GF Point okiem organizatora

Piotr "Procent" Łopaciński

Co roku jakoś tak dziwnie się składa, że mam do napisania 2 relacje z GF Pointa – piszę ją zarówno dla WMASG jak i na blog. Co roku staje wiec przed problemem, jak rozdzielić zagadnienia by się nie powtarzać. Postanowiłem wiec opisać tutaj sam bieg od strony technicznej, od strony osoby, która brała udział w przygotowaniach i organizacji. Chcę Wam pokazać trochę GF Pointa od kuchni.

Termin edycji 2012 został wyznaczony na sobotę, 14.01. Przygotowania do imprezy rozpoczęły się jednak dobrych parę miesięcy wcześniej. W tym roku zdecydowano się skorzystać ze wsparcia i doświadczenia firmy Selenge, która zajmuje się organizacją obozów survivalowych czy militarnych dla młodzieży, jak również współorganizuje imprezy na orientacje (jak np. Przygodowy Rajd na Orientacje „Tropiciel”). Dzięki temu  odciążeni zostali nieco pracownicy Gunfire, na których zwykle spadał główny ciężar organizacyjny.

Gdy znaleziony został partner do współpracy, ustalono termin (14.01) i miejsce – Sobótka i Masyw Ślęży – obszar świetnie znane wszystkim mieszkańcom Wrocławia;  samotne wypiętrzenie po środku otaczającej go równiny jest częstym celem weekendowych wycieczek. Dwie poprzednie edycje odbywały się w lasach na terenie gminy Wisznia Mała, niedaleko siedzimy GFu w Krynicznie (która byłą bazą biegu), dlatego górski charakter terenu był swoistym novum.

W związku ze zmianą lokalizacji koniecznie było znalezienie nowej bazy biegu – padło na Gimnazjum w Sobótce – nowoczesna i oryginalna architektonicznie szkoła to duma miasta, a jednocześnie świetny punkt wypadowy na szlaki. Kolejnym elementem było uzyskanie niezbędnych pozwoleń od nadleśnictwa, a także poinformowanie władz miejskich, czy policji o planowanym wydarzeniu. Następny etap to wytyczanie i planowanie trasy – „wycieczki” w Masyw Ślęży i wyznaczanie miejsc na punkty kontrolne, wymyślanie zadań na punkty, obsadzanie osób za punkty odpowiedzialnych.

Pobudka i szybkie śniadanie przed przybyciem uczestników

Równolegle odbywa się praca na miejscu – w siedzibie Gunfire – opracowywany jest regulamin i zasady, rozpoczyna się promocje wydarzenia w sieci i nie tylko, tworzony jest system zapisów i dystrybucji „biletów” na imprezę, wybierane są nagrody. Jednym słowem masa roboty przez wiele dni, by w tym jednym dniu wszystko poszło zgodnie z planem, było zapięte na ostatni guzik i by uczestnicy nie żałowali, ze przejechali wiele kilometrów.

Zawsze największą niewiadomą takich imprez są sami uczestnicy – czy zapisze się wystarczająca liczba osób? Czy osoby, które się zapiszą przyjadą? Tego nie możemy być pewni nigdy, aż do zakończenia rejestracji w dniu biegu. Jako, że w poprzednich latach wiele zapisanych osób nie pojawiło się na samej imprezie, to w tym roku podjęta została decyzja o wprowadzeniu dodatkowego mobilizatora – wpisowego oraz pakietu startowego. Wpisowe wynosiło 20 zł, natomiast wartość otrzymywanego pakietu startowego była dużo wyższa. Zawierał on ubezpieczenie NNW, ciepły posiłek po powrocie z trasy, smycz i czapeczkę Gunfire, pamiątkową naszywkę GF Point 2012, oraz paczkę kulek Gunfire Rockets. Pakiet można było odebrać tylko osobiście, 14.01 w Sobótce. Tak więc wpisowe miało na celu głównie ograniczenie ilości osób, które zapisywały się, a nie przyjeżdżały na bieg.

Obsługa kącika audio-video

W tym roku limit uczestników ustalono na 150 osób i pod taki limit czyniono wszelkie przygotowania. Zgłoszenia osiągnęły maksymalny poziom na parę dni przed imprezą – po raz pierwszy w historii GF Pointa, co było dobrym znakiem. Teraz tylko pozostawało liczyć na to, że osoby zapisane zdecydują się przybyć w sobotni poranek do Sobótki.

Dla obsługi każdy GF Point zaczyna się dzień wcześniej – wtedy spotykamy się w bazie rajdu, głównie dlatego, by nie dojeżdżać ponad 30 km bladym świtem w sobotę. Tym razem wynikało to też z tego faktu, że warunki pogodowe pogarszały się – spadała temperatura, zaczynał padać śnieg, wiał wiatr. Przez to też wzrasta nasz niepokój, czy niektórzy przez warunki drogowe nie zdecydują się pozostać w domach…

Kącik z replikami

W piątek wieczorem odbywa się główna odprawa obsługi – trwa tym razem 2h, jeszcze raz powtarzamy sobie cały plan kolejnego dnia, z najdrobniejszymi szczegółami. Rozkład godzinowy jest bardzo napięty i nie możemy sobie pozwolić na jakiekolwiek uchybienia, jeśli chcemy wyrobić się w czasie. Rano walczymy o to, by zdążyć ze wszystkimi kwestiami do godziny startu, a po południu, by szybko i sprawnie przeprowadzić końcową ceremonię, gdyż uczestnicy są już zmęczeni, chcą jak najszybciej odpocząć w domu, a niektórych dzieli od niego paręset kilometrów. Każdy chyba czuje to napięcie i dreszcz emocji i dla każdego głównym celem jest wykonać swoje zadanie jak najlepiej, by przyczynić się do powodzenia całej imprezy.

Moją rolą, jak co roku, jest prowadzenie całej imprezy w bazie rajdu.

W końcu kładziemy się koło północy spać. Snu mamy przed sobą niecałe 5h, gdyż pobudka zaplanowana jest na godzinę 5:00. W nocy pogoda jeszcze się pogarsza, czasami nie widać w ogóle nic za oknem, szaleje tam zamieć śnieżna – wzrastają obawy o przyjazd uczestników.

Obsługa strzelnicy

Gdy budziki rozdzwaniają się na krótko przed 5:00, część szybko wywleka się ze śpiworów, część natomiast nawet nie otwiera oczu. Na tych opornych dobrze działa syrena z megafonu, który będzie jednym z moich głównych narzędzi pracy tego dnia. Co ciekawe okazuje się, ze w szkole nie ma światła – będzie od 6:00. Poranna toaleta przebiega wiec przy latarce, potem szybkie śniadanie, pakowanie i kolejna odprawa – tym razem krótka, niecałe 30 min – służy powtórzeniu najważniejszych rzeczy i rozwianiu ewentualnych wątpliwości, które zrodziły się przez noc w głowie.

O 7:00 zaczynamy rejestracje, a pierwsze ekipy wychodzą w już w teren, by obstawić punkty. Część osób da się podwieźć, ale niektórzy maja długą drogę pieszo, np. na szczyt Ślęży. Zaczynają przybywać pierwsi uczestnicy, ale do 7:30 nie ma ich wielu. Myślimy, że spełni się najgorszy scenariusz i ludzie nie przyjadą, bądź mocno się spóźnią, a przesuniecie godziny startu przesuwa cały harmonogram imprezy. Na szczęście około 8:00 do punktów rejestracyjnych zaczynają tworzyć się kolejki – kamień z serca.

Tłumaczenie zasad na Killing House

8:40 – zaczynamy odprawę przedstartową dla uczestników – dotarło 115 osób – to dobry wynik, na tyle liczyliśmy – największa niewiadoma jest już wiadoma, a tak spora liczba uczestników tylko motywuje dodatkowo do działania. Odprawa kończy się parę min przed 9:00. Ufff, udało się – zaczynamy zgodnie z planem.

Punkt 9:00 startuje kategoria professional, 15 min później kategoria basic. Mogłoby się wydawać, że teraz parę godzin wolnego, do czasu przybycia pierwszych ludzi z trasy – jednakże tak nie jest. Czas na lans, czyli fotki i objazd trasy – na podstawie czegoś w końcu relacje trzeba napisać :). Jako ekipa WMASG, ruszam w teren z Regdornem i Capuccio. Zobaczymy tyle, ile zdążymy nim będę potrzebny w bazie po powrocie pierwszych uczestników z trasy.

Pogoda jest całkiem dobra – nie pada, nie wieje, czasami nawet z za chmur delikatnie przeciska się słońce. Odwiedzamy killing house, most linowy nad kamieniołomem, strzelnice, pole minowe. Po drodze mijamy na drodze mijamy biegnących uczestników. Na jednym z punktów dostajemy informacje, że niektórzy nie grają do końca fair – łapią stopa i podjeżdżają nim parusetmetrowe odcinki trasy. Niedługo nam czekać na potwierdzenie tej informacji, parę minut później, gdy jedziemy do kolejnego punktu jeden z biegnących zatrzymuje samochód, który jedzie przed nami – sytuacja jest kuriozalna, bo w środku jest… ekipa organizacyjna GF Point. Niestety, brak zapisu w regulaminie zabraniającego wprost takich praktyk uniemożliwia wyciągniecie formalnych konsekwencji od uczestnika; mimo iż na odprawie było mówione, iż jest niemile widziane, bo gramy fair.

Lans musi być – obiektyw podążał za uczestnikami po trasie biegu

3 godziny mijają bardzo szybko i trzeba wracać do gimnazjum, by zająć się uczestnikami kończącymi bieg. W bazie rajdu na bieżąco informuje przez megafon gdzie można dostać posiłek w ramach pakietu startowego (tradycyjnie już to grochówka), ile czasu pozostało do zamknięcia mety i do ogłoszenia wyników; kierowałem też do innych atrakcji, które miały wypełniać wolny czas, tj. do kącika multimedialnego, gdzie wyświetlano filmy wojenne i świeże zdjęcia z tegorocznej trasy, oraz do kącika z replikami, gdzie obok nagród obu kategorii można było pooglądać i wziąć do ręki najnowsze repliki, które dotarły do Gunfire.

Staram się „na gorąco” rozmawiać ze znajomymi, którzy brali udział w imprezie. Pytam jak się czują, jak się podobało, jak oceniają trasę. Takie pierwsze informacje zwrotne dają pewien wstępny pogląd na to, jak w danym roku udała się impreza pod względem organizacyjnym i jaki miała poziom trudności. Jestem zadowolony, bo wszyscy wypowiadają się pozytywnie – podobało się, ale większość podkreśla też, ze nie spodziewali się tak trudnego terenu – Ślęża chociaż wielka, wygląda z daleka dość łagodnie.

Podliczanie wyników. Widać ścisły nadzór :)

Podczas chwili wolnego sam podchodzę do stanowiska cateringu i pobieram porcję grochówki z bułką. Podczas jedzenia powtarzam sobie w głowie wszystko, co mnie jeszcze czeka, czyli głównie prowadzenie ceremonii rozdania nagród i zamkniecie imprezy. Przed jej rozpoczęciem wszystko jeszcze trzeba dograć – głównie z ludźmi. Upewnić się, czy każdy wywiązał się ze swoich obowiązków, czy każdy wie, co podczas tej części imprezy ma robić itp. Nie może dojść do żadnej pomyłki, bo głupio by było wręczyć np. replikę z kategorii Professional dla kategorii Basic i na odwrót.

Pomimo , że oficjalnych wyników jeszcze nie ma, tak samo jak nie ma właściwie przecieków co do nich, to niektórzy już są prawie pewni tego, ze chociaż staną na podium – wiedzą, że przybiegli jako jedni z pierwszych i mieli minimalna ilość punktów karnych, a ich przewaga czasowa w stosunku do innych jest spora. Przychodzą oni do kącika z replikami oglądać nagrody, by w razie czego wiedzieć co wybrać :).

W końcu przychodzi czas na ceremonię kończąca imprezę. Czuję ulgę – w tym roku nie wpłynęły żadne poważne skargi i zastrzeżenia co do konfliktów na punktach, niezgodności z regulaminem itp. Są za to uwagi co do samego regulaminu i propozycje jego zmian, uściślenia i rozbudowania, oraz drobne uwagi organizacyjne, które zawsze są motywatorami do dalszego działania i organizacji jeszcze lepszej edycji za rok.

Samo rozdanie nagród, losowanie nagrody niespodzianki i zakończenie imprezy przebiega bezproblemowo. Wszyscy – zarówno uczestnicy jak i cała obsługa jest zmęczona, ale zadowolona. Obie grupy wykonały dzisiaj dobrą pracę :). Dochodzi godzina 17, czas zacząć się zbierać. Opuszczamy Sobótkę po ponad 24h spędzonych w niej. Kończymy GF Pointa, po paru miesiącach pracy nad nim, ale myśląc o następnym. Już w fazie planowania tegorocznej edycji, część pomysłów zostawiliśmy na edycje kolejną. Na pewno wiec będziemy chcieli Was czymś zaskoczyć. Dużo jest jeszcze zresztą do zrobienia, bo GF Point, to impreza pionierska w skali Polski – nikt jeszcze nie organizował biegu na orientacje, który całościowo ma charakter airsoftowy. Potencjał jest więc wielki i mam nadzieję, że z roku na rok impreza będzie się rozrastać i polepszać pod każdym względem.


Komentarzy: 6 do wpisu “GF Point okiem organizatora”

Zostaw odpowiedź

Preview: