MilSim ponad prawem?

Piotr "Procent" Łopaciński

Z czym kojarzy Wam się MilSim? Z ciągłą rozgrywka w terenie przez 48h? Z potem, walką z temperaturą czy deszczem? Z górami, lasami i rzekami? Z maskowaniem i plecakiem zapakowanym na 3 dni? A czy skojarzylibyście kiedyś MilSim z centrum dużego miasta? Z osobami w cywilnych ciuchach, które różnią się od innych tylko praktycznie niewidocznym fonowodem w uchu?  Czy sceneria MilSima może być galeria handlowa, deptak czy osiedle z wielkiej płyty? Czy zamiast mundurów do maskowania może służyć strój kuriera? Odpowiedź na wszystkie te pytania brzmi – tak! Zapraszam do poznania szczegółów.

Jeśli kogoś tekst zainteresuje, bądź jeśli znudzi się w połowie, to odsyłam do materiału filmowego zamieszczonego na końcu :).

Wszystko zaczęło się w sobotę rano od odprawy. W bocznej uliczce, w przyziemiu i garażu jednorodzinnego domu, na jednym z osiedli Zielonej Góry. Parę czteroosobowych sekcji, niespełna 20 osób słuchało i notowało informacje padające w niewielkim pomieszczeniu zaadaptowanym na salę odpraw. Przez rzutnik, wyświetlane były na ścianie zdjęcia, nazwiska, mapy. Wiadomo było jedynie tyle, że dzisiejszej nocy zostanie dokonana spora transakcja narkotykowa, gdzieś w okolicach Zielonej Góry. Nie mieliśmy nic, poza naszym informatorem, który powinien cos wiedzieć, ale gdzieś nam zniknął. Trzeba było więc urządzić mała obławę w centrum miasta…

Tak rozpoczął się kolejny MilSim CQB – impreza unikalna w skali kraju. Chociaż uczestników jest niewielu, to jej przygotowanie i skala zadań organizacyjnych przewyższa niektóre dużo większe przedsięwzięcia. Sama nazwa jest nieco myląca, ale utarła się już w naszym środowisku, wiec jej używamy. O ile bez wątpienia  jest to MilSim, to już człon „CQB” można rozumieć bardzo szeroko, a i tak nie oddaje on całego spektrum działań. O co więc w takiej imprezie chodzi i co w niej fajnego?

Przede wszystkim można powiedzieć, ze tego typu event to połączenie fabularnej gry miejskiej z praktycznym wykorzystaniem technik pracy agenturalnej oraz typowego CQB. Przy czym sama fabuła i postawione zadania są tylko środkiem do realizacji celu. Cel nie jest natomiast tożsamy z celami scenariusza – chodzi o to, by wszystkie zadania, procedury i działania podejmować i przeprowadzać jak najdokładniej i zgodnie z prawidłami sztuki. Nie ma tez co ukrywać, ze chodzi o dobrą zabawę, ale zabawę, dzięki której powstaje jakaś wartość dodana.

Tak więc gdy pierwszym zadaniem było znalezienie na mieście informatora, należało założyć obserwacje na paru punktach, w których zwykle się pojawiał. Po lokalizacji śledzić go aż do dogodnego miejsca, by móc go zatrzymać. Wszystko oczywiście nie wyróżniając się z tłumu ludzi wokół. Po udanym przejęciu informatora ruszyliśmy w miejsce, gdzie będzie można z niego wydobyć informacje. Tutaj trochę trzeba było zagrać, wczuć się, odegrać rolę negocjacyjną – wszystko to pozwalało jeszcze bardziej „wkręcić” się w klimat. Nie wgłębiając się w metody wyciągania informacji, ostatecznie dostaliśmy parę adresów :). Trzeba je było sprawdzić, w miarę możliwości przeszukać wskazane lokale. Jednym z nich było mieszkanie w 10-piętrowym bloku na osiedlu z wielkiej płyty…

W tym momencie zastanawiacie się pewnie jak to możliwe – banda parunastu chłopa lata po mieście udając gliniarzy – tajniaków, nakręcając się wzajemnie na to. Gdy emocje rosną niewiele brakuje, by coś poszło nie tak, by doszło do pomyłki, albo by kogoś poniosły nerwy. Przede wszystkim jednak jak to możliwe, że ci ludzie wchodzą do bloków i chcą przeszukiwać mieszkania. A co się stanie, jeśli pomylą piętra i zapukają do złych drzwi? Jeśli będą pewni, ze otworzy im postać fabularna, to wiedzą, ze mogą ją zglebować, skuć i przeszukać mieszkanie. Ale co, jeśli zrobią to samo z przypadkową osobą w wyniku pomyłki mieszkania?

Organizator zabezpiecza się przed takimi wypadkami na parę sposobów. Przede wszystkim ludzie, którzy biorą udział w takim przedsięwzięciu musza być sprawdzeni – po prostu org musi ich znać i wiedzieć, ze może im zaufać. Po drugie w ramach zasad gry, ustala się określone procedury, które powinny minimalizować ryzyko zaistnienia takiej sytuacji. Po trzecie cała impreza jest oczywiście zgłaszana na policji, są przedstawiane pewne szczegóły planowanej gry, by móc brać poprawke na ewentualne zgłoszenia mieszkańców.  W końcu po czwarte i najważniejsze – ustanawia się fabularne zabezpieczenie. W tym przypadku była to osoba prokuratora. Pani prokurator jeździła z nami wszędzie i mogliśmy podejmować działania jedynie za jej zgodą. Tak więc na wszystko musieliśmy mieć papier, nakaz itp. Zwykle sposób potwierdzania tego, ze chcemy wejść przez właściwe drzwi wykluczał pomyłkę. Tak więc teoretycznie powinno być szybko, łatwo i przyjemnie…

Wchodząc do obcej klatki schodowej człowiek ma wrażenie, że wszyscy się na niego patrzą. Nawet jak korytarz jest pusty, to ma się wrażenie, że wszyscy stoją przy drzwiach, wyglądają przez wizjery, nasłuchują. Chyba się po prostu trzeba do tego przyzwyczaić i z tym oswoić. Z moją dwójką byliśmy parą, która jako pierwsza miała rozpoznać siódme piętro – to tam znajdować się miało mieszkanie, które mieliśmy przeszukać. Mieliśmy do tego mieszkania klucze znalezione w poprzednim przeszukiwanym miejscu. By zdobyć nakaz musieliśmy potwierdzić, że dane klucze pasują do danego zamka/drzwi/lokalu. Czy ta prokurator to idiotka?! Jak my mamy to zrobić? To przecież irracjonalne. Pół biedy, jak nikogo w mieszkaniu nie będzie – możemy podejść pod  drzwi i je po prostu otworzyć. Ale jeśli ktoś będzie w środku i usłyszy szczęk zamka? Albo co gorsza- jeśli trafimy do złego mieszkania i ktoś weźmie nas za pospolitych włamywaczy? Fabuła miesza się w takim momencie ze zdrowym rozsądkiem i ze świadomością tego, że nasza gra toczy się równolegle z normalnym otoczeniem, które nie ma pojęcia co robimy – adrenalina rośnie.

W końcu wpadamy na bezpieczny sposób przeprowadzenia tej operacji. Jesteśmy przygotowani na takie sytuacje. Jeden z naszych ludzi ma strój pracownika jednej z firm kurierskich  – przygotował sobie nawet na ten MilSim atrapę przesyłki. Fortel ma być bardzo prosty. Nasz kurier dzwoni do drzwi, dostarcza paczkę i mówi, ze znalazł w drzwiach klucze i czy są to klucze do tego mieszkania? Jak powiedział, tak zrobił. Osoba, która otworzyła drzwi potwierdziła, że to klucze od tego domu – mówi, ze pewnie syn zostawił. Mamy już pewność, zdobywamy nakaz, montujemy ekipę do wejścia i… pani prokurator blokuje akcje. Musimy czekać 2h – ma przyjechać TV i nakręcić materiał z działań operacyjnych. Wszyscy są wkurzeni, przez kolejne 2h trzeba będzie obserwować mieszkanie i nie wzbudzać podejrzeń…

Szybko okazuje się, że najbardziej oczywiste miejsce do obserwacji, czyli klatka schodowa przy siódmym piętrze jest miejscem z goła beznadziejnym. 2 osoby stojące na pustym korytarzu dłuższy czas, w naturalny sposób skupiają uwagę przechodzących mieszkańców. W końcu, po dwóch godzinach jest zielone światło na akcje. W całym budynku jest 12 operatorów. Docierając na 7. piętro zakładają kominiarki. My jako obserwacja, przekazujemy im wszelkie informacje, usuwamy się do piwnicy zabezpieczając możliwą drogę ucieczki do drugiej klatki. Dwójka z naszej sekcji już tam, dołączamy do nich, wymieniamy spostrzeżenia, czekamy, po radiu słyszymy tylko komunikaty mówiące o tym, że parędziesiąt metrów ponad nami zaraz się zacznie, akcje będziemy mogli zobaczyć niestety dopiero na materiałach operacyjnych…

Z powyższego opisu wyłania parę kolejnych cech Milsima CQB, przynajmniej w tym wydaniu, które my realizujemy. Przede wszystkim nie ma nacisku na akcje i na to, by wszyscy bawili się dobrze w takim samym stopniu. Jest podział zadań, każda sekcja realizuje swoje zadanie, czy jest ono nudne czy atrakcyjne. Nie ma też pewności, że przy kolejnym, role się odwrócą i np. zamiast obserwacji dostaną się do grupy, która wchodzi.

My tym razem, przez 2h chodziliśmy na palcach i szeptaliśmy, gdy inni odpoczywali w samochodach czekając na akcje. Po czym, gdy miał nastąpić najciekawszy moment tego zadania, zeszliśmy do piwnicy, by nawet tego nie widzieć, nie mówiąc już o uczestnictwie. I to jest właśnie w tym wszystkim najlepsze. To jest tak naprawdę prawdziwy realizm działań, który nie zasadza się tylko na dynamicznych akcjach, to pozwala wczuć się w klimat działań agenturalnych.

Powyższy opis dotyczył tylko jednego z zadań, które realizowaliśmy tamtego dnia. Nie ma sensu opisywać wszystkich i zdradzać całościowej fabuły. Cały dzień tropienia, przeszukiwania i zatrzymań prowadził nas powoli do miejsca, w którym miała zostać dokonana transakcja narkotykowa. Padło na wioskę 16 km od Zielonej Góry. Było już ciemno. 3 samochody udały się już w pobliże celu. Nasz samochód  miał za zadanie obserwować jeden z domów, w którym przebywali podejrzani. Gdy z niego wyjechali, ruszyliśmy za nimi. Liczyliśmy, że docierając na miejsce ostatecznie potwierdzą, w którym domu zostanie dokonana wymiana. Śledzenie pojazdu, to kolejna ciekawa i niełatwa umiejętność. Wynik podążania za samochodem podejrzanych – pozytywny. Udało się potwierdzić, do którego domu przyjechali.  Nie był to jakiś opuszczony dom na uboczu. Nie stał może bezpośrednio przy ulicy, ale nieopodal znajdowały się inne. Zaczęły się przygotowania do akcji…

Cały ciężki sprzęt wyważeniowy i większość masek p-gaz pozostał w naszej bazie, gdzie odbywała się odprawa. Nie było już czasu się po niego wybrać. Musieliśmy wchodzić z tym, co mieliśmy w samochodach. Podczas gdy my śledziliśmy samochód, reszta sekcji ustalała plan razem z dowódcą całości. Po naszym przybyciu poznaliśmy plan i nasze miejsce w nim.

Końcówka, to po prostu szturm na obiekt. Strzelania nie było za dużo, ale walka była trudna. Po wszystkim okazało się, ze OpFor dysponował tylko jednym pistoletem, reszta dostała więc zadanie walki wręcz i realizowała je zażarcie. Co prawda, nawet w ramach symulacji, nie chodziło o lanie się po mordach czy kopanie, ale wszelkie inne formy ataku były właściwie dozwolone :).

Po paru minutach, cały dom był już wstępnie wyczyszczony, ale mieliśmy 2 ranne osoby. Zrzuciłem apteczkę plecakową i przystąpiłem do opatrywania ran postrzałowych. Był to jednak dopiero początek roboty. Po pierwsze zatrzymani cały czas stawiali opór, nie dawali się skuć, a gdy już mieli skrępowane ręce, to dalej walczyli jak tylko umieli – ostatecznie pomagał worek na głowie. Po drugie jednak, poza zatrzymaniem całej grupy, potrzebowaliśmy tez znaleźć 30 kg narkotyków, które miały być przedmiotem transakcji, a które były poukrywane w domu oraz na obejściu, w szopach itp. Zaczęło się żmudne przeszukiwanie. W dwójkach każdy drobiazgowo przeglądał przydzielony mu obszar. Po parunastu minutach udało się znaleźć cały towar. W międzyczasie zajmowałem się opatrywaniem drobnych ran powstałych w wyniku walki z zatrzymanymi.

Późnym wieczorem było już po wszystkim. Można było zrzucić sprzęt, rozkuć OpFor i podać sobie ręce – byli wymagającym przeciwnikiem, ale o to przecież chodzi. Jednego z nich rozpoznajemy z kumplem – spotkaliśmy go w bloku, który obserwowaliśmy, jechaliśmy razem windą…

Niektórzy z Was Myślą sobie teraz pewnie, że to nie do końca zdrowe, by w realizmie symulacji wychodzić poza strzelanie do siebie z replik. Że walka wręcz to już ostra przesada, bo nie dość, ze naraża na szwank nasze zdrowie, to równie dobrze mogą ucierpieć repliki – i cierpią. Podczas tego szturmu kolbę straciła jedna M’ka, podczas treningu ekipa parę tygodni później – jedno z naszych MP5. Dlaczego wiec to robimy? W toku szkolenia CQB zakłada się często, że napotkane osoby będą podporządkowywać się komendom wydawanym przez operatorów. Że wycelowana w nich lufa będzie wystarczającym argumentem. Często tak jednak nie jest i wszystkie znane procedury biorą w łeb. Warto wiec nauczyć się działać i w takich sytuacjach. Podczas treningów i szkoleń napotykaliśmy już osoby dość mocno odporne na ból lub z ponadprzeciętną siła, które potrafiły wyjść z uścisków i dźwigni, których my zwykle złamać nie potrafiliśmy.

Całość, tak jak już pisałem, jest oczywiście tylko dobrą zabawą, ale po co bawić się tylko w połowie i udawać, ze pewne sytuacje nie wystąpią? Z tego miejsca chciałem podziękować głównemu organizatorowi – Black Hawkowi, który ogarnął tak spore i wielowątkowe przedsięwzięcie a przede wszystkim nie bał się podjąć trudu jego organizacji i przeprowadzenia.

Na koniec chciałbym Was zaprosić do obejrzenia krótkiego materiału filmowego z tego MilSima.


Komentarzy: 13 do wpisu “MilSim ponad prawem?”

  • Igor Says:

    Można się jakoś wkręcić na taką akcję?
    Studiuję w Zielonej i chętnie bym się w coś takiego „pobawił” ;)

  • mg schutze Says:

    Ach…. kilka ładnych lat temu na projekcie Kazbekistan biegaliśmy po nocy w Elblągu.
    Też kilka punktów do utrzymania, odebranie rozkazów po cywilnemu na stacji paliw z kolesiami pod „bronią” bo planowane były zasadzki, pozycje podawało się wg GPS co 30 minut, tama do wysadzenia (mostek) dokumenty do zdobycia, a wszystko oszpejowanym w nocy.
    2 warunki nie wpaść w ręce SOK i Polizaj przednia impreza była.

  • Grey Says:

    R E W E L A C J A

    Kiedyś w Wawie były próby zrobienia czegoś takiego na tzw. warriorze, ale się nie udały. Poza tym planowana była bardziej lajtowa wersja (bez walki i ‚ostrych’ akcji w pobliżu osób postronnych.

    Gratsy dla środowiska, które to udźwignęło.

  • Gerard Says:

    Gdy usłyszałem o tym wpisie trochę małem się, co zobaczę… Pierwsza moja myśl – TAG z bieganiem po mieście i strzelaniem się w miejscach publicznych. Na szczęście notka wyprowadziła mnie z błędu. Fajnie, że chciało wam się coś takiego zmontować! Ja sam robiłem dla 10 znajomych grę szpiegowską której akcja się działa w różnych miejscach (m.in. na dworcu kolejowym i w galerii handlowej). Nie było CQB, a jedynie zadania wywiadowcze. Było to trudne do zorganizowania, ale wyszło naprawdę fajnie. Zgodzę się, że do tego typu gier trzeba mieć dobrych, sprawdzonych ludzi – ja na szczęście nie miałem z tym problemu.

  • Maciek Says:

    To jest super! Jak czas i organizatorzy pozwolą chętnie bym się na takie coś wybrał. Jak to czytałem micha śmiała mi się od pierwszego zdania:D

  • Kamień Says:

    Fajna sprawa. Może w Toruniu takie coś zrobią. Nie znam się na tajnikach obezwładniania, ale w jednym ujęciu chyba widać jak operator obezwładnia podejrzanego i kuca nad nim, a tamten ma wolną rękę i pistolet operatora w kaburze udowej w zasięgu łapy i wzroku. To była szybka migawka, ale takie odniosłem wrażenie.

  • Rysiek Says:

    Bardzo fajny tekst Piotrze, dobrze oddaje charakter tamtych działań.

  • kbr Says:

    luty 2011 była też taka zabawa w Żaganiu. Z tego co pamiętam, to kilka osób z tamtej imprezy brało udział w tej, z tekstu. fajna opcja, mam nadzieję, że wezmę udział w czymś znów ;)

  • dominik Says:

    Fajne… Zabieramy się do organizacji takiej imprezy we Włocławku więc mam nadzieję, że znajdą się osoby chętne pomóc. Może zna ktoś organizatorów i jest w stanie dać mi jakiś kontakt do nich?

  • Piotr Lorenc Says:

    Może być ciężko z tym. :)

  • Chmielu Says:

    hahahahaha

  • marek Says:

    MOCNE PRZEGIĘCIE, „PANI PROKURATOR” RYZYKOWAŁA UTRATĄ PRACY

  • Piotr "Procent" Łopaciński Says:

    Naucz się Pan czytać ze zrozumieniem, a potem weź się za pisanie :).

Zostaw odpowiedź

Preview: