InO, ERnO, MnO, BnO…

Piotr "Procent" Łopaciński

Ile czasu potrzeba, by przebyć pieszo 100 km? 2 dni? 3 dni? Nie – 24 godziny!
I wcale nie jest to specjalnie mało czasu na pokonanie tego dystansu, bo niektórzy są to w stanie zrobić w czasie blisko 2x krótszym.
Niemożliwe? Jeśli tak twierdzisz, to znaczy, że nie słyszałeś jeszcze o różnorodnych imprezach, rajdach czy biegach na orientacje.

W Polsce takich imprez odbywa się dosyć sporo, na pewno co najmniej paręnaście na rok.
Są zróżnicowane pod wieloma względami, dystansu, czasu przejścia, ukształtowania terenu, charakteru zadań na trasie i wielu, wielu innych. Najpopularniejszym modelem InO (taki skrót przyjmę na potrzeby tego artykułu, dla ogółu imprez na orientacje, abstrahując od skrótów w oficjalnych nazwach) jest przejście 100 km w ciągu 24h, głównie dlatego, że to okrągłe i „reprezentacyjne” wartości.
Zdarzają się także imprezy po 50km w 12h, a najbardziej ekstremalne z jakimi się spotkałem to ponad 100 km po górach w 24h. Poniżej po krótce chcę się podzielić paroma uwagami z wydarzenia tego typu, którego ostatnio byłem uczestnikiem, oraz kilkoma refleksjami o bardziej ogólnym charakterze.

Sam ostatnio wybrałem się na dość rekreacyjną w porównaniu wyżej wymienionymi przedsięwzięciami, imprezę, a mianowicie na „Przygodowy Rajd na Orientacje Tropiciel 5”.
Z mojego punktu rekreacyjna, bo przejście 42 km w czasie 12h po praktycznie płaskim terenie, nie jest jakimś szczególnym wyzwaniem.
Jednakże z uwagi na moją, trwającą od wielu lat, harcerska służbę w ZHP wybrałem się tam z dziećmi (młodzieżą?), ze środowiska w którym działam. 3 pełnoletnich opiekunów + 4 osób w wieku 14-15 lat.
Ja osobiście byłem przekonany, że jest to właśnie impreza, na której pojawia się w dużej części młodzież, by w ten sposób zacząć swoja przygodę z InO i sprawdzić swoje możliwości na relatywnie niewielkim dystansie.
Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że nasze ekipy to jedyni niepełnoletni na rajdzie.
Tak samo duże było zdziwienie osób startujących, widząc naszych „małolatów”.
Trochę nas to przeraziło i zaczęliśmy się zastanawiać, czy to nie za wysokie progi dla naszych harcerzy. Zaczęliśmy się zastanawiać, czy czegoś nie przeoczyliśmy i na trasie nie spotkają nas jakieś ekstremalne niespodzianki. Nic takiego nie nastąpiło, chociaż przez większość trasy, która w najkrótszej możliwej wersji wynosiła 42 km, podłożem było głębokie błoto, często ponad kostki, powstałe po trwających 3 dni opadach deszczu.
To z jednej strony większe obciążenie dla mięśni, z drugiej mniejsze dla stawów, gdyż oznaczało to o wiele lepsza amortyzacje przy każdym kroku.
W efekcie trasę przebyliśmy w niecałe 11,5h, wszyscy nasi niepełnoletni uczestnicy dotarli do mety cali, zdrowi i zadowoleni, a na 101 startujących ekip tylko nieco ponad 50 ukończyła rajd w wyznaczonym czasie 12h, bądź nie ukończyła go w ogóle.

Parę uwag, które nasunęły mi się po imprezie. Po pierwsze lista startowa została zamknięta na nieco ponad 500 osobach. Patrole startowały po dwa, na dwa różne punkty, w odstępach co 3 minuty. Efektem takiego „nasycenia” był duży ścisk na trasie.
Przez co najmniej pierwszą połowę punktów kontrolnych wyrażenie „na orientacje” w praktyce oznaczało orientacje w tym, gdzie idą poprzednie patrole i podążanie za nimi. Najwięcej zabawy miały patrole, które przewodziły całym kolumnom, zespołom patroli, które ciągnęły jeden za drugim.
Mięliśmy przyjemność to czynić z ekipą w drugiej części rajdu. Ciekawym widokiem było iść przez pola, a obracając się, widzieć kolumnę 50-60 latarek rozciągniętych na długości jakiegoś kilometra. W każdym razie jak dla mnie na trasie był zdecydowanie zbyt duży tłok, stawiam, że miejscami większy niż w dni pracujące w miejscowościach, przez które przechodziliśmy. To zdecydowanie minus. Plusem było to, czego obawiałem się znacznie bardziej – tłoku i przestojów na punktach kontrolnych (PK), szczególnie tych zadaniowych, co przede wszystkim wpływało na pogorszenie wyniku czasowego, z powodu konieczności oczekiwania w kolejce. Na szczęście nic takiego nie nastąpiło i nawet na PK, na których trzeba było wykonywać określone zadania (strzelnica, drabinki linowe itp.), przebywaliśmy nie więcej jak parę minut. Tak więc tutaj uznanie dla organizatorów i obsługi.

Przechodząc natomiast do uwag bardziej ogólnych, tyczących się zbiorczo, zagadnienia InO, chciałbym zwrócić uwagę na parę spraw.
Po pierwsze zachęcam do udziału w takich imprezach, dla sprawdzenia własnych możliwości i wydolności/wytrzymałości, a także nabrania doświadczenia w wielu kwestiach. Doświadczenia przydatnego w mniejszym stopniu na strzelaninach, a w większym na MilSimach.
Tak jak pisałem, poza wydolnością,  jest to także możliwość sprawdzenia sprawności stawów, wygody obuwia, termoaktywnośći odzieży, wygody plecaka czy innych elementów sprzętu, ale także ustalenia zużycia wody na danym dystansie, czy ilości i rodzaju pożywienia, które ma najlepszy stosunek wagi/objętości do dostarczanych składników odżywczych i energetycznych.
Nagle okazuje się, że zamiast ciężkich konserw, wystarczą batoniki, które dzięki magicznym właściwościom, pomogą nam przetrwać długie godziny w terenie. Jeśli organizator nie narzuca konkretnych wymagań sprzętowych, to tak naprawdę tylko od nas zależy jak się ubierzemy i czy weźmiemy cos na plecy, a jeśli tak, to czy będzie to tylko camelbak, czy plecak. Czy w plecaku będą tylko niezbędne rzeczy, czy dociążymy go bardziej, np. pełnym zestawem MilSimowym na 3 dni w terenie.
Tak samo nic nie stoi na przeszkodzie, byśmy założyli na taki marsz oporządzenie.
Jedynym ograniczeniem może być jedynie wzięcie ze sobą repliki. To my możemy sobie w dużym stopniu pokonanie takiego dystansu ułatwiać albo utrudniać, my jesteśmy w stanie podnieść lub obniżyć poprzeczkę. Na początek jednak proponuje ją obniżyć jak najbardziej i postawić zdecydowanie na wygodę.

Na imprezach tego typu można wyróżnić 3 głównie typy uczestników – militaryści, sportowcy i turyści. Ci pierwsi, których jest najczęściej najmniej najczęściej startują w sortach mundurowych, bądź innymi militarnymi akcentami i ich udział w tego typu imprezach najczęściej jest elementem jakiegoś szeroko pojętego treningu czy programu szkoleniowego, mającego ich przygotować do działań typowo militarnych, np. na MilSimach.
Organizowane są też typowo militarne InO, jak chociażby GF Point organizowany przez GunFire.
Druga grupa, często najliczniejsza, to osoby, których pasja jest turystyka piesza i tego typu rajdy czy biegi są dla nich formą rekreacyjną lub wyczynową.
Trzecia grupa, zdecydowanie różni się od dwóch pierwszych.  Sportowcy traktują takie imprezy jak zwykłe zawody, w których realizuje się o zwycięstwo, podporządkowując wszystko temu celowi. Są najczęściej maksymalnie odciążeni, często nie mają ze sobą nawet camelbaka z zapasem wody, ich odzież to obcisłe, termoaktywne sorty i buty biegowe. To oczywiście tylko przykładowy wizerunek, jednak często się powtarzający.
Dużą część trasy pokonują oni biegiem. Są to po prostu zgrane zespoły sportowe, trenujące ciężko i stale, „zaliczający” rocznie kilka imprez tego typu. Najlepsi „wykręcają” czasy równe połowie tych wyznaczonych przez organizatorów jako graniczne, np. robią 100 km w około 12h, czy 50 w około 6h. Jak widać 3 grupy – 3 różne podejścia.

Tak wiec jeszcze raz zachęcam do wzięcia udziału i sprawdzenia się w tego typu imprezie.
Na początek proponuje jakąś imprezę na nie więcej jak 50 km, w okresie wiosennym czy jesiennym. W takich imprezach najczęściej startuje się grupowo, więc jest to tez dobra okazja do zgrania teamu. Rzeczą oczywistą jest także możliwość sprawdzenia swoich umiejętności z terenoznawstwa i nawigacji (regulaminy większości InO zabraniają używania GPSów). W zależności od podejścia jakie przyjmiemy InO będzie nam dostarczać albo kupy dobrej zabawy, albo będzie nastawiona głównie na maksymalny wycisk, łamanie własnych słabości i rekordów (niekoniecznie własnych).


Komentarzy: 5 do wpisu “InO, ERnO, MnO, BnO…”

  • Wilq Says:

    A w moich stronach jest taka impreza – przejście wokoło Kotliny Jeleniogórskiej – niezła zabawa.

  • Piotrek Says:

    Rajd katorżnika też jest mocny, zabrakło mi formy (jaj?) by w to wejść… Kolega który go dwukrotnie ukończył (leci się w dwójkach) – wspominał że załamał się gdy wyprzedzała go ponad 50-cio letnia para małżeńska która ukończyła bieg z niezłą lokatą.

  • Piotrek Says:

    …trochę się rozpędziłem – chodziło mi o Bieg Rzeźnika (rozgrywany w Bieszczadach). Jak wszyscy wiemy Bieg Katorżnika odbywa się w Lublińcu. Imprezy bardzo różne – obydwie wartosciowe!

  • Orkan Says:

    Polecam „Maraton pieszy im. Andrzeja Zboińskiego po Puszczy Kampinoskiej” który odbywa się w pierwszy weekend października. Organizowany przez mazowieckie PTTK i Mazowiecki Klub Górki Matragona. Dystans 100km do pokonania w 24 godziny. Możliwość ukończenia na 50km (12 godz) lub 75km (18km). Bardzo fajna atmosfera, ładne lasy. http://www.matragona.org/

  • Piotr "Procent" Łopaciński Says:

    Dzięki za info, szukamy z kumplami właśnie ciekawych imprez na orientacje w Polsce.

Zostaw odpowiedź

Preview: