Sztab Generalny Polskiego Środowiska Airsoftowego

Piotr "Procent" Łopaciński

Jeśli za powyższa nazwą, przez analogię, miałyby się przenieść z SGWP metody zarządzania i polityka do takowej struktury airsoftowej, to zapewne wszyscy byśmy na tym ucierpieli, lecz nie mogłem znaleźć „szczęśliwszego” tytułu.
Nie chcę bynajmniej dywagować tutaj nad możliwością powołania formalnego, naczelnego organu zarządzającego polskim środowiskiem airsoftowym, ale raczej posnuć rozważania o wiele niższego szczebla, jednak nie mniej ważne, bardziej pragmatyczne i techniczne. O czym mowa?

W obecnych czasach polskie imprezy o zasięgu regionalnym bądź ogólnopolskim mogą się pochwalić ilością uczestników w liczbę kilkuset.
Roboczo zamknijmy tą ilość na 500 (na potrzeby tego wpisu nie ma większej różnicy czy jest to 500 czy 700). W wymiarze regionalnym ustalmy, iż będziemy mówić o 150 osobach.
Coraz częściej przy „masowych” eventach tworzy się więcej niż 2 strony konfliktu.
Popularne jest rozwiązanie, gdzie mamy 3 strony o podobnej liczebności bądź 2 strony + trzecią, mniejsza o charakterze grupy najemników bądź formacji sił specjalnych. Jednakże nawet w takiej wersji minimum, dowódca danej strony ma pod sobą co najmniej 50 osób, a czasami jest ich ponad 100.
Najważniejsza wtedy, dla wykonania celów misji czy zadania, stać się może wtedy sprawna praca na szczeblu sztabowym. Dlatego dziś parę refleksji na temat sztabu w airsofcie.
Jak mógłby wyglądać i dlaczego nie można w prosty sposób przenieść zasad pracy sztabowej z wojska do airsoftu.

Pierwsza uwaga jaką chciałem poczynić dotyczy tego, iż im więcej mamy osób pod sobą, tym trudniej koordynować ich działania.
Zdanie to wydaje się oczywista oczywistością, ale chodzi mi przede wszystkim o to, że im więcej jednostek pod nami, tym większe prawdopodobieństwo, że tych ludzi nie znamy, nie wiemy czego się po nich spodziewać, jakie maja doświadczenie i umiejętności.
Najczęściej na szczęście większość osób jest zrzeszona w ekipach, bądź roboczo podpięta pod jakiś team, co daje nam nadzieje, ze dowódca danej ekipy zna swoich ludzi i że jest to zespół zgrany.
Dochodzimy tutaj do pierwszej i elementarnej sprawy – struktury i łańcucha dowodzenia.

Kluczowe dla przebiegu rozgrywki są decyzje i działania podjęte przed jej rozpoczęciem.
Jeśli organizator nie wyznaczył dowódców stron, to należy jak najszybciej zrobić to samodzielnie, w ramach strony. Wyznaczony na ta funkcje powinien jak najszybciej stworzyć strukturę strony, tzn. podzielić ludzi na związki taktyczne, zwykle w sile nie większej niż drużyna.
Nie ma żadnych dobrych i uniwersalnych rad, jak to robić. Na pewno nie muszą być to związki o tej samej czy nawet zbliżonej liczbie osób. Na pewno tez nie warto rozdzielać teamów, nawet jeśli miałyby być nieco liczebniejsze od innych oddziałów.
Dobrze jest określić podstawowe procedury radiowe, kanały podstawowe i zapasowe, rozdać karty kodowe (jeśli z takowych korzystamy).

Sztab nie może być instytucją jednoosobową.
Nawet jeśli dowódcy wydaje się, ze da sobie rade, zawsze lepiej by miał co najmniej jedną, lub dwie osoby do pomocy, osoby wyłączone w praktyce z walki na rzecz „kminienia nad mapą” (oczywistym jest możliwość ich włączenia do walki w razie konieczności). Po co tacy pomocnicy? W sytuacji dużej intensywności zadań mogą się zajmować przekazywaniem wytycznych i poleceń poszczególnym oddziałom, lub odbierać od nich raporty.
Krótko mówiąc, to oni będą prowadzić korespondencje, będą czymś na kształt radiooperatorów.

Ochrona sztabu powinna być na tyle silna i liczna, by nawet w sytuacji bezpośredniego zagrożenia, pozwalała na sprawną pracę sztabową, by te parę osób, które nazwę roboczo sekcją dowodzenia, mogły próbować zapanować nad sytuacją w skali całej strony konfliktu.

Dowódca strony powinien być wyposażony w co najmniej parę kopii map terenu rozgrywki, by móc na nich swobodnie „bazgrać”, zaznaczać jednostki itp. Jeśli mamy mapę o większym formacie, to dobrym pomysłem jest stworzyć cos na kształt stołu plastycznego.
Samo odwzorowanie terenu nie będzie trójwymiarowe, ale chodzi o zaznaczanie ruchów oddziałów i „rozrysowania” sytuacji taktycznej za pomocą przedmiotów, nie pisząc nic po mapie.
Daje to tez ta przewagę, że w razie zajmowania przez przeciwnika naszego sztabu, w bardzo szybki sposób taka mapę „czyścimy”, nie zostawiając żadnych informacji.

Pisać można jeszcze dużo o zasadach, dobrych radach i pomysłach na organizacje sztabu, ale wszystko może rozbić się o jeden, prozaiczny problem.
Opisuje tutaj typowy, stacjonarny sztab, a najczęściej, nawet na dużych imprezach wyznaje się zasadę dowodzenia w polu, niestety nie zawsze jest to efektywniejsze od klasycznego sztabu, a często zupełnie uniemożliwia dowodzenie całością sił.
Osoba „na stanowisku kierowniczym” musi ograniczyć swoje zaangażowanie w walkę do minimum, musi się poświęcić i zaangażować wszystkie swoje siły i możliwości do pracy z mapą i radiem. Drugim elementem, z którym wiele osób ma problemy, a jest wręcz rudymentarną zasadą, to decyzyjność sama w sobie.
Dobra i zawsze aktualna, oraz świetnie znana zasada mówi, że lepsza zła decyzja, niż żadna. Fakt faktem, jest ryzyko, nawet duże, ale jak mawiał gen. F. Kleeberg „Przywilejem dowódcy jest brać odpowiedzialność na siebie”.
Na zakończenie pragnę tylko powiedzieć, że rozgrywka airsoftowa „z za stołu” potrafi być równie emocjonująca, co w polu… a i na kulkach się oszczędzi :).


Komentarzy: 4 do wpisu “Sztab Generalny Polskiego Środowiska Airsoftowego”

  • Wilq Says:

    Sztab to dobry pomysł. Ale (jak zanaczyłeś) tylko i wyłącznie na na prawdę duże rozgrywki. Warto pamiętać, że w sztabach zostają często ci co zawsze chcieli być w sztabie i czuć się ważnym. Ostatnie „Tomaszowo” było świetne, jednak jedyny minus to działanie sztabu (pomimo przydzielonych radiowców + + + ).
    W sztabie zazwyczaj mają swoją Pattonowska wizję i z uporem „MONowskiego betonu” „mają swój plan” i nie zdają sobie sprawy, że MY właśnie jesteśmy zasypawni przez siły przeciwnika tonami plastiku i wyzwiskami ;)

    Jak napisałeś – nie każdy może ale i nie każdy chce być.Ale musi być ktoś taki. Dowódca to konieczność. Nawet w grupie wykonującej samodzielne działania.

  • Sidi Says:

    Prawda jest taka że sztab to również dobre miejsce dla „weteranów”. Mam doświadczenie w polu ale młodzież zaczyna zdecydowanie mnie prześcigać. Chętnie włączam się w takie dowodzenie a przecież przy ataku bezpośrednim nie będę się nudził.
    W moim środowisku (DPM) rolę niemal już etatowych sztabowców pełni duet : Wokash i Kowal. To oni powinni głównie wypowiadać się na tematy problemów dowodzenia AS.
    Największy z nich to dyscyplina. Bo tylko „znane i poważane” ekipy zapraszane na imprezy są gwarantem takowej. No ale co zrobić w sytuacji masówki? Ano nic. Wziąć poprawkę na symulację pospolitego ruszenia, niedoświadczonej milicji czy jak to tam nazwać.
    Kolejny problem to dyscyplina procedur łączności. I znowu to samo: ci którzy wiedzą o co chodzi rozmawiają jak trzeba od pozostałych usłyszysz: „.. widzę coś..” i tyle.

    Chcę przez powyższe powiedzieć tylko że organizacja nawet najlepszej głowy nie wystarczy kiedy ciało jest zawodne.

  • mr. m Says:

    Autor wg mnie popelnil duzy blad. Imprezy na 500-700 osob to zwykłe jebanki gdzie gdzie dowodzi sie ludzmi chcacymi wycypac kilka k kulek i opisane dzialania mijaja sie z celem… Dlaczego? Bo wiekszosc osob z takiej imprezy swoja pozycje bedzie okreslac „w lesie” badz „na prawo od tamtego drzewa”, po 5 minutach nie bedzie pamietac z ktorego oddzialu jest (czasami nawet nie pamietaja po ktorej stronie sa), a schodzac na obiad/flaszke z pola gry po otrzymaniu rozkazu obrony kluczowej pozycji nawet nie raczy sie odmeldowac.

    Opisany schemat jest oczywisty do zastosowania w wiekszosci milsimow i zazwyczaj sie mniej lub bardziej sprawdza :)

    Im wieksza impreza tym wiekszy problem jest z przeplywem informacji na poszczegolnych szczeblach dowodzenia, efekt jest taki ze na sama gore duzo informacji nie dociera. Teoretycy powinni sie skupic na rozwiazaniu problemow lacznosci w inny sposob niz telefony GSM (w szczegolnosci prywatne), niestety nawet jak sie da komus telefon zlotowy to w celu skutecznego dzialania musi wylaczyc dzwiek, w efekcie czego czesto nie wie o nowych rozkazach… Aktualnie najlepsza lacznoscia w stosunku skutecznosc/cena sa wg mnie chyba navcommy – oczywiscie mowie o duzych imprezach bo na malych imprezach komorka do sztabu wystarczy.

  • Piotr "Procent" Łopaciński Says:

    Kluczowa nie jest ilość osób na danej imprezie, ale ilość osób po danej stronie konfliktu. Zgadzam się z powyższym komentarzem, ze jeśli ma się pod sobą powiedzmy 250 airsoftowców, zakładając, że połowa z nich to jakieś zorganizowane ekipy, to i tak nie można liczyć na sprawną koordynacje działań i komunikacje. Natomiast przy liczbie powiedzmy 100 osób, stworzenie struktury opartej przynajmniej w części na znanych osobach czy ekipach w zdecydowanym stopniu ułatwia sprawne działanie i przyczynia się do zwycięstwa.

    Na MilSimach fakt faktem struktury sztabowe są zwykle dobrze rozwiązane, ale po pierwsze w większości są to imprezy z mniejszą ilością uczestników niż wielkie masówki, po drugie jeżdżą na MilSimy ludzie po jakiejś selekcji (imprezy na zaproszenia itp). Poza tym formuła MilSima wymusza właściwie na uczestnikach zaangażowanie, a nie olanie założeń scenaruiusza, bo wtedy zabawa traci dla nich sens.

    Sposobem na imprezy airsoftowe dla uczestników w ilości 500+ jest tworzenie większej ilości stron konfliktu. Stron, które mogą łączyć się w sojusze itp, ale każda wtedy posiada osobny sztab i mniejsza ilość podległych osób.

Zostaw odpowiedź

Preview: