Polski atom

Piotr "Procent" Łopaciński

Dzisiaj mała odskocznia od tematów stricte militarnych na rzecz tematu w klimacie „wpisów czarnobylskich”.
W związku z incydentami w japońskiej elektrowni „Fukushima 1” w całej Europie rozgorzała na nowo dyskusja dotycząca bezpieczeństwa energetyki jądrowej, szczególnie żywa w Polsce w związku z przygotowaniami do rozpoczęcia budowy siłowni atomowej w naszym kraju.
Właśnie polskiej reakcji i ogólnej postawie polskiego społeczeństwa wobec tej inwestycji chcę poświęcić parę poniższych słów.

Już na wstępie się określę – jestem gorącym zwolennikiem budowy w Polsce elektrowni jądrowej i uważam, że taki obiekt powinien w naszym kraju działać już od dawna.
Działałby już na początku lat ’90, gdyż wtedy planowano zakończenie budowy Elektrowni Jądrowej „Żarnowiec” nad jeziorem Żarnowieckim (woj. Pomorskie).
Inwestycja była w poważnym stopniu zaawansowania, powstało wiele elementów infrastruktury, zakupione były już reaktory, podciągnięto zelektryfikowaną linie kolejową, a nawet rozpoczęto produkcje zastawy stołowej z logo przyszłej elektrowni.
Jednakże po katastrofie w Czarnobylu w 1986 roku mocno nasiliły się protesty przeciwników budowy siłowni, w efekcie rok po zmianach politycznych w 1989 zdecydowano o przerwaniu i zarzuceniu projektu, po ponad 8 latach budowy.
2 z 4 zakupionych reaktorów przeznaczono na złom, a 2 kolejne przekazano do innych państw (Finlandia i Węgry), gdzie pracują do dziś. Ale reaktory to tylko część zakupionego wyposażenia, którego wykorzystanie po zamknięciu projektu nie miało racji bytu i zdarzało się, że były po prostu rozkradane jak chociażby nowoczesna aparatura do pomiarów zewnętrznych produkcji brytyjskiej.
Ogólnie szacuje się koszty poniesione w tej inwestycji (ukończonej w 60%) na 1 mld dolarów.

Tak miała wyglądać EJ „Żarnowiec”:

W 2009 roku historia zatacza koło, gdyż Żarnowiec jest podawany przez rząd jako najbardziej prawdopodobna lokalizacja nowej polskiej elektrowni atomowej, która ma powstać do roku 2020.
Czy w związku z tym można powiedzieć, że decyzja o przerwaniu budowy EJŻ była błędna?
Wg mnie tak, bo była głównie decyzją polityczną, co pokazuje także jej, wątpliwej jakości, uzasadnienie, przez ministra Syryjczyka: „EJŻ jest inwestycją zbędną dla polskiego systemu energetycznego w horyzoncie 10 do 20 lat, a potem wcale nie ma pewności, że energetyka jądrowa będzie potrzebna.”.
Nie udało się nam więc zbudować siłowni atomowej w ponad 30 lat po otwarciu pierwszego tego typu obiektu na świecie i paręnaście lat po tym jak stały się one popularne w całej Europie. 20 lat później jesteśmy jednym z niewielu krajów Europy w którym prądu nie pozyskuje się z reakcji rozpadu.

A tak wygląda dziś:

Rząd jak na razie konsekwentnie deklaruje, ze ostatnie wydarzenia w Japonii nie opóźnia czy nie przerwą programu polskiej energetyki jądrowej, oczekiwania i opinie części społeczeństwa są jednak inne. Wybijają się w tłumu okrzyków niezadowolenia szczególnie 2 hasła – „Nie chcemy drugiej Fukushimy” i „Nie chcemy drugiego Czarnobyla”.

Co do tego pierwszego – już kiedyś obiecywano nam „drugą Japonię” i nic z tego nie wyszło; sądzę, że i w tym przypadku szanse są podobnie nikłe.
Ludzie, którzy nagle zaczęli się bać energii jądrowej po wydarzeniach na Honsiu muszą być wielkimi ignorantami rzeczywistości. Nawet zakładając, że polska elektrownia powstanie w Żarnowcu i w jej historii dojdzie do trzęsienia ziemi (taka możliwość stałą się przedmiotem szczególnej debaty po 2004 roku, kiedy to miało miejsce w okolicach Kaliningradu trzęsienie ziemi), to należy pamiętać, że Fukushima I trzęsienie przetrwała i poprawnie uruchomiły się wszystkie systemy bezpieczeństwa, które automatycznie wyłączyły reaktory.
To fala tsunami zalała awaryjne generatory prądu, które odpowiadały za zasilanie urządzeń chłodzących reaktor do czasu spadku intensywności reakcji.
Elektrownia ta była zabezpieczona na wypadek fali tsunami, jednak nikt nie spodziewał się, że będzie ona tak wysoka. Nawet przy tak poważnej awarii nie doszło do całkowitego stopienia się rdzenia jakiegokolwiek z reaktorów. Ponadto w rejonie dotkniętym trzęsieniem ziemi i falą tsunami znajduje się paręnaście siłowni jądrowych, awaryjnie wyłączyły się tylko 2 (wg niektórych źródeł 3), a pozostałe nawet nie przerwały pracy. Dodatkowo pamiętać należy, że Fukushima I to elektrownia uruchomiona w latach ’70, przez lata mocno udoskonalono systemu bezpieczeństwa w energetyce jądrowej.
Nie wiem wiec co miałoby grozić przyszłej EJ w Żarnowcu ze strony sił natury, z czym nie potrafilibyśmy sobie poradzić. Nawet biorąc pod uwagę ryzyko sejsmiczne na północy Polski, to wiemy jakiej skali tego zjawiska się spodziewać, gdyż aktywność sejsmiczna ziemi nie zmienia się tak gwałtownie jak klimat.

Z kolei obawa o „drugi Czarnobyl” jest jeszcze bardziej niedorzeczna.
Tzn. z punktu widzenia psychologii społecznej jest całkiem uzasadniona. Mit wielkiej katastrofy czarnobylskiej nadal jest żywy w społeczeństwie, niezależnie od wieku. Problem polega na tym, że oczywiście mało kto zagłębia się w tą tematykę, by poznać bliżej przyczyny, przebieg i skutki katastrofy z 1986 roku, oraz z możliwościami wystąpienia takowej w nowej polskiej elektrowni atomowej (głównie wynikające z różnic technologicznych).
Przede wszystkim nieporównywalny jest poziom bezpieczeństwa, jego normy i procedury między standardami radzieckimi lat ’70, a zachodnioeuropejskimi obecnych czasów. Po drugie sam rodzaj użytych reaktorów jest już o wiele bezpieczniejszy.
W Czarnobylu były to urządzenia typu RBMK, który to typ był projektowany do wytwarzania plutonu dla celów wojskowych, już nawet w pierwotnym projekcie EJ „Żarnowiec” z lat ’80 przewidziano reaktory WWER, radzieckie odpowiedniki europejskich PWR, uważanych za o wiele bezpieczniejsze od RBMK. Wiele osób nie zdaje sobie także sprawy, że mimo katastrofy w bloku nr 4 czarnobylskiej siłowni, pozostałe 3 bloki energetyczne dalej dostarczały energie przez kolejne lata.
Elektrownia ta działała aż do 2000 roku, a do dnia dzisiejszego działa jeszcze kilka elektrowni opartych o reaktory RBMK, co potwierdza, że tragedia z 1986 roku była wypadkową bardzo wielu negatywnych i nieszczęśliwych czynników.

Dodatkowo ludzie zaślepieni historiami o potencjalnych niebezpieczeństwach wynikających z energetyki jądrowej, zapominają o profitach z niej płynących, tj. praktycznie zerowe zanieczyszczenie środowiska, czy o wiele mniejsze zapotrzebowanie na paliwo.
Poza tym mówiąc już o niebezpieczeństwach, to ludzie patrzą na nie najczęściej przez pryzmat własnej osoby („co mi zagraża”), a nie zastanawiają się szerzej nad danym zagadnieniem.
Do czego dążę? Do tego, że można zastanowić się na przykład ilu górników na przestrzeni lat zginęło przy wydobywaniu węgla, którym zasilana jest większość naszych elektrowni. Był jest i będzie to ryzykowny i ciężki zawód.
Oczywiście zawsze bezpieczniejsza od podziemnej kopalni jest odkrywka, ale nie wszędzie da się ja zastosować ze względu np. na głębokość złóż lub samo ich położenie. Wyobraźcie sobie odkrywkę na Śląsku… np. zamiast Katowic.

Atom od zawsze był tematem budzącym emocje.
20 lat temu te emocje spowodowały wielkie straty dla Polski, bo ktoś bał się podjąć decyzji, która byłaby wbrew oczekiwaniom części społeczeństwa.
Do powstania pierwszej polskiej elektrowni jądrowej jeszcze parę lat nam zostało przez które wiele może się zmienić, ale wierzę w determinacje polskich władz by tym razem sprawę doprowadzić do końca.
Natomiast od ludzi, w pobliżu domostw których, ma powstać siłownia jądrowa bardziej powinni się obawiać ludzie, którzy w swej okolicy będą mieli składowiska odpadów nuklearnych, bo chociaż to temat ważniejszy, to wyraźnie w mediach przyćmiewany.
Ja w każdym bądź razie z nadzieją czekam uruchomienia pierwszej polskiej elektrowni atomowej.

Źródło zdjęć: Pomorskie Forum Eksploracyjne.


Komentarzy: 3 do wpisu “Polski atom”

  • Piotrek Says:

    Temat mocno na czasie – dla mnie jest to trochę z branży (pracowałem zarówno w górnictwie jak i energetyce). Często w informacjach dot.energetyki jądrowej nie przytacza się kilku faktów. Mianowicie w Polsce mamy obecnie nadprodukcję energii elektrycznej. Upadek nieefektywnego przemysłu cięzkiego i powszechne od lat 90-tych zwracanie uwagi na oszczędzanie energii oraz wzrost jej kosztów spowodowało że obecnie mamy rezerwy energetyczne. Warto wiedzieć ze energia elektryczna-w przeciwieństwie do nośników energii (ropa, gaz) – nie daje się magazynować – musi być produkowana cały czas na bierząco – zatem ważny jest bezpieczny dostęp do surowca palnego. Natura dała nam węgiel brunatny (elektrownia Bełchatów zaspokaja do 25% potrzeb energetycznych kraju przy niskich kosztach eksploatacji) oraz węgiel kamienny. Stawia nas to w korzystnej sytuacji – poniewaz jestesmy w stanie pokryć całkowite zapotrzebowanie energetyczne w całości własnymi paliwami. W zasadzie wszystkie elektrownie przeszły modernizacje które zredukowały emisje co2 i innych spalin do norm EUR. Złoża paliw kopalnych w PL wg róznych opracowań wystarczą na 50 – 150 lat (w zaleznosci od żródła – eksperci zwiazani z lobby nuklearnym twierdą że na 20-25 lat…). Dla mnie budowa elektrowni jądrowej w PL to tak jak gdyby zamienić nowego i sprawnego golfa na mercedesa klasy S w dodatku na wysoki kredyt – nie musimy tego robić. Pamiętajmy też że statystyka produkcji energii w świecie wygląda nastepująco: 60% paliwa kopalne (węgiel/ropa/gaz),23% elektrownie wodne, 17% energia nuklearna – tak modne żródła odnawialne (energia słoneczna, wiatraki, geotermia) to ok. 0,04% światowej produkcji prądu…Pamiętajmy o tym że każdy z producentów nośników energii (Węgiel, Gaz,Ropa – i materiały rozszczepialne) dysponuje mocnym lobby które często przekłamuje statystyki tak by wykazać wyższość swoich rozwiązań za które i tak w końcu zapłacą podatnicy! Sytuacja jest obecnie taka że kraje unijne-wysoko rozwinięte (Niemcy i Francja) zapewne będą usiłowały przenieść część przemysłu energetyki jądrowej do krajów tzw.nowej unii (Polska, Rumunia, Bułgaria) i przesyłać z nich energię do siebie. Pamiętajmy ze za jądrową siłownię w Polsce zapłacimy firmom z zewnątrz – a cena za to bedzie upadek krajowego (mniej nowoczesnego) przemysłu energetyki konwencjonalnej wraz z zapleczem wydobywczym (ok. 500.000 miejsc pracy) Ile nowych miejsc wygeneruje energetyka jądrowa? Zapewne niedługo ruszy mocna kampania medialna która przedstawi energię jądrowa jako nowoczesną i popieranie jej stanie się modne – a inne zródła energii będą ośmieszane jako archaiczne… Pamiętajmy że obydwie strony konfliktu energetycznego mają w tym mocny interes finansowy…Co do bezpieczeństwa – broblemem energetyki jądrowej jest niezwykle wysoki stopień potencjalnego niebezpieczeństwa. Awaria klasycznej siłowni zagraża zyciu jej pracowników – awaria siłowni jądrowej ma nieprzewidywalne konsekwencje. Osobiście jestem przeciwnikiem budowy takiej siłowni w Polsce – mam na to silne argumenty ekonomiczne. Za kilkadziesiąt lat – kiedy nasze paliwa kopalne będą się kończyć – zapewne poznana zostanie tzw. zimna fuzja jako bezpieczniejsza i prostsza metoda pozyskiwania ciepła z materiałów nuklearnych – wtedy nadejdzie czas dla nas. Co do lokalizacji takiej siłowni atomowej w Polsce mam jedną mocną lokalizację: peryferia Warszawy!

  • Piotrek Says:

    Jeszcze jeden argument usprawiedliwiający decyzję o likwidacji inwestycji żarnowieckiej przez ekipę Syryjczyka – wszystkie elektrownie atomowe (oraz konwencjonalne) w PRL i całym socbloku działały w sieci energetycznej – głównym celem prdukcji energii elektrycznej w Żarnowcu miało być zasilanie siecią RWPG zakładów przemysłowych w centralnej części ZSRR (podczas szczytu energetycznego poboru mocy).Zauważmy że ciężki przemysł wybżerza funkcjonował bez elektrowni jądrowej nawet w czasach największej produktywności (do ok. 1985r)-pokazuje to że nawet w PRL przy rażącym braku oszczędności energii elektrycznej inwestycja ta nie była w żaden sposób potrzebna socjalistycznej gospodarce. Po upadku socbloku brnięcie w inwestycję było bezcelowe…wyobrażmy sobie kwestie np. serwisowania postradzieckich reaktorów w kraju należącym do było nie było przeciwnego obozu politycznego. Oczywiście z obywatelskiego punktu widzenia było to wielkie marnotrastwo – ale gdyby nie likwidacja – koszt utrzymywania żarnowca byłby ogromny…Zaznaczam tutaj że nie jestem atomofobem, mieszkałem kiedyś w niemieckim Koblenz mając za oknem elektrownie atomową – nie budziło to u mnie żadnego stresu. Przemysł cięzki znam z praktycznej strony a nie z filmów z Discovery. Wiele krajów jest na energetykę jądrową skazana – np. Japonia – która importuje blisko 100% wszystkich paliw palnych. Dla nas na tym etapie jest to błąd ekonomiczny. Obawiam się że niestety argument ten jest nieistotny dla (głównie francuskiego) lobby energetycznego – pamiętajmy że w końcu to kazdy z nas zapłaci za to ze swojej kieszeni…blog ten ma charakter militarny – a gdyby pieniądze planowane na budowę ekonomicznie nie potrzebnej siłowni atomowej przeznaczyć na modernizację armii? Dzis ogłoszono np. upadłośc Stoczni Marynarki Wojennej – czy nie byłoby sensowne inwestowanie tych pieniędzy w przemysł obronny? (nasza armia ma kolosalne braki np. w parku śmigłowcowym uzbrojeniu przeciwlotniczym czy pojazdach klasy BWP/IFV).Pamiętajmy – francuzi zarobią na tej budowie bo za zewnętrzny kredyt zapłacimy im sami…

  • Piotr "Procent" Łopaciński Says:

    Odpisuje dopiero teraz, bo wcześniej nie byłem obecny na miejscu z dostępem do neta. W każdym razie dzięki za powyższe komentarze, poruszają one aspekt bilansu energetycznego kraju, którym właściwie się nie zajmowałem i są ciekawą analizą sytuacji. Ja skupiałem się to po prostu na głównym nurcie związany z energia jądrową w Polsce, czyli tym, że straszy się atmomem, a ludzie (co nie jest żadną nowością) łykają wszystko jak młode pelikany, a ponadto po wypadkach takich jak w Japonii, każdy nasz rodak staje się ekspertem w dziedzinie energetyki jądrowej.

Zostaw odpowiedź

Preview: