Beskid Niski Survival Expedition 2011

Konrad Pochodaj

Fundacja Poza Horyzonty powstała by pomagać tym, którzy często są pozostawieni sami sobie – ludziom po wypadkach. Zbieramy pieniądze na protezy, które dają szansę na normalne życie. Jednak proteza nie nadaje życiu celu, to tylko narzędzie. Są ludzie, których protezy stoją przy łóżku, z którego oni nie chcą wstawać, bo nie widzą sensu.

Dlatego my chcemy robić krok dalej – chcemy się podzielić naszymi pasjami i marzeniami. Stawiamy sobie i innym wyzwania, bo życie jest drogą, a cele nadają mu sens. Pamiętajmy, że to nie ilość rąk czy nóg decyduje o naszej sile, ale to, co mamy w głowie i w sercu.

Organizujemy wyprawy, duże i małe. Tak naprawdę wielkość wyprawy nie zależy od tego, czy wyruszamy na koniec świata, czy na pobliską górkę. Dla jednej osoby wielki szczyt może być dodatkiem do kolekcji, a dla kogoś innego wyjazd w Beskidy może być wyprawą życia. Nie chcemy robić rzeczy na siłę spektakularnych, tylko te naprawdę ważne.

Realizując swoje pasje, można również pomóc innym i spełnić czyjeś marzenia. Jak powiedział Jan Paweł II: o wartości człowieka nie stanowi to, co ma, lecz to czym jest w stanie dzielić się z innymi. Poza tym zawsze dając zyskujemy – dużo więcej, niż daliśmy.

Jasiek Mela

W dniach 23-25 września 2011, Gunfire zaangażował się w wyprawę Beskid Niski Survival Expedition 2011 organizowaną przez Fundację Poza Horyzonty. Decyzja o naszym udziale zapadła cztery miesiące wcześniej, gdy Tomek Deroń odwiedził siedzibę GFC z zaproszeniem do wrocławskiego lokalu Pieprz i Wanilia na spotkanie z fundacją Poza Horyzonty. Okazało się, że fundacja przygotowuje wyprawę w Beskid Niski, której uczestnikami mają być jej podopieczni – młodzi ludzie dotknięci poważnymi wypadkami, niepełnosprawnością czy przewlekłymi chorobami. Często również po amputacjach, tak jak sam prezes fundacji, Jasiek Mela.

 

Pamiętacie go? Tak, to ten sam chłopak, który mając niespełna 16 lat dotarł wraz z Markiem Kamińskim na oba bieguny Ziemi, jako najmłodszy polarnik w historii i pierwszy niepełnosprawny, który tego dokonał. To było w 2004 roku. Dziś już nie Jasiek, lecz 23-letni Jan Mela przewodzi fundacji która postawiła sobie za cel otaczanie opieką osób niepełnosprawnych i ukazywanie im, że nadal – mimo wypadku czy choroby – są jednostkami pełnowartościowymi, które nie tylko wiele mogą osiągnąć ale i wiele z siebie dać. A któż może być tego lepszym przykładem, niż sam Jasiek?

Znając cel działania fundacji i jej plany co do wyprawy, nie musieliśmy się długo zastanawiać. Wiedzieliśmy, że podopieczni fundacji są w dobrych rękach, gdyż kierownikiem wyprawy był właśnie Tomek Deroń, szef firmy Selenge, który zjadł zęby na podobnych inicjatywach. Nie wiem, czy fundacja mogła znaleźć kogoś lepszego na to stanowisko. Może i mogła, ale Bear Grylls ponoć był w tym czasie trudno osiągalny.

W tym celu wyjechaliśmy w piątek, 23. września z Wrocławia, by następnego dnia znaleźć się w Zyndranowej, gdzie uczestnicy wyprawy spędzić mieli nieco spokojniejszy weekend na tle całej ich przygody w Beskidzie. Tak więc naszym celem było zagospodarowanie dwóch wieczorów (bloków programowych, przygotowanie i przeprowadzenie zajęć i przekazanie wiedzy, jaką sami nabyliśmy w ciągu kilku lat spędzonych na strzelanich, manewrach, biwakach czy różnorakiej pracy metodycznej z młodszymi i starszymi.

Pierwszego wieczoru postawiliśmy na szereg zajęć integracyjnych w kręgu wieczornego ogniska, mających za zadanie znacznie więcej niż tylko zapewnić uczestnikom nieco relaksu po ciężkiej wędrówce tego dnia. Uczestnicy wyprawy zmuszeni byli przez cały wieczór używać różnych form wyrazu, przybliżając im nieco sytuację osób nie słyszących lub niewidomych. Po serii różnorakich zajęć, jak również kilku relaksujących i przeplatanych spontanicznymi wybuchami śmiechu zabaw, przyszła pora na chwycenie za gitary i spędzenie kilku miłych godzin przy utworach Dżemu, SDM, Jacka Kaczmarskiego i oczywiście nieśmiertelnych w górach szantach żeglarskich.

Po zimnej nocy, która pokryła namioty szronem i skutecznie zniechęcała do wyjścia ze śpiwora, przyszła pora na kolejny intensywnie spędzony dzień. Po standardowych porannych zajęciach, przyszła pora na warsztaty z orienteeringu i czytania mapy, oraz zasady bezpiecznego używania narzędzi polowych. Wiadomości te miały przydać się później tego samego dnia, gdy przyszła pora na nabycie przez podopiecznych fundacji podstawowej i najbardziej newralgicznej wiedzy: jak rozpalać ogień.

Cztery grupy, cztery typy ognisk. Uczestnicy warsztatów nauczyli się odpowiednio dobierać drewno do rodzaju stawianego ogniska, jak również wybierać odpowiedni typ stosu ogniskowego do osiągnięcia konkretnego efektu czy podpałki i samej techniki konstruowania stosu. Ulubionym sposobem rozpalania stało się zestaw krzesiwo + nóż – nieśmiertelna zabawka każdego miłośnika survivalu. W aspekcie rodzajów ognisk królowało ognisko traperskie, idealne do gotowania potraw oraz wartownicza watra, na której udało się zaparzyć menażkę Earl Grey’a. Na koniec przyszła pora na małą niespodziankę – uczestnicy samodzielnie przyrządzali na ognisku posiłek – podpłomyki zwane też  chlebem skautowym lub traperskim. Tak więc każdy tego dnia przebył długą od drogę od ułożenia odpowiedniego ogniska, do spożycia przyrządzonego na nim jedzenia. Dawało to na pewno dużo satysfakcji i wzmacniało przeświadczenie o samodzielności.

Kolejny dzień niósł ze sobą następną, trudną dla uczestników przeprawę – dla nas zaś oznaczał powrót z tej naszej małej – w porównaniu z wyprawą samych uczestników Beskid Niski Survival Expedition – wyprawy. Wróciliśmy zmęczeni, ale szczęśliwi i usatysfakcjonowani, że mogliśmy dołozyć swoją cegiełkę do tego pozytywnego dzieła, jakim są działania fundacji „Poza Horyzonty”. Słowa uznania i podziękowania padające z ust uczestników wyprawy były wspaniałą nagrodą za nasze starania. Więcej nie było nam trzeba.

Więcej na temat fundacji Jaśka Meli Poza Horyzonty znajdziecie tu: www.pozahoryzonty.org

Organizator wyprawy, firma Selenge – www.selenge.pl


Jeden komentarz do wpisu “Beskid Niski Survival Expedition 2011”

  • Śluzq Says:

    Foty pierwsza klasa – chciałbym poznać fotografa ;] ogólnie rewelacyjna impreza – super ludzie tylko szkoda że tak krótko !!!

Zostaw odpowiedź

Preview: