Ignoranci w airsofcie

Piotr "Procent" Łopaciński

Wiadomym jest, iż gdy ktoś powie airsoftowcowi, zę ma fajne „moro”, to od razu otrzyma długi wykład o tym, że to nie moro, tylko Pantera, woodland, MARPAT itp.
Jest to jednak często akt hipokryzji, gdyż Ci sami „spece” od umundurowania już w kolejnych zdaniach popełniają błędy rzeczowe nie mniejsze, od grzechu śmiertelnego nazwania munduru airsoftowca „moro”.
Sytuacja powyższa jest świetnym przykładem partykularyzmu w militarnej wiedzy airsoftowców.
Jako, że niezmiennie stoję na stanowisku, że Maniacy powinni legitymować się przynajmniej podstawową wiedzą z zakresu militariów, stan faktyczny oczywiście z roku na rok jest gorszy, od oczekiwanego, to postanowiłem dzisiaj ponarzekać na temat, który w moich wpisach przewija się bardzo często, przy okazji różnych spraw…

Jak można przeczytać w tytule, uważam takie osoby za ignorantów mniejszych lub większych, bo jak inaczej można nazwać niemożność, bądź niepoprawność nazywania repliki, którą się posiada? Tak, dokładnie, ileż to razy słyszało się, że AK czy M4A1 to karabin, albo, że M249 to karabin maszynowy.
Uważam, że jak się kupuje replikę czegoś, to warto wiedzieć czym to jest w oryginale.
Uważam także, że będąc w Polsce i posługując się językiem polskim powinniśmy stosować polskie zasady pisowni i nazewnictwa.
Co się tyczy pisowni, szczególnie irytujące jest zapisywanie rosyjskich nazw z użyciem litery „V”, która ani w języku polskim, ani w języku rosyjskim nie występuje. Może ktoś mi wytłumaczyć zasadność używania transliteracji na język angielski, podczas gdy można korzystać zarówno z pisowni oryginalnej, jak i transliteracji polskiej? Typowym przykładem jest „SVD” czy „VSS” – to nawet dobrze nie wygląda.

Wracając natomiast do kwestii nazewnictwa, a mówiąc dokładniej, klasyfikacji broni palnej, która ma bezpośrednie przełożenie, na nazewnictwo replik, to typowy przypadek błędu został podany już wyżej.
Niektórzy zapewne nie widzą niczego złego w nazwaniu M4A1 czy AK-74 karabinem – ja widzę. Po to ktoś wprowadza klasyfikacje, by w zapisach i wypowiedziach unikać dwuznaczności i porządkować pewne rzeczy czy zjawiska. Śmiesznym byłoby nazywać myśliwce bombowcami, pancerniki korwetami, a moździerze armatami.

Tym, którzy dalej nie wiedzą dlaczego AK to nie karabin, śpieszę z wyjaśnieniami .
W polskiej klasyfikacji broni palnej możemy mówić o 2 (ewentualnie 3) kryteriach na podstawie których określamy dany rodzaj broni.
Podstawowym jest amunicja jaką strzela, oraz zasada działania, dodatkowym – wymiary konstrukcji.
Tak więc karabinem będzie tylko to, co strzela nabojem karabinowym, a ani 5,56×45, ani 7,62×39 ani 5,45×39 karabinowe nie są, tylko pośrednie.
Tak więc wszystko co jest z nich zasilane będzie nazywane karabinkiem.
Dodatkowo ze względu na zasadę działania, możemy chociażby mówić o karabinkach automatycznych, karabinkach maszynowych itp.
Do tej drugiej grupy zaliczymy właśnie M249. Ze względu na wymiary, stosuje się dodatkowe rozróżnienie, tzn. skrócone wersje karabinków automatycznych zwie się subkarabinkami (wg polskiej specyfikacji o lufie do 350mm). Przykładem subkarabinka jest wz. 96 Mini-Beryl, będzie to też każda M’ka oparta o CQB Receiver (tzw. CQBR), czy AKS-74U. Wszystko w miarę proste i logiczne.

Podobnych przykładów można mnożyć – nazywanie broni palnej bronią ostrą, nazywanie MARPATem czy Panterą kroju munduru itd.
Można się zastanawiać jakie znaczenie ma poprawność nazewnictwa na jakość rozgrywki airsoftowej. Oczywiście żadne. Jednakże na atmosferę wokół airsoftu i na budowanie pozytywnej opinii o środowisku już bardziej.
Nie mam pretensji do ludzi, którzy są „niedzielnymi strzelankowiczami”, kupili sobie replikę i mundur po to, by od czasu do czasu rozerwać się w lesie na weekend, czy porobić cos innego.
Ale śmiesznym jest, że ludzie, którzy regularnie biorą udział w życiu środowiska, obładowują się sprzętem i nie daj Boże jeszcze mówią o tym, że robią reko jakiejś jednostki, nie potrafią posługiwać się podstawową nomenklaturą militarną.
To jest dopiero pusty i bezsensowny lans.
Kiedy natomiast zwróci się takiej osobie uwagę, na niepoprawne nazewnictwo, to w najlepszym przypadku zostanie się zbytym, a zwykle wyzwanym od pseudospecjalisty, czy właśnie (o ironio!) lansera.
I jak żem od przykładu hipokryzji zaczął, tak też na hipokryzji żem skończył.


Komentarzy: 2 do wpisu “Ignoranci w airsofcie”

  • Piotrek Says:

    Niestety tak to wygląda…jest to wina coraz niższych kosztów wejścia w ASG. Kiedyś było inaczej – dzięki wysokim cenom i mniejszym rozpowszechnieniu informacji o ASG trafiali tam ludzie głęboko zainteresowani militariami, historią wojen, modelarstwem, survivalem czy ogólnie bronią. Powiem tak – jest to szerokie zjawisko nazywane „pauperyzacją umysłową”. Jak zwykle przytoczę porównanie z bliskim mi wspinaniem – gdy „wchodziłem w temat” – a było to ponad 20 lat temu – każdy z nas był mocno przygotowany teoretycznie, po lekturze w zasadzie wszystkich dostępnych książek górskich, po całkowitym turystycznym złażeniu Tatr. Każdy z nas na wyrywki znał historię taternictwa i nazwiska pierwszych zdobywców szczytów etc. Każdy miał już jakieś samodzielne próby wspinaczkowe i dopiero z tym bagażem szedł na kurs.By samodzielnie działać i czuć się pewnie w skale potrzeba było kilku sezonów. Teraz gość wpada 2-3 razy na sztuczną ścianę, kupuje niezbędny szpej – i już uważa się za wspinacza który wie wszystko co trzeba. We wszystkich dziedzinach ludzie chcą szybko i tanio, chcą już i teraz. I wychodzi z tego pustka intelektualna. Z tąd częste sytuacje o których Kolega pisze – przeciętna środowiska ASG jest niziutka. Z tąd teksty:”fajne amerykańskie moro pixelowe” czy „karabin maszynowy M16″ są nader często spotykane. Lepiej nie będzie – pocieszeniem jest to że tacy ludzie nie mają co szukać w poważnych ekipach – a profesjonalne ekipy twoża prawdziwy wizerunek ASG.
    Nie zgodzę się z krytyką pojęcia „broń ostra” – oczywiście z punktu widzenia bronioznastwa czy balistyki jest to bełkot – ale niestety funkcjonuje on w PL także w oficjalnych pismach sądowych czy policyjnych, w języku mediów i nawet „mundurowi” go używają. To jasne że ostra jest amunicja (w przeciwieństwie do ślepej czy szkolnej). Błąd ten wynika z uznania w PL za broń – pistoletów/rewolwerów gazowych (które to w bardziej cywilizowanych krajach są w wolnym obrocie dla pełnoletnich i nie są w żadnym razie bronią). Zatem używa się tworu „broń ostra” by odróźnić ją od „broni gazowej”.

  • Piotr "Procent" Łopaciński Says:

    Oczywiście zwrot „broń ostra”, jest powszechnie obecny „w społeczeństwie” i pół biedy, jeśli jest to skrót myślowy od „broń strzelająca ostrą (bojową) amunicją”, ale niestety bardzo często ludzie w ogóle nie znają pojęcia broni palnej wrzucają w kategorią „broni ostrej” praktycznie wszystko, co nie jest repliką. To tak jak nazywanie replik bronią. W pewnych sytuacjach jest to uzasadnione, albo nie ma przecwwskazań, ludzie, którzy świadomie rozróżniają te dwa pojęcia, nie maja problemu z ich używaniem w odpowiednich sytuacjach.

    Ja po prostu preferuje określenie „broń palna”, jako uniwersalne i występujące w aktach prawnych zawsze, jako poprawne.

Zostaw odpowiedź

Preview: