124z/MON czyli kilka słów o polskim „ripstopie”.

Piotr "Wroobel" Wróblewski

124z/MON czyli kilka słów o polskim „ripstopie”.

Jak już wcześniej wspomniałem, należę do elity polskiego środowiska militarnego, a mianowicie OSW Strzelec.
Moje dotychczasowe zamiłowanie do militariów rodem zza Oceanu nieco gryzło się z dyscypliną mundurowa wspomnianej organizacji. Zostałem zatem zmuszony przez okoliczności do zakupu munduru naszej rodzimej armii. Wzorem obowiązującym w Strzelcu, jest oczywiście popularny wśród wszystkich rolników, robotników budowlanych i bezdomnych „bawełniak”, jednak w jednostkach strzeleckich, których grubość betonu nie przekracza granicy logiki da się przeforsować pomysł używania również 124z lub też jak ktoś woli „munduru letniego”.
Taki ukłon w stronę innowacyjności. Dziś postaram się przelać, chciałoby się rzec na kartkę, kilka moich subiektywnych uwag i odczuć dotyczących tytułowego umundurowania.

Pierwszą rzeczą, z którą  się dość boleśnie zderzyłem była rozmiarówka.
Ciężko to nawet wytłumaczyć, bo porównań moich „obwodów” z informacjami podanymi na aukcji oraz rozmiarami mundurów, które miałem do tej pory, było naprawdę wiele.
W skrócie BDU: rozmiar: M-R, MCCUU helikona: rozmiar S-R.
Wg pomiarów mojego ciała rozmiar 124-czwórki miał być 104/182/92 (klatka/wzrost/pas). Po analizach oznaczeń mundurów amerykańskich stwierdziłem, że zamówię jednak rozmiar mniejszy, mianowicie 98/182/92. Przychodzi paczka, spodnie pasują, zresztą przy możliwości regulacji pasa, ciężko jest spudłować z rozmiarem spodni. Zdziwiłem się natomiast zakładając górną część. W lustrze zobaczyłem Batmana, lub tez inne zwierze posiadające błony pod pachami.
Finalnie rozmiar idealny na mnie to: 92/178/90. Wniosek jest jeden i w dodatku niezbyt odkrywczy. Kupując ten mundur warto go przymierzyć. Można ewentualnie sprawdzić jak wygląda się w mundurze kolegi, o niekoniecznie takich samych jak nasze gabarytach. Ważne, żeby mieć jakiś punkt odniesienia.

Dumnie prezentujący się 124z/MON
źródło: allegro.pl

Pierwsze co rzuca się w oczy to… hmm nic. Mundur jak mundur, nic w nim raczej nie powala.
Zacznę zatem od materiału. Jak już niektórzy, bardziej spostrzegawczy czytelnicy zanotowali w swoich chłonnych wiedzy umysłach, jest to rip-stop.
No i kłamu temu stwierdzeniu zarzucić nie można, co zresztą widać nawet na pierwszy rzut oka. Charakterystyczna siateczka jest. Mam jednak amerykańskie BDU w rip-stop`ie i muszę uczciwie przyznać, że różnica jest duża. Materiał używany przez firmę LIMANOWA ( bo tak nazywa się firma, która wyprodukowała, przynajmniej mój egzemplarz, polskiego rip-stopa), jest zdecydowanie przyjemniejszy w dotyku.
Bardziej miękki i gładki, chyba nieco cieńszy, a przez to sprawiający wrażenie mniej wytrzymałego. Amerykanie użyli tkaniny dużo sztywniejszej. Jaka będzie różnica   w wytrzymałości? Zapewne okaże się po dłuższym czasie użytkowania. Na chwilę obecną bardziej ufam rip-stop`owi produkcji amerykańskiej.

Brak kieszeni na pośladkach to według mnie świetny pomysł
źródło: własne

Większa uwagę chciałbym skupić na kroju tegoż militarnego dzieła i jego ogólnej konstrukcji. Zacznę może od pozytywów, które też są jedynie względnymi plusami, gdyż są atutem jedynie w konfrontacji ze wspomnianym już „bawełniakiem”.
Ogólny krój, mimo iż widać, że zaprojektowany lepiej, niż przypominający sukienkę bawełniak z gumą na środku, nadal jest jedynie zwykłym szablonowym krojem, którego wzorcem wg mnie było amerykańskie BDU.
Żeby pokazać poziom naszego sprzętowego zacofania wspomnę, że amerykanie z BDU zrezygnowali już ładnych kilka lat temu.

Jedna z wewnętrznych kieszeni. Chodzą plotki, że ktoś tego kiedyś używał.
źródło: własne

Patrząc na spodnie, pierwsze o czym warto wspomnieć to brak kieszeni na pośladkach, rozwiązanie całkiem przyjemne, przynajmniej w moim odczuciu, bo akurat te kieszenie wykorzystuję niezwykle rzadko.
Reszta raczej standardowo. Boczne kieszenie zapinane na rzepy, co zdecydowanie ułatwia dostęp przy jednoczesnymi zwiększeniu ryzyka niekontrolowanego opróżnienia zawartości kieszeni.
Kolejnym smaczkiem są rozwiązania nogawek. Zastosowano jednocześnie dwa systemy. Znany już z BDU sznurek na końcu spodni, pozwalający ściągnąć nogawkę. Zastanawiam się czy ktokolwiek tego używał. Warte uwagi jest jednak drugie rozwiązanie. Pewnie każdy pamięta gumki przy spodniach starego, poczciwego bawełniaka, które znajdowały się pod stopą. Tutaj również nie zabrakło tego rozwiązania; jednak z lekką nutą nowoczesności. Gumki wszyte są od środka, tak, żeby można było włożyć je w buty, jednocześnie wykładając spodnie na buty. Na szczęście zapewniono również możliwość odpięcia tego ustrojstwa, gdyż jest przymocowane na guziki, tak samo zresztą jak i szelki przypominające nam o PRLowskich korzeniach konstrukcji.

Innowacyjne  rozwiązanie przy nogawkach. Na szczęście da się odpiąć.
źródło: własne

Bluza posiada dwie kieszenie na klatce piersiowej, dwie u dołu i kolejne dwie na ramionach.
Podwójny karczek do złudzenia przypomina amerykańskie konstrukcje.
Po lewej stronie, wewnątrz jest wszyta następna kieszeń, tym razem na suwak, której użycie eliminuje zapięcie bluzy. Nie wiem jakie jest jej przeznaczenie, skoro żeby się dobrać do jej zawartości trzeba rozpiąć kilka guzików. To samo tyczy się zamieszczonych na wewnętrznej stronie, na wysokości dolnych kieszeni, dwóch podłużnych kieszeni.
Zapewne mają jakieś magiczne zastosowanie. Obeznanego czytelnika proszę o wyjaśnienie mi przeznaczenia tego cuda.

Pozostaje jeszcze kwestia wszelkich guzików, których zapinanie, zwłaszcza tych przy mankietach jest straszną męczarnią nawet bez rękawic.
Ten sam efekt uraczymy próbując oddać, mocz. Mówiąc kolokwialnie: prędzej zlejesz się gacie, niż rozepniesz rozporek.

Wnioski końcowe? Wygląda lepiej niż swój poprzednik, ale nie zmienia to faktu, że moim szczerym pragnieniem jest wprowadzenie na standard, używanego przez niewielką część armii sueza lub jak kto woli camogroma.
Mamy żołnierzy coraz mniej, to przynajmniej wyposażmy ich porządnie.

OCENA W SKALI SZKOLNEJ? 3+


Komentarzy: 4 do wpisu “124z/MON czyli kilka słów o polskim „ripstopie”.”

  • Jakub Says:

    Zapomniałeś wspomnieć o najmniejszej kieszeni na lewym rękawie, która w zamyśle miała służyć na zapałki (chociaż niejestem pewien czy w wersji 124z ona występuje). Owe dwie kieszenie wewnątrz bluzy zapinane na rzep miały służyć do przenoszenia opatrunków osobistych starego typu (te mniejsze). Szelki mimo wszystko są dobrym pomysłem. Gdy niemamy paska lub takowy się zepsuł albo użwamy go w danym momencie np do konstruowania noszy polowych to gacie nam z dupy przynajmniej nie spadną ;). Gumki na stopach powodują że nawet podczas czołgania spodnie nam się nie podwijają. Pozatym w wersji 124z chyba są 2 (a nie tylko 1)wewnętrzne kieszenie na zamek, które są przeznaczone na długie płaskie przedmioty np. mapa (kieszeń ta jest bardzo wysoka). Pod każdą pachą mamy 6 otworów wentylacyjnych (super rzecz na lato BDU tego nie ma). Mundur jest też podszyty w górnej części pleców i ramion oraz na barkach podwójną warstwą materiału (tam gdzie nosi się najczęściej szelki od plecaka i kamizelki) oraz spodnie na kolanach i na dupie. Rip-stop w WP nadal jest mundurem na sezon letni. Na zimną część roku dalej wykorzystuje się bawełniaka. Mundur nie jest jakimś wielkim hitem ale napewno stumilowym krokiem w stosunku do bawełniaka i mimo wszystko wydaje mi się że lepszą znaczy wygodniejszą (w szczególności spodnie) zmodyfikowaną wersją amerykańskiego BDU. Odporność na rozdracia i uszkodzenia amerykańskiego i polskiego materiału rip-stop porówalna. Amerykański gorzej oddycha ale jest grubszy i ma szerszą (prawie 2 krotnie) siatkę. Za to polski lepiej oddycha jest cieńszy i ma gęstrzą strukture siatki. Ale na mokrym materiale kamuflaż polski staje się prawie niewidoczny a do zdecydowana jego wada. W ogólnym rozrachunku ocena gdzieś pomiędzy 3 a 4 w 6 stopniowej skali wydaje się odpowiednia.

    Ze strzeleckim pozdrowieniem
    Jakub

  • Piotrek Says:

    Zgadzam się z poprzednim komentarzem że jak na „look” Wojska Polskiego – jest to potężny krok na przód. „bawełniak” to czysty PRL (jeśli chodzi o technologię i użyteczność, nadruk powstał już w RP).Swoją drogą porównanie go z mundurami BDU (używanymi od pocz. lat 80-tych na bazie doswiadczeń z wczesniejszymi, bardzo podobnymi w kroju BDU/HRDL – które zaprojektowano po doswiadczeniach wojny wietnamskiej – zatem opracowywano ich założenia od końca lat 60-tych – jest dużym błędem. Mamy rok 2011 zatem cezura czasowa wynosi tu pół wieku…nie jest to (dla producenta…)właściwe podejście.Liderem w progresywności umundurowania jest dzis napewno produkcja kontraktowa USA oraz rynek cywilny (od produktów dedykowanych dla branży Military Contractors po szeroko pojęty Outdoor Military Gaming – będący coraz mocniejszym segmentem rynku).Czy producenci polscy startujący w przetargach powinni inspirować się najnowszymi trendami w „krawiectwie wojskowym”? Wg mnie zdecydowanie tak! Ale czy wojskowi decydenci są na to gotowi? Pewnie woleliby wszystkich widzieć w klasycznych łachach…
    PS. Zbieram od lat ”kolekcjonersko” mundury polowe pokryte kamuflażem, mam ich wiele (ponad 30 wzorów). Powiem szczeże że poza dużą wytrzymałością materiału i przeciętnymi walorami kamuflażu nie znajduję żadnych innych plusów w mundurze wz93…

  • Kolejny Piotr Says:

    Wpis nie wnosi raczej niczego po za porównaniem munduru tropikalnego MON124Z – tak to się poczatkowo nazywało, były jeszcze mundury letnie z lekkiej bawełny zwane „bosniakami”, do BDU i starego UeSa w kamuflażu Pantera. Należałoby skupiać się nad dwiema rzeczami – funkcjonalnością kroju i cechami technicznymi materiału. Funkcjonalność jest w tym wypadku raczej wątpliwa pozostałości po US wz. 1967 są uderzające, kieszenie na bluzie, zbędny wykładany kołnierz czy zapinane na guziki makiety – założenie tzw. balistyki czy prostej kamizelki sprzętowej uniemożliwia korzystanie z kieszeni bluzy. Spodnie i tu zdziwię autora. RO pozwala w służbie bojowej założenie spodni na buty i ściągniecie ich taśmą albo i nie, w garnizonie nosi się portki wpuszczone w buty jak stare „narciarki” :). Materiał Snajper jest wg mnie o niebo lepszy od amerykańskiego i lepiej tzn. dłużej trzyma barwę nadruku. Szybciej schnie i jest o niebo bardziej przewiewny. Posiadane przeze mnie BDU z początku lat 80 posiadają wewnętrzny potnik – karczek jednak mimo, ze to wersja pustynna nie jest tak przewiewne, zaś BDU z końca lat 80 nie ma już potnika.
    Pamiętajmy także, ze i BDU i US powstawały w czasach kiedy we wszystkich armiach świata królowało urządzenie pt Szelki-dusicielki, zatem duża ilość kieszeni była ze wszech miar usprawiedliwiona i konieczna. Obecnie zmiany idą w zupełnie innym kierunku i niestety zawodowy żołnierz nie musi targać zdjęć żony i dzieci po kieszeniach.
    Podsumowując postawiłbym raczej znak równości pomiędzy BDU i UeSe. Ten sam okres projektowania i mniej więcej ta sama „grupa docelowa”.

  • Karol Says:

    Należy pamiętać, że w czasach, kiedy wz.2008 został wdrożony, US Army używała już mundurów ACU. Munduru używałem, jest beznadziejny. Ja kieszeni na d*pie używam, dla tego ich brak mnie boli. Mundur bardzo długo schnie, wodę pije jak niekonserwowane Józefy. Do użytku nadają się tylko flagi, które można po odpruciu i przyszyciu na rzep przypiąć do sueza, lub CPU. Aż się cieszę, że wchodzi wz.2010, mimo, że suez i tak jest lepszy.

Zostaw odpowiedź

Preview: