Stając przed wyborem nowej ekipy.

Piotr "Wroobel" Wróblewski

Rozpoczynając nowy rozdział życia jakim są studia, zostałem zmuszony do zmiany miejsca mojego stałego pobytu na jedno z większych Polskich miast.
Biorąc pod uwagę niemożność czynnego uczestniczenia w życiu ekipy, do której obecnie należę, postanowiłem rozejrzeć się w sieci w poszukiwaniu teamu, z którym mógłbym się potencjalnie związać.
Korzystając z ogólnodostępnej bazy danych społeczności airsoftowych, przyjrzałem się bliżej niemałej liczbie różnorodnych ekip, zarówno tych ambitnych jak i tych zrzeszających niedzielnych „wysiewaczy kompozytu”.
Przyglądając się multimedialne profile tych grup, udało mi się wysnuć kilka, myślę, że dość ciekawych wniosków…

Pierwszym co rzuca się w oczy jest bez wątpienia obok samej nazwy ekipy, jej logo.
Bardzo często jego brak, lub też żenujący poziom grafiki wypełniającej miejsce przeznaczone na owe logo, sprawiał że omijałem ekipę.
Tak samo bywało niestety często w przypadku, gdzie emblemat ekipy był plagiatem ściągniętym ze strony, którejś ze znanych jednostek wojskowych.
Logo to coś co nadaje ekipie indywidualny charakter, jest obrazem, z którym kojarzy nam się dany team, musi być więc łatwe do zapamiętania przez odbiorcę. W mojej osobistej ocenie dominuje prostota i oryginalność.
Za prostotą przemawiają również względy czysto techniczne. Nie zawsze jest miejsce aby umieścić grafikę w rozmiarze tapety pulpitu,  zmniejszenie natomiast powoduje często zniekształcenie drobnych elementów, a co za tym idzie, nieczytelność. Dodatkowo wszystko co nie jest „ozdobione” skomplikowanym wzorem, łatwiej zaadaptować na naszywkę.

Kiedy już zdecydowałem się bliżej przyjrzeć wybranej ekipie, chciałem wiedzieć czym ona się zajmuje, jak powstała, jaką ma historie, jakie priorytety, kto do niej należy etc. Innymi słowy interesowała mnie rubryka nazywana „historią ekipy” lub też częściej „o nas”.

Wielu wydaje się, że nikogo nie interesują tego typu informacje i wystarczy ograniczyć się do czegoś w stylu „Jesteśmy grupą młodych i ambitnych osób, które łączy wspólne zamiłowanie do airsoftu”. Ludzie! Przecież na stronie ekipy airsoftowej nie będzie ludzi, których łączy wspólne zamiłowanie do hodowli trzody chlewnej.
Zlitujcie się. Ta rubryka jest po to, by zainteresowany mógł dowiedzieć się czegoś więcej niż to co wynika z waszej nazwy czy banera na stronie głównej.

Z drugiej strony zdarzały się również ekipy opisujące swoją historię blokiem tekstu, zawierającym najdrobniejsze szczegóły i opisującym wewnętrzne romanse grupy. Nie popadajmy w skrajności.

Ku mojej uciesze uraczyłem kilka stron, gdzie dane mi było poznać historię i obecny charakter ekipy, jednocześnie nie tracąc  2h na czytanie ogromu tekstu.

Warto również sprawdzić jak wyglądają nasi przyszli towarzysze broni.
W tym celu wchodzimy do galerii i widzimy najczęściej dwa przypadki. Pierwszy z nich to przesadnie okrojona galeria ograniczająca się jedynie do kilku zdjęć, wbrew wszelkim przypuszczeniom nie jest to jednak najgorsze, co może nas spotkać w dziale z multimediami, przynajmniej w mojej ocenie.
Dużo bardziej daje się we znaki brak umiaru w ilości zamieszczonych fotografii.  W pierwszym przypadku szybko przebrniemy przez galerię i skromny, ale zawsze jakiś wstępny obraz ekipy mamy. Kiedy jednak mamy do czynienia z totalnym brakiem selekcji zdjęć, w dodatki oznaczonych w taki sposób, że tylko związani ze sprawą wiedzą skąd te fotki pochodzą, rzecz staje się co najmniej trudna. Ja w takich sytuacjach najczęściej rozwiązuje problem krzyżykiem w prawym górnym rogu ekranu.

Przeglądając zdjęcia rzuca się w oczy jeszcze jednak kwestia. Chodzi tu konkretnie o umundurowanie, a w zasadzie jego unifikacje. Nie muszę tłumaczyć o ile lepsze wrażenie robi ekipa ubrana w mundury o tym samym wzorze maskowania. Nie ważne czy jest to amerykański marpat czy (nawet! ) niemiecki flacktarn. Ujednolicenie robi swoje.

Kiedy znajdziemy ekipę, która spełnia nasze oczekiwania, chcemy się do niej zapisać. Szukamy więc działu „Rekrutacja”. Niestety bardzo często grupy zapominają dodać ten dział bezpośrednio na stronie, przez co zmuszają użytkownika do grzebania w forum, tylko po to by ten mógł dowiedzieć się którego z wymogów naboru nie spełnia.

Muszę również poruszyć temat, którego zazwyczaj społeczność unika.
Wiele jest naprawdę ciekawych, oryginalnych i trzymających poziom nazw. Zdarzają się jednak również takie, które wywołują uśmiech na twarzach.  I nie chodzi tu o te, które z założenia autora mają być traktowane z przymrużeniem oka, wręcz odwrotnie. Przynajmniej mnie najbardziej bawią te nazwy, które uderzają nadmiernym patosem i powagą, lub zawierają jakieś człony zaczerpnięte z nomenklatury niemal średniowiecznej pokroju wszelkich „mrocznych” i „nieustraszonych”. Do tego dochodzi fakt, że pod nazwą „mroczni wojownicy” kryje się kilku szesnastolatków z mlecznym wąsem pod nosem  i komedie mamy gotową.

Nie mogę również przemilczeć kwestii nazywania ekip airsoftowych w sposób wskazujący  jeżeli nie na rekonstrukcję, to przynajmniej stylizację na daną jednostkę. Nie do zaakceptowania jest dla mnie sytuacja, kiedy to  ludzie bazujący na amerykańskim sprzęcie potrafią nazwać się na przykład GROM, albo team używający wz.96 – Marines. Panowie, minimum własnej inwencji.

Mimo, że artykuł ma miejscami szyderczo- żartobliwy ton, nie chciałem nim nikogo urazić.
Jeżeli ktoś przeglądając swoją stronę, natknie się na jeden z wytkniętych dziś przeze mnie błędów, to niech powstrzyma się od zbędnych nerwów, wywołanie ich nie było moim celem. Tekst ten potraktujcie jak swego rodzaju konstruktywną krytykę.


Komentarzy: 4 do wpisu “Stając przed wyborem nowej ekipy.”

  • wilq Says:

    Dobry artykuł, zwraca on uwagę na fakt, który co raz częściej szerzy się wśród ekip ASG, szczególnie tych młodszych. Nie ubliżając nikomu, ale co najmniej 3/4 ekip jakie poznałem w ciągu mojej 10cioletniej przygody z ASG, uznaje się za „żołnierzy ASG”. To smutny fakt, ale zapominają, że to mimo wszystko zabawa. A im bardziej są „odstawione” pod względem mundurowym i replikowym tym bardziej im się w głowach przewraca. Panowie opanujcie się! Jak akurat miałem „przygodę z armią” więc mogę coś powiedzieć na ten temat. Przeprowadziłem się moich rodzinnych stron, do jednego z popularniejszych miast w kraju i jak szukałem ekipy to aż mnie głowa zabolała. Slogany jaki znalazłem – najlepszy był „Po co nam teamwork mamy przecież fps’y” :) – ten był najlepszy.
    Cóż jakim się ukazujesz takim cię widzą – więc, tym którzy chcą reklamować swoją ekipę, życzę powodzenia i zdrowego rozsądku. Airsoft rozrósł się w tym kraju na przestrzeni lat. Np. Na śp. „Tomaszowo” zaczęły przyjeżdżać osoby z zagranicy. Wy jesteście jego wizytówką.
    Tyle ode mnie.
    Pozdro.

  • Piotrek Says:

    Ekipa to trudny temat – sam miałem z tym problem – wyjściem było stworzenie własnej…Od blisko pięciu lat jakoś wszystko powoli się rozkręca – częśc ludzi odeszła, doszli nowi – ale kilkuosobowy rdzeń jest bez zmian. Niestety na moim terenie nie odpowiadało mi podejście „sceny” ASG do tematu. Tworząc grupę założyliśmy od razu konieczność gry TYLKO na real/low capach (z limitem max 35k dla broni długiej – co gwarantuje 30 pełnych strzałów z przeciętnego AEG-a oraz max 20 k dla krótkiej broni). Każdy ma taki Airsoft na jaki zasługuje…dla mnie wymiana kompozytu nie ma żadnej wartosci i jest poniekąd stratą (cennego!) czasu. Natomiast wspominam wiele doskonałych rozgrywek na dużym terenie, w małym składzie (2 na 2) – czy kilka niezapomnianych akcji nocnych które sprawiają że Real Air Soft ma dla mnie sens! Wolę na prawdę rozegrac kilka dobrych akcji w roku niż tracić weekendy na siekanki…

  • Piotr "Wroobel" Wróblewski Says:

    Masz absolutną rację. Stworzenie własnej ekipy jest dobrym rozwiązaniem w przypadku kiedy ma się na to czas i siły. W przypadku gdzie obok airsoftu ma się jeszcze inne zajęcia i zainteresowania, które przynajmniej w moim przypadku są mocno czasochłonne, trudno się w roli swego rodzaju dowódcy/ założyciela grupy odnaleźć.
    Zdecydowanie zgadzam się z Tobą, jeżeli chodzi o stawianie na jakość, a nie ilość spotkań. Trzeba jednak znaleźć ekipę, które ten temat potrafi równie dobrze rozumieć. A to już takie łatwe nie jest.

  • Piotrek Says:

    Dla mnie tak na prawdę problemem jest czas – mając wymagającą pracę i rodzinę jest ciężko coś dłuższego zorganizować – Natomiast w obecnych czasach dzięki internetowi można spokojnie poszerzać ekipę o ludzi którzy mają podobną wizję ASG. Natomiast ciężko jest się skrzyknąć i ustawić w terenie (biorąc pod uwagę rozproszenie takiej „wirtualnej” ekipy). Dla mnie jest jednak jasne że przyszłość Realnego i Wartosciowego ASG jest właśnie w takich wirtualnych i elitarnych ekipach. Jest to jedyna opozycja do spędu na który może przyjść każdy. Tak jest w każdej dziedzinie aktywności człowieka – mainstream jest bezwartościowy, nudny – natomiast elitana grupa z jednej strony wymaga czegoś (nie tylko wydatków na sprzęt ale również np. wieku czy umiejętności, wiedzy czy kondycji)-oferuje w zamian również wiele: rozgrywkę na wysokim poziomie, w klimacie realizmu, z ludzmi którzy mają wspólną wizję działania.

Zostaw odpowiedź

Preview: