Mity airsoftu – suplement

Piotr "Procent" Łopaciński

Mój poprzedni wpis o analogicznym tytule (LINK) wywołał wiele kontrowersji zarówno na blogu, jak i w innych miejscach w sieci, gdzie był publikowany (na blogu właściwie stosunkowo mało co się działo :P).
Dlatego też zdecydowałem się poszerzyć tą tematykę o nowe treści, chociaż będzie to ten sam punkt widzenia.
Nie będzie to autonomiczny twór, gdyż będę nawiązywał do wpisu – matki o airsoftowych mitach.

Przede wszystkim chciałbym podziękować wszystkim, którzy podjęli się konstruktywnej krytyki treści wpisu, oraz tym, którzy z moimi tezami się zgadzali.
Cieszę się, gdy wpisy problemowe rozpoczynają dyskusje, o to w tym wszystkim chodzi chyba.
Nie dziękuje tym, których komentarze zamykały się w jednym schemacie „autor artykułu jest głupi, bo tak”, oraz tym, którzy nie posiedli jeszcze umiejętności czytania ze zrozumieniem. Na szczęście o wiele więcej było tych, którym mogę podziękować.

Krótko przypominając : mój poprzedni wpis zasadzał się na tezie, iż zwykli, weekendowi airsoftowcy, którzy swoje umiejętności z zakresu taktyki walki i obsługi broni zdobywają za pośrednictwem zwykłych airsoftowych strzelanek, nabywają nawyków, które w realnej walce mogłyby być dla nich zgubne, np. obchodzenie się z bronią palną, przeświadczenie, że na dystansie większym niż 50-70m od przeciwnika jesteśmy bezpieczni, bo „nie dostrzeli” itp.
Zarzucałem też przeciętnym airsoftowcom kiepską wiedzę z zakresu militariów.
W dzisiejszym wpisie nie zmieniam jakkolwiek zdania wyrażonego w poprzednim, jednakże po pierwsze pokaże te elementy i nawyki,  możliwe do nabycia przy zwykłych strzelankach, które mogą się przydać w realnych działaniach, a po drugie wskaże na to jaki poziom i w jakim zakresie można osiągnąć stawiając na coś poza airsoftem, bądź też będąc zorganizowaną grupą airsoftową.

Zaczynając jednak od umiejętności, które potencjalnie możemy sobie wyrobić biorąc udział w zwykłych strzelaninach, to na pewno jest to umiejętność walki na małych dystansach, tzn. takich, an których walczy się w airsofcie.
Po pierwsze techniki skrytego przemieszczania się i kamuflażu, po drugie umiejętność przewidywania posunięć przeciwnika (zabezpieczanie flank czy pleców).

Drugą kwestią jest sam sprzęt i ogólne obycie z nim.
Nie mówię o broni, bo jak już wcześniej pisałem, nie uznaje, by airsoft w tym względzie przynosił jakieś pozytywy, a na pewno przynosi więcej negatywów niż pozytywów, do których można zaliczyć chociażby możliwość nauki szybkiej zmiany magazynka… o ile nie masz hi-capa, który jest najpopularniejszym typem maga lub też (przy obyciu z różnymi modelami replik) wiedzieć z repliką jakiej długości wygodnie operuje się w budynkach.

Nauczyć się można natomiast wiele jeśli chodzi o oporządzenie, jego konfiguracje, o tym, co się w polu przydaje a co nie, czy też przekonać się w jakim rodzaju oporządzenia można w miarę wygodnie leżeć lub (o wiele rzadszy przypadek) czołgać się.
Można sprawdzić swoja wydolność fizyczną przy bieganiu z obciążeniem repliki i sprzętu.
Co się z tym wiąże można także wybadać jakie mamy potrzeby jeśli chodzi o wodę, ile jej „zużywamy” na ile godzin działań, a także poznać takie zabawki jak systemy hydracyjne (np. Camelbak).

Bardzo wiele można dowiedzieć się o indywidualnej technice kamuflażu, zarówno o malowaniu wystających elementów ciała, jak też np. o odpowiednich nakryciach głowy w lesie, możliwościach maskowania elementami przyrody, czy właściwościach kamuflujących niektórych mundurów. Co do tych ostatnich, to jako, że ich elementem jest także obuwie, to warto i o nim wspomnieć.
Można w airsofcie dość dobrze wytestować obuwie i wybrać to (chociażby) najwygodniejsze, jednak ocena takiego obuwia w ograniczonym zakresie będzie się odnosiła do jego wytrzymałości czy przepuszczalności wody przy dłuższym czasie ciągłego noszenia.

Takież są potencjalne profity i umiejętności, których dostarczyć może zwykły, strzelankowy, weekendowy airsoft każdemu, kto regularnie się w niego bawi i w miarę w niego inwestuje. To jest ta grupa, którą opisywałem w poprzednim wpisie.

W jego podsumowaniu napisałem cos takiego:

Czy airsoft wobec tego jest antywojskowy? Nie, w żadnym wypadku.
Wystarczy samemu chcieć, bądź mieć konkretną ekipę, z którą opracuje się odpowiedni program szkolenia, gdzie airsoft będzie tylko środkiem, a nie celem samym w sobie. Gdzie wykorzysta się podobieństwo replik, do broni palnej, ale będzie się też te repliki jak taka broń traktować. Gdzie same strzelanki będą swoistym treningiem z OpForem, na którym w praktyce będzie się wykorzystywać procedury i rozwiązania poznane na szkoleniach i szlifowane na innych treningach. Tak samo powinno się też traktować MilSimy, gdzie z kolei w praktyce doskonali się inne umiejętności.

Teraz chciałbym właśnie opisać szerzej wyżej zacytowaną myśl.
Zasadza się ona cała na jednym warunku – airsoft musi być środkiem, a nie celem samym w sobie.
Jeśli tak będziemy to postrzegać, to jesteśmy na dobrej drodze, by nasza wiedza, wyszkolenie i umiejętności wzrastały w efektywny sposób. Tak – airsoft ma być naszym motorem (bądź jednym z motorów) rozwoju.

O co w tym chodzi?

Biorąc pod uwagę zwykłe strzelanki, to naszym jedynym celem na nich nie jest dobra zabawa, ale wykorzystujemy je do ćwiczenia pewnych elementów taktyki, do wykorzystania w praktyce tego, co przerabialiśmy na treningu drużyny, do przetestowania konfiguracji sprzętowej ułożonej pod konkretne działania, czy nowego sposobu kamuflażu.
To oczywiście tylko przykłady a lista takich celów jest o wiele dłuższa.
Po prostu po każdym strzelaniu powinniśmy być bogatsi w nowe doświadczenie, wiedzę bądź umiejętności i mamy sobie założyć zdobycie takowych (bądź takowej) przed strzelaniem, tzn. mamy myc świadomi tego, po co na strzelanie przyjechaliśmy.

Idąc dalej można wziąć „na warsztat” temat replik. świetnie nadają się one do nabierania poprawnych nawyków, zachowań, w pewnym zakresie nauki obsługi broni. Wszystko to musimy jednak robić traktując naszą zabawkę tak, jakby była to broń palna.
Głównie powinno się to objawiać w zasadach bezpieczeństwa, przy obchodzeniu się z naszą repliką. Można też uczyć się kontrolować sposób prowadzenia ognia (np. strzelanie w trybie półautomatycznym, czy też dubletami), lub obeznawać się z róznymi rodzajami celowników (optycznych, kolimatorowych, holograficznych).
Poza tym jeśli chodzi o samą obsługę, to można się jej uczyć jedynie w ograniczonym zakresie nie mając co najmniej raz kontaktu z oryginałem.
W czym problem? Na przykład w tym, że możemy po wymianie magazynka w replice symulować prowadzenie naboju do komory przez przeładowanie, lub zwolnienie zamka z tylnej pozycji, ale jeśli nie mięliśmy okazji obsługi broni palnej, to nie wiemy o ile ciężej jest to zrobić w oryginale, gdzie suwadło jest cięższe, a sprężyna powrotna w replice, w porównaniu z tą z broni jest niczym sprężynka z długopisu. O wiele lepiej ma się z tym sprawa w replikach GBB, ale i tam nie jest to do końca to samo.

Kolejny element, to ekipa, z którą działamy i priorytety ekipy. Z grubsza ekipy ambitne możemy podzielić na dwie grupy.
Te, które chcą się szkolić i trenować, by być skutecznymi na airsoftowym polu walki (nazwijmy ją „airsoftowymi komandosami”) i te, które szkolą się w szerokim zakresie, wedle wytycznych, procedur i realiów wojska czy realnego pola walki. Nasi komandosi, to Ci, dla których to airsoft jest priorytetem.
Chcą być coraz lepsi w walce z wykorzystaniem replik i z wykorzystaniem do maksimum wszystkich zalet wynikających z balistyki airsoftowej kulki oraz z Prawa ASG czy pochodnych temu zasad, realizm jest u nich zwykle na drugim miejscu, dlatego też wykorzystując brak odrzutu i podrzutu sieją długimi seriami, używają magazynków o dużej pojemności itp.

Druga grupa, to ekipy szkolące się pod kątem realnych warunków pola walki.
Wtedy airsoft znowu (zgodnie z początkowym założeniem z tego artykułu) staje się tylko środkiem, a nie celem samym w sobie.
Repliki są tylko niedoskonałymi narzędziami zastępującymi broń palną, ale wszystkie czynności wykonujemy tak, jakby nią była.
Tak samo wszelkie procedury są wykonywane biorąc pod uwagę nie odległości walki airsoftowej, ale realnej walki. Poza tym zakres szkolenia takich grup wychodzi daleko poza elementy przydatne w airsofcie i obejmuje zwykle survival, terenoznawstwo, techniki linowe, techniki ratownictwa, radiokomunikację czy specjalistyczne szkolenia jak nurkowe, spadochronowe lub też na strzelnicy z bronią. By móc sprawdzić zbiorczo nabyte zdolności biorą udział w imprezach, które także na pierwszym miejscu stawiają realizm, jak na przykład MilSimy.
Posiadają plany szkoleniowe rozpisane na dłuższe okresy czasu i sukcesywnie realizowane, by w ich szkoleniach nie było chaosu i doraźności, ale by był to cykl, którego każdy element przyczynia się do osiągnięcia założonego celu.

W praktyce istnieją też często ekipy, które nie modelowymi przykładami dwóch powyższych grup, ale czymś pośrednim, które na przykład dobrą zabawę w airsofcie chcą łączyć czy rozszerzać o elementy typowo wojskowe, dla klimatu, realizmu bądź z jeszcze innego powodu.
Przedstawicielom tej drugiej grupy blisko natomiast np. do dobrych jednostek „Strzelca”, czy innych organizacji paramilitarnych, że je tak zbiorczo ujmę.
Różnica miedzy nimi polega na tym, ze najczęściej opisywane przeze mnie powyżej grupy zaczynały od airsoftu i tam mają swoje korzenie, a w „Strzelcu” airsoft jest co najwyżej dodatkiem do reszty szkolenia i to raczej rzadko.

Mam nadzieje, że i ten wpis wywoła dyskusje, gdyż poruszane zagadnienie jest niezwykle szerokie, a ja omawiam jedynie jego wycinek, oraz oczywiście tylko jeden z punktów widzenia. Pochwalić się też muszę, że udało mi się przekroczyć granicę 100 opublikowanych wpisów. Mam nadzieję, że jeszcze Was nimi nie zanudziłem :).

 


Komentarzy: 3 do wpisu “Mity airsoftu – suplement”

Zostaw odpowiedź

Preview: