„Nie płaczę po okupantach”

Piotr "Procent" Łopaciński

Wojsko wytacza wojnę osobom szkalującym dobre imię naszych żołnierzy służących na PKW w Afganistanie, czy wcześniej w Iraku. Wydaje Wam się, że takie coś nie ma miejsca? Wystarczy wejść na pierwszy z brzegu portal informacyjny i poczytać komentarze pod jakimkolwiek newsem związanym z bytnością naszych wojsk na misjach. Jako, że parę dni temu 31. Polak zginął w Afganistanie, to jak zwykle przyjrzałem się też komentarzom internautów pod informacją o tym, na portalu TVN24. Wynik?

Oto kilka przykładowych komentarzy:

Czekam kiedy zginie 20 naraz to wtedy może ruszy Tuska i Komorowskiego do odwrotu z nienaszej wojny.

[…]To ich praca, za którą biorą kasę. Szanować to ja mogę kombatanta z II wojny światowej, a nie najemnika.

Niech przyśnią mu się cywile – kobiety i dzieci, którzy zginęli na tej wojnie przez takich jak on…

Afgański lud po prostu się broni, popieram te starania i nie płacze po okupantach.

 Sytuacja, w której o zmarłym, którego w ogóle się nie zna pisze się rzeczy, które obraziłyby każdego żyjącego są po prostu podłe i niedopuszczalne, nie mieszczą się w żadnym kanonie i stawiam je na podobnym poziomie, jak spray’owanie budynków, a szczególnie zabytków. W poniższym wpisie chciałbym podjąć próbę obalenia głównych haseł i argumentów osób popierających takie komentarze, bądź piszących je samemu.

Bliźniaczy temat poruszał parę miesięcy temu Wroobel, w swoim artykule pt. Społeczeństwo o „naszych” w Afganistanie. Postanowiłem o tym problemie przypomnieć, gdyż wojsko zdecydowało się podjąć kroki prawne wobec osób wypowiadających się w taki a nie inny sposób o naszych żołnierzach, którzy na misji zginęli. Właściwie jest to inicjatywa oddolna zapoczątkowana przez sierżanta Jacka Żebryka z 21. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Świdwinie, która powoli rozlewa się na kraj i dołączają się do niej kolejni wojskowi. Zajecie się tematem deklaruje też MON. Żebryk składa zawiadomienia do prokuratury na podstawie artykułu 255 kodeksu karnego, który mówi o przestępstwie polegających na namawianiu do popełnienia zbrodni i jej pochwały. Dla szerzej zainteresowanych tą sprawą, odsyłam do artykułu na Wyborcza.pl

Źródło: Zafganistanu.pl / Zdjęcie: Szczepan Głuszczak

Akcja ta wywołała oczywiście także reakcję w postaci fali krytyki, z hasłami o łamaniu wolności słowa na czele. Cóż, Ci którzy te hasła wznoszą najczęściej są zbyt niedojrzali, lub po prostu nie posiadają dostatecznego zakresu wiedzy, by chociażby podjąć próbę skonstruowania definicji tego pojęcia. Ale po kolei…

Po pierwsze chciałbym odnieść się do analogii, której użyłem powyżej, tj. porównania komentarzy na forach i portalach o wiadomej treści, do malowania czy spray’owania budynków. Pomijam tutaj twórcze i artystyczne dzieła na ścianach, w które trzeba włożyć dużo pracy, a chodzi mi bardziej o proste bohomazy. Przede wszystkim autorów obu rodzajów twórczości cechuje anonimowość, co powoduje przeświadczenie o ich bezkarności. Poza tym zarówno komentarze jak i malunki mają bardzo często charakter spontaniczny, prosty czy wręcz prymitywny (forma graficzna w jednym przypadku i treść merytoryczna oraz wartość językowa w drugim).

Pierwszy argument niezadowolonych z działań naszych wojsk poza granicami kraju, z którym chciałbym się zmierzyć, jest właściwie dorozumiany, a zakłada on, że pojedynczy żołnierz uosabia sobą cały kapitalistyczny, krwiożerczy, nieludzki i śmiercionośny świat zachodni. Krótko mówiąc, że jego winą jest to, że w Afganistanie są wojska NATO, bo przecież jakby na misje nie pojechał, to by ich nie było. Nie zwraca się uwagi na to, że to politycy podejmują decyzje, które powodują obecność naszych wojsk na obcej ziemi. Żołnierz nie pracuje a służb, nie wykonuje poleceń, a wykonuje rozkazy. Z samego faktu bycia żołnierzem wynika to, że jest on faktycznie podporządkowany strukturom państwa i jest narzędziem w jego rękach. Tak jest – od wieków wojsko było narzędziem politycznym i dziwnym byłoby, gdyby nagle się to zmieniło. Jeśli chcemy krytykować decyzje polityczne (a takową jest ta konstytuująca nasza obecność w Afganistanie), to krytykować należy polityków. Koniec, kropka.

Źródło: Zafganistanu.pl /Zdjęcie: Szczepan Głuszczak

Drugi argument jest już najczęściej przedstawiany expresis verbis, a dotyczy on porównania misji w Afganistanie do radzieckiej interwencji zbrojnej w tym kraju w latach ’80 ubiegłego wieku, czy szerzej, np. do wydarzeń II wojny światowej (często do niemieckiej okupacji ziem polskich). Tego drugiego przykładu nie chcę mi się nawet komentować, bo jest to przykład głupoty i skrajnej ignorancji historycznej, natomiast mogę poddać krytyce analogie do wojny radziecko -afgańskiej.

Założyć można, że podobny był cel obu inwazji na A-stan (walka o strefę wpływów), jednak metody i środki uległy modyfikacji. Otóż, jakby to niewiarygodnie  nie brzmiało, to wojna stała się bardziej humanitarna. Nie sposób porównać metody prowadzenia działań, a przede wszystkim stosunek do ludności cywilnej w tych dwóch konfliktach. Co by nie mówić, to Amerykanie zwracają większą uwagę na minimalizacje strat wśród ludności cywilnej. Oczywiście nadużyciem i populistyczną paplaniną jest gadanie, że to ich jakiś priorytet (bo priorytetem w takich misjach jest zawsze minimalizacja własnych strat), ale starania są podejmowanie. Poza tym dekada obecności wojsk radzieckich w Afganistanie obfitowała w mordowanie ludności cywilnej, zrównywanie z ziemią wiosek, tortury, bombardowania całych osiedli ludzkich itp. Ofiary można było liczyć w tysiącach. Obecnie natomiast tego typu akty są pojedynczymi epizodami i jako takie wywołują już ostre reakcje społeczności międzynarodowej (i nie ma się co dziwić).

Nie zwraca się uwagi na to, że o wiele większe krzywdy ludności cywilnej (wyrażone liczbowo, np. w ilości cywilów zabitych) wyrządzają grupy terrorystyczne przeprowadzające zamachy, których cele mogą być dość jasno określone (np. posterunek policji, punkt rekrutacyjny wojska), jednak sposób likwidacji celu pociąga za sobą śmierć wielu zupełnie niewinnych osób.

Źródło: Zafganistanu.pl /Zdjęcie: Szczepan Głuszczak

Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden fakt, o którym już parę razy wspominałem. Społeczeństwo amerykańskie na przykład potrafi bardzo dobrze rozgraniczyć dwie rzeczy – wsparcie dla żołnierzy i wsparcie dla misji. Wielu obywateli USA nie popiera obecności ich wojsk w Afganistanie, jednak potrafi wspierać przebywających tam żołnierzy, jako zwykłych ludzi, którym czasami ciężko wytrzymać trudy deploymentu. Potrafią łączyć hasło „Support our troops” z krytyką polityki prowadzonej przez ich rząd. Wynika to miedzy innymi ze specyficznego podejścia do sił zbrojnych, pełnego szacunku czy niekiedy wręcz czci, czego niestety w Polsce brakuje WP traktowane jest wręcz jak państwowe przedsiębiorstwo zatrudniające pracowników. W pewien ogólny i uproszczony sposób, te dwie rzeczywistości wyraża krótki film krążący po sieci od pewnego czasu:

SZACUNEK DLA FLAGI

Ostatni aspekt, który poruszę dotyczy haseł dotyczących rzekomej próby ograniczenia wolności słowa poprzez walkę z wpisami obrażającymi polskich żołnierzy. Osoby wnoszące te hasła identyfikują wolność słowa jako jedną z fundamentalnych zasad demokracji i w prostym procesie myślowym dochodzą do wniosku, że próba walki z krytycznymi wpisami na forach i w komentarzach, stawia pod znakiem zapytania demokratyczny charakter naszego ustroju czy państwa. Albo jednak zapominają, albo ich wiedza jest zbyt skromna, że integralnym elementem tego reżimu politycznego, obok wolności, równości, sprawiedliwości itp. jest także odpowiedzialność – za czyny i słowa. Gdy jej brakuje może dojść do nadużyć wolności słowa, co jest tak samo groźne jak jej ograniczanie.

Wszystkie powyższe twierdzenia prowadzą właściwie do jednego wniosku – osoby w sposób anonimowy obrażające godność osoby zmarłej czy godność polskiego żołnierza, robić to mogą tylko z powodu braku swojej wiedzy, bądź spłycania pewnych faktów do nietrafnych analogii. Mogą oni też być po prostu zmanipulowani populistycznymi hasłami, bezrefleksyjnie powtarzanymi za jakimiś pseudoautorytetami. Bez względu na powód ich skandalicznego zachowania, jedno jest pewne – nie dojrzeli oni jeszcze do życia w demokracji, a ponadto nie wiedzą nawet do końca czym ten reżim jest, gdyż najczęściej kojarzą go jedynie że swoimi prawami i przywilejami, a nie obowiązkami. Oby w polskim społeczeństwie takich jednostek było jak najmniej i oby udało się w końcu zbudować szacunek należyty siłom zbrojnym RP.


Komentarzy: 2 do wpisu “„Nie płaczę po okupantach””

  • Damian Says:

    Dobrze, że ktoś się tym zajął. Mam dość czytania, o tym jakie misje pokojowe są złe i o zabijaniu cywili przez naszych żołnierzy (jak by to było celowe). Wystarczy obejrzeć pare filmów dokumentalnych, na temat misjach w Iraqu czy też Afganistanie. Aż mnie skręca widząc takie teksty o Naszych żołnierzach ginących za pokój i wolność.

    Ku chwale Ojczyzny.

  • Sylwek Says:

    Wstyd i tyle. Ludzie, którzy uznają Polaków w A-stanie za wszelkie zło są po prostu debilami. Jak można być Polakiem i wypisywać takie głupoty?
    Często żołnierze wyjeżdżający dna misje nie mają wyboru, bo grozi im przeniesienie do innej jednostki na drugi koniec Polski, albo status „niezdolnego do pełnienia służby”.
    Poza tym, żołnierz ma OBOWIĄZEK obrony kraju, w tym też przed terroryzmem.
    A co jakby chłopaki wrócili z Afganistanu? Wtedy pewnie zaczęły by się komentarze, że przecież żołnierz bierze kasę za siedzenie na dupie w kraju…

Zostaw odpowiedź

Preview: