Rozmowy z ojcem założycielem, czyli jak powstało Seal Team Three.

Konrad Pochodaj

W ciągu ostatnich kilku lat Polska zaczęła ulegać ogólnoświatowemu trendowi. Trendowi, który motywował ludzi do tworzenia czegoś więcej niż zwykłych ekip airsoftowych. Tak zaczęła się moda na reenacting, czyli, po naszemu, na rekonstrukcję.
Powstały grupy stylizujące się na Amerykańską Piechotę Morską, na rodzinne jednostki AT i innego rodzaju jednostki świata.
Jednak głównie rekonstruowane są jednostki specjalne naszych znajomych zza oceanu. No ale, mając w Polsce tak wiele różnorodnych ekip mamy tylko jedną grupę zajmującą się tematyką słynnych amerykańskich Fok – Seal Team Three.
Dziś, mały wywiad z założycielem owej ekipy. Zapraszam!

 

Black Hawk: Mario, jak zaczęła się Twoja przygoda z Fokami?

Mario: Wszystko zaczęło się w okolicach grudnia 2007.
Po prawie rocznej przerwie od airsoftu, chciałem wrócić  do „branży”. Powrót oznaczał ponowny zakup całego sprzętu i broni, gdyż poprzednie rzeczy sprzedałem.
Po krótkiej fascynacji jednostkami MAR-SOC, wtedy jeszcze znanymi jako Force Recon, zdecydowałem się na stylizowanie Seals.
Kupiłem DCU i BDU, Sig Sauer’a oraz M4 CQBR, oczywiście dochodziło do tego pełno innych pierdołek, ale wtedy jeszcze nie wiedziałem, w którą stronę dokładnie iść. Ponadto,  ciężko było wówczas dostać w Polsce porządną kopię MICHa, nie wspominając o oryginale… Dlatego właśnie zdecydowałem się na zakupienie repliki Pro-Tec’a produkcji G&P, który szybko okazał się nie spełniać moich oczekiwań. Tak więc w poszukiwaniu odpowiedniego MICHałka, zacząłem przeszukiwać Allegro.

BH: Co spowodowało, że zdecydowałeś się założyć grupę rekonstrukcyjną?

M: W skrócie: Poznanie Paula, ale o tym zaraz.
Znalazłem najlepszą na rynku replikę MICHa wykonaną przez firmę Mustang. Najlepszą przynajmniej na 2007 rok ;-) Jednak z hełmem nabyłem coś więcej, znajomość z osobą, która podzielała moją pasję. Nazywał się Paul.  Po tygodniach spędzonych na rozmowach o broni, sprzęcie i operacjach amerykańskich Fok, Paul napisał: „ Dlaczego by nie założyć ekipy rekonstrukcyjnej?” Na początku nie przemawiało to do mnie. Pierwsze co mnie odpychało od tej idei to mnóstwo kasy, którą trzeba by było wpakować w tą zabawę, a przypominam, że na tamtą chwilę planowaliśmy używać tylko porządnych kopii sprzętu. Drugą sprawą była odległość. Ja „stacjonowałem” w Lublinie, Paul we Wrocławiu, jedyne 600 kilometrów.

Mając pomysł Paula jakiś czas w głowie, w końcu stwierdziłem „ a co mi tam, nie ryzykujemy niczym więc spróbujmy”.
W związku z tym, rzuciłem kilka ogłoszeń na portalach takich jak WMASG i ASGLublin w nadziei, że znajdzie się ktoś, kto podziela nasz punkt widzenia.
To samo uczynił Paul. Zdziwiłem się bardzo, gdy dostałem maile od ludzi z Lublina, Kielc i Tarnowa. Kolejne miesiące pokazały, komu tak naprawdę zależy na takiej ekipie.

BH: Kim byli pierwsi członkowie Seal Team Three?

M: W odpowiedzi na moje ogłoszenia zgłosili się do mnie Ejs i Jack z Lublina, Regin z Tarnowa oraz Kret z Kielc.
Oczywiście wszyscy zadawali te same pytania odnośnie sprzętu, broni oraz naszej elastyczności względem wyposażenia.
Od samego początku, razem z Paulem, chcieliśmy, aby nazwa naszej ekipy mówiła sama za siebie ze względu na sprzęt i nasze umiejętności.  Na pewno nie chcieliśmy być statystami pozującymi do fotek w nowiutkich CIRASach, którzy nie umieli by zrobić 30 pompek w całym sprzęcie.
Chcieliśmy czegoś więcej…  Początkowa reakcja rekrutów była entuzjastyczna, każdy chciał kimś więcej niż tylko członkiem ekipy ASG. Zaznaczyliśmy, że airsoft miał być tylko narzędziem podczas szkoleń.
Wówczas, nie było z tym problemu…

BH: Jak wyglądało Wasze pierwsze spotkanie?

M: Podczas gdy chłopaki zajęci byli kupowaniem sprzętu, Paul i ja robiliśmy co innego.
Chcieliśmy zorganizować spotkanie całego zespołu Fok gdzieś w centralnej Polsce. Przez przypadek trafiliśmy na Supera, który zakładał pierwszą Polską ekipę Fok – ST2, znaną jako Foki Częstochowa. Super dał nam wiele cennych rad i wskazówek, nawet zaproponował nam pomoc w organizacji naszych pierwszych manewrów. Jednak ze względu na swoje obowiązki i działalność w Strzelcu, nie mógł nam pomóc. Zostaliśmy z Paulem sami.
W międzyczasie, kolejna osoba zgłosiła swoją kandydaturę do ST3. Nazywał się Szem. Znał go Jack i opisywał jako osobę naprawdę w klimacie Fok.  Biorąc to pod uwagę, stwierdziliśmy, że będzie wartościowy dla grupy.

W listopadzie 2008 roku cała ekipa w końcu się spotkała w miejscowości Konewka, która w latach ’70 ubiegłego stulecia, służyła za miejsce pobytu Edwarda Gierka. „Willa Gierka” była olbrzymim, opuszczonym kompleksem zurbanizowanym, który posłużył nam do pierwszego spotkania z CQB.
Trenowaliśmy poruszanie się, postawy strzeleckie, strzelanie i czyszczenie pomieszczeń. Zrobiliśmy pierwsze zdjęcia nowopowstałej grupy. Spotkanie było również owocne, jeżeli chodzi o kilka ważnych decyzji o samej grupie.
Zdecydowaliśmy się na rekonstrukcję Seal Team Three, operującej w Ramadi w latach 2005/2006.
Uzgodniliśmy również, że będziemy pogłębiać naszą wiedzę na temat CQB oraz, że będziemy dopracowywać nasze wyposażenie. Przydzieliliśmy pierwsze funkcje członkom.
Nazwa naszego pierwszego wyjazdu to „Sand Trap”.

BH:  Czy po pierwszym  spotkaniu wysunęliście jakieś wnioski?

M: Tak, pierwsze spotkanie było podłożem do pewnych zmian.
Z powodów osobistych odszedł Ejs, na jego miejsce wskoczył Skała z Kielc, który skontaktował się z nami w sprawie wstąpienia do ekipy. Z biegiem czasu mieliśmy coraz więcej koszernego, oryginalnego sprzętu, takiego jak: hełmy MICH, ładownice Eagle Industries czy LBT, radia, itd.
Zaczęliśmy pracować nad naszym forum oraz przyciągnięciem większej ilości ludzi. Zdecydowaliśmy również, że nasze następne spotkanie odbędzie się w Kielcach, w okolicach miejscowości Kurzelów, gdzie znajduje się mały teren idealny do CQB i MOUT…

Tym akcentem zakończymy pierwszą część wywiadu z Mariem, założycielem Seal Team Three.

Zapraszamy do odwiedzenia strony Seal Team Three.


Komentarzy: 8 do wpisu “Rozmowy z ojcem założycielem, czyli jak powstało Seal Team Three.”

Zostaw odpowiedź

Preview: