V czy W? Oto jest pytanie (SWD by Cyma)

Piotr "Procent" Łopaciński

Cyma długo kazała sobie czekać na swoje najnowsze dziecko.
Karmiła nas pojedynczymi zdjęciami, które podgrzewały atmosferę, a każdy szczegół techniczny nigdy nie był do końca pewny i mógł zostać uznany za plotkę.
W końcu pojawiła się i ona – replika marzeń rzeszy nie tylko rusofili – SWD.

Karabin – legenda, znany z dziesiątek filmów i gier, bohater polskiego kina akcji w rękach Bogusia Lindy w Demonach Wojny itp. Do tej pory już parę firm podjęło próbę stworzenia jego dobrej repliki. Najlepiej udało się to chyba Real Swordowi, a tego samego zdania musieli byś też konstruktorzy Cymy, gdyż ich replika jest oparta o produkt RS. Na ile udało im się skopiować pierwowzór?

Replika robi wrażenie przede wszystkim z zewnątrz i na pierwszy rzut oka.
Obok korpusu, który jest wykonany tak, jak seria AK tego producenta uwagę zwracają okładziny. Kolba, to po prostu kawał drewna dość topornie obrobiony do kształtu znanego z SWD. Pewne niedoróbki lakiernicze mogą przez niektórych być traktowane jako niska jakość wykonania, ale dla mnie dodaje to po prostu klimatu.
Przedni chwyt wykonany jest za to już bez zarzutu, połyskująca powłoka lakieru i w mojej opinii bardzo ładny odcień drewna sprawiają, że cieszymy się zarówno z dotyku jak i z możliwości patrzenia na ten element.

Na wyżej wspomnianej kolbie znajdziemy zejmowalną lecz nieregulowalną gumową poduszkę policzkową. Gdy ją zdemontujemy możemy korzystać wygodnie z mechanicznych przyrządów celowniczych, co w przypadku SWD się raczej nie zdarza, gdy właściwie koniecznym elementem do tej repliki jest luneta 4×24 PSO-1 lub 8×42 POSP. Standardowo nie ma jej w pudełku, lecz w sklepach (jak chociażby w Gunfire) są sprzedawane zestawy z kopią tej pierwszej lunety. Na potrzeby tego testu do Dragunowa dostałem PSO-1 z GFC.

Całość sprawia bardzo solidne wrażenie. Zarówno masa jak i wyważenie wydatnie przyczyniają się do tego odczucia. Okładziny i kolba przez swoje toporne wykonanie wykazują pewne braki jakościowe, ale nie powoduje to żadnych luzów, ew. lekkie, niewielkie na przednim chwycie, ale odpowiedni zestaw podkładek powinien załatwić sprawę. Jest natomiast jeden problem, który znany był już od pierwszych wycieków szczegółów technicznych. W przeciwieństwie do RSa, produkt Cymy nie jest ze stali, a ze ZnAlu. To trochę bolesne i zaskakujące, szczególnie w obliczu tego, ze na rynku mamy całą gamę stalowych replik układu AK. Ja liczę natomiast na to, ze wkrótce pojawi się wersja stalowa.

Nim przejdę do techniki pozwolę sobie na małą dygresje. Już kiedyś o ile dobrze pamiętam poruszałem tą kwestie na blogu. W sieci i nie tylko można znaleźć mnogą liczbę tekstów gdzie nazwę tego karabinu zapisuje się jako SVD, a w realnym świecie tak samo liczną grupę zwolenników takiegoż zapisu. Czy jest ona błędna? Nie. Czy jest ona błędna w Polsce? Tak. Wszystko wynika z transliteracji z języka rosyjskiego, która inaczej wygląda w przekładzie na polski a inaczej na angielski. Niektórzy zarzekają się, że w oryginalnej formie jest to SVD. Nic bardziej mylnego, gdyż w języku rosyjskim nie występuje nawet litera V, z kolei w angielskim odpowiada ona polskiej literze W. Stąd takie różnice, jednakże w Polsce, jednoznacznie jedyną poprawna opcją jest SWD.

Wracamy na ziemię; czas teraz na kwestie techniczne. Podstawowe rozkładanie oparte jest (jak w oryginale) na dźwigienkach. Tak wiec musimy przekręcić dźwignie by zdjąć pokrywę komory zamkowej lub okładziny przedniego chwytu. Pod tymi drugimi kryje się miejsce na baterie, którego niestety nie jest dużo, z uwagi m.in. na masywną lufę zewnętrzną. Mi jednak udało się tak wcisnąć pakiet LiPo 11,1v, 1200mAh, a to powinno starczyć na cały dzień zabawy z  tego typu repliką.

Wspomniana wyżej lufa ma ogromny potencjał przez swoja długość – 690 mm. Bardzo udany jest także system HU… prawie, gdyż za jeden element ktoś wyraźnie powinien zostać poddany ciężkim torturom, za głupotę. Mowa o pokrętle regulacji Hop Up. Wygląda i działa ono tak, jakby znalazło się tam zupełnie przypadkowo i zostało do tej funkcji zaadaptowane z pierwszej okrągłej części, która komuś wpadła do rąk. Oczywiście można powiedzieć, że tak tez jest w Real Swordzie, ale przecież nie trzeba wszystkiego tępo kopiować, prawda? W czym problem? Wgłębienia są zbyt płytkie, a samo pokrętło polerowane chyba na połysk w efekcie czego palec ślizga się po nim i czasami nie sposób na precyzyjne przestawienie gumki o mały skok.

Zagadką jak na razie są możliwości up-grade’u w oparciu o stockowe części, bądź jakieś wytrzymalsze podzespoły. Całe wnętrze to również kalka z RSa, dlatego sercem tego SWD jest gearbox opracowany przez Real Sworda, co od razu eliminuje użycie pewnych ustandaryzowanych części. Fakt faktem stockowo karabin posiada 420 fps, a dzięki długiej lufie i dobremu HU zasięg i celność są naprawdę bardzo dobre, ale dla tak długiej i ładnej repliki aż by się chciało wstawić części dające jakieś ekstremalne wartości FPS.

Pomimo paru wad, replika Cymy jako całokształt mnie urzekła. Ciężko mi się było z nią rozstać, gdy musiałem ja zwrócić po wypożyczeniu do tego opisu. To jedna z tych giwer, która daje kupę radości z samego patrzenia na nią czy trzymania jej. Biorąc pod uwagę solidną konstrukcję i lufę z HU, która aż się prosi o więcej FPS, to jest to wg mnie replika w pełni warta swej ceny, gdyż jest prawie trzykrotnie tańsza od pierwowzoru. Jeśli tylko powstanie wersja ze stali, to kupie sobie chyba to SWD, chociażby na ścianę.


Komentarzy: 9 do wpisu “V czy W? Oto jest pytanie (SWD by Cyma)”

  • Błażej Says:

    Wreszcie! Wreszcie ktoś objaśnił sprawę między SVD, a SWD! Bardzo mnie denerwuje, kiedy Polacy piszą SVD. Pozdrawiam, śliczna replika, czekam na stalówkę!

  • Yfronus Says:

    Stalowej nie będzie, bo cyma nie posiada technologii potrzebnej do tworzenia takich cudów jak frezowany jak w prawdziwce stalowy korpus.

  • Marcin Says:

    „cudów jak frezowany jak w prawdziwce” hehe zabawne… frezowanie w ZnAl nie różni się niczym od frezowania w stali, poza materiałem (detalem)… kolego jakbyś miał jakiekolwiek pojęcie o frezowaniu to byś nie pisał głupot. Tu gra rolę CENA surowca! Stalka się pewnie pojawi w cenie, nie 3 krotnie niższej a pewnie w tej samej… stal jest po prostu dużo droższa, jak i jej obróbka. Pozdrawiam

  • Piotrek Says:

    Kolega Marcin ma rację – frezowanie stali na skalę przemysłową to czasy rewolucji przemysłowej. Żadna nowość w technologii. Każdy kto miał praktykę zawodową w obróbce skrawaniem wie że to bez różnicy (no w znalu frez chodzi jak w maśle i mniej się zużywa). Np. śmieszy mnie zachwalanie produktów z obrabiarek numerycznych cnc – nie jest to żadna zaleta – a masówka zapewniająca powtarzalność. Wszędzie hand made – obrabiane ręcznie jest szczytem jakości i klasy (vide broń myśliwska np. Verney-a). Co do ceny surowca – znal jest materiałem o dobrej lejności idealnym do prostych odkówek i odlewów niskociśnieniowych. ma niską temperaturę topnienia i jest banalny w obróbce. Myślę że różnica w cenie nie jest tu zawrotna – natomiast obróbka stali jest na pewno droższa (zużycie energii i maszyn skrawających). Pamiętajmy jeszcze o jednym – paradoksem replik jest to że są droższe czasem od oryginałów. Widziałem kiedyś na amerykańskim portalu obrotu bronią cywilny CAR-15 znacznie tańszy od systemy (mogę służyć linkiem…)

  • Piotr "Procent" Łopaciński Says:

    Co do tego ostatniego aspektu, to się w pełni zgadzam. Średnia cena za cywilny klon jakieś M’ki to poniżej 1000$, a da się spokojnie znaleźć i tańsze modele. Na przykład tu na aukcji można nabyć za niecałe 600$:

    http://www.gunbroker.com/Auction/ViewItem.aspx?Item=254715249

  • Wojtas T Says:

    Naprawdę fajna recenzja, razi mnie jednak brak wiedzy autora w zakresie transliteracji z rosyjskiego. Kwestia ta jest regulowana obecnie normą PN-ISO 9:2000, która jednoznacznie nakazuje transliterację znaku „B” na „V”. Poprzednia polska norma PN-83/N-01201, która obowiązywała od 1984 roku również nakazywała transliterować z użyciem litery „V”. Z zasad pisowni języka polskiego wynika więc jednoznacznie, że poprawną formą jest „SVD”. Nazwa „SWD” jest natomiast formą dopuszczalną, ponieważ jest nazwą własną karabinu używanego przez Wojsko Polskie (pod taką nazwą został wprowadzony do uzbrojenia i dotyczy jedynie „polskich” egzemplarzy tej broni). Wszelkie wariacje, czyli SVU, SVDS, SVD-S (podobnie jak inne konstrukcje, typu VSS, czy VAL) muszą być zapisywane z użyciem litery „V”, ponieważ nie były nigdy przyjęte do uzbrojenia pod inną nazwą.

    Pozdrawiam.

  • Piotr "Procent" Łopaciński Says:

    Fakt, sprawdziłem, mój błąd, dzięki za wyjaśnienie. Sugerowałem się przy tym także, a może przede wszystkim tym, że w literaturze fachowej także występuje zapis SWD i tak samo nigdy w Polsce nie widziałem zapisu Dragunov, a zawsze Dragunow. Może wynika to z tłumaczenia przez transkrypcje, bo tak samo wszelkie nazwy geograficzne jakie udało mi się znaleźć, także są zapisywane przez „W” a nie przez „V”. Postaram się wybadać temat.

  • Wojtas T Says:

    Nazwisko „Dragunow” uległo już spolszczeniu, dlatego pisze się przez „W”, a nie przez „V”. Podobnie z „Wołgą”, czy „Kałasznikowem”, to już są nazwy, które weszły do polskiego słownika. Natomiast skrót „SWD” wszedł do słownika jako nazwa własna i (jeśli chcemy trzymać się zasad polszczyzny)odnosi się jedynie do karabinów polskich.

  • mechanika-maszyn.eu Says:

    Ostatnio jeden pasjonat zgłosił się do nas by wyfrezować parę części do repliki takiego sprzętu.

Zostaw odpowiedź

Preview: