Co Korpus robi z ludźmi…

Konrad Pochodaj

Wbrew oczekiwaniem co poniektórych, wpis ten nie będzie opowiadał o tym jakich to świrów i maszynki do zabijania „produkuje” Korpus Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych.
Artykuł ten poświęcę na opis, porównanie zachowań i reakcji ludzi służących w USMC, które miałem okazję niejednokrotnie zaobserwować.

Zacznijmy od tego  co będę opisywał, w jakich sytuacjach miało to miejsce i kto występował w roli głównej.
Jeżeli chodzi o najzwyklejszy opis to będę opisywał zachowanie zarówno oficerów jak i podoficerów, w sumie tych drugich będzie większość.
Porównanie odniesie się do ludzi służących w naszej armii. Precyzując sytuację, wszystko o czym piszę miało miejsce na wszelakich pokazach i uroczystościach.

Nie od dzisiaj wiadomo, że Korpus Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych wyrabia mocny i ugruntowany kręgosłup moralny u ludzi, którzy się zaciągają lub są do niego wysyłani.
Wysyłani, gdyż Piechota Morska jest często alternatywą zamiast odsiedzenia wyroku wydanego przez sąd.
Korpus wpaja swoim rekrutom pewien zestaw reguł, wartości, zachowań, które ze zwykłego, przysłowiowego oprycha potrafią zrobić wartościowego człowieka, który dzięki swojej służbie często wychodzi na prostą. Może to jest przyczyną tego, co zdarzało mi się zobaczyć i usłyszeć.  Już spieszę do tłumaczenia. Mianowicie, chodzi o to, że ludzie służący w Korpusie, podczas rozmowy z przysłowiowym cywilem, reprezentują wysoką kulturę osobistą, każdego darzą szacunkiem, nie urywają rozmowy.
W tym miejscu, ktoś może mi zarzucić, że tak jest, tak wypada itd., itp. Owszem, z jednej strony wypada się zwracać z szacunkiem do ludzi starszych, do ludzi, których się nie zna. Tutaj cały patent tkwi w tym, że członkowie tej części amerykańskich sił zbrojnych zwracają się tak do wszystkich, bez wyjątku. Dla przykładu, przytoczę rozmowę starszego szeregowego Korpusu Piechoty Morskiej USA z dzieckiem. Ta wymiana zdań miała miejsce podczas uroczystości w Belleau Wood. Marine został zagadany przez malca, który miał może ze 4-5 lat a ich rozmowa, w wolnym tłumaczeniu, brzmiała następująco:

(M)arine: Witam Pana, jak się Panu podoba tutaj?
(C)hłopczyk: Bardzo mi się podoba. Cieszę się, że tutaj jestem.
M: To ja się cieszę, że znalazł Pan czas na przybycie tutaj i spędzenie tego dnia razem z nami.

Wtedy do rozmowy wtrąciła się mama:

Mama: Czy jest Pan tutaj po raz pierwszy?
M: Tak proszę Pani, to moja pierwsza wizyta i cieszę się, że w końcu udało się tutaj dotrzeć.
Mama: Dziękujemy za to co Pan robi dla naszego kraju.
M: To ja dziękuję, że Państwo przyjechali  i za możliwość spędzenia tego dnia z Państwem.

Gadka trwała jeszcze jakiś czas. Ostatnie zdania mogą wydawać się wyuczone i wręcz kinowe ale to o co mi chodzi pojawiło się podczas rozmowy z dzieckiem.
Marine z uśmiechem na twarzy rozmawiam, nieprzymuszenie, z chłopakiem.
Ponadto, słyszeliście kiedyś, żeby ktoś do dziecka zwrócił się per „Pan” ? Podejrzewam, że nie albo raz czy dwa. U nich jest to na porządku dziennym. Coś niezwykłego.
Dla porównania, wielokrotnie na polskich zlotach, żołnierze  od niechcenia wręcz prowadzili rozmowę, dzieci były traktowane odgórnie, wciskano im sprzęt do zabawy i potem spławiano.

Inaczej za to Polacy traktują dorosłych, z nimi rozmowa inaczej, jednak rozmowa ze zwykłym Kowalskim przebiegała na zasadzie  „przyszłem, trzasłem i poszłem”. Oczywiście nie twierdzę, że zachowuje się tak 100 % żołnierzy spotkanych na zlotach, pokazach czy innych uroczystościach. Opisuję tutaj różnicę widoczną gołym okiem i generalnie zjawisko rzadko spotykane w Polsce.

Z kolejnych przykładów jakie mogę tutaj przytoczyć jest to, że mimo tego, że na pokazach byliśmy właśnie zwykłymi obserwatorami, do tego cywilnymi, przedstawiciele U.S. Navy i USMC witali się ze wszystkimi odwiedzającymi. Niesamowicie miłe to było.

Wracając jednak do rozmowy Marine’a z dzieckiem. Był to bardzo pozytywny obrazek, którego cieszę się, że byłem świadkiem.

Kończąc powoli mój wywód, chciałbym podkreślić, że zachowania sił zbrojnych różnych Państw dzieli dość duża przepaść.
W tym wypadku różnica ta dotyczy amerykanów i polaków.
Nawet jeśli amerykańskie siły zbrojne budowałyby tym tylko pozytywny PR wokół nich to jest to bardzo dobrze odbierane, nawet z perspektywy obcokrajowca.
Jednak myślę, że jest w tym dużo naturalności. Może to podejście jest naiwne ale po przeprowadzonej kiedyś rozmowie z człowiekiem służącym w Korpusie wiem, że opisywane wyżej podejście tych ludzi budowane jest już w boot campie.


Komentarzy: 5 do wpisu “Co Korpus robi z ludźmi…”

  • Morti Says:

    „Wysyłani, gdyż Piechota Morska jest często alternatywą zamiast odsiedzenia wyroku wydanego przez sąd.”

    Nie robi się tego od zakończenia wojny w Wietnamie… Po za tym aby wstąpić do którejkolwiek rodzaju sił zbrojnych trzeba mieć czyste konto. W przypadku skazania za niektóre z przestępst można się wykręcić ale wymaga to sporego zachodu.

    Po za tym to o czym piszesz częściowo wynika z inności kultury amerykańskiej. Tam takie płytkie rozmóki to chleb powszedni, wszyscy się tak zachowóją (są oczywiście też patole – jak wszędzie).
    Jedyne co faktycznie korpus buduje (z resztą bardzo słusznie) to poczucie głębokiego przywiązania do korpusu i dumy z prznależności. Po za tym to normalny amerykński styl bycia ;).

  • zeeee Says:

    Kolega powyzej ma racje. Jest nawet powiedzenie „Once Marine always Marine’. Kazdy wyskok z ich strony jest dla nich plama na honorze wlasnym, korpusu czyli zachowaniem niedopusczalnym

  • r' Says:

    A no w hameryce jest wielki PR na us military a w polsce jednak nie ma zbytniego uznania dla zolnierzy, wrecz przeciwnie- moze to sie zmieni za kilkanascie lat jak obowiazkowa sluzba bedzie takim opowiadaniem jak to puste haki w sklepach

  • Paweł Says:

    Generalnie uprzejmość o której pisze autor nie jest jedynie zasługą nauki wyniesionej z USMC. Będąc w Ameryce człowiek z Polski ma wrażenie jakby znalazł się w innym świecie i to nie ze względu na technikę, krajobrazy czy coś tam jeszcze ale właśnie ze względu na to jak wyglądają relacje między ludźmi. Tam wchodząc do sklepu jesteśmy witani uśmiechem i natychmiastową chęcią pomocy – komercha ktoś powie – ale jak wytłumaczyć sytuację w której do biznesmena w garniturze siedzącego przy fontannie podchodzi kobieta i witając się oddaje mu telefon komórkowy, który zgubił? A to, że w muzeach militarnych przy ekspozycjach stoją weterani spędzający swój własny czas na tłumaczeniu różnych spraw zwiedzającym? Te różnice zachowań są wywołane kulturą i nie ma możliwości by złagodzić je w krótkim czasie.

  • Grzegorz Says:

    Witam. USMC to naprawdę roboty do zabijania jak wynika z opowiadań mojego kuzyna, który właśnie skończył służbę w afganistanie jako dowódca eskadry śmigłowców mi-24. Podczas gdy te krowy nie mogły sie podnieść z pasa, żeby wesprzeć piechotę to właśnie Marines ratowały naszych żołnierzy. Jeśli zapytacie jakiegoś zołnierza z afganu, którego ratowaly HMMVW, F15, AH64 i Marines to jestem pewien, że w tym samym momencie polubił te „roboty”.

Zostaw odpowiedź

Preview: