiennej starszyźnie. Po prostu po obejrzeniu iluś odcinków, nie ma się swoich ulubionych postaci, swoich faworytów, aktorzy są dalej tylko tłem do toczącej się historii… a fajnie, gdyby było chociaż trochę inaczej.

misja-afganistan-screen

Czy jest w tej historii więc coś pozytywnego? Tak – jest to próba. Brzmi tajemniczo? Już śpieszę tłumaczyć. Chodzi o to, że ktoś w końcu podjął się zrobienia serialu fabularnego o współczesnym Wojsku Polskim. Bo wszyscy krytykują ten serial, ale czy ktoś potrafi wskazać lepszą polską produkcje tego typu? Ciężko biorąc pod uwagę nawet pełnometrażowe filmy. Sławne „Demony wojny” wybiły się jedynie silną obsadą i naprawdę dobrymi kreacjami niektórych. Bo fabuła, dbałość o realia czy  o detale to już odległy poziom. A ja z kolei zauważam w „Misji: Afganistan” dobrą wolę twórców, w kwestii dbałości o detale – różne smaczki, których lubią się czepiać fani militariów. Są więc elementy charakterystycznego slangu misyjnego, żołnierze noszą w miarę różnorodny szpej (ukłon za wykorzystanie lotniczego nomexa, minus za plate’a z Transformersów), już samo wykorzystanie Rośków zaliczam na plus. Oczywiście zdarzają się wpadki jak chociażby oznaczenie stopnia pana podporucznika w pierwszym odcinku. Nie uznaje natomiast za zdroworozsądkowe to, że ktoś się czepia np. pylonów w Mi-17 – bo w Afganie latają inne i tego typu detali sprzętowych. Tak jak mówiłem – już samo wykorzystanie takiej ilości wojskowych pojazdów jest dla mnie sukcesem i naprawdę trzeba trochę złej woli, by stwierdzić, że serial w tym aspekcie wygląda biednie. Nieco biednie wygląda sceneria, natomiast początkowe plany kręcenia w Maroku spełzły na niczym przez koszty transportu sprzętu wojskowego tamże.

Są także tendencje do tego, by porównywać „Misję” do seriali amerykańskich. Najczęściej za wzór stawiany jest „Generation Kill”. Ktoś chyba zapomniał jednak, ze budżet tamtej produkcji to ponad 120 mln $, a HBO ma doświadczenie w produkcjach wojennych. Jak dla mnie najbardziej trafione jest porównanie do mniej znanego serialu – „Over There”. Nie mogę się wręcz pozbyć wrażenia, że reżyser naszej polskiej produkcji, czerpał garściami z tamtego obrazu. Polecam obejrzeć i ocenić samemu. Niestety, na YT znalazłem tylko fragment z dubbingiem po… niemiecku. Ale pod koniec nawet coś strzelają :).

Czy pomimo wszystkich wad i niedoskonałości, uważam czas spędzony na oglądanie „Misji Afganistan” za stracony? Nie. Po całej fali jadu, jaka wylała się na ten serial, nim go obejrzałem, liczyłem na naprawdę wielką klapę. Co za to zobaczyłem? Obraz chcący być serialem o wojnie, który jest jednak trochę dramatem, trochę serialem sensacyjnym, trochę romansidłem. Ogólnie, jako całość jest nijaki, a jednak praktycznie w każdym odcinku odnajdywałem dobrą scenę, dobry motyw, coś, dzięki czemu warto było oglądać. Było też coś, czego chyba większość nie zauważa, albo im na tym nie zależy – wg mnie miło jest w końcu zobaczyć na ekranie polskich chłopaków w akcji, zamiast amerykańskiej propagandy ;).


Komentarzy: 6 do wpisu “Polacy w akcji… w końcu”

  • Mateusz Kochanowski Says:

    No i są ;) Super zdjęcia ktoś wykonał.

  • Arek Says:

    No zgadzam się powiedzmy w 90%; tak na marginesie moja żona oglądała po 3 odcinki dziennie aż do końca – bardzo jej się podobało :D

  • Mac Says:

    Akurat mi muzyka z końcówek odcina bardzo przypadła do gustu (fajna przeróbka), no ale wiadomo o gustach się nie dyskutuje ;)

  • Bartosz "megabac" Nader Says:

    Bardzo ciekawa wypowiedź. Ja serial obejrzałem dopiero niedawno. Najpierw nasłuchałem się wspomnianych żali i lamentów odnośnie domniemanej „kiczowości” i tandety obrazu i postanowiłem zweryfikować to samemu. Mi się podobało. Jak wspomniałeś to pierwszy i jedyny serial o współczesnym Wojsku Polskim i moim zdaniem jak na nasze warunki to producenci dali radę. Kilka wątków, które w mniejszym lub większym stopniu się na siebie nakładają, dużo użytego sprzętu (również wspomniane rośki ze śrubami napędu wodnego zamiast siatek). Ogólnie zaliczam serial na plus i bardzo jestem ciekaw czy zrobią drugą serię…

  • ninja Says:

    dobrze zobaczyć nas w akcji,serial nawet spoko jak na nasze możliwości,na moje to aktorów powinni dać innych w większości bo pan PM zagrał tragicznie po 1 odcinku nie zniechęcał mnie serial lecz główny aktor,a co najbardziej w oczy kuło to zachowanie żołnierzy(kilka scen),po których w ciągu doby zostali by zrotowani,ale co najważniejsze gdyby nie dodali takich bzdur nikt by tego nie oglądał za dużo RAMBO i serial dla większości był by za nudny pozdrawiam

  • Marcin Says:

    Można dodać, że ten sam twórca zabrał się za kolejne dzieło, tym razem z nieco innej strony. Info: http://www.polska-zbrojna.pl/home/articleinmagazineshow/6234?t=AFGANISTAN-BEZ-SCENARIUSZA

Zostaw odpowiedź

Preview: