Mosin – klasyk dla pasjonatów

Piotr "Procent" Łopaciński

Na rynku pojawiła się kolejna replika z okresu II wojny światowej, druga po PPSH reprezentująca Rosję Radziecką.
To Mosin wz. 1944, z tajemniczej firmy Zeta Lab.
Karabin (wg innej nomenklatury karabinek) świetnie rozpoznawalny, producent – ani trochę.
Co z takiego połączenia wynika?

Mosin wz. 1944

Na pierwszy rzut oka replika robi świetne wrażenie, na pierwszy dotyk dłonią, tym bardziej.
Jest odpowiednio ciężka i przyjemnie wyważona.
Masa to około 3,5 kg.
Same materiały, z których wykonany jest ten Mosin sprawiają świetne wrażenie, o wiele lepsze niż te właściwe większości replik, np. zamek sprawia wrażenie nad wyraz solidnego i masywnego. W ogóle całość wykonania stoi na bardzo wysokim poziomie, nic nie lata, nie ma żadnych luzów.
Jakość drewnianego łoża także nie budzi zastrzeżeń.
Ogólnie była to jedna z tych replik, która zrobiła na mnie ponadprzeciętne wrażenie wyglądem, tzn. nie tylko była dobrze wykonana, ale także po prostu odczuwało się radość z patrzenia czy zabawy nią.

Parę słów o detalach, których właściwie za wiele nie ma, jak w większości masowo produkowanych, prostych konstrukcji.
Coś na co zawsze zwracam uwagę czyli oznaczenia – świetnie wykonane, żadna precyzyjna laserowa grawerka, tylko odpowiednio „niedbałe”.
Poza oznaczeniami producenta uraczymy także na komorze godło „jedynego słusznego związku” . Poza tym bardzo ładnie prezentują się spawy na zamku, jak też właściwie wszystkie elementy konstrukcyjne tej repliki, łącznie z drewnianym łożem.
Dodatkowo razem z Mosinem otrzymujemy plastikowy bagnet z montażem, oraz pas nośny.

Teraz parę słów o technicznej stronie, która mimo wszystko w przypadku tej repliki nie jest rzeczą najważniejszą.
Przede wszystkim jest to replika sprężynowa, a szkoda, bo aż się prosi by była to gazówka.
Rozwija ona prędkość wylotową 320 fpsów, co nie jest żadnym specjalnym wynikiem.
Ciekawostką jest natomiast magazynek. Jak wiadomo jest stału, kulki ładuje się od jego spodniej części po odciągnięciu sprężyny magazynka za pomocą… czerwonego sznureczka z kuleczką. Zaiście osobliwy patent.

Kwestie techniczne jednak jak pisałem, są dla mnie kwestia drugorzędna, bo ta replika to wg mnie coś dla rekonstruktorów, pasjonatów bądź kolekcjonerów, a nie zabawka na weekendową strzelankę.
Możliwość oddawania z niej strzałów jest tylko skromnym dodatkiem do wyglądu i wykonania.

 


Zostaw odpowiedź

Preview: