Organizacja zajęć.

Piotr "Wroobel" Wróblewski

Bardzo lubię się przechwalać, więc już dawno wszyscy wiedzą, że od października zeszłego roku wcieliłem się rolę studenta.
Uczą nas na tych studiach przeróżnych,  mniej lub bardziej niepotrzebnych rzeczy, spora ilość tych informacji ściśle wiąże się z tematem organizacji w ujęciu czynnościowym; mówiąc prościej jak coś zorganizować. Wpadłem więc na pomysł, żeby poruszyć dziś kwestię organizacji spotkań. Ktoś powie, że już było?
Owszem, ale nie rozpatrywaliśmy tego kątem wymagań organizacyjnych osoby, która dane spotkanie „ogarnia”, żeby nie mówić kolejny raz „organizuje”.

Wszystkie moje wcześniejsze wpisy dotyczące tego tematu dotykały przede wszystkim problemów jakie stwarzają uczestnicy zajęć, o problemach ze szkoleniowcami było niewiele, a problemy takie są i mają one tak naprawdę dużo większy wpływ na powodzenie danego treningu.

Głównym problemem prowadzącego zajęcia jest to, że jest on zobligowany do znania każdej uczonej procedury w stopniu niemal perfekcyjnym.  Jest tu jednak pewien paradoks, bo wbrew pozorom nie zawsze jest tak, że sam szkoleniowiec musi potrafić wykonać określone zadanie idealnie, on ma tylko wiedzieć jak to zadanie ma wyglądać.

Jeżeli weźmiemy pod uwagę na przykład banalne zerwanie kontaktu, to wiemy, że poruszanie się miedzy kolejnymi pozycjami ma być jak najszybsze. Szkoleniowiec musi o tym pamiętać, nie znaczy to jednak, że sam musi najszybciej biegać z całej, poddawanej treningowi grupy. Dobrze byłoby, gdyby miał wysokie umiejętności, bo wyrabia to swego rodzaju naturalny autorytet, ale dużo ważniejsze jest, żeby potrafił dokładnie przekazać ludziom, jak określona czynność ma wyglądać. Są oczywiście takie czynności, które, żeby szkolić ludzi, trzeba znać i w teorii i w praktyce.

Nieodzownym zatem elementem każdego przygotowania szkolenia jest dokładne przestudiowanie przez instruktora wszystkich dostępnych w danym zakresie materiałów. Nawet jeżeli wydaje nam się, że znamy coś perfekcyjnie warto zajrzeć do źródeł, gdyż rutyna może sprawić, że pominiemy jakiś istotny element  znanej nam procedury.

Kolejnym krokiem jest  opracowanie konspektu lub inaczej planu zajęć.
Powinien on oprócz zakresu poruszanej tematyki, określać przybliżone ramy czasowe każdego elementu szkolenia; począwszy od czasu jaki przeznaczymy na odprawę, a skończywszy na przerwach na posiłek czy odpoczynek. Harmonogram nie powinien być zbyt napięty i czas zaokrąglać zawsze w górę, niekoniecznie do pełnych godzin.
Jeżeli ocenimy, że na przećwiczenie danej procedury indywidualnej musimy przeznaczyć około 2 minut na osobę, to przy dziesięciu osobach będzie to 20 minut. W planie radzę zaznaczyć pół godziny, żeby mieć pewien margines błędu potrzebny na ewentualne poprawki czy przekazywanie dodatkowych uwag ćwiczącym.

Trzeba również pamiętać o tym, żeby plan był odpowiednio elastyczny. Musimy kierować się zdrowym rozsądkiem. Jeżeli coś idzie sprawnie a ludzie pojmują to szybko to nie ma sensu wałkować tego  byle tylko wyrobić normę czasową. Działa to również w drugą stronę, nie obcinajmy trudnego ćwiczenia tylko dlatego, że wg „papierów” skończył nam się na nie czas. Lepiej opanować mniej zagadnień, ale poprawnie.

Oczywistym jest  również kwestia ujęcia przerw i czasu na odpoczynek, jedzie czy potrzebny fizjologiczne.

Wiele podręczników odnoszących się do wojskowych struktur ujmuję w procesie przygotowanie szkolenia taki element jak „zgłoszenie zapotrzebowania dotyczącego zabezpieczenia materiałowo – technicznego”.
Nie można mówić, że ten element jest pomyłką, ale w środowisku paramilitarnym wygląda on nieco inaczej, gdyż przeciętna grupa nie posiada logistyka odpowiedzialnego za zabezpieczenie materiałowe. Wystarczy zatem poinformować wszystkich zaangażowanych o ów zapotrzebowaniu i ustalić kto i w jakim stopniu jest za nie odpowiedzialny.

Przed rozpoczęciem szkolenia należy również, co logiczne, powiadomić wszystkich o miejscu, czasie, ale również o potrzebnym indywidualnym wyposażeniu.
Ważne, żeby zrobić to jasno i w sposób nie pozostawiający wątpliwości, tak aby interpretacja informacji była jednoznaczna. Unikniemy wtedy nieporozumień. Niby czas i miejsce są danymi takiego typu, że ciężko je pomylić, ale po tym jak pewien człowiek dostając komunikat „ patrol z nocką, zbiórka o 9:00 w miejscu x”, przyszedł na wyznaczone miejsce o 21:00 nic mnie już chyba nie zaskoczy.

Musimy pamiętać, że kiedy rozpocznie się szkolenie nic nie można już zmienić, a za to co się na nim dzieje odpowiadamy my- szkoleniowcy. Logicznym jasne przedstawienie na odprawie wymagań oraz wszelkich zakazów i nakazów związanych ze sprawnych działaniem oraz maksymalnym bezpieczeństwem.
Aby wymagać określonych zachowań i ewentualnie za uchybienia karać, trzeba jasno przedstawić spectrum zachowań niepożądanych  oraz szeroki wachlarz kar.  Ma to charakter profilaktyczny.

Teoria związana przeprowadzeniem szkolenia i technikami przekazywania i utrwalania wiedzy to temat na oddzielny artykuł więc nieprzypadkowo zostanie pominięty.

Każdego z nas w szkole średniej uczono, że dobre wypracowanie musi mieć trzy elementy: wstęp, rozwinięcie oraz zakończenie. Tak samo jest w przypadku omawianych przeze mnie treningów. Mając za sobą odprawę początkową czyli wstęp i rozwinięcie w postaci samego treningu możemy przejść do części końcowej czyli podsumowania ćwiczeń.

W drodze mojego militarnego rozwoju; stając zarówno po stronie szkolonej jak i szkolącej nauczyłem się jednej, dość ciekawej zasady. Najpierw  ganić potem chwalić.

Błędy i potknięcia nie mogą zostać pominięte i nie chodzi tu bynajmniej o wytykanie słabości, a o konstruktywną krytykę, która pozwoli skupić się na głównych problemach i w dalszej przyszłości ograniczyć je, a nawet wyeliminować.

Trzeba też omówić to co się udało, tak aby człowiek nie czuł, że jego starania poszły na marne i wszystko co osiągnął to dziesiątki wspomnianych wcześniej potknięć. Chwalić, tak ja już pisałem, należy jednak zawsze na końcu, gdyż stwarza to bardzo ciekawy i moim zdaniem pożądany efekt.
Ludzie wiedzą co trzeba poprawić, a jednocześnie zostali pochwaleni i mają poczucie dobrze wykonanego zdania.
Ostatnim, które zapamiętują są pochwały( o błędach nie zapominają ) co sprawia, że kończą ćwiczenia zadowoleni, a co za tym idzie chcą wracać i wykonywać kolejne mordercze polecenia swoich bezdusznych szkoleniowców.


Jeden komentarz do wpisu “Organizacja zajęć.”

  • Ramirez Says:

    Gratuluję jasno i konkretnie opisanych zasad organizacji szkoleń. Niedoświadczeni wyciągną właściwą esencję, a eksperci przypomną sobie naczelne zasady.
    Ostatnie akapity zapisałem sobie bardzo szczegółowo w pamięci:)
    Jako uzupełnienie dodałbym jeszcze ciekawostkę, którą niestety dopiero niedawno zauważyłem. Instruktor musi cały czas wywierać presję czasową i osobową. Przy ćwiczeniach z grupą, ogromne postępy zauważyłem dopiero jak cały czas „zaczepiałem” ćwiczących. W momencie gdy odliczałem czas do zakończenia ćwiczenia ludzie dawali z siebie 200%. Przykład: wejście i wyjście crisscross z 11 sekund skrócone do 6. No ale to takie moje dodatkowe spostrzeżenia jako laika więc wątpię, że się przyda;) I najważniejsze: „hope for the best, train for the worst.”

    Pozdrawiam,
    Ramirez
    SGO Gdańsk

Zostaw odpowiedź

Preview: