Generałowie bez armii

Piotr "Procent" Łopaciński


Czas powrócić po wakacyjnej przerwie do moich wynurzeń, w których będę udawał, ze jestem doświadczony, pozjadałem wszystkie rozumy i gdzie znowu trochę ponarzekam na zjawiska dotyczące środowiska airsoftowego. Krótko mówiąc – znów podejmę próbę zmierzenia się z tak trudną formą literacką, jaką jest felieton. Dzisiaj coś o teamach, ekipach, drużynach airsoftowych.

Tak jak swego czasu pisałem o typowej drodze każdego airsoftowca, przez kolejne stadia jego rozwoju, tak teraz chciałbym się skupić na aspekcie zgromadzania się w ramach naszego ukochanego hobby. Nie chcę się rozwodzić nad cyklem życia ekipy, bardziej interesuje mnie proces jej powstawania, motywacje ludzi, którzy teamy tworzą, sposoby rekrutacji itp. O cyklu życia nie chcę pisać też dlatego, że zwykle jest on bardzo krótki i generalnie niewielki jest proces przeżywalności nowonarodzonych drużyn. Dlaczego? No właśnie na to pytanie spróbujemy sobie odpowiedzieć :).

Na pierwszej lekcji WOSu w gimnazjum  uczniowie dowiadują się, że człowiek jest istotą społeczną. Także airsoft nie jest wolny od tej arystotelesowskiej myśli , dlatego naturalnym dążeniem zdecydowanej większości airsoftowców będzie (prędzej czy później) dołączenie do jakiejś ekipy, bądź też stworzenie własnej. Mało kto z własnej woli decyduje się na żywot niezrzeszonego i chociaż raz nie zastanowi się nad tym, by gdzieś dołączyć, lub by się zrzeszyć. Tak jednak, jak w życiu airsoftowca, podczas trwania etapu, w którym w dość losowy sposób dobiera on sobie sprzęt, tak też w okresie, w którym airsoftowiec marzy o tym, by być w jakimś teamie, jego działania są albo losowe, albo pochopne, albo bardzo spontaniczne – dlatego też często nie kończy się to dobrze.

Rekrutacja – miłe złego początki

Swoje rozważania pragnę zacząć od stworzenia paru klasyfikacji, ze względu na które możemy podzielić teamy. Pierwszą niech będzie ta, dotycząca sposobu zrzeszenia się. Z  grubsza metody na to są dwie – albo mamy grupę znajomych, z którą dobrze nam się strzela/działa, lub łączy nas cokolwiek innego i w pewnym momencie stwierdzamy – Panowie, a może by tak sformalizować naszą działalność? Przy czym formalizację rozumiem tutaj, jako założenie jakiegokolwiek teamu, w oderwaniu od aspektów prawnych. Drugim sposobem jest ten, gdzie nie mamy takiej grupy znajomych, a mimo wszystko ekipę chcemy stworzyć – pozostaje nam więc wtedy rekrutacja.

Jeśli chodzi o pierwszy sposób tworzenia ekipy – nie mam wątpliwości, że jest on „zdrowy”, tzn. team tworzy się w sposób naturalny a nie sztuczny, odpada najważniejszy chyba element każdej grupy, nie tylko airsoftowej, czyli budowanie relacji (bo już jest ona zbudowana). Zostaje budowanie struktury i zabawy z rzeczami typu logo, nazwa, lans strona. W drugim wariancie, gdzie ktoś decyduje się założyć team z osobami, których nie zna, bądź zna je słabo, najczęściej kończy się to źle i o ile udaje się coś stworzyć, to zwykle nie trwa to zbyt długo. Dlaczego tak się dzieje?

Z doświadczenia mogę powiedzieć, że im więcej obostrzeń i zasad, przy procesie rekrutacji i ogólnie w ekipie, tym gorzej. Im mniej formalną strukturą jest dana ekipa tym lepiej. Mówię oczywiście o początkowej fazie życia grupy, bo z czasem rozrost liczebny czy postępująca specjalizacja w ramach grupy sugeruje lub też wymusza pewne działania. Czasami czytając warunki przyjęcia do ekipy mam wrażenie, że czytam stereotypowe ogłoszenie o pracę wg schematu „Poszukiwana osoba na stanowisko kierownicze. Wiek: maksimum 25lat, 10 lat doświadczenia kierowniczego”.

Człowiek ma tendencje do ubierania wszystkiego w sztywne zasady i procedury. Dlatego często różnorakie ekipy tworzą coś takiego jak okresy próbne, w których czasie rekrut ma spełnić określone wymagania i wykazać się wiedzą oraz umiejętnościami. Np. grupa wymaga, by w okresie 3 miesięcy rekrut spełnił minimum sprzętowe, w którym zawiera się mundur w określonym kamuflażu, kamizelka czy nakrycie głowy. Po tym czasie podejmowana jest decyzja, czy osoba dana godna jest wstąpienia w szeregi danej grupy. Innym przykładem są wymagania dotyczące czynnego zaangażowania się w życie ekipy podczas okresu próbnego. Możemy przeczytać, ze „w czasie okresu próbnego rekrut może opuścić maksymalnie 2 treningi grupy”.

Początki bez ekipy bywają trudne… (źródło – czeluści mego dysku)         

W związku z tym rodzą się pytania – co się stanie, gdy rekrut nie kupi sobie kapelusza w kwiatki lub listki, który jest wymagany? Co, jeśli rekrut opuści trzeci trening grupy? Czy jeśli całej ekipie dobrze się z nim działa, zakumplowali się i potrafią się zgrać, to należy takiego człowieka odrzucić, bo tak mówi regulamin rekrutacji? Czy może w druga stronę – jeśli dana osoba spełni wszystkie warunki, a jednak ciężko się z nią dogadać i z nią kooperować? Czy ekipa przyjmie ją, bo nie będzie miała pomysłu na podstawie czego ją odrzucić? Logiczną odpowiedzią na powyższe pytania wydaje się – „nie”.  Jeśli tak, to czy ktoś mi wytłumaczy, po jaką cholerę istnieją te regulaminy rekrutacji, jeśli i tak często i gęsto można robić od nich odstępstwa? Tworzenie takich obostrzeń w nowych ekipach, gdzie głównym celem jest dobra zabawa, jest bardziej komiczne i niepoważne, od obwieszania się toną sprzętu i udawania komandosa. Całe rzesze airsoftowców pierdzą o tym, że ludzie, którzy wyglądają jak choinki są śmieszni i niepoważni, a wielu z nich samemu określa reguły przyjęcia do grupy, które z założenia maja dodawać jej elitarności. W praktyce jednak sprawiają, że gdy nie śmieszą mnie już polskie kabarety, mogę wejść na stronę takiego teamu i zaznać sporej dawki humoru (niestety najczęściej też kiepskiego).

Czołem Panie Generale!

Kiedy nasz kandydat przejdzie już proces rekrutacji i stanie się członkiem danego teamu, może mieć wrażenie, iż jest wśród swoich, wśród równych. Nic bardziej mylnego, bo często trafia na jeszcze bardziej absurdalny element – stopnie! Dokładnie tak,  ludzie w ekipie tytułują się kapralami, porucznikami, a czasami nawet pułkownikami, czy (uwaga…) marszałkami! Co gorsza, nie ma to dla nich waloru humorystycznego, odzwierciedla jedynie jakąś bliżej niezrozumiałą (z funkcjonalnego punktu widzenia), strukturę. Jest to tym bardziej komiczne, że często te stopnie i przez to hierarchia tworzy się w teamach, które maja poniżej 10 osób – absurd. Nie ma taki zabieg umotywowania w sprawniejszej organizacji danej grupy, bo jak ma być sprawniejsza, gdy na powiedzmy te 10 osób mamy 2 generałów, 1 pułkownika, 3 kapitanów a reszta to szeregowi. Nie ma także umotywowania w realizmie, bo… no sami wiecie dlaczego :).

Dlaczego więc ludzie najpierw zakładają teamy, które tworzą w sposób sztuczny, z obcymi sobie ludźmi, a następnie zaburzają proces tworzenia partnerskich relacji, poprzez proces rekrutacji i tworzenie bezsensownej hierarchii? Z pomocą przychodzi nam Maslow ze swoją piramidą potrzeb, gdzie powyżej potrzeby przynależności (np. przynależność do ekipy) znajdujemy potrzebę uznania. To właśnie ta potrzeba wyraża się w stopniach, które różnicują członków danego teamu. To jednak dość upośledzone postrzeganie wzrostu poziomu własnego prestiżu – bo kto tak naprawdę będzie traktował poważnie człowieka, który tytułuje się pułkownikiem? Nikt chyba, poza ludźmi z grupy. A nawet jeśli tak, to budowanie prestiżu poprzez sztuczne hierarchizowanie teamu, nigdy nie prowadzi do konsolidacji w ramach grupy, a prawie zawsze kończy się jej rozpadem.

Przykład typowego systemu stopni w ekipie airsoftowej, który bardziej szkodzi niż pomaga

(źródło: http://afodaredevils.bnx.pl/)

Po co to wszystko?

Druga klasyfikacja, którą chcę wprowadzić, to różnicowanie grup ze względu na cel ich powstania. Trochę pisałem już o tym we wstępie, teraz jedynie pragnę to rozszerzyć. Problemem jest to, że najczęściej sami zainteresowani, nie wiedzą do końca po co tworzą dana drużynę (nawet, gdy wydaje im się, że wiedzą). Niejasne? Już śpieszę z wyjaśnieniami.

W wielu przypadkach osoby, które zrzeszają się w airsofcie mają wyobrażenie takie, że team pozwoli im działać sprawniej, oraz że przez sam fakt jego utworzenia staną się bardziej rozpoznawalni. Często pod wzniosłymi ideami czy ambitnymi planami kryje się (chociaż podświadomie lub nieświadomie wręcz), potrzeba tego, co w airsofcie najczęściej nazywa się lansem. Bo do czego innego może służyć logo, strona internetowa czy fanpage na FB? Przeciętnie do sprawnego działania wystarczy forum, bądź inne medium do komunikacji, oraz nazwa, by móc występować pod jednym szyldem na imprezach.

Logo, naszywki oraz strona internetowa i inne tego typu elementy powinny według mnie przyjść z czasem. Kiedy ekipa się już skonsoliduje, wykrystalizuje się w miarę jej pierwszy skład, a jej członkowie będą już pewni, że tworzą zgrany zespół. Wtedy przynajmniej czyjaś praca graficzna czy informatyczna nie pójdzie na marne, gdy team się rozpadnie. Idealna sytuacją jest taka, gdzie wspólne logo i inne tego typu elementy są zewnętrznym wyrazem, wewnętrznej spójności grupy. Niestety częstokroć bywa tak, że właśnie takie aspekty jak naszywki czy strona internetowa, są jedynymi rzeczami, które łączą członków danej drużyny. Wydaje im się, że poprzez te właśnie rzeczy będą oni w stanie budować jedność grupową. Nic bardziej mylnego – w takim wypadku jest to organizacja czysto fasadowa i padnie szybciej niż duński opór podczas II wojny światowej (z całym szacunkiem dla Duńczyków).

Bardzo ciekawym elementem, któremu poświęcę krótką dygresję, jest sam wybór nazwy. Czasami przegląd nazw ekip na WMASG dostarcza dalece większych wrażeń od stosunku analnego z wielbłądem… zły przykład, nie ważne :). Można się dowiedzieć, że mamy w Polsce naprawdę sporo jednostek specjalnych, że poza Rembertowem GROM stacjonuje też w paru innych miejscach, że gościnnie przebywa u nas Delta, oraz że 6 osób stanowi kompanię, a 10 brygadę. Czasami zastanawiam się, ile jest ignorancji dla otaczającej rzeczywistości w ludziach, którzy szukając nazwy teamu nie pokwapią się nawet by sprawdzić, że batalion to jednostka organizacyjna, która liczy sobie setki, a nie parunastu ludzi. Absurd goni absurd.

Wracając do głównego wątku – znam cała gamę dobrych ekip, często nie tylko airsoftowych, ale też milsimowych, które są doskonale rozpoznawalne (jako całość, oraz ich poszczególni członkowie), a albo nie mają, albo przez długi czas nie mieli naszywek czy strony internetowej. Posiadali jedynie nazwę, a resztę roboty odwalali w polu. Ich działanie przynosiło im rozgłos, czy tego chcieli czy nie :).

To, że poza teamem jest ciężko nie znaczy, że w ekipie będzie łatwiej :) (źródło: internet)

Miała być też trzecia klasyfikacja, ale w toku pisania tego tekstu, kompletnie zapomniałem o co mi chodziło. Dlatego przejdę do podsumowania. Jeśli ktoś jeszcze nie wyczytał ze wcześniejszych części, w jaki sposób tworzyć team, to postaram się to zebrać do kupy. Gdy wyżej pisałem, jak robić nie należy, to tutaj zawrę parę dobrych rad.

Po pierwsze: team nie może być tworem sztucznym. Jego istnienie musi być oparte na relacjach między jego członkami. Jeśli próbujemy skrzyknąć się grupą osób, które się nie znają, bądź znają krótko – prawdopodobnie już możemy spisać naszą przyszłą ekipę na straty.

Po drugie: rekrutacja nie powinna mieć zbyt ścisłego charakteru. Im więcej w niej obostrzeń, tym proces przesiewu osób będzie (paradoksalnie) mniej efektywny. Wiemy, jak wyglądają matury sprawdzane według klucza – maturzyści uczą się schematów i starają do nich dopasować, by przebrnąć, zdać, zakuć i zapomnieć. Podobnie działa to w tym przypadku – rekruci dopasowują się pod nasz model rekrutacji, chociaż może to nie być dla nich nic naturalnego. Jedyne co nam rekrutacja daje, to sprawdza w ograniczonym stopniu zaangażowanie rekruta, oraz często, zasobność jego portfela, bądź też gotowość ponoszenia kosztów.

Po trzecie: hierarchia w nowej ekipie nie ma większego sensu i nie ma racjonalnego uzasadnienia. Biorąc pod uwagę to, że najczęściej grupy takie nie przekraczają liczebnie parunastu osób, to nie stworzy się w ich ramach skomplikowanej struktury. Zwykle wystarcza jedna osoba, która zostaje liderem ze względu na swoje naturalne predyspozycje, ew. druga, która jej pomaga. Wszystko powinno działać na zasadach partnerstwa a nie podporządkowania czy przymusu. Hierarchia buduje też złudne poczucie uznania dla tych, będących u jej szczytu.

Po czwarte: Najpierw zajmijmy się zgrywaniem grupy i budowaniem relacji w jej ramach, a potem twórzmy jej całą PR-ową otoczkę jak strona internetowa czy logo. Odwrotna kolejność powoduje kolejną sztuczność, gdzie jedynym spoiwem grupy okazuje się graficzny symbol i możliwość zdobywania fanów dla strony na FB.

Po piąte: Nazwa grupy powinna być wybierana z odpowiednim dystansem. Tytułowanie się jednostką specjalną, kompanią czy batalionem wywołuje tylko uśmiech na twarzy osób z zewnątrz i powoduje, że ekipa nie jest traktowana poważnie. Dobrym pomysłem jest wpleść w nazwę jakiś wątek humorystyczny (nie musi to być humor łatwy i zrozumiały dla każdego). Wtedy większość osób także się uśmiechnie, ale nie będzie to miało nic wspólnego z politowaniem, a raczej ze stanowiskiem: „Ci faceci mają dystans do siebie i tej zabawy, to mi się podoba”.

Koronnym zdaniem na koniec jest jeden wniosek – ekipa airsoftowa powinna być po prostu grupą kumpli (wliczając w to panie :P). Jeśli tak nie jest, to żadnym sposobem nie uda nam się jej utrzymać przez dłuższy czas i gdy tylko opadnie zapał, do jej tworzenia, to zniknie szybciej, niż OLT Express z polskiego nieba.

P.S. Chcę zaznaczyć, iż powyższy tekst (jak już pisałem), odnosi się w największym stopniu do ekip tworzonych przez osoby początkujące w airsofcie bądź do teamów, które w momencie powstania nie maja konkretnego planu na specjalizacje itp. Zupełnie inaczej wygląda sprawa tworzenia teamów, które tworzone są przez bardziej doświadczonych airsoftowców, którzy mają na celu np. wspólne treningi, wyjazdy na MilSimy itp. Nie odnosi się to też w żaden sposób do grup rekonstrukcyjnych. W  powyższych przypadkach zarówno system stopni może mieć logiczne uzasadnienie, jak i prowadzenie strony internetowej itp.


Komentarzy: 5 do wpisu “Generałowie bez armii”

  • PaFcio Says:

    Bardzo przyjemny tekst. Widać, że pisany w dobrym humorze bo dość lekki i zdecydowanie zabawny. Chętnie przeczytam kolejne w tej konwencji.

    Co do samego tematu rozważań – dla osób z dłuższym stażem to „oczywista oczywistość” (choć warto przeczytać dla samego faktu czytania) jednak nowym zdecydowanie się przyda.

  • Bezim Says:

    Nic nowego, nic wielce twórczego, czy odkrywczego, mimo to iż wszystko co to jest opisane jest oczywiste i banalne – czyta się bardzo przyjemnie i z zaciekawieniem (jak większość Twoich publikacji)
    CZyli wszystko to co powiedział mój przedmówca ;)

    ps (gdyby była opcja Like to z całą pewnością bym kliknął :)

  • Hoffer Says:

    Zgadzam się z autorem prowadze team od kilku lat, niestety jak każdy popełniałem błędy właśnie głównym błędem było wprowadzanie stopni, dlatego zrezygnowaliśmy z tego niestety tracąc dobrych kumpli. Według mnie team powinien być stworzony z ludzi którzy dzielą się hobby ale też spotykają się poza polem gry. Wtedy wiadomo że jesteś z ludźmi na których możesz polegać nie tylko na polu gry ale i w życiu. Pozdrawiam

  • Piotrek Says:

    No ta tabelka ze stopniami to jakiś odlot całkowity…Nasza grupa (zdecydowanie oldboyowa)nigdy na to nie wpadła. Inna sprawa to fakt że mamy kilku ludzi z belkami (i jednego oficera rezerwy) – w takim towarzystwie byłoby niezręcznie odstawiać kapitana, nikt by na to nie wpadł – bo po prostu by się skompromitował. Co do stopni to jest to jakiś element rekonstrukcji-interesuję się militariami od blisko 25 lat, pod stylizację miewam stopień sierżanta US Army – myślę że nie przeginam za bardzo…Natomiast kiedyś pisałem że zgrana ekipa kumpli nie potrzebuje dowódcy – każdy wie co ma robić, problem to imprezy-spędy czy działanie w wiekszej grupie – tu dowodzenie pomaga. Inna sprawa to lider z osobowością który pociągnie grupę za sobą, nada kierunki działania i stylizacji. Bez takiej osoby (osób) jest ciężko. By ekipa miała sens musi być zdrowa równowaga między oczekiwaniami, realizmem a dobrą zabawą i zadowoleniem z rozgrywki.
    PS. czytając tytuł myślałem że chodzi o nasze siły zbrojne i stosunek etatów generalskich i oficerskich do szeregowych w bojówce – to też jeszcze bardziej kuriozalne…

Zostaw odpowiedź

Preview: