SIGów wielka komparacja

Piotr "Procent" Łopaciński

 

W zalewie Coltów, Glocków czy Berret różnego rodzaju, coraz popularniejsze staja się również konstrukcje, które do tej pory nie miały szerokiej reprezentacji na rynku airsoftowym, wyrażającej się w dziesiątkach modeli, w różnych wersjach itp. Jednym z nich jest SIG Sauer P226. Po niedawnej premierze repliki tego pistoletu firmy WE, postanowiłem porównać dostępne obecnie produkty czterech firm – rzeczonego już WE, Tokio Marui, KSC oraz chińskiego producenta spotykanego najczęściej pod nazwą SY i pod taką też będę go umieszczał w poniższym opisie.

Z uwagi na prośby paru osób, zdecydowałem się też „dolepić” do porównania parę słów w każdej kategorii o SIGu z KJW. Gdy rozpoczynałem test, nie miałem do takowego dostępu, pojawił się potem, dlatego, nie ma go na zdjęciach „grupowych” itp. Natomiast mam nadzieję, że większość tego co istotne, udało mi się zawrzeć.

SIG Sauer P226 KSC z zamontowaną latarką Streamlight TLR-1s oraz smyczą firmy BlackHawk.

Od razu mówię – poniższe porównanie nie jest kompletne, tzn. nie porównuje wszystkich aspektów opisywanych pistoletów, a jedynie skupiam się na tym co jest dla mnie ważne, czyli realizm, działanie mechanizmu, jakość wykonania itp. Skupiam się na tym co jest ważne, gdy wykorzystujemy replikę jako narzędzie do treningu. Nie interesuje mnie zupełnie moc, zasięg czy to, czy replika ma regulowany HU. Te informacje zresztą znajdziecie w dużej części na stronach sklepów oferujących dane modele.

Od góry od lewej: SY, TM, KSC i WE

Chciałbym poczynić pewną wstępną uwagę: porównania replik  gazowych (a tym bardziej pistoletów) nie są tak proste i oczywiste jak porównania AEGów. Tzn. oczywiście w pewnych kwestiach możemy sobie wszystko ładnie i jasno określić, ale szczególnie przy opisie elementów wewnętrznych napotkamy na problemy. Nie jesteśmy w stanie w prostu sposób stwierdzić, czy dany element jest wytrzymalszy od drugiego. Znam co najmniej parę modeli gaziaków, w których pewne małe elementy przedwcześnie się zużywały powodując awarie – tego nie da się zobaczyć „na pierwszy rzut oka”. To samo tyczy się szczelności zaworów – jest to element ciężki do określenia bez dłuższego użytkowania. Skupię się więc na tym, co da się porównać.

Od góry: TM, WE, KSC, SY

Drugą uwagą jest to, ze jedynie 2 pozyskane pistolety są nowe – WE oraz Tokio Marui. SY oraz KSC to używane sztuki. Żałuje, że nie udało się zdobyć wszystkich używanych, gdyż wtedy test jest naprawdę miarodajny. Nówki, to jedynie ładnie wyglądają, ale mało jesteśmy w stanie powiedzieć o ich wytrzymałości. Wyciągnąć się natomiast starałem z testowanego zestawu, tyle ile się da.

Jedziemy…

Wygląd zewnętrzny/wykonanie

Mamy tu do czynienia z dwoma systemami konstrukcji – standard Tokio Marui, który prezentuje WE, chińczyk oraz oczywiście sam TM. KSC jest zbudowany inaczej, ma inne magazynki itp. Jeśli chodzi natomiast o materiał wykonania, to wszystkie repliki wykonano z metalu, poza tradycyjnym Tokio.

W produkcie SY znajdziemy w pełni metalową konstrukcje – szkielet, zamek oraz lufę. Zamek ma niestety całkiem sporo luzów, tak samo jak magazynek. Okładziny nie sprawiają najlepszego wrażenia, jakby były wykonane z taniego plastyku. Natomiast same elementy metalowe wykonane przyjemnie, brak jakichś nadlewek czy widocznych wad. W testowanym egzemplarzu odłamany był kawałek zamka – nie mający wpływu na pracę układu, jednak świadczący o zwiększonej kruchości tego materiału. Kolor wszystkiego właściwie takie sam – jednolicie czarny, półmat, jedynie lufa jest pokryta czarnym połyskiem. Jest to najcięższa replika w porównaniu, waży aż 1120 g!

W SIGu WE także znajdziemy metalowy szkielet, zamek oraz lufę. Z estetycznego punktu widzenia różnica jest taka, że szkielet ma inny odcień niż zamek. Zrezygnowano także z malowania górnej części komory zamkowej. Cała ta mozaika prezentuje się bardzo ładnie i wszystkie te elementy dodają konstrukcji realizmu. Zamek praktycznie ma luzu, na magazynku są one o wiele mniejsze niż w SY. Wytrzymałość użytego metalu trudno określić, ale powiem tylko tyle – w dwóch Coltach WE ułamały mi się fragmenty zamka (w tym samym miejscu, co w chińskim SIGu powyżej). Jeśli jakości materiału nie poprawiono, to zapewne także jest on dość kruchy. Waga całej konstrukcji – 880g.

Pierwowzór, czyli Tokio Marui oczywiście także reprezentuje bardzo wysoką jakość wykonania. Mimo, iż zarówno zamek, jak i lufa oraz szkielet są z plastiku, to jest to oczywiście tworzywo bardzo wysokiej jakości o przyjemnej fakturze. Z innego rodzaju materiału wykonano okładziny chwytu – także jakość bez zastrzeżeń. Na magazynku brak luzu, ale na zamku luzy większe niż w WE (!). Jest to oczywiście najlżejszy model, ale mimo tego, jest tylko o 80g lżejszy od WE – waży 880g.

KSC sprawia zdecydowanie najlepsze pierwsze wrażenie z wyglądu. Zamek oraz szkielet z metalu, tak jak w WE pokrywane różnymi lakierami. Zamek jest czarny, półmatowy, a szkielet, w pełni matowy i bliżej mu do szarości niż czerni. Zdecydowanie najlepiej wyglądające okładziny chwytu – mat i drobnoziarnista faktura. Nawet mimo tego, ze testowany egzemplarz nie jest nowy, to nigdzie na okładzinach nie przebija połysk. Poza zaletami są też wady – przede wszystkim lufa zewnętrzna jest plastikowa – nie wiem co miał w głowie człowiek, który to wymyślił, ale tak jest. Po drugie na zamku jest trochę luzów, więcej niż w WE. Waga to prawie 1100g.

KJW na pierwszy rzut oka wygląda przeciętnie – jednolite, czarne i dość połyskliwe malowanie – sprawia wrażenie kolorystycznego monolitu. Jest oczywiście w pełni metalowy. Najlepiej na tym tle wypadają półmatowe okładziny. Zamek posiada lekkie luzy, ale i tak jest dobrze spasowany. Zbyt dobrze spasowany jest natomiast magazynek – trzeba go naprawdę dobrze dobić by zaskoczył – gdy tego nie zrobimy, jest ryzyko, że nam wypadnie np. przy przeładowaniu. Za jedyną wadę wizualną uznaje więc malowanie.  Wagowo KJW jest w środku stawki – 932g.

Oznaczenia

W produkcie SY znajdziemy oznaczenia modelu na zamku, oraz dodatkowo oznaczenie producenta oryginału. Logo producenta repliki znajdziemy natomiast na magazynku, a pod nim – napis „SIG SAUER 6mm”. Ten sam kaliber znajduje się na prawej stronie komory nabojowej (oczywiście od zewnątrz). Brak jakichkolwiek oznaczeń na okładzinach chwytu.

WE jest pozbawione wszelkich oryginalnych oznaczeń. Na komorze nabojowej znajdziemy ładne „9mm Para”. Fantazja poniosła natomiast ludzi z WE na okładkach chwytu – z jednej strony znajdziemy napis „F226” – co jest jeszcze zrozumiałe. z braku licencji nie można było napisać P226, natomiast z drugiej strony – „SEAL TEAM SIX” – to coś jak M’ki z logo USMC – totalna bzdura, zadowoli tylko miłośników taniej fascynacji USNS.

Tokio Marui posiada oczywiście znaczenia oryginału. Nazwa pistoletu na szkielecie, na komorze nabojowej „9mm Para”. Na szkielecie niestety dość dużą czcionką oznaczono, kto jest producentem repliki. Oczywiście nie ma się co wstydzić, iż posiada się produkt Tokio Marui, natomiast to mały minus dla realizmu. Na okładkach chwytu to co być powinno – „P226” z jednej strony i „SIG SAUER” z drugiej. TM do tego jako jedyny ma na zamku i szkielecie oznaczenia jako element odlewu, a nie laserową grawerkę – co kto lubi, ja zdecydowanie bardziej wolę tą pierwszą opcje – laser to dla mnie często pójście na skróty.

KSC także posiada pełne oznaczenia. Niestety, od pewnego czasu wszystkie produkty tej firmy zamiast oznaczeń będących elementem odlewu posiadają białą grawerkę. Świetnie prezentuje się natomiast grawer na szkielecie, z oznaczeniem producenta – dlaczego nie dało się zrobić tego samego na zamku? Dodatkowo mamy, tak jak w innych replikach, „9mm Para” na komorze. Na okładkach chwytu napisy takie same jak w TM.

W KJW nie znajdziemy prawie żadnych oznaczeń – jedynie na okładzinach chwytu napis „KJ Works”, tak samo na spodniej części magazynka – nic więcej.

Działanie

Kwintesencja pistoletów gazowych jest praca ich układu, z jednej strony realizm działania a z drugiej zabawa i drobne detale, które ją zwiększają, jak chociażby dźwięk zamka, czy sama jego waga. Różnice między poszczególnymi producentami są tutaj większe niż wizualne.

W SY niemiła niespodzianka na początku. Jest to pistolet z układem spustowym typu Single Action. Gdy nie mamy naciągniętego kurka, to nie oddamy strzału jedynie poprzez naciśniecie spustu, trzeba kurek naciągnąć ręcznie. Działa natomiast zwalniacz kurka, tzw. de-cocker. Zamek nie jest zbyt ciężki a sprężyna powrotna zbyt mocna – wyraźnie brakuje „mocy” przy zabawie zamkiem, tym bardziej, że w innych chińskich gaziakach, np. w Coltach Army  chodzi to o wiele przyjemniej.

Od lewej: TM, SY, KSC, WE

WE zrobiło świetną robotę. Operowanie elementami funkcjonalnymi SIGa to czysta przyjemność. Układ spustowy typu SA/DA, przy czym w tym drugim trybie oddanie strzału wymaga naprawdę sporego nacisku na język spustowy. Plusem jest także silna sprężyna powrotna, która odpowiada za powrót najcięższego chyba w tym porównaniu zamka. Przy jego zwolnieniu słychać do tego charakterystyczny szczęk.

W Tokio Marui cudów nie ma – plastikowy szkielet, lufa i zamek wyraźnie prezentują się najbardziej zabawkowo, także w działaniu. Jest tez jednak parę plusów. Bardzo przyjemnie pracuje układ spustowy, szczególnie w trybie DA, gdzie (jak w WE), trzeba włożyć sporo wiły w  naciągniecie kurka. Drugim pozytywnym elementem jest dość mocna sprężyna powrotna, jak na wagę zamka, dzięki temu zwolnienie zamka następuje błyskawicznie i nawet lekko „kopie”.

Modele bez śladów użytkowania w porównaniu, od góry: TM, WE

W KSC zamek chodzi lepiej niż w SY, ale daleko mu jeszcze do WE. Jest od tajwańskiego modelu lżejszy i ma słabszą sprężynę powrotną. Czuć natomiast, że zupełnie inny jest układ spustowy. Skok kurka jest o wiele mniejszy, przez co też spust ma na początku swej drogi trochę luzu i dopiero po chwili czuć opór. Przez to też siła nacisku w trybie SA jest największa ze wszystkich modeli w porównaniu, w trybie DA natomiast – najmniejsza.

KJW to połączenie działania WE i TM. Zamek jest relatywnie lekki, a jak na jego wagę sprężyna powrotna z kolei dość mocna. Dlatego zamek jest odrzucany błyskawicznie i szybko wraca, przy tym blow-back jest całkiem silny. Ogólnie wysoka kultura pracy mechanizmu. Tak więc naprawdę przyjemnie się z tego strzela. Jedyny minus działania, to tak jak już pisałem – zbyt mało luzu dla magazynka, przez co trzeba go dobijać przy wkładaniu, by zaskoczył.

Modele ze śladami użytkowania w porównaniu, od góry: KSC, SY

Kompatybilność

Wszystkie pistolety biorące udział w porównaniu, poza KSC są kopiami układu TM. Jednakże każdy producent wprowadzał mniejsze lub wiesze modyfikacje, dzięki czemu nie są one w pełni kompatybilne. To, co przedstawię poniżej jest tak naprawdę jedynie wstępem do szerokiego testu kompatybilności, którego nie robiłem i robić raczej nie będę – ma być to jedynie dobry punkt wyjścia dla osób, które chciałby się w wymienianie części, między poszczególnymi modelami, pobawić.

Od góry: KJW, TM, SY, WE

Od góry: KJW, TM, SY, WE

Zacznijmy od kompatybilności magazynków. Wyniki prób są następujące:

– Replika TM jest kompatybilna z magazynkami WE i SY

– Replika KJW jest kompatybilna z magazynkami WE

– WE działa z magazynkiem SY (strzela normalnie), natomiast inne umiejscowienie zwalniacza magazynka sprawia, że magazynek nie zaskakuje

– Magazynek TM do WE nie wchodzi – jest zbyt szeroki

– Magazynek WE w SY siedzi i podaje gaz, natomiast brak mu szczelności, wymiana uszczelki powinna pomóc

– Magazynek TM w SY siedzi, ale kompletnie brak mu szczelności

– Magazynek KJW w WE nie działa – nie dość, ze zwalniacz jest w innym miejscu, to jeszcze brak szczelności.

Od lewej: TM, WE, KSC, SY

Podjąłem się też próby przełożenia kompletnych zamków do szkieletów innych producentów. Daje to podstawową wiedzę o wysokim stopniu kompatybilności, w razie powodzenia takiego przedsięwzięcia. Zamek dało się przełożyć, po czym obsługiwać replikę, a nawet strzelać tylko w dwóch przypadkach:

– szkielet KJW i zamek WE

-szkielet KJW i zamek SY

W odwrotną stronę nie dało się tego zrobić – to tak uprzedzam, jakby ktoś pomyślał, ze się da.

Pozostaje wiec pytanie, na ile kompatybilne są poszczególne części miedzy poszczególnymi pistoletami – to ważne, bo robi się sporo części do GBB na standard i do replik TM, tak więc im kopiom TM bliżej do pierwowzoru, tym większa szansa na możliwość montażu dobrej jakości części, czy np. wmontowania zestawu konwersyjnego dedykowanego dla TM.

Od lewej: SY, WE, KJW, TM

Od lewej: SY, WE, KJW, TM

Podsumowanie

Nie będę przyznawał punktów, nie będę przyznawał miejsc – po prostu podsumuje to, co powyżej napisałem.

SIG od SY jest masywny, ma ładne oznaczenia i jest najtańszy ze wszystkich porównywanych pistoletów. Cena jednak w prosty sposób przekłada się na jakość – materiał wykonania jest kruchy, a magazynki potrafią puszczać gaz. Jest on jednak dość dobrze spasowany.

WE wykonało naprawdę kawał dobrej roboty przy SIGu – pokrycie wieloma odcieniami lakieru daje świetne wrażenie, świetne jest też działanie i wrażenia ze strzelania – najmocniejsza sprężyna powrotna robi swoje. WE jest także najlepiej spasowany ze wszystkich testowanych replik. Szkoda, że brak mu pełnych oznaczeń. Dodatkowo ja mam wrodzony dystans do WE i oceniam jakość WE proporcjonalnie do ceny, czyli jakościowo WE to średnia półka. Doswiadczenia z innymi produktqami tej firmy (miałem okazje użytkować 4) mówią, że z czasem parę elementów się wyrabia i przez to są problemy z dozowaniem gazu czy występującymi zacinkami. Dodatkowo metal, z którego zwykle WE wykonywało swoje repliki jest kruchy i chociaż nigdy nie słyszałem, by pękł np. zamek, to drobne fragmenty na krawędziach lubią się odłamywać.  Aczkolwiek jako nowa replika pistolet WE sprawia świetne wrażenie.

Od góry: TM, WE, KSC, SY

Tokio Marui oczywiście charakteryzuje wysoka jakość wykonania. Jednakże wykonanie z plastiku szkieletu i zamka nie pozostawia złudzeń – replika ta wygląda najbardziej zabawkowo, także gdy trzyma się ją w ręce. Mamy natomiast doskonałe działanie i jestem przekonany, że będzie ona działać tak dobrze jeszcze przez wiele lat po zakupie. Jednakże oceniam TM jako replikę dla fanów marki, albo dla osób, które chcą by był to punkt wyjścia do konwersji na metal przy użyciu części takich firm jak Guarder czy Pro Win.

KSC jest zdecydowanie najładniej wykonane w mojej skromnej opinii, sprawia  najbardziej realistyczne wrażenie, jeśli chodzi o wygląd, bardzo skupiono się na odwzorowaniu wszystkich detali. Szkoda, ze oznaczenia, to grawerka, a nie element odlewu – aczkolwiek to jedyna wada jaką zauważam od strony wyglądu. Jeśli chodzi o działanie, to KSC prezentuje wysoki poziom – wszystko chodzi jak powinno a blow-back przyjemnie kopie. Jak na mój gust to zamek jest nieco za lekki i zbyt słaba jest też sprężyna powrotna – oba te elementy można jednakże wymienić na customowe. Warto zaznaczyć też, że KSC (co już pisałem) ma zupełnie inny układ wewnętrzny niż pozostałe porównywane pistolety, przez co dostępnych do niego jest mniej części zamiennych różnych producentów. Aczkolwiek z dostępnością części do KSC raczej nie ma problemu.

SIG Sauer P226 KSC z zamontowaną latarką Streamlight TLR-1s

KJW sprawia wrażenie konia pociągowego – repliki, która została stworzona do działania i strzelania, a nie do patrzenia. Nie zachwyca wyglądem, jednak pod względem mechanicznym nie sposób jej nic zarzucić. Ja do KJW mam uraz ze starych lat, gdy nazwę producenta rozwijano jako KJ (not) Works – głównie z powodu zaworów, które puszczały gaz nadzwyczaj często. Obecnie jednak nie słyszę już tylu negatywnych opinii, a wręcz przeciwnie, użytkownicy KJW bardzo sobie chwalą ich wyroby – wygląda wiec na to, że SIG z KJW będzie nam służył długo i szczęśliwie.

Podsumowując już więc to podsumowanie… najlepiej wygląda KSC, najlepiej działa WE i KJW, Tokio Marui, to coś dla koneserów, tudzież baza pod konwersje, a SY to tania alternatywa nienajlepszej jakości. Do wyboru, do koloru :).

Na koniec chciałbym jeszcze podziękować Chmielowi, Fizjogowi i Wośkowi za udostępnienie SIGów do porównania :).

 

 

 


Komentarzy: 9 do wpisu “SIGów wielka komparacja”

Zostaw odpowiedź

Preview: