Gas Blow Back po niemiecku

Piotr "Procent" Łopaciński

Wpis ten bynajmniej nie będzie traktował o jakimś nowym niemieckim producencie replik gazowych, a gazowej replice niemieckiego karabinka. WE bowiem wprowadziło do swojej oferty G36c, które wpadło mi  z Gunfire w ręce na testy.
Na własną prośbę je sobie wypożyczyłem, gdyż jestem wielkim fanem gazowych replik i musiałem zobaczyć „z czym to się je”.

Z G36c łączy mnie pewien sentyment, gdyż ponad 7 lat temu była to moja pierwsza replika elektryczna, produkcji TM, dlatego tym bardziej pragnąłem wziąć do rąk produkt WE.
Pudło ma 2 cechy typowe dla długich replik WE – jest szare i ma niesamowitą zdolność mieszczenia nieprawdopodobnych ilości folii bąbelkowej, która obok właściwości ochronnych jest także wręcz uzależniającą zabawką, ale ja nie o tym chciałem.

Pierwsze wrażenie jest bardzo pozytywne.
Tworzywo ma bardzo przyjemny, szary a nie czarny, matowy kolor i miłą fakturę.
W mojej subiektywnej opinii dostarcza lepszych wrażeń estetycznych niż oryginalny odpowiednik, gdzie kolor kompozytu nie jest jednorodny.
Mimo wszystko, jak każde G36 w najkrótszej wersji i bez optyki, wygląda to i sprawia wrażenie plastikowej zabawki, w przypadku WE, świetnie spasowanej i zwartej zabawki.

Kolejne co zapragnąłem sprawdzić, to praca mechanizmów „na sucho”.
Tak wiec złapałem za dźwignię napinania zamka, pociągnąłem i… nie zachwyciłem się. Tutaj wypada nadmienić (co bynajmniej nie jest potrzeba pochwalenia się), że jako fan długich replik GBB, posiadam takież na swoim stanie. Jedna to M4A1 misternie składane od paru lat z części różnych firm, drugi to SCAR WE. Jako, że odpowiedni dźwięk mechanizmów przy przeładowaniu, oraz ich charakterystyczna praca jest moim zboczeniem, to naprawdę trudno mnie w tej kwestii zadowolić.
Nie zadowolił mnie SCAR, nie zadowala G36. W WE mechanizm jest po prostu zbyt dobrze spasowany, oparty na łożyskach i prowadnicach gdzie się da, przynajmniej zaraz po kupnie chodzi perfekcyjnie, przez co nie dostarcza nam wielu wrażeń, przy zabawie „na sucho”, co innego jednak przy strzelaniu, ale o tym później J.

Wracając jeszcze do aspektów zewnętrznych; w miejscu trademarków znajdujemy… trademarki, które… nie do końca są trademarkami. Na pierwszy rzut oka można je pomylić z oryginalnymi, bo są robione wg tego samego schematu i wzoru.
Poza tym oczywiście charakterystyczny pusty chwyt pistoletowy od spodu, a na szczycie celownik tylni z możliwością wyboru dwóch jego rodzajów – przeziernika bądź szczerbiny, regulowany oczywiście na wysokość i szerokość. Uwagę zwraca też (mimo iż jest mało widoczna pod chwytem przednim) atrapa rury gazowej, wykonana z należytą starannością

Magazynki oczywiście można łączyć bez użycia klipsów i innych patentów, ale z użyciem zintegrowanych zaczepów. Jest lans.
Lans mogą nam natomiast utrudnić boczne oraz dolna szyna montażowa. Ku mojemu zdziwieniu nie są one zgodne z MIL-STD-1913 czy jak kto woli STANAGiem 2324, co oznacza że oryginalne elementy oprzyrządowania i akcesoriów do broni palnej, szczególnie te z montażem typu QD mogą nie pasować. Ja testowałem  szyny montażem M93 Surefire, który o dziwo świetnie pasuje do SCARa WE, idealnie siedzi również na górnej szynie testowanego G36c.
Na szczęście ewentualna wymiana krótkich bocznych i dolnej szyny to niewielki koszt.

Czas na krótką relacje ze strzelania.
Magazynek mieści 30 kulek, a naładowanie gazu w zupełności wystarcza na jego całkowite wystrzelenie i jeszcze zostanie. Zawór dolny znajduje się od spodu magazynka, wiec dobrym pomysłem jest zaklejenie taśmą, by zabezpieczyć go przed zabrudzeniem.
Warto zwrócić także uwagę na selektor ognia, który chodzi dość ciężko. W każdym razie jesteśmy naładowani, przeładowani, odbezpieczeni, czas nacisnąć na spust… czysta przyjemność. Suwadło nie jest zbyt ciężkie, wiec nie wbija nam kolby w ramie, ale jego ruch jest bardzo szybki, więc miłe, chociaż dość łatwe do kontroli szarpniecie jest.  Prawdziwą poezją jest natomiast strzelanie serią. ROF jest w mojej opinii wysoki, przez co przy dłuższej serii kontrolowanie celności staje się problematyczne, strzelający natomiast nie chce przerywać tego masażu ramienia i symfonii dla ucha.
Niestety, przy takiej szybkostrzelności 30 kulek szybko opuszcza lufę, zabawa się kończy i zamek zostaje w tylnej pozycji po wystrzeleniu ostatniej kulki. I tutaj pojawia się problem.

Zwalniacz zamka bowiem w G36 umiejscowiony jest zaraz przy spuście. Jest to mały przycisk, który należy nacisnąć do góry palcem, którym naciskamy spust. Niestety, jest to praktycznie awykonalne bez użycia dużej siły i dopiero zdecydowane naciśnięcie innym palcem pozwala zwolnic zamek.
Nie wiem, czy po czasie się to wyrobi i będzie chodziło lżej, natomiast w testowanym egzemplarzu przychodziło to z wielkim trudem.
Na szczęście przy odpowiednim ustawieniu śruby regulującej docisk bolt catcha można zamek zwalniać odciągając go z pozycji w której się zatrzymuje, o jakieś 0,5 cm w tył, do pozycji skrajnej, co powoduje jego zwolnienie (oczywiście tylko w sytuacji, gdy załadowaliśmy nowy magazynek, bądź go w ogóle nie ma).

Sama powtarzalność strzału i stabilność pracy układu jest bardzo dobra, jak to zwykle w WE, szybkostrzelność jest stała, aż do momentu małej ilości gazu w magazynku. Generalnie dobra zabawka do strzelania.

Ostatnim elementem, którym się zajmę jest rozkładanie repliki.
Na G36 w oryginale mało się znam, ale na tyle, by ocenić, że wstępne rozbieranie zachodzi dokładnie tak jak w palnej wersji. Wystarczy wybić dwa piny, następnie zdjąć gniazdo magazynka, potem chwyt pistoletowy z zespołem spustowym. Po tej operacji możemy wyciągnąć cały zespół suwadła ze sprężyną.

W G36 WE zrezygnowało ze złotego cylindra, który był charakterystyczny dla poprzednich wersji M’ek tej firmy czy dla SCARa.
Zastosowano bardziej realistyczny optycznie układ, z atrapą zamka w formie dyszy z jednej strony i komory zamkowej z drugiej.
Suwadło chociaż pokaźnych rozmiarów nie jest ciężkie. Dobrym pomysłem jest natomiast gumowy bufor, który ma za zadanie amortyzować ruch suwadła do skrajnej pozycji, co może być szczególnie ważne przy ewentualnej próbie zasilania G’ty z CO2.
Cały układ wewnętrzny, jak w każdym karabinku GBB, jest w porównaniu do elektryka niezwykle prosty, ale wynika to głównie z mniejszej ilości elementów, bo precyzja pracy każdej części ma wielkie znaczenie i siłą rzeczy w GBB ciężej jest diagnozować awarię.

Ogólnie rzecz biorąc WE wypuściło kolejną udana na pierwszy rzut oka replikę.
Bardzo ładnie wykonaną, ze stabilnym układem gazowym i miłym kopnięciem.
Jak wszystkie gazowe karabinki WE, zapewne i ten doczeka się kolejnych wersji rozwojowych, które będą sukcesywnie pozbawiały wad poprzedników, z których najbardziej rzuciło mi się w oczy działanie bolt catcha.
Na plus realizmu zaliczam za to teoretycznie mniej stabilny i pewny, ale bardziej realistyczny układ zamek-komora zamkowa, zamiast sławnego, złotego cylindra.


Zostaw odpowiedź

Preview: