„Gazowy” AEG – M4A1 WE

Piotr "Procent" Łopaciński

Znamy wiele przypadków, gdy firma specjalizująca się w branży A, postanawia wejść na rynek branży B. Producent najczęściej wychodzi z założenia, że skoro świetnie wychodzi mu, na przykład robienie samochodów, to równie dobrze wyjdzie mu robienie rowerów – tak samo zresztą myśli część klientów.  Często okazuje się jednak, że prawda jest zgoła odmienna i nowe produkty nie trzymają poziomu tych, które znane są od lat. Tym razem swojej szansy w nowym segmencie szuka Wei-Tech, znany do tej pory z robienia rozsądnych cenowo i jakościowo gaziaków, który wchodzi na rynek AEGów. Jak jest w jego przypadku?

WE zbyt oryginalne nie jest, wypuszczając jako swojego pierwszego AEGa replikę M4A1. Nawet ja, człowiek, który rodzinę M4/M16  lubi i używa, jestem zmęczony kolejnymi Emczwórkami pojawiającymi się na rynku.  Czy procesy technologiczne wytwarzania innych replik są bardziej skomplikowane?  Czy producenci nie widzą nisz rynkowych? Ja nie mówię, by na dzień dobry brali się za SIGi czy FALe, ale wejście na rynek ze swoim pomysłem na replikę jakiegoś AK, czy MP5 byłby na pewno wyraźniejszy.

Trochę ponarzekałem, ale trzeba przyznać, że WE nie skopiowało jednak od początku do końca gotowych rozwiązań, a opracowało kilka całkiem nowych i ciekawych rozwiązań (tak, tak moi Drodzy, w kwestii M’ek i GB ver. 2 jeszcze nie wszystko wymyślono).  W efekcie otrzymujemy cos, co wygląda jak większość innych M4A1, a takowe nie jest; ale wszystko po kolei.

Inaczej z zewnątrz…

Zewnętrznie, jak już pisałem wyżej, nic nadzwyczajnego się nie dzieje. Wykonanie stoi na wysokim poziomie, wszystko jest dopracowane. Cała konstrukcja jest stabilna, poza delikatnymi luzami , które występują w praktycznie każdej replice systemu Stonera, tj. luzy między dolną a górną polówką korpusu. Pozytywne dla mnie jest to, że model ten nie jest kolorystycznym monolitem, poszczególne elementy maja różne odcienie (body, lufa, zakrętki chwytu transportowego, tłumik płomienia itp.), co w mej skromnej opinii dodaje realizmu. Sam korpus ma bardzo ciemny odcień szarości, zbliżający go do czarnego. Bardzo pozytywne wrażenie sprawia natomiast gruboziarnista faktura lakieru, którym jest ono pokrywane.

Powyżej opisywany korpus „zdobią” dość dziwne oznaczenia. Jest to napis „NAVY SEAL” oraz Skullfrog znany z tej samej formacji, do tego mamy oznaczenie kalibru – 5,56mm. Osobiście uważam tego typu grawerki za nierealistyczne i mam nadzieję, ze WE wypuści kiedyś wersje „No markings”. Koło selektora znajdziemy jeszcze napis „WE Tactical.Co.Ltd” – oznaczenie producenta repliki akurat jakoś przeżyje, natomiast mogłoby być mniejsze nieco.

Teraz czas na opis tego, co jest inne, niestandardowe, bądź nie występuje w każdej replice M4/M16. Po pierwsze zwalniacz magazynka zaadaptowano w wersji GBB, tzn. jak w oryginale, jest on złożony z dwóch elementów wkręcanych jeden w drugi – powinien to być standard we wszystkich replikach tej rodziny, a nie jest. Po drugie po odciągnięciu rączki przeładowania atrapa suwadła blokuje się, umożliwiając regulacje HU. Zwalniamy blokadę przy użyciu bolt catcha. To rozwiązanie coraz popularniejsze, natomiast w WE po raz pierwszy system zwalniania został przeprowadzony przez środek gearboxa a nie pod nim.  Po trzecie bardzo nisko została osadzona muszka (co widać na zdjęciach) – nie wiem skąd takie rozwiązanie i nie wiem czy to dobrze czy źle. Po czwarte lufa zewnętrza ma odkręcaną część znajdującą się za zespołem przedniego celownika, przez co (po wymianie lufy zewnętrznej), otrzymujemy bardzo kompaktowy karabinek do walki w pomieszczeniach.

 Największym jednak novum, które możemy zaobserwować z zewnątrz  jest praca selektora ognia. Po przełączeniu go w pozycje „Safe”, zwalniana jest sprężyna główna w gearboxie. Dzięki temu za każdym razem po zakończeniu prowadzenia ognia mamy sprężynę w pozycji rozprężonej co zwiększa bezpieczeństwo a także mniejsza naprężenia wewnętrznych elementów.

… i wewnątrz

Czas przejść do tego, co znajdziemy w środku. Korpus jest rozsuwany, czyli pełen standard. Po jego rozłożeniu widzimy, że komora HU jest plastikowa. To dziwne biorąc pod uwagę to, iż metalowe komory znajdziemy już praktycznie we wszystkich replikach tego typu. Jeśli nie planujemy przeprowadzać ekstremalnego tuningu mocowego, to spokojnie nie musimy nic zmieniać. Zaletą komory plastikowej jest też to, że (jeśli jest odpowiednio wykonana), zapewnia lepszą szczelność od metalowego odpowiednika (stąd w metalowych komorach coraz częściej pojawiają się dodatkowe uszczelki.

Brnąc dalej wyciągamy silnik. Nie jest to żaden torque-up, ale bardzo dobrze radzi sobie ze stockową sprężyną. W końcu docieramy do gearboxa. Z zewnątrz szkieletu na uwagę zasługują 3 rzeczy.

 Pierwsza, to wzmocniona przednia część, w miejscu, gdzie GB v.2 najbardziej „lubi” pękać. Właściwie to nie słyszałem nigdy, by do pęknięcia tej wersji doszło w innym miejscu – jeśli to rozwiązanie rzeczywiście będzie działać, to gratulacje dla inżynierów WE.

Druga rzecz, to system zwalniania sprężyny – dźwignia przenosząca siłę z płytki selektora na anti-reversal . Jak się okaże po otwarciu GB – sam anti-reversal jest w pełni standardowy, niestandardowa jest natomiast płytka selektora.

Trzeci element to system działania bolt catcha, który jak już wspomniałem wyżej, przechodzi przez środek GB.

Po otwarciu samego gearboxa, możemy przystąpić do analizy poszczególnych części. Idąc od dołu znajdujemy standardowy anti-reversal, dalej także standardowy zespół spustowy i sam spust.

Zębatki to też z grubsza standard. Silnikowa posiada 8 zapadek przeciwpowrotnych, natomiast tłokowa posiada dość nietypowy kształt opóźniacza. Jego podłużny kształt sprawia, ze dysza przez większą część cyklu pracy pozostaje w pozycji tylnej, przez co układ ma więcej czasu na podanie kulki z magazynka – jest to szczególnie ważne, przy strzelaniu z dużą szybkostrzelnością.  Same zębatki osadzone zostały na 8mm metalowych łożyskach ślizgowych.

Najwięcej nietypowych rozwiązań znajdziemy w układzie pneumatycznym. Głowica cylindra ma rozbudowaną gumową tylną ściankę o kształcie, który powinien lepiej absorbować energię uderzającej głowicy tłoka, niż standardowe rozwiązania. Gumowa tylna ściana jest jednocześnie zintegrowaną, dłuższą niż zwykle uszczelką, co ma zwiększać szczelność tego elementu. Dysza zwykła, plastikowa, bez uszczelnienia.

Głowica tłoka także z plastiku, natomiast kształt wlotów powietrza został opracowany tak, by maksymalnie silny jego strumień kierować na uszczelkę – dodatkowy plus dla uszczelnienia. Sam tłok ma jeden ząb metalowy, a reszta z tworzywa. Nie wiem co to za tworzywo, bo się na tym nie znam, natomiast jak będziecie mogli przeczytać poniżej – to całkiem wytrzymały materiał.

Sprężyna o nieregularnym skoku, odpowiednik M120, wnioskując po otrzymywanych wartościach FPS. Prowadnica sprężyny metalowa, o także dość nietypowym kształcie, ale nie wiem ku czemu została tak wykonana – może po prostu miała wyglądać inaczej.

Podsumowując, jedyne niewymienne części ze standardem Marui w GB to: szkielet GB i płytka selektora. Zwykły szkielet i płytka podejdą, jeśli zrezygnujemy z systemu zwalniana sprężyny i z bolt catcha – robi nam się wtedy wszakże całkowicie standardowy AEG.

Ile to wytrzymuje?

Serwisanci z Gunfire przeprowadzili testy wytrzymałościowe konstrukcji, a dokładnie mechanizmów wewnętrznych. Testy takie są bardzo proste – chłopaki podłączają baterie, sypia kulki do hi-capa i strzelają. Na pojedynczym, na ciągłym, jak im się tylko podoba. Potem wymieniają sprężynę na silniejszą i powtarzają procedurę. Sam test jest bardzo intensywny, bo trwa zwykle maksymalnie parę dni, a na raz wystrzeliwywanych jest zwykle parę tysięcy kulek. Wyniki testu i jego przebieg poniżej.

Jako ciekawostkę powiem, że foty wnętrza GB, które widzieliście powyżej, to obraz elementów po przeprowadzonym teście. Wynika to trochę z mojego lenistwa, bo nie musiałem przez to sam rozkładać całej repliki i przyszedłem „na gotowe” J.

Jak więc został „zajechany GB” z WE?

Na dzień dobry, zamiast standardowej M120, wsadzono M130 JBU. Po oddaniu 3000 strzałów zaczął się mocno przegrzewać silnik (łącznie z tym, że poszedł dym). Serwisanci włożyli tam więc jeden z silników torque-up na neodymach i kontynuowali test.

Po kolejnych 3000 kulek wymieniono sprężynę na M150 LCT. Wystrzelono 1500 kulek w trybie pojedynczym, a następnie 1500 w trybie mieszanym ( full-auto/semi-auto). Następnie rozłożono replikę, by wykonać smarowanie podstawowych elementów, złożono i znów wystrzelono w trybie mieszanym 1500 kulek.

Łącznie wystrzelono więc 6000 kulek na M130 i 6000 kulek na M150. Poziom zużycia części macie na powyższych fotach. Jedynie na tłoku widać niewielkie ślady zużycia. Tak więc, w mej skromnej opinii elementy wewnętrzne mają dość spory potencjał dla up-grade’u i powinny wytrzymać naprawdę sporo.

Warto? Nie warto?

Opisywana replika kosztuje obecnie w Polsce około 900 zł. To nie jest sporo jak na markowego AEGa- ceny porównywalne z podstawowymi modelami KWA, która to firma obecnie wiedzie chyba prym jeśli chodzi o segment elektrycznych M’ek.

Co otrzymujemy za tą cenę? Solidnie wykonaną zewnętrznie replikę, z wytrzymałym gearboxem posiadającym potencjał do tuningu mocowego, oraz z nowatorskimi rozwiązaniami technicznymi. Ja osobiście na minus zaliczam jedynie oznaczenia oraz plastikową komorę HU. Co wynika z testów wytrzymałościowych przeprowadzonych przez Gunfire, także silnik nie jest mocną stroną tej repliki.

Mimo wszystko uważam, że replika zdecydowanie warta swojej ceny, także ze względu na swoja uniwersalność. Mam na myśli lufę zewnętrzną, którą możemy odkręcić na końcowym odcinku, skracając długość repliki. Wiadomo już, że WE ma w planach także wersje z modułem RIS, co jeszcze bardziej zwiększy jej możliwości adaptacyjne. Na razie mamy bardzo dobrą wersje podstawową.


Komentarzy: 2 do wpisu “„Gazowy” AEG – M4A1 WE”

  • MatriX Says:

    Procent- czy body tegoż wynalazku jest kompatybilne z ze standardowymi ( boyi, G&P, KA )? Jak wygląda sprawa z RISami- testowałeś podłączanie RISów do tego bajera?

  • javelin Says:

    Nie wiem jak %, ale w Olsztynie wraz z SCDTV testowaliśmy oryginalne szyny Knights’a – pasowały i siedziały sztyyywno.

Zostaw odpowiedź

Preview: