Planowanie cz.1

Piotr "Wroobel" Wróblewski

Integralną częścią każdej akcji jest, a przynajmniej być powinno planowanie. Powinno być, bo airsoftowe realia pokazują często, że jest inaczej. Dziś kilka słów na ten temat. Czytelnicy musza przecież odpocząć od narzekania na AON ;)

Jak już wspomniałem, podczas airsoftowych spotkań rzadko zdarza się by akcje były odpowiednio zaplanowane. Wiadomo, że podczas kilkugodzinnego, niedzielnego strzelania nie będziemy poświęcać 50% czasu na odpowiednie przygotowanie prostego zdania.
Co innego jeżeli bierzemy pod uwagę większe imprezy. Większe, ale nie największe. Dlaczego? Już spieszę z tłumaczeniem.

By odpowiednio zaplanować określone zdania, trzeba mieć pewien zasób informacji o zasobach ludzkich jakimi dysponujemy. Chodzi o to, żeby wiedzieć czym możemy „rządzić”. Na zlotach militarnych gdzie liczba uczestników sięga 400-500 przełożeni po prostu nie znają swoich podwładnych.
Wiedzą, że mają do dyspozycji określoną ilość osób, lecz o ich poziomie wyszkolenia czy charakterystyce sprzętu nie mają pojęcia. Ktoś powie, że po to jest hierarchia. Kolejne szczeble przekazują sobie wytyczne itd.
Zgadza się, ale problem jest taki, że ludzie na kolejnych szczeblach mają pod sobą twarze, które pierwszy raz na oczy widzą. Problem ciągnie się dalej. W prawdziwej armii, też współpracują ze sobą osoby poniekąd nieznajome, ale tam jest sieć jednolitych dla każdej jednostki procedur.
Każdy żołnierz przeszedł to samo lub bardzo podobne szkolenie, ma podobny lub taki sam sprzęt, a same komórki organizacyjne mają wysoce indywidualny charakter. Mówiąc prościej, sekcja A jest od zwiadu, B od zaplecza medycznego etc.
W airsofcie dużo częściej można spotkać sytuację gdzie w drużynie o charakterze szturmowym nie ma nikogo kto posiada KM. Ot taki trywialny przykład.

Kolejny problem z imprezami tego typu jest taki, że ludzie chcą się na nich po prostu bawić.
Odchodzi się więc od procedur na rzecz dynamiki rozgrywki, na rzecz jej atrakcyjności z punktu widzenia przeciętnego uczestnika.
A prawda jest taka, że dla niego proces planowania na szczeblach dowodzenia nie ma najmniejszej wartości. Chociaż zdarzają się wyjątki, są ludzie,  dla których liczy się element realizmu. Tacy jednak często rezygnują z masowych imprez i decydują się cos bardziej kameralnego.

Tą bardziej kameralną formą airsofotwej rozrywki są bez wątpienia milsimy wszelkiej maści.
Tutaj w kwestii planowania jest dużo większe pole do popisu, gdyż najczęściej w „grze” bierze udział dużo mniejsza, najczęściej znana sobie nawzajem grupa ludzi. Nawet jeżeli przełożeni nie znają osobiście swoich podwładnych, to  bardzo często na długo przed imprezą są prowadzone działania przygotowawcze, które pozwalają nadać określony charakter poszczególnym fireteamom na tyle wcześniej, by ich członkowie mogli uzupełnić sprzęt i umiejętności wymagane.
Ekipy nierzadko przygotowują się podczas kilku spotkań do podjęcia określonej roli w scenariuszu.
Sytuacja wielce sprzyjająca wcieleniu ów planowania w życie, dodatkowo wymagane jest ono ze względu na charakter spotkania, które ma odzwierciedlać w maksymalnym stopniu realne pole walki. A bez wątpienia na realnym polu walki proces określany mianem planowania występuje.

Skupmy się jednak na samym planowaniu. Trzeba tu przede wszystkim powiedzieć, że dzieli się ono na dwa bardzo ważne grupy. Planowanie strategiczne, czyli rozumiane ogólnie i długofalowo. Zajmują się nim najwyższe w hierarchii jednostki.
Dla nas będzie to „baza”, „sztab generalny” etc. Jakkolwiek byśmy tego nie nazwali, chodzi o miejsce, w którym nasi przełożeni siedzą i „zamiast strzelać, gadają”.
Takie planowanie skupia się na osiąganiu celów całej strony konfliktu. Dla przykładu: mamy sytuację gdzie założeniem jednej ze stron konfliktu jest stabilizacja i kontrolowanie napiętej sytuacji między pozostałymi dwiema lub więcej stronami. Kwestią, jak to zrobić będzie się zajmowało właśnie planowanie strategiczne.
Po drodze oczywiście napotkany zostanie szereg przeciwności losu, jak chociażby napięta sytuacja na granicy, porwanie ambasadora jednej ze stron, zamach etc. , który będzie również wymagał planowania działań. Tego rodzaju planowania jednak nie zaliczymy do planowania strategicznego.
Nazywanym je bowiem w nomenklaturze wojskowej planowaniem taktycznym.

Planowanie taktyczne inaczej nazywane bieżącym, skupia się właśnie na wymienionych przeze mnie wyżej sytuacjach.
Jak sama nazwa wskazuje jest to planowanie dotyczące bieżących sytuacji. Przedział czasowy jaki ono obejmuje jest zdecydowanie mniejszy niż w przypadku p. strategicznego. Decyzje w tej kwestii najczęściej podejmują osoby dowodzące grupą ludzi bezpośrednio związanych z zadaniem.
Jedyne co dostają w rozkazach z wyższego szczebla, to odpowiedź na pytanie co mają zrobić.
Sposób, czyli to jak ma to zostać wykonane jest decyzją leżącą w kompetencjach wykonawców zadania. To klasyczny przykład zarządzania, bądź też dowodzenia przez cele,  ale o tym w następnym wpisie poświęconym bardziej szczegółowej charakterystyce planowania.

Dzisiejszy artykuł jest jedynie wstępem do tematu zarządzania, jest przedmową, którą uznałem za nieodzowną jeżeli chcemy mówić o tym jak planować.
Bliżej przyjrzę się planowaniu w jednym z najbliższych artykułów.


Komentarzy: 4 do wpisu “Planowanie cz.1”

  • Piotr "Procent" Łopaciński Says:

    Widzę, ze przenosisz na bloga wiadomości z wykładów :P. Jeśli brać pod uwagę wojskowe wzorce, to na praktycznie wszystkich imprezach możemy mówić tylko o planowaniu na szczeblu taktycznym, na większych, z odpowiednim zapleczem sztabowym możemy mówić o szczeblu operacyjnym, ale IMO nie o strategicznym, bo ten zwykle dotyczy całych teatrów czy kampanii, a takich w airsofcie nie mamy, nawet na imprezach na parę tysięcy ludzi :).

  • LordJamu Says:

    E tam, planowanie jest tylko sprawdzianem umysłowym i należy ono do początkowego względnego planowania akcji wraz z odwrotem bla bla a i tak w walce wiele się zmienia :P Wiem to od życia

  • Piotrek Says:

    Niestety ASG niesie w zakresie planowania i realizacji planów bardzo duże ograniczenia. Wg. mnie logiczne i sprawne działania możemy prowadzić max na szczeblu plutonu (no może kompanii przy dużym zaangażowaniu graczy). Takie są realia – nie zmienimy tego.Największymi „determinantami” takieg stanu rzeczy są:technicznie: mały zasięg replik (zwłaszcza replik wsparcia i snajperek), brak wsparcia w realnej sile rażenia (granatniki, moździerze, granaty, broń minowa itp…) oraz brak w poddodziałach uzbrojenia analogicznego jak w prawdziwej formacji (opisany przez kolegę np. brak KM wsparcia).Psychologicznie-brak możliwości bezwzględnego wykonania rozkazu przez graczy i brak mozliwości wyegzekwowania rozkazów przez liderów (no powiedzmy dowódców). Natomiast cała siła ASG polega na tym że umożliwia doskonale trening działania niewielkiej grupy – analogicznie do pododdziału formacji specjalnych. Wiem ze trudno przeskoczyć z poziomu technicznego żołnierza na operatora – ale o dziwo działania specjalne są realniej odzwierciedlone w ASG. Np. mały zasięg strzału determinuje doskonalenie sztuki kamuflażu i poruszania się. Dla mnie w zasadzie wszystkie wielkie spędy asg są zupełnie odrealnione, tak samo użycie pojazdów wojskowych oprócz zagrozenia dla uczestników jest formą atrakcyjnej przejażdzki… Zaryzykuję twierdzenie – że wobec faktycznego braku rezerw i iluzoryczności narodowych sił rezerwy – małe i doskonale zgrane grupy paramilitarne (używające replik asg do treningu) – nabierają znaczenia autentycznej „pseudorezerwy”.

  • Piotr "Procent" Łopaciński Says:

    Ja spotkałem się z co najmniej paroma inicjatywami stworzenia takiej rezerwy obrony terytorialnej opartej na nieformalnych grupach, oficjalnie nie wcielonych do żadnych struktur, które w razie W miałyby zajmować się dywersją itp. Jak wiadomo, ich nieformalność utrudniałaby wykrycie. Inicjatywy takie podejmowane były zarówno przez pasjonatów, jak i przez ludzi z MONu czy ze Strzelca.

Zostaw odpowiedź

Preview: