Innowacje, nowości, rozwój. Dlaczego nie ?

Piotr "Wroobel" Wróblewski

Czekając na wydziale na kolejny, ostatni już ( mam nadzieję ) egzamin można robić wiele konstruktywnych rzeczy, jak siedzenie, stanie, rozglądanie czy udawanie powtarzania materiału. Niestety nie należę do zbyt konstruktywnych osób więc wziąłem się za pisanie artykułu.

Na wstępie winien jestem przeprosiny.
Pierwsza sesja w życiu, trochę kolokwiów na koniec semestru i człowiek nie potrafi znaleźć czasu na dotychczasowe obowiązki.
Pozostaje tylko mieć nadzieję, że bogaty w doświadczenia pierwszego semestru łatwiej przebrnę przez kolejne sesje egzaminacyjne.

Wróćmy jednak do samego artykułu. Dziś kilka zdań o innowacjach w wojsku i militarnych środowiskach…

Zmiany mogą być różne, dotyczące wyposażenia, procedur czy systemu szkolenia.
Wszystkie one maja jeden wspólny czynnik. Opór ze strony tych, których zmiany dotyczą. Naturalną sytuacją jest narzekanie na nowy, nawet obiektywnie lepszy sprzęt. Zaskakujące techniki wpajania wiedzy również rzadko spotykają się odpowiednią aprobatą.

Rozwój to szeroko rozumiana zmiana istniejącej rzeczywistości na inną, lepszą. Kluczowe jest tu ostatnie słowo.
Skoro mamy tu na myśli zmianę  na lepsze to skąd aż tak duży opór przed wprowadzanymi rozwiązaniami. Dlaczego regularna armia musi nadal biegać w owianych złą sławą „Lubawach”? Dlaczego tak trudno jest zaakceptować nowe techniki czy rozwiązania taktyczne? Powodów jest kilka.

Na początku poruszę najbardziej newralgiczny punkt jakim są pieniądze.
Bezsprzecznym jest stwierdzenie, że nowości kosztują; ba, wszystko kosztuje, problem polega na tym, że innowacyjność kosztuje więcej niż ukochane, stare i sprawdzone rozwiązania. Tutaj prym wiedzie oczywiście sprzęt, bo gdzie jak nie w zakupach najbardziej odczujemy koszt inwestycji w coś nowego.
Ciężko jest znaleźć jakieś konkretne rozwiązanie tego problemu, bo jeżeli ktoś do tej pory nie mógł przeznaczyć określonej sumy na wcześniej wspomniane innowacje to nie znajdziemy mu jakiegoś odkrywczego sposobu na znalezienie dodatkowych funduszy.
Mimo to, można delikatnie ukierunkować człowieka i pokazać mu, że dobrze wydane złotówki to nie tylko te przeznaczone na napoje alkoholowe i uskutecznianie swoich hedonistycznych praktyk, ale również te, które są swoistą inwestycją w nas  samych i może czasem warto zastanowić się nad rozsądniejszym gospodarowaniem naszym budżetem. Gwarantuję, że wtedy na pewno mniej będziecie narzekać na ceny sprzętu. ;)

Jeżeli główną barierą innowacji są pieniądze, to jest to powód do dumy. Dlaczego? Bo to znaczy, że nie jesteśmy na przykład zacofanymi konserwatystami, z podejściem „jeżeli coś działa to po co to zmieniać”; gdyby wszyscy myśleli tak jak oni, do dziś szczytem techniki byłaby maczuga.
Mimo, iż można spokojnie rzec, że w całym społeczeństwie liczba takich osobników maleje, a najbardziej zagorzali i tak już niedługo otrzymają obiecane po śmierci 72 dziewice, to jednak trzeba z przykrością stwierdzić, że militarne środowisko jest chyba największym ( mi znanym ) skupiskiem takich „tradycjonalistów”.
AK 47 bogiem, bo niezawodne i proste w obsłudze, niebywale komfortowe i nowoczesne desanty na nogi i „bawełniak” z „bechatką” dopełniający obrazu.
Niestety realia pokazują, że to nie tylko przejaskrawienie.
Ogromna rzesza ludzi myśli w ten właśnie sposób. Najśmieszniejszym jest to, że wszelkie logiczne argumenty do nich nie trafiają, bez względu na wszystko trzymać się swojej wersji. Powody takiego zachowania nie są jednoznaczne, ale myślę, że głównym problem jest tu charakter.
Pewne, powiedziałbym, genetyczne uwarunkowania, które sprawiają, że głównym argumentem tych ludzi jest „bo tak”.

Nie można jednak zapomnieć o takich powodach oporu przed innowacjami, jak chociażby niedoinformowanie.
Strach przed tym co nowe wynika z nieznajomości tego. Albert Camus w którejś ze swoich książek napisał:  „Człowiek zawsze ma przesadne wyobrażenie o tym, czego nie zna”.
To zdanie najlepiej obrazuje problem. Ludzie nie mają elementarnej wiedzy o czymś co starają się ocenić ( najczęściej negatywnie ), skutkiem tego jest swego rodzaju antypatia w stosunku do potencjalnego nowego pomysłu.

Na koniec muszę zaprzeczyć temu co sam wcześniej powiedziałem. Brzmi średnio logicznie? Już tłumaczę. Wspomniałem, że rozwój jest z natury rzeczą pozytywną, lepszą.
Patrząc w ujęciu ogólnym to prawda, ale jeżeli spojrzymy pod kątem indywidualnym, może się okazać, że coś co dla ogromnej większości jest pozytywne, dla pojedynczego człowieka o określonych cechach jest czymś co najmniej nie polepszającym istniejącej sytuacji.
Może zatem dojść do sytuacji gdzie człowiek o odpowiednim zasobie majątkowym, nie mający konserwatywnego podejścia i do tego świetnie poinformowany o właściwościach przedmiotu rozwoju nie koniecznie będzie chciał zmieniać rzeczywistość na lepszą.
Świetnym przykładem może być tu mój znajomy, który ma taką anatomię, że odpowiedni komfort uzyskuje jedynie w jungleach i żadne buty, nawet najnowsze nie spełniają jego wymagań.

Przywołany przeze mnie znajomy jest tylko jednym z nielicznych ewenementów.
Większość mimo wszystko działa standardowo i większości innowacje są rozwiązaniem dobrym. Zastanówmy się więc zanim następnym razem na wieść o jakimś nowym pomyśle, z góry powiemy „chu**we”.


Zostaw odpowiedź

Preview: