Borne Sulinowo – inne spojrzenie

Piotr "Procent" Łopaciński

Po miesiącu „urlopu” wracam do pisania. Wśród paru wakacyjnych wyjazdów był jeden, o którym parę słów chciałbym naskrobać.

W przedostatni weekend sierpnia odbył się w Bornem Sulinowie (mam nadzieje, że ta forma odmiany w końcu jest poprawna :) ) już VII zlot pojazdów militarnych. Pełna nazwa wzbogacona jest jeszcze o prefiks „Międzynarodowy” i hasło „Gąsienice i podkowy”.
Nie do końca jednak chciałem pisać o samym zlocie (chociaż i o nim parę słów), ale ogólnie o Bornym (pozwolę sobie zapisywać nazwę miejscowości w takiej skrótowej formie) tak się składa, że brałem udział we wszystkich 7 edycjach sierpniowej imprezy oraz w dwóch majówkach airsoftowych tamże. Tak wiec można powiedzieć, że regularnie odwiedzam Borne i widzę po części jak to miasto się zmienia, oraz jak ewoluuje tamtejszy zlot pojazdów z roku na rok.

Na początek chciałbym zająć się tą ostatnia wymienioną imprezą.
Pierwsza jej edycja odbyła się w 2004, rok później zlot pojazdów był wyraźnie większy, liczniejszy, edycja 2006 już niewiele bardziej rozwojowa była od poprzedniej, a kolejne lata… właściwie TV nie musi co roku przyjeżdżać do Bornego, może puścić relacje z poprzedniego roku z innym komentarzem, gdyż rok w rok jest niemal dokładnie to samo.
Niemalże te same pojazdy, te same atrakcje towarzyszące, ten sam tłum, tłok i chaos. Chociaż w tym roku, co trzeba przyznać organizatorom, zaczęli oni walczyć z wszechobecnym kurzem i pyłem.
Czołgowisko stale nawadniały zraszacze ogrodowe, a po obozowisku uczestników jeździł wóz strażacki zraszający główne drogi tego obszaru. Akcja przynosiła naprawdę dobry efekt, kurzyło się mniej.
Poza tym niestety, poza zmieniającymi się co roku zespołami na scenie, nie uraczymy żadnych innowacji. Nawet na bazarze militarnym co roku te same twarze, ta sama oferta, te same produkty.
Tak samo ogólny tłok właściwie zbytnio nie zwiększa się z roku na rok i dobrze bo już teraz (jak na moje odczucia) jest za duży na tak małe miasto. W tym roku jeszcze jedną nowością była możliwość spotkania kolegi z pracy – Wroobla. Oczywiście wiadomo, ze nie ma nic lepszego, jak twórcza wymiana myśli przy butelce… no, przy butelce :).

Co edycje zauważam także jeden poważny problem, z którym się właściwie w ogóle nie walczy. Chodzi mianowicie o pijanych kierowców pojazdów militarnych, których nikt nie kontroluje.
Zarówno pozwala się im wyjeżdżać swobodnie na miasto jak też, co gorsze, szaleć na czołgowisku gdzie nie obowiązują właściwie żadne reguły. Nie mówię o tym, ze ktoś wypije jedno piwo i pojeździ swoim UAZem po górkach, tylko o ludziach, którzy cali czerwoni na twarzy ledwo panują nad kierownicą, a często to panowanie tracą, wyczyniając dziwne figury na czołgowisku.
Cudem jest, że nikt jeszcze tam nie zginął, chociaż z drugiej strony dochodzę do wniosku, że chyba tylko czyjaś śmierć mogłaby wpłynąć na zmianę skrajnie głupiej postawy organizatorów.
Przy wjeździe na tankodrom zawsze i tak stoi ochrona oraz żandarmeria zlotowa, więc  nie byłoby problemem kontrolować każdego z alkomatem, chociaż możliwe, że wtedy na czołgowisku nie pojawiłby się ani jeden pojazd, przez cały czas trwania zlotu. Brutalne ale prawdziwe.

Teraz czas na parę moich słów a propos samego Bornego Sulinowa.
Do 1945 roku był to garnizon niemiecki, do 1992 – radziecki/rosyjski, zamknięte miasto wojskowe, wyjęte spod polskiej jurysdykcji.
Oficjalnie to z Bornego wyjeżdżali ostatni rosyjscy żołnierze w Polsce. Celem nowych gospodarzy miasta było jego sprawne zasiedlenie, co było chyba planem dość śmiałym i pionierskim w skali kraju. Większość bowiem „poradzieckich” obiektów spotykały 2 scenariusze. Albo przechodziły w ręce wojska i dalej byłby użytkowane w ich celach, albo w rękach państwa czy samorządów, stały i nic się z nimi nie działo (czyt. popadały w ruinę).

Ten drugi los spotkał chociażby Kłomino, miejscowość oddaloną o paręnaście km od Bornego, którą w sumie można porównać do dużego i samodzielnego osiedla wojskowego, z domami mieszkalnymi różnego typu, a także zapleczem kulturalnym i usługowym.
Mimo wielu „Pomysłów na Kłomino” właściwie niewiele w nim zrobiono, prócz rozbiórki kolejnych budynków (część sama z siebie postanowiła się „rozebrać”). W efekcie Kłomina jest coraz mniej i znika największe, dostępne dla cywili polskie miasto-widmo. Gdyż największym niedostępnym dla cywili obiektem tego typu jest Pstrąże, ośmielę się stwierdzić, że to miejscowość większa nawet od Bornego, a na pewno z przeznaczeniem na większą ilość mieszkańców.
Znajduje się ona na Dolnym Śląsku, niedaleko od autostrady A4, w okolicach Bolesławca i jest częścią wielkiego poligonu ciągnącego się od Świętoszowa. No właśnie, poligonu. Miasto, które jeszcze do lat ’90 tętniło życiem (wojskowym bo wojskowym), które posiada ciekawe obiekty, jak chociażby potężny most na Bobrze, jest teraz wykorzystywane m.in. do szkoleń strzeleckich itp. Chociaż trzyma się dzielniej od Kłomina to i tak powoli przestaje istnieć.

Wracając do Bornego, trzeba stwierdzić, że plan „kolonizacji” był całkiem dobry.
Za śmieszne pieniądze sprzedawano tam „polskim osadnikom” mieszkania. W rożnym stanie, standardzie, metrażu. Oferta kusząca – tanie mieszkanie w miejscu cichym i spokojnym, oderwanym nieco od zgiełku tego świata, nad jeziorem o dobrych walorach rekreacyjnych, z powstającą kompletną infrastrukturą podstawową (sklepy, usługi, szkolnictwo, służba zdrowia, sport i rekreacja itp.), całe miasto porośnięte lasem iglastym, wokół też same tereny zielone.
Oddalone od większych miejscowości (Szczecinek, Czaplinek) o paręnaście km, od najbliższej drogi krajowej o parę km. Oferta atrakcyjna, głównie dla emerytów dla których to właściwie wymarzone miejsce na spędzenie starości (wiadomo, ze każdy lubi co innego, ale posługując się nieco stereotypem możemy Borne za takie miejsce uznać).
Ale to co w teorii wydaje się atrakcyjne, w rzeczywistości nie jest wcale takie kolorowe. Pomimo tego, iż miasto jest naprawdę malownicze w wielu miejscach, przez porastający je drzewostan iglasty, jezioro z plażą czy ciekawą architekturę (np. wille wyższych oficerów), a ponadto jest na tyle małe, ze wszędzie jest blisko, to jest faktycznie odcięte od świata, w tym sensie, ze leży pośrodku niczego, wiec jeśli czegoś nie ma w Bornym to najbliżej będzie co najmniej paręnaście km dalej.
I nie mówię tutaj nawet o infrastrukturze dla mieszkańców jako takiej, tylko ściśle o jednym aspekcie – miejscach pracy (bo nie tylko emeryci znaleźli się w Bornym).
Po drugie, mimo swego uroku, jest jednak dalej w dużej części miastem-widmem, z nieodremontowanymi domami, które straszą ruiną, i to nawet w centrum miasta. Ponadto w okolicznych lasach, a nawet w samym mieście (chociaż to już sporadycznie), roi się od pamiątek po poprzednich gospodarzach. Będąc w Bornym ponad 10 lat po przejęciu go przez Polskę, bez trudu znaleźć tam można było różne niewybuchy czy miny, a w pewnych kręgach sławna (i prawdziwa) jest historia o pocisku od RPG leżącym w studzience (obecnie zasypanej).
W dodatku jest to miejsce nieatrakcyjne dla ludzi młodych i dzieci, bo właściwie nie ma tam szczególnie co robić w dłuższej perspektywie czasu. O nowe miejsca pracy w Bornym trudno, bo i co niby miałoby tam powstać? Powstała Biedronka i podobno mocno utrudniła życie mniejszym sklepikom.
Rynek pracy jest tam już dość przesycony, miasto ma ponad 4000 mieszkańców, a powinno mieć jeszcze o wiele więcej, by puste budynki przestały straszyć. W dodatku obok zwykłych mieszkańców, można spotkać także bezdomnych, zajmujących wspomniane już pustostany. Nie wiadomo tylko, czy przybyli tam już z takim statusem, czy dopiero „dorobili się” go na miejscu.

Borne Sulinowo żyje głównie Zlotem Pojazdów Militarnych, to chyba najważniejsze wydarzenie w roku, chociaż nie wszyscy mieszkańcy są jego fanami (tłok, hałas itp.).
Poza tym w roku odbywa się tam parę mniejszych imprez, często także o zabarwieniu militarnym (np. Majówka z Airsoftem).
Generalnie fani militariów raczej mają co robić w tym mieście, a i władze chcą utrzymać w nim specyficzny klimat i nie pozbawiać go zupełnie elementów świadczących o jego przeszłości (i nie chodzi tu tylko o działa przed magistratem, czy T 34 na cokole przy głównej ulicy miasta).

By mieszkać w Bornym trzeba się przyzwyczaić i zaakceptować specyfikę, historie i dziedzictwo tego miejsca. Na pewno nie podrasowałoby to wielu osobom, czy to z miasta czy to wsi. Na pewno też Borne Sulinowo jest miejscem, które warto odwiedzić, bo drugiego takiego w Polsce raczej się nie znajdzie, a przechodzi ono ciągłą metamorfozę i z roku na rok coraz bardziej się „cywilizuje” i upodabnia do zwykłego polskiego miasteczka, jak wiele innych (chociaż jeszcze mu do tego daleko).


Zostaw odpowiedź

Preview: