Mity airsoftu – część pierwsza

Piotr "Procent" Łopaciński

Nie sugerujcie się tytułem – nie wiem czy będzie część druga i kolejne. Po prostu nic lepszego nie wymyśliłem, ale wielce prawdopodobne, że coś jeszcze z tej serii się pojawi, gdyż znalazłoby się trochę twierdzeń i historii, które można nazwać mitami.
W każdym razie mit, który dzisiaj weźmiemy na warsztat to teza: Airsoftowiec jest lepiej przygotowany do służby w wojsku / do walki w razie „W”, niż zwykły człowiek (w domyśle nie-airsoftowiec).
Dla jednych to twierdzenie w oczywisty sposób wyda się prawdziwe, dla innych (w tym mnie), w oczywisty sposób jest bzdurą. Prawda czy mit?

Na czym zasadza się takaż teza?
Ano na tym, że po dłuższym kontakcie z airsoftem można nabyć zdolności posługiwania się bronią, strzelania, ogólnego obycia z bronią, a także posiąść tajniki walki w różnych rodzajach terenu, czy też ogólne informacje o armiach świata i ich wyposażeniu.
Zwolennicy powyższej tezy z grubsza należą do dwóch grup – są to albo osoby, które nie bawią się w airsoft, tylko obserwują go z zewnątrz, albo dopiero co o nim usłyszały i są tym zafascynowane.
Drugą grupą natomiast są airsoftowcy, którzy swoje decyzje życiowe i wątpliwości rozwiązują przez telefon do wróżbity Macieja, krótko mówiąc są naiwni i maja problemy z samodzielnym ocenianiem otaczającego ich świata, w oparciu o tak zwane obiektywne wskaźniki.
Możemy do tego dorzucić też trzecia grupę – ludzie, którzy kompletnie nie wiedzą o czym mówią.  Zero bohaterów pozytywnych? Ano zero.

No to lećmy od początku, argument najczęściej się pojawiający, czyli obycie z bronią, umiejętności strzelania itp. Śmiem twierdzić, że jeśli miałbym komuś dać broń palną do ręki, to prędzej zdecydowałbym się na osobą „zieloną” w temacie, niż na airsoftowca. Dlaczego?
Gdyż Maniacy bardzo często (i w pełni zgodnie ze stanem faktycznym) traktują repliki jak zabawki (bo tym też są).
Tak więc nabywają obycia z czymś co wygląda jak broń,  co dzieli część funkcjonalności z bronią, ale obchodzą się z tym jak z zabawką.
Jest to mieszanka samych negatywnych cech. Jak to może wyglądać w praktyce? Osoba „z ulicy” w większości przypadków będzie się bała broni, będzie się bała wziąć ja nawet do ręki, bojąc się, że przypadkowo wystrzeli, bojąc się by nie nacisnąć czegoś przypadkiem. Osoba obyta z bronią palną, będzie się nią posługiwała pewnie, ale będzie także czuła respekt do tej broni, wiedząc z jaką mocą ma do czynienia, czyli będzie miała na względzie wszystkie zasady bezpieczeństwa.
Im większe obycie z bronia palną, tym bardziej zasady bezpieczeństwa są realizowane bezrefleksyjnie, jako odruchy bezwarunkowe czy wynikające z pamięci mięśniowej, jednak zawsze będą one przestrzegane (palec poza spustem, kierowanie lufy w odpowiednim kierunku, zwalnianie iglicy rozładowanej jednostki w bezpieczny sposób itp.).

Miksem jakich elementów jest natomiast airsoftowiec?
Po pierwsze wydaje mu się, że świetnie zna broń palną, bo przecież jego replika „to prawie to samo”, tak więc pewnie się nią posługuje.
Często jednak nie zna, albo nie stosuje zasad bezpieczeństwa, a wręcz przeciwnie robi rzeczy, które są ich zaprzeczeniem. Chodzi głównie o kierowanie lufy z odpowiednią stronę, czy np. oddawanie „strzałów kontrolnych”. Gdy chcemy sprawdzić, czy replika strzela, czy ma podłączoną baterię, lub czy nie ma kulek, bardzo często strzelamy w ziemię.
Nie trzeba chyba mówić o ile niebezpieczniejszy jest  strzał w ziemię z broni palnej, szczególnie w utwardzone podłoże. Nie mówiąc już o tym, że jako airsoftowcy jesteśmy przyzwyczajeni do dość frywolnych zabaw z replikami, nie mówiąc już o tym, że czasami w ramach dobrego żartu strzeli się komuś w tyłek, czy w buta.

Kolejnym aspektem jest faktyczna umiejętność obsługi broni.
O ile takie AK w obsłudze jest dziecinne proste (chociaż widziałem już airsoftowców próbujących przeciągnąć suwadło, gdy selektor był w pozycji „zabezpieczony”), to już zapewne wielu użytkowników rodziny M4/M16 nie ma pojęcia do czego służy bolt catch, nie mówiąc już o forward assist.
Nie potrafili by zapewne poprawnie wykonać procedury wymiany magazynka w momencie, gdy poprzedni został opróżniony. Podobnie sytuacja mogłaby wyglądać z rodziną G36, SCARem, ACRem i wieloma innymi. Jeżeli natomiast przebrnęliby przez ten element, to już na pewno położyłoby ich rozkładanie broni do czyszczenia i sam czyszczenia proces, podobnie procedura w przypadku zacięcia.

Następnym aspektem obsługi broni jest samo strzelanie z niej, a dokładnie poprawna postawa strzelecka, która jest podstawą stabilnego i celnego oddawania strzałów, w drugiej kolejności także wygody samego strzelca, czy jego bezpieczeństwa na polu walki, przez minimalizacje rozmiarów sylwetki.
Nie mówiąc już o tym, ze bardzo wielu airsoftowców nie potrafi poprawnie złożyć się do strzału. Pomijam niuanse takie jak ułożenie nóg, ale chodzi mi głównie o poprawne podparcie broni.
Tym jednak, którzy próbują to zrobić, przeszkadzają najczęściej rozbudowane mięśnie ramion i przedramienia, przez co powstaje zjawisko „chicken wings” – cóż, trza mieć priorytety, niektórzy wybrali masę (nawet jeśli jest to masa równa 60 kg).

Nie zgodzę się natomiast z osobami, które twierdzą, ze na replikach nie można sobie wypracować poprawnej postawy strzeleckiej, gdyż tylko strzelanie z broni palnej pozwala wyrobić pewne jej cechy i zauważyć niektóre rzeczy.
Odpowiednie ćwiczenia, w szybkim a jednocześnie precyzyjnym strzelaniu na małe odległości (bo tylko na takie możemy mówić o precyzji replik), pozwalają tak samo zadbać o stabilność sylwetki i wyrobić taką postawę, która pozwoli na szybkie i skuteczne celowanie, nawet w ruchu.

Kolejnym argumentem do obalenia jest rzekome twierdzenie, że walcząc na airsoftowym polu walki nabywa się zdolności walki w różnego rodzaju terenie.
I tak i nie. Tzn. nabywa się i bardzo dobrych i bardzo negatywnych nawyków.
Na pewno airsoft sprzyja zgrywaniu ekipy we współdziałaniu, uczy działania w dwójkach, sekcjach, drużynie, na pewno może uczyć szybkiej reakcji na kontakt/strzały, czyli albo natychmiastowe zalegniecie na glebie, albo szukanie najbliższej zasłony.
I już z tą zasłoną może być problem, bo jak wiemy kulka airsoftowa zatrzymuje się z grubsza na byle czym. Nie mówię już nawet o krzakach, które w oczywisty sposób są zasłoną nierealistyczną, ale tak samo lichą zasłoną są wszelkie ścianki działowe z płyt, czy nawet drzewa mniejszego kalibru. To wszystko po prostu bez problemu zostałoby przebite przez amunicje pośrednią, a już na pewno karabinową.

Tak samo „śmiertelnym nawykiem” jest opieranie się na odległościach z airsoftu, gdzie zasięg strzału w ekstremalnych przypadkach nie jest większy niż 100 m, a zwykle widząc kogoś z odległości większej niż 50m, nic sobie z jego obecności nie robimy, „bo i tak nie dostrzeli”, a jak nawet dostrzeli, to zdążymy uciec, nim kulki do nas dolecą. To samo tyczy się wystawiania łba z za rogu na terenie zurbanizowanym, w przeświadczeniu, że zdąży się go schować nim dolecą kulki.

Te przykłady i wiele innych świadczą dobitnie o jednym – uczestnicząc w samych tylko strzelankach i na ich podstawie wypracowując sobie zachowania, nawyki i taktykę, nabywamy więcej złego, niż dobrego, do wykorzystania w realnych działaniach.

Trzecim argumentem na rzecz airsoftu jako dobrego „przeszkolenia wstępnego” jest rzekome posiadanie ogólnej wiedzy militarnej, chociażby z zakresu „armii obcych i ich wyposażenia”.
Niestety, jak pisałem w poprzednim wpisie, jeśli ktoś nie potrafi poprawnie nazwać oryginału swojej repliki, to także wątpię w jego wszechstronną wiedzę militarną, którą najczęściej czerpią z gier komputerowych.
Dlatego nie mają często pojęcia nawet o indywidualnym wyposażeniu żołnierza, nie rozróżniają wkładów miękkich i twardych w kamizelkach balistycznych, zapewne w ich opinii kevlar zatrzyma pocisk 5,56.
Chociaż należy przyznać, że i tak ta kategoria często jeszcze jest najlepiej reprezentowana, jeśli chodzi o poziom wiedzy wśród airsoftowców.
Potrafią oni z grubsza odróżniać kamuflaże (nawet z większych odległości) i wiedzą jakiego kraju to mundur. Tak samo często z większych odległości potrafią już podać typ broni/repliki. Takie umiejętności wymusza po prostu sama specyfika airsoftowych rozgrywek.

Tak wiec wszystko co powyżej jednoznacznie pokazuje, że airsoft w obecnym kształcie w żaden praktycznie sposób nie pomaga w nabyciu umiejętności potrzebnych w wojsku, czy tym bardziej na realnym polu walki.
Nawet jeśli są nieliczne elementy, które wyrabiają dobre zachowania, to jest cała gama takich, które to niwelują, ucząc czegoś wręcz groźnego przy kontakcie z bronią palną itp.
Czy airsoft wobec tego jest antywojskowy? Nie, w żadnym wypadku.
Wystarczy samemu chcieć, bądź mieć konkretną ekipę, z którą opracuje się odpowiedni program szkolenia, gdzie airsoft będzie tylko środkiem, a nie celem samym w sobie. Gdzie wykorzysta się podobieństwo replik, do broni palnej, ale będzie się też te repliki jak taka broń traktować. Gdzie same strzelanki będą swoistym treningiem z OpForem, na którym w praktyce będzie się wykorzystywać procedury i rozwiązania poznane na szkoleniach i szlifowane na innych treningach. Tak samo powinno się też traktować MilSimy, gdzie z kolei w praktyce doskonali się inne umiejętności.
Wtedy można osiągnąć naprawdę przyzwoity poziom wyszkolenia, przydatny w razie realnego konfliktu zbrojnego, czy schodząc bardziej na ziemie, przy ewentualnej służbie w wojsku. Airsoft jako taki, powinien po prostu być elementem szerszego planu szkoleniowego, którego realizacja wymaga o wiele więcej samozaparcia i wkładu własnego.


Komentarzy: 10 do wpisu “Mity airsoftu – część pierwsza”

  • Jacek Says:

    No dobrze, skoro airsoft jest taki zły i nie uczy nas prawidłowego podejścia do broni, nie uczy realnej oceny sytuacji itp. to co w tym przypadku z cywilami? Napisałeś, że wolałbyś dać broń palną zwykłej osobie niż airsoftowcowi. Airsoftowiec idąc w las zna podstawowe zasady taktyki i zachowania. Moim zdaniem cywil nie ma żadnego pojęcia na ten temat.
    Każdy z „aesgowców” zna się chociaż trochę na broni i na jej specyfice, a zwykła osoba prędzej by spanikowała niż cokolwiek zrobiła.
    Mówisz, że airsoftowiec schowa się za nieodpowiednią przeszkodą, a co zrobi cywil, który nie ma pojęcia jaki zasięg ma broń palna i co ona może przebić.
    Piszesz, że większość airsoftowców nie potrafi przyjąć odpowiedniej postawy strzeleckiej, tu kolejny raz się pytam co ze zwykłym cywilem, który również nic o tym nie wie?

    Na następny raz radziłbym bardziej przemyśleć swoje stwierdzenia, bo wypisałeś tutaj błędy airsoftu, wcześniej wspomniałeś, że wolał byś dać broń palną osobie kompletnie zielonej niż airsoftowcu, a w całej części tekstu nie wspomniałeś nawet o tym jakby się cywil zachował w podobnych sytuacjach.

    Pozdrawiam,
    Jacek.

  • Piotr "Procent" Łopaciński Says:

    Ja bardzo dokładnie przemyślałem swoje stwierdzenia, miałem na to grubo ponad 7 lat w airsofcie, Ty natomiast chyba zbyt mało dokładnie te stwierdzenia przeczytałeś. Gdzie ja piszę o tym, że cywil lepiej by trzymał broń od airsoftowca? Gdzie pisze o tym, ze cywil lepiej poradziłby sobie w lesie w walce? Gdzie pisze o tym, ze cywil lepiej oceniłby która zasłona daje mu szanse na przeżycie? Weź mi zacytuj proszę, bo czytam i czytam to co napisałem i nie mogę jakoś tych fragmentów znaleźć. Napisałem tylko, ze prędzej dałbym bez obaw do ręki bron palna osobie zielonej, niż przeciętnemu airsoftowcowi, bo (jak jest napisane wyżej) „cywil” będzie się bał cokolwiek dotknąć, bo bałby się chociażby przypadkowego wystrzału, a airsoftowiec, który jest obyty z replikami, a nie miał do czynienia nigdy z bronią palną w poważny sposób (bo o takich piszę powyżej), będzie przekonany, ze świetnie zna jej działanie to raz, dwa airsoftowcy są przyzwyczajeni do beztroskiego obchodzenia się z replikami, strzelania w ziemię w celu sprawdzenia czy w komorze jest kulka itp. Nie raz byłem świadkiem sytuacji przypadkowego wystrzału z repliki, bo ktos „zapomniał”, ze jest naładowana, albo pożyczył podłączona i załadowaną replike od kogoś, a jemu wydawało się, ze załadowana nie jest. Setki sytuacji, które widziałem na przestrzeni lat i które zakończyłyby się tragicznie, gdyby zamiast repliki, w rękach airsoftowca znalazłaby się broń palna.

    Jeśli natomiast myślisz, ze dałbym osobie zielonej bron palną do ręki i wysłał ja w pole, na szkolenie, czy (hipotetycznie), do walki, to nie wiem skąd takie twierdzenie, bo w tekście go nie zawarłem.

  • Piotrek Says:

    Odważna teza – w w większosci założeń słuszna niestety…Wg.mnie łatwiej i skuteczniej można wyszkolić strzelecko kogoś, kto nigdy nie strzelał z broni palnej – niż wdrożyć w strzelanie kogoś kto jest „rozrywkowym airsoftowcem”. Niestety ASG wymusza wiele złych nawyków. Są to:
    – minimalny odgłos strzału w ASG, co sprawia że podczas pierwszego kontaktu z bronią ludzie z ASG strzelają pewnie – ale już od drugiego strzału wzdrygają się oszołomieni mocną akustyką…człowiek który nigdy nie strzelał spodziewa się ogromnego huku i jakoś spokojniej to przyjmuje…
    – wadliwe postawy strzeleckie i brak umiejętności kontroli broni o dużym odrzucie w strzelaniu serią – każdy kozak walący serią z AK w ASG zdiwiłby się że w oryginale nie jest to takie proste…
    – największa wada ASG – fatalna celność…uczy to rezygnacji z używania przyrządów celowniczych i wymusza celowanie po lecących kulach.Nawet dobrej jakości broń pneumatyczna potrafi nauczyć celowania i brania poprawek – w ASG niestety nie nabierzemy żadnych pozytywnych nawyków…
    – niska energia kul w ASG – sprawia że operujący nie mają szacunku i respektu dla broni (obecnego już przy obchodzeniu się z wiatrówkami, nie wspominając o broni sportowej…)
    – Kolejna słabość replik – poza najnowszą generacją replik GBB – nie oddają one 100% realiów obsługi prawdziwej broni…
    Natomiast uważam że ASG ma duże znaczenie – powiedzmy taktyczne. Ja i wielu moich znajomych oprócz ASG strzelamy z broni palnej zarówno sportowej jak i bojowej – wiem że robi tak wielu z nas, A „strzelanka” to dynamiczne akcje wymiany ognia i trening „ustawiania się”, kamuflażu, porozumiewania się…
    -Kolejna słabośc ASG to marny dystans wymiany ognia – strzelając na dystansie bezpośrednim wyrabiamy sobie wybitny nawyk dobrego kamuflażu i instynktownego działania na niewielkim dystansie – i odwrotnie – działamy z fatalną nonszalancją na dystansie bojowym – zupełnie odkrywając się (bo przecież kulka i tak nie doleci…). Kiedyś strzelaliśmy się z kolegą (zawodowym wojskowym) – miał pierwszy kontakt z ASG (generalnie mu się podobało) ale miał problem z przestawieniem czujności – na dobiegu do miejsca akcji wszyscy oprócz niego byli na luzie,on dbał o osłonę – za to w wymianie ognia nie wypadł najlepiej – poniewaz działał ostrożnie (po prostu miał nawyki z prawdziwego treningu). My atakowaliśmy dzielnie – mając więcej trafień – ale czy zrobilibyśmy tak pod ogniem? Zatem ASG może być narzędziem treningu paramilitarnego – ale musi iść w parze zarówno z obyciem z prawdziwa bronią oraz z treningiem wspólnie z ludzmi którzy uświadomią nam różnicę między realną sytuacja taktyczną a naszą grą. Kolejna sprawa to specyfika terenu – w terenie otwartym czy obszarach leśnych rzadko zadrzewionych (słaby kamuflaż) – asg staje się fikcją kolosalnie oddalająca się od rzeczywistości…natomiast w CQB i aranżowaniu sytuacji taktycznych na dystansie bezpośrednim ma pewne możliwości treningowe. Warunkuje je moc. Dla mnie skuteczny zasię strzału w ASG to nie zasięg celnego strzału do sylwetki – lecz odległość na któej nie uchylimy się od kuli – w praktyce dla pistoletu GBB to ok. 10m a dla karabinka o mocy rzędu 400-450 fps to ok. 30 m. Im dystans staje się większy tym bardziej oddalamy się od rzeczywistości…

  • Grey Says:

    Teza kontrowersyjna bo kto z czytelników tego bloga chce usłyszeć, że się do czegoś ‚fajnego’ mniej nadaje niż przypadkowa osoba z ulicy. Wiele argumentów popierających tezę jest słusznych. Właściwie wszystkie ;)

    Zabrakło jednak argumentów przeciw tezie, w rezultacie całość trudno traktować jakoś poważnie.

    Airsoftowcy to ludzie którzy chodzą do lasu, zakładają na siebie często ciężki szpej, chce im się poświęcać czas wolny w terenie i w ruchu. Oczywiście są tacy, co do których nie wiem, skąd im się to bierze i jakim cudem wyrwali się z Maca ;)

    Ale lepszy taki gość, POTENCJALNIE, niż ktoś, kto całe życie spędził przed kompem i nie ma ochoty wychodzić na dwór. A taka osoba może wiedzieć, jak obsługuje się M16, bo obserwuje to w nowszych grach (pełna sekwencja ruchów poza metodą uwolnienia magazynka).

    Tak więc bym nie przesadzał. Airsoft pełny jest negatywów wymienionych, ale jednocześnie w airsofcie łatwo otrzeć się o ludzi, którzy szkolą się w obsłudze i taktyce nie tylko airsoftowej i można złapać bakcyla łatwiej, niż chodząc weekendami po mieście.

  • Piotr "Procent" Łopaciński Says:

    O tym pisałem w zakończeniu, że airsoft jest dobrym punktem wyjścia, do głębszego szkolenia zarówno indywidualnego, jak i teamowego. Kwestie, które poruszałem we wpisie dotyczą z założenia airsoftowców, którzy na cotygodniowych strzelaniach kończą swoja przygodę z militariami, a są przekonaniu o swoich zwieszonych predyspozycjach do pracy w służbach mundurowych chociażby, tylko przez fakt ich uczestniczenia w imprezach airsoftowych. Oczywiście przedstawiona jest tu tylko jedna strona. Drugą przedstawiałem w innych wpisach, jak chociażby tutaj:

    http://blog.gunfire.pl/2010/04/28/granice-realizmu/

  • Piotrek Says:

    Panowie zasadniczo wszyscy zgadzamy się z taką oceną ASG – natomiast odpowiedz na pytanie dlaczego mimo wszystko w takiej czy innej formie w nim uczestniczymy-jest prosta: Nie ma obecnie alternatywy do aktywnosci paramilitarnej dla ASG. Paintball – mimo relatywnie dużej mocy jest dla realistów nie do zaakceptowania. RAM – w konwersji ASG jest w zasadzie czystym ASG. RAM bezkonwersyjny nie przyjął się jako alternatywa Paintballa. Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie strzelał do siebie – nawet tandetną wiatrówką. Nowelizacja ustawy o broni i amunicji (przyjęta niedawno przez sejm) umożliwia rekonstruktorom posiadanie i używanie broni strzelających amunicją hukową – ale dla rozgrywki terenowej oznacza to brak bezpośredniego trafienia graczy – więc dla nas dalej nic to nie daje…Zatem niestety każdy miłośnik militariów i ich użycia w praktyce jest skazany na ASG wraz z jego wszystkimi wadami i zaletami. Jest dobrze jeśli ktoś zna róźnicę pomiędzy replika a oryginałem. Jest żle gdy ktoś jest przekonany że i jedno i drugie jest tym samym. Na pocieszenie powiem że pamiętam czasy gdy dorośli faceci symulowali wymianę ognia wystruganymi M-kami. Jako „dziadek” powiem krótko – w latach 90-tych mając np pełny komplet oporządzenia ALICE było się profi! Obecna sytuacja w ASG sprawia że jest wielki napływ przypadkowych ludzi z marną wiedzą – jednak tym z większym stażem i wiedzą – współczesna oferta rynkowa daje niespotykane wcześniej mozliwości działania!

  • Piotr "Procent" Łopaciński Says:

    Co do lat ’90 i ALICE, to przypominają mi się opowieści ludzi związanych z warszawskim środowiskiem rekonstruktorów NAMu właśnie z tych lat (opowieści, nie okres reko :P). O tym, jak wtedy wyglądał rynek sprzętowy w Polce, jak coś, co teraz wydaje się bardzo powszechnym elementem, kiedyś było rarytasem. Sam pamiętam analogiczne historie z systemem MOLLE/MOLLE II, gdy pojawił się na rynku kolekcjonerskim. Rarytasem była FLC, czy zwykły Patrol Pack.

  • Piotrek Says:

    Takie to były czasy…Pamiętam że na początku lat 90-tych kontraktowa i używana kurtka M65 w woodlandzie kosztowała dużo więcej niż moja ówczesna „młodzieżowa” wypłata. „Oszpejenie się” było na prawdę trudne i oznaczało wyrzeczenia… Natomiast nie istniały jeszcze podróbki „made in china”. Wybór był mały ale nie istniała kwestia: kontrakt czy kopia. Każde czasy mają plusy i minusy. W tej dziedzinie dokonał się niewyobrażalny postęp. Jego negatywną stroną jest upowszechnienie się niedzielnego airsoftu nie idącego w parze z głębszym wejściem w temat (…militariów, historii wojskowości itp)

  • Fush Says:

    Powiem tak- informacje wyssane z palca, autor ma dziecinne podejście do tematu -.-‚ Czy jeżeli zdając egzamin na kartę rowerową będę w przyszłości próbując skręcić autem wyciągać rękę w ramach zmienienia kierunku jazdy? Bo przecież jeżdżąc rowerem przyzwyczajam się do takiego zachowania na drodze! Przykłady bezsensowne, porównania naiwne.

  • Piotr "Procent" Łopaciński Says:

    Porównanie twoje zasadza się na twierdzeniu, że nawyki nabrane przy jednej czynności, są nie do wykorzystania przy innej, bo nie ma miedzy nimi analogii. Przerzucając to na airsoft (w twoim przykładzie to jazda na rowerze) twierdzisz, że obcując z bronią palna (jazda samochodem) i tak wszystkiego trzeba uczyć się od podstaw, bo to czego się nauczyłeś w airsofcie nie jest przydatne. Brawo – to nawet ja tak daleko idących tez nie stawiam.

    Poza tym zdobyłbyś się na odrobinę konstruktywnej krytyki, bo jak się pisze, że coś jest bezsensowne i naiwne, to wypada to uzasadnić.

    Tyle

Zostaw odpowiedź

Preview: