Bałkańska misja

Piotr "Procent" Łopaciński

Ze snu wyrywa mnie czyjaś ręka i głos.
Jest parę minut po 0600, otwieram oczy po 3h, to dużo jak na warunki misji.
Nade mną stoi dowódca bazy ONZ i oświadcza, że jedzie na akcje wymiany serbskich jeńców, w operacji przejęcia  których sam brałem udział. Informuje mnie też, że bierze 4 ludzi z mojej 9-osobowej grupy.
Najgorsze jednak jest to, iż jako następny w łańcuchu dowodzenia przejmuje odpowiedzialność za bezpieczeństwo bazy.
Szybko wywlekam się ze śpiwora, który wydaje się być zawsze szczytem komfortu, wychodząc z namiotu łapię jeszcze swoich ludzi ładujących się do BRDMa i dwóch innych pojazdów konwoju.
Życzę im powodzenia i patrzę jak odjeżdżają.
Nie dalej jak 1,5 h później w radiu zaczynam łapać dramatyczne komunikaty informujące o stratach, także wśród dowódców. Dwóch moich ludzi nie wróci z tego patrolu…

W dniach 24-26 czerwca w Bystrzycy Kłodzkiej i okolicach odbył się MilSim Kocioł Bałkański organizowany przez 22. SAS z Wrocławia, pod dowództwem Lucka, który cała imprezę ogarniał.
W imprezie brało udział ponad 80 uczestników + zaplecze logistyczne (załogi pojazdów itp.).
Scenariusz oparty na realnych wydarzeniach wojny na Bałkanach w I połowie lat ’90 ubiegłego wieku zakładał 3 strony konfliktu – Chorwatów, Serbów oraz wojska ONZ. Dodatkowo epizodycznie pojawiały się inne strony jak ludność cywilna czy przemytnicy. Razem ze swoim teamem byliśmy (jako kontyngent amerykański) po stronie błękitnych hełmów, czym nie byliśmy zachwyceni.
Naszym żywiołem na MilSimach jest ciągłe działanie w terenie, permanentne pozostawanie poza bazą i z dala od głównych sił. Słysząc więc , że tym razem mamy siedzieć w bazie jako siły pokojowe ciężko było o entuzjazm, tym bardziej, iż wiemy, że pasywna obrona wcale nie jest łatwiejsza od zadań rozpoznawczych.

Baza ONZ znajdowała się na trawiastym lotnisku w obrębie miasta Bystrzyca Kłodzka.
Była ona oddalona o parę km od terenu najintensywniejszej działalności wojsk zwaśnionych stron, od pasma Krowiarek, nad które wyraźnie wybija się niedaleka Czarna Góra.
Sama baza składała się z paru namiotów, nielicznych umocnień, wieży obserwacyjnej itp. Jako element ochrony bazy wykorzystywane były pojazdy, jak np. BRDM. Sercem campu było HQ znajdujące się w największym namiocie. Wewnątrz stworzono coś na kształt prawdziwego sztabu, z zapleczem analityków i techników.
Poza papierowymi mapami topograficznymi i sztabowymi, wykorzystywano również technologie informacyjne. Na rzutniku wyświetlano zdjęcia satelitarne, jako uzupełnienie standardowych form odwzorowania terenu.

Czarne chmury nad bazą:

Dodatkowo wprowadzono elementy mające z jednej strony podnieść klimat, a z drugiej realizm.
Wykorzystano dość prostą graficznie komputerową grę strategiczną, dzięki której symulowano ataki lotnicze w czasie rzeczywistym.
Na ekranie komputera można było obserwować jak samoloty przemieszczają się z włoskiej bazy Aviano nad Bałkany, jak wykonują misje i jaki jest jej efekt. Symulacje te smakowicie uzupełniały puszczane obrazy wideo (realne, z okresu wojny w b. Jugosławii) z samolotów czy rakiet NATO biorących udział w operacji na której oparty był scenariusz. Te wirtualne działania nie były oderwane od MilSimowej rzeczywistości, ale miały realne przełożenie na toczącą się rozgrywkę.
W jaki sposób? O tym w dalszej części wpisu, ale zacznijmy od początku…

Przyjeżdżając na miejsce zastaliśmy… gołe pole.
Baza miała dopiero powstać, lecz nie mieliśmy co liczyć na SeeBees, musieliśmy to zrobić sami.
Naszym pierwszym przeciwnikiem okazała się pogoda, gdyż nagle na horyzoncie pojawiły się czarne chmury, a niedługo potem zaczęły zasnuwać już niemal całe niebo. Zaczęła się walka z czasem, by postawić rozkładane namioty przed spadnięciem pierwszych kropel deszczu, a już na pewno przed sporą burzą, która nadciągała.
Na szczęście cała nawałnica ominęła nas dosłownie o setki metrów, camp dosięgło jedynie chwilowe oberwanie chmury, jednak co gorsza całkiem długo targał nami silny wiatr.
Niejako w nagrodę po tym wszystkim niebo przybrało piękny kolor i pojawiła się tęcza… o czym ja mówię, trwa wojna.

Piękne okoliczności przyrody (czyt. BRDM i .50 cal)  po burzy

Baza była gotowa na krótko przed zapadnięciem zmroku.
Ustalono grafik wart, wysłano pierwsze jednostki w teren.
Pod bazę zapuściło się dwóch pijanych ludzi. Zostali oni proceduralnie zatrzymani i przeszukani.
Nie stwierdzając żadnego zagrożenia z ich strony kazano im oddalić się od bazy. Jednakże niedługo później okazało się, że nasi goście wcale pijani nie byli, że to oficerowie serbskiego wywiadu. W międzyczasie od patrolu w terenie doszła informacja, że paru żołnierzy ONZ zostało wziętych do niewoli. HQ bardzo szybko podejmuje decyzje o wysłaniu QRFu, by zlokalizować serbskich wywiadowców, którzy prawdopodobnie dalej pozostają w naszych okolicach . Akcja kończy się powodzeniem, błękitne hełmy aresztują dwójkę Serbów, którzy wcześniej podchodzili pod bazę.
Mamy kartę przetargową w walce o naszych ludzi – jeńców. Jednakże do rana już nic więcej się nie wydarzy. O 0300 kończę swoją wartę i idę spać, planowo 4 godziny, ale nie liczę, że plan uda się wykonać w 100%.

Jeśli nie byłby to tekst pisany, a film, to teraz powinno nastąpić powtórzenie sceny rozpoczynającej dzieło, by wszystko ułożyło się w spójną całość.
Jednakże ja nie będę kopiował tutaj pierwszego akapitu, mam nadzieję, ze jeszcze coś z niego pamiętacie i przejdę od razu do tego, co wydarzyło się po odebraniu transmisji radiowych o stratach.

Konwój wrócił do bazy bez 9 osób, co stanowiło praktycznie połowę jego stanu.
Nie powrócili dowódcy, nie udało odzyskać się naszych żołnierzy – jeńców, na szczęście przynajmniej serbscy jeńcy wrócili do bazy. Najgorsze było to, że wobec tej sytuacji przejmowałem formalnie obowiązki dowódcy bazy. Rozpoczęło się zbieranie informacji od członków patrolu, którzy przeżyli – nie widzieli wiele, stanowili głównie zabezpieczenie akcji wymiany, gdy zorientowali się w sytuacji wycofali swoje jednostki.
Nie wiedzieliśmy dalej, czy nasi żołnierze nie żyją, czy zostali wzięci do niewoli. Nagle na radiu słyszę, że do bazy zbliża się jakiś ranny mężczyzna, biegnę na bramę, przyglądam się z bezpiecznej odległości akcji jego zatrzymania i przeszukania – jest czysty i bezpieczny, mówi, że jest mieszkańcem Bystrzycy, że był atak moździerzowy na centrum, że wiele osób nie żyje, chce pomocy…

Sztab – miejsce koordynacji działań wielu rodzajów sił, w tym lotnictwa:

Przy obecnym stanie osobowym i braku uzupełnień nie jestem w stanie wysłać żadnych jednostek do miasta, by pomóc ludności cywilnej, nie wiem tez, czy to nie kolejna zasadzka. Zgodnie z prawdą historyczną bije od nas właściwa dla ONZ, w niektórych momentach, bierność. Dodatkowo kontakt ze mną podejmują siły chorwackie, ale nie występuje w tej konwersacji jako dowódca ONZ, ale jako  przedstawiciel USA.
Chcą pomocy, otrzymali deklaracje wymiernego wsparcia od naszych władz w D.C. … cholera, CIA znowu kręci jakieś krzywe operacje naszymi rękami.

Moje rozterki przerywa jednak kolejna transmisja radiowa. To wzięty do niewoli dowódca bazy, który rano wyjechał na wymianę jeńców. Twierdzi, ze uciekł i błąka się po górach, podaje swoja przybliżoną pozycje. Po radiowej weryfikacji do akcji rusza mój QRF. To ryzykowna akcja, bo jestem w stanie wysłać maksymalnie jeden pojazd, bez możliwego wsparcia, na teren kontrolowany przez Serbów.
Ci ostatni kontaktują się ze mną i żądają wydania swoich jeńców w zamian za… naszego dowódcę. To oczywisty blef, bo przecież przed chwilą po naszego CO wysłałem ludzi. Serbowie znowu chcą nas wykiwać, ale do tego nie dojdzie, czas uknuć intrygę, teraz inicjatywa jest po naszej stronie…

Żołnierze ONZ w skupieniu i z zaangażowaniem wypełniali swoje obozowe obowiązki:

Serbowie nie dają za wygraną, przy kolejnym kontakcie grożą atakiem moździerzowym na miasto, są wściekli, jeden z ich dowódców w furii przyznaje się do porannej rzezi naszych żołnierzy, wszyscy wzięci do niewoli nie żyją. Ja jednak muszę zachować zimną krew i realizować plan, który chwile wcześniej uknuliśmy z dowódcą wszystkich sił ONZ w regionie.
W zamian za wstrzymanie ataków na miasto, mam oddać dwóch jeńców za godzinę w umówionym miejscu.
Przystaje na to, ale wiem, ze kupuje jedynie czas, a nie spokój. Nie mam żadnej gwarancji zaprzestania ostrzału, mam godzinę, by zlokalizować te cholerne moździerze i je zniszczyć.
Baza lotnicza NATO w Aviano we Włoszech dostała już informacje o możliwej akcji, F-16 grzeją silniki, a za dowódcą Serbów zostaje wysłany list gończy, jest ścigany przez MTK dla byłej Jugosławii…

Kolejny kontakt to strona chorwacka. Chcą broni, mogę im ja zaoferować, poprzez kanały CIA, ale nie oddam niczego za darmo. W zamian za dostawę uzbrojenia chcę informacji o Serbach, które posiadają. Jak się okazuje, to bardzo dobre informacje, poza pozycją serbskiej bazy dostaje też lokalizację baterii moździerzy, więcej do szczęścia mi nie potrzeba.
Z Aviano podrywają się F-16, zostało 40 min do upływu  ultimatum Serbów, to czas w jakim musi odbyć się udany atak lotniczy, inaczej znowu zginą niewinni ludzie.

Checkpoint przy wjeździe do bazy:

Po ponad godzinie poszukiwań, QRF odnajduje zbiegłego z niewoli dowódcę naszej bazy, maja wracać jak najszybciej, bo cały teren intensywnie przeszukują serbskie patrole.
Docierają do naszych pozycji cali i zdrowi, przekazuje uratowanemu przełożonemu wszelkie informacje niezbędne, by mógł znowu przejąć dowodzenie. Nad cel nadlatują F-16 dosłownie parę minut przed końcem czasu, moździeże zostają ozniszczone, nic nie może już zagrozić pobliskiemu miastu.
Jednakże pojawia się kolejny problem, misja USAF wcale nie kończy się szczęśliwie. Jeden z F-16 zostaje strącony przez serbską obronę przeciwlotniczą, pilot się katapultuje, ale to ostatnie co widzi jego skrzydłowy, podaje tylko jego przybliżoną pozycje. Kolejny raz z bazy wyrusza QRF, we wzmocnionym składzie, z misją bardzo podobną do poprzedniej.

W tym czasie dostajemy informacje o rozbiciu sporego oddziału sił serbskich, które zostały już i tak osłabione przez nasz atak z powietrza.
Brak jednak było w tej grupie poszukiwanego dowódcy. W tym samym czasie QRF melduje o przechwyceniu sygnału z nadajnika ratunkowego zestrzelonego pilota. Niecałe 30 min później znajdują go, to cud, że nic mu się nie stało, gdy lądował w zalesionym i górzystym terenie.
Cały patrol wraca do bazy. Po porannej masakrze wszystko zaczyna się układać pomyślnie, chociaż to marne pocieszenie po stracie ludzi.

Uratowany pilot i ekipa ratunkowa, po dotarciu w bezpieczny rejon:

Na radiu odbieram transmisje od strony, która w tym konflikcie nam się jeszcze nie ujawniła. To przemytnicy, najemnicy.
Dostali ofertę przerzutu serbskiego dowódcy wraz z paroma ludźmi ochrony, na drugą stronę granicy. Przemytnicy wiedząc, jak to dla nas cenna postać chcą nam go sprzedać, mamy tylko założyć zasadzkę w umówionym miejscu i czasie oraz czekać. Nie możemy przecież jednak zapłacić najemnikom, przynajmniej oficjalnie nie możemy… W moim namiocie nadal leży kasa przekazana mi przez CIA dla wsparcia Chorwatów.
Ale Chorwaci nie chcieli kasy, tylko broń, tak więc mam 100 000 wolnych dolarów, chyba warto zaryzykować :).
Cały plan układam w tajemnicy przed dowódcą bazy, dowie się o nim, gdy wszystko będzie gotowe. O tym, co się dzieje wiedzą tylko moi ludzie. Czasu jest mało a stawka wysoka.

W końcu przychodzi moment, by powiedzieć o sytuacji przełożonemu. Zgadza się on na akcje, jednak nie zna wszystkich jej szczegółów (przecież nie powiem mu, że mam w gotówce 100 000 dolców, by dać je najemnikom). Miejsce wybrane na zasadzkę przez przemytników jest świetne.
Wąska droga w głębokim wąwozie, po jednej stronie strumień, a po drugiej 4 nasze lufy, 2 jako strefa śmierci i 2 studzące zapędy tych, którzy chcieliby się  wycofać, lub przebić do przodu. Nie wiemy ilu dokładnie będzie ludzi do wyeliminowania, nie wiemy czy przemytnicy to właśnie na nas nie szykują zasadzki.
Czekamy 10, 20 minut, pół godziny, w końcu po trzech kwadransach słychać nadjeżdżający samochód. Zatrzymuje się na wysokości naszej linii, zaczynają wysiadać z niego przemytnicy, radiową ciszę przerywa jeden z nich i informuje mnie, że nie ma nikogo więcej poza nimi i dowódcą Serbów. Ochrona zbrodniarza zginęła z rąk najemników po tym, jak zaczęła coś podejrzewać.
Nie mieli zbyt wielkich szans, w walce został lekko ranny tylko jeden z przemytników.

Patrol MP na drodze do Bystrzycy Kłodzkiej:

Po wymianie Serba na kasę zbieramy się do drogi powrotnej.
Najemnicy oferują dalsze wsparcie w razie potrzeby, oczywiście za odpowiednie wynagrodzenie. Wracamy do bazy z celem naszej misji, powoli zapada zmrok, to był ciężki dzień. W bazie panuje jakieś dziwne rozprężenie, niektórzy nawet odpuścili sobie używanie ochrony wzroku. Czas wrócić do rzeczywistości, już po wszystkim.
Organizator zakończył MilSima.

Rozgrywka skończyła się dla mnie bez oddania ani jednego strzału, a mimo wszystko bawiłem się świetnie.
Dla odmiany od działań nieregularnych dobrze było pobawić się w liniowe jednostki sił pokojowych, ale zdecydowanie to nie jest to, co lubimy najbardziej :).
Jak wspomniałem we wstępie, użycie komputerowego systemu symulacji nalotów , przekładało się na realne działania, jak np. strącenie F-16 na ekranie komputera powodowało konieczność ratowania pilota w rzeczywistości.

Warta w bazie:

Wiele elementów fabuły było luźno opartych na realnych wydarzeniach okresu wojny na Bałkanach, jak ostrzał moździerzowy miasta, wzięcie do niewoli  żołnierzy ONZ, czy strącenie F-16 i uratowanie jego pilota ( tzw. Incydent nad Mrkonjić Grad), co dodawało klimatu osobom, które choć trochę znały historie.
Ja sam byłem zadowolony z tego, że fabułę osadzono w prawdziwych realiach, a nie fantastycznych (wymyślając jakieś fikcyjne nazwy państw), bo chociaż z jednej strony wymyślenie zadań i ułożenie wstępne akcji wymaga więcej dokładności, to potem można się lepiej wkręcić będąc żołnierzem Serbskim czy ONZ-towskim, są filmy, książki, zdjęcia, które pokazują operacje, w których ma się brać udział.
Ważny w tym przypadku  jest także element edukacyjny, bo przynajmniej cześć osób uzupełni swoją wiedzę z zakresu historii najnowszej, a może zainspiruje ją to do zgłębienia tematu.

My tymczasem wracamy do domu, po kolejnym MilSimie, który udało się przeżyć krzewiąc pokój, a nie obijając kijem gruchy, jak mawiał klasyk :).


Komentarzy: 3 do wpisu “Bałkańska misja”

Zostaw odpowiedź

Preview: