Burżuje w airsofcie vol. 94727930

Piotr "Procent" Łopaciński

Już jakiś czas temu słyszałem wyraźnie i wręcz agresywnie artykułowane „wątpliwości”, co do zasadności wydawania pieniędzy na profesjonalne szkolenia, gdy jesteśmy tylko ekipą airsoftową/MilSimową.
Pierwszy raz takie opinie w rozmowie usłyszałem przy okazji pojawienia się informacji o tym, że załoga WMASG brała udział w szkoleniu z zakresu taktyki czarnej + szkoleniu strzeleckim, organizowanym przez jedną z firm.
Było to oczywiście swoista reklamą tej firmy, ale to akurat nic złego. Chciałbym wiec w tym wpisie poprowadzić krótką polemikę z nosicielami w/w poglądów.

Z grubsza takich malkontentów można podzielić na 2 grupy: tych, którzy negują zasadność poważnych szkoleń, jeśli nie są nam one potrzebne „do pracy”, lub tych co maja analogiczne zdanie do szkoleń strzeleckich z użyciem broni palnej.
Jest jeszcze trzecia grupa, która łączy te 2 elementy – ich jest najwięcej. Najczęściej tok myślenia przeciwnika tego typu przedsięwzięć wygląda tak: „Takie szkolenia kosztują dużo.
Szkoda mi wydawać na takie coś pieniędzy, bo po co mi takie pierdoły?
Te 200 czy 300 zł mogę wydać na nowe części do mojego AEGa, by miał jeszcze więcej FPS.
Na takie szkolenia to stać tylko burżujów, którzy nie mają co robić z kasa i jeżdżą tam by sobie porobić fotki i tylko się lansować. Co za debile!”.
Najśmieszniejsze w tych ludziach jest to, że najczęściej są to właśnie Ci, którzy drwią z osób mających dobry sprzęt i „nie wahają się go użyć”. Ich sztandarowym hasłem jest „sprzęt to nie wszystko”.
No więc my, w myśl tego hasła wydajemy kasę na szkolenia, zamiast na up-grade AEGa. Ironia losu…

Po co nam w ogóle takie szkolenia (na razie wyłączając z tego temat broni palnej)?
Przede wszystkim dlatego, że niektórzy ludzie w airsofcie szeroko pojętym chcą się w jakiś sposób doskonalić, na różnych polach.
Niektórzy chodzą na siłkę, inni biegają w maratonach, jeszcze inni zdobywają górskie szczyty, a inni chcą dążyć do perfekcji w kwestiach taktyki.
Dokładności wykonywania procedur, zdolności improwizacji i zachowania w ekstremalnych sytuacjach, celnego i szybkiego strzelania czy zmiany magazynka.
W dużej części da się to wykorzystać na strzelaninach airsoftowych, co prowadzi do większej efektywności ekipy. Dla takich szkolących się ekip natomiast, strzelania takie są tylko sprawdzeniem wypracowanych wcześniej procedur i zachowań, są środkiem treningowym (darmowym!) a nie tylko celem samym w sobie.
Każdy ma swoje podejście do airsoftu, niektórym wystarczy replika i mundur, inni chcą inwestować w to dużo więcej siebie i pieniędzy.
Każde podejście należy co najmniej tolerować, jednak niektórych i na to nie stać. Inną sprawą jest to, że ciężcy są ludzie, którzy nie potrafią zrozumieć, że kogoś może kręcić w airsofcie cos innego niż „milijon FPS”. Cóż… życie :).

Ostatnią kwestią są szkolenia z wykorzystaniem broni palnej? Na co to komu?!
Ano argument pierwszy jest taki sam jak poprzedni – lubię to. Jedni lubią sery pleśniowe, inni kolor żółty, jeszcze inni seks bez zabezpieczeń, a ja lubię sobie wywalić jeden magazynek amunicji o wartości paru paczek kulek.
Z tym że jednak trzeba być naprawdę ograniczonym, by nie zauważać związku między airsoftem a bronią palną. Podpowiem – zastanówcie się na czym wzorowana jest wasza replika i dlaczego w ogóle nazywa się replika. I co? Już Wam coś świta Misie-Pysie?

Niektórzy po prostu chcą zasmakować czegoś, co znają tylko z opowieści, filmów i gier komputerowych, bo są prawdziwymi maniakami airsoftu i realizm jest dla nich rzeczą wręcz priorytetową. A takie zetknięcie z realnym odpowiednikiem własnej repliki potrafi być kształcące.

Na koniec pragnę przypomnieć, ze wiele osób albo chcę związać swoje życie ze służbami mundurowymi, albo chcąc prowadzić „normalne życie”, w wolnych chwilach chce zasmakować tego, czego zwykły cywil nie może.
A za wszystko co niszowe i profesjonalne płacić trzeba. Jak ktoś nie jest w stanie tego zrozumieć, to ja już nic na to nie pomogę. Jak już pisałem, niektóre głosy w tej kwestii nie wynikają już nawet z niezrozumienia (co jest rzeczą ludzką), ale z raku pewnego taktu i kultury.


Komentarzy: 4 do wpisu “Burżuje w airsofcie vol. 94727930”

  • Piotrek Says:

    Burżujstwo – Burzuazja – a ich oponenci to socjaliści i komuniści – tak by to mogło zabrzmieć historycznie. Oczywiście to żart. Jako starszy (wiekiem) kolega obserwuję w masowym airsofcie oczekiwanie że wszystko powinno być tanie i łatwo osiągalne. Jeśli coś jest łatwo osiągalne – przedstawia sobą marną jakość. By legitymować się dobrą kondycją – należy dużo ćwiczyć, by mieć dobry sprzęt (jeśli nie stać nas na niego – od zaraz) – należy długo na niego zbierać – wtedy ma dla nas jakieś znaczenie i możemy sensownie go wykorzystać i docenić. Inna sprawa to fakt że na tle innych sportów powiedzmy outdorowych – ASG jest tanie. Z rzeczy które znam mogę zestawić je np. z nurkowaniem, wspinaniem czy np motocrossem (najtańszym sportem off-road). Za 5-6000 PLN można być na prawdę nieźle wyposażonym graczem milsimowym (no bez noktowizji). Za te pieniądze w wymienionych przezemnie dziedzinach wiele nie zdziałamy. W sportach strzeleckich i myślistwie (które niewątpliwie są jakoś pokrewne ASG jako aktywności strzeleckiej) – z taką kwotą też za wiele nie zrobimy. Konkluzja jest prosta – w dzisiejszych czasach Panowie ASG jest relatywnie tanie! Koniec i kropka.
    Co do drugiej sprawy – ci którzy podchodzą do ASG jako do metody treningu paramilitarnego – muszą działać nieco szerzej. Nie wyobrażam sobie że poważny i dorosły gracz milsimowy – który wciela się w operatora podczas gier – nie miał choć podstawowego pojęcia o wspinaczce, nurkowaniu, prowadzeniu samochodu i motocykla/quada warto byłoby poskakać na spadochronie lub przynajmniej polatać na paraglajcie. Oczywiste że powinien być też choć podstawowo „ostrzelany” z ostrą bronią. Na prawdę nie trzeba być zawodowym wojskowym by rozwijać takie pasje na wysokim poziomie. Mamy na to resztę życia. Pytanie po co? Odpowiedź – a po co np. amator maratończyk inwestuje w buty, wyjazdy, odżywki i treningi – przecież nigdy nie wystartuje na Olimpiadzie… tak, ale zawsze może walczyć z samym sobą o podniesienie własnych wyników. I o to w tym chodzi generalnie – ASG jest tylko uzupełnieniem szerszego tematu zainteresowań paramilitarnych. Na koniec podrawiam wszystkich – którym się chce!

  • Piotr "Procent" Łopaciński Says:

    Cieszę się, ze chyba w pełni się zgadzamy. Niestety, takich osób jest mniejszość i przez to siłą rzeczy są grupy, które izolują się od ogółu środowiska, właśnie przez to, że nie potrafią zrozumieć innego podejścia do airsoftu szeroko pojętego.

  • Osk Says:

    Szczerze w 100% się zgadzam zarówno z artykułem jak i z Piotrkiem (czyli na dobrą sprawę z dwoma Piotrkami). Chciałbym też zasygnalizować problem nowych osób w asg, których ostatnio przybywa lawinowo – niestety w tej ilości trudno mówić o „jakości”. Myślę że warto byłoby też coś o tym napisać.

    p.s.w ostatnim zdaniu znikło „B” przed „brak” ;)

  • Piotr "Procent" Łopaciński Says:

    Dzięki za korektę, zostanie poprawione :).

    A co do tematu nowych w airsofcie, to pisałem o tym trochę i często teksty te spotykały się z krytyką (także konstruktywną). Problematykę porusza ta seria artów:
    http://blog.gunfire.pl/2010/02/26/jak-nisko-jeszcze-upadnie-nasz-airsoft/

    http://blog.gunfire.pl/2010/03/02/jak-nisko-jeszcze-upadnie-nasz-airsoft-czesc-ii/

    http://blog.gunfire.pl/2010/03/05/jak-nisko-jeszcze-upadnie-nasz-airsoft-czesc-iii/

Zostaw odpowiedź

Preview: