Kiedy półśrodki nie dają rady…

Piotr "Wroobel" Wróblewski

W moim pierwszym artykule zatytułowanym „Prawie profesjonalni” poruszyłem kwestię stosunku jakości sprzętu oryginalnego do kopii. Starałem się pokazać, że sprzęt z niższej półki często może zastępować kontaktowe wyposażenie jednocześnie nie obniżając naszej zdolności bojowej zbyt mocno. Dziś artykuł o zgoła innym zabarwieniu.

W szafie z wyposażeniem każdego z nas są na pewno rzeczy, które spokojnie można zastąpić kopiami. Co stałby się gdyby zamiast kontraktowej kompasówki przypiąć kopię? Zapewne nic.
Są jednak elementy naszego wyposażenia, których zastąpić się nie da, a przynajmniej nie powinno.
Niestety życie pokazuje, że jest zupełnie odwrotnie. Ludzie noszą najwyższej jakości kamizelki i nawet najmniejsze ładownice kupują kontraktowe jednocześnie biegając w średniej jakości butach czy używając słabych kopii innych ważnych elementów wyposażenia. Co więc warto mieć dobrej jakości?

Słyszałem ogromną ilość opinii ludzi noszących polskie desanty, że lepszych butów nie ma na świecie.
Nie chcę kwestionować jakości tego obuwia, bo nie używałem go, ale przy tak szerokim asortymencie butów jaki oferuje nam rynek, trudno mówić, że desanty spełniają maksimum wymagań stawianych wobec obuwa wojskowego.
Jednak ich zachwycony właściciel nie potrafi tego pojąć, gdyż miał na nogach tylko jeden rodzaj butów i nie ma porównania. Ta sama zasada sprawdza się w przypadku używania  słabej jakości kopii.
Ludzie na nie narzekają, bo nie wiedzą jaki komfort oferują buty z wyższej półki.  Wygoda, zabezpieczenie przed wilgocią, wentylacja, bezpieczeństwo i jeszcze raz wygoda. Tego wszystkiego nie dadzą nam jungle Mil-Tec`a.

Najważniejszy element wyposażenia airsoftowca to z całą pewnością replika? Nie. To okulary!
Wiem, że nie jestem oryginalny, ale ochrona oczu jest kwestią pierwszoplanową. Nawet jeżeli gdzieś mamy własne zdrowie, pomyślmy o kłopotach jakie może mieć inny gracz przez nasze olewanie zasad bezpieczeństwa.
Wytrzymałość i odporność na uderzenia kulek to jednak nie wszystkie cechy o jakich powinniśmy pamiętać przy doborze okularów. Nie każdy zdaje sobie sprawę z jednego na pozór oczywistego faktu. Kamizelkę możemy zdjąć czy odpowiednio wyregulować, niewygodny hełm na postojach możemy zdjąć, uwierające nakolanniki poluzować, okularów nie zdejmiemy nigdy, muszą więc one być maksymalnie komfortowe i dopasowane do naszych indywidualnych cech anatomicznych.
Wszystko musi być dobrane tak, by podczas strzelanki zapominać, że mamy na je na oczach. Przy doborze tego elementu wyposażenia pamiętajmy również o problemie parowania. Okulary będą wykorzystywane podczas wzmożonego wysiłku warto więc zainwestować w powłokę anti-fog oraz powłoke antystatyczną.

Zostając przy ochronie naszego zdrowia skupmy się na nakryciach głowy.
Nie chodzi mi tu o ochronę kapeluszem w czasie lata przed promieniami słonecznymi, czy zimą, grubą czapką przed utratą ciepła. Mam tu na myśli ochronę przed mechanicznymi urazami głowy.
Każdy kto chociaż raz trenował czy strzelał na jakimś opuszczonym i zdewastowanym terenie zurbanizowanym rozumie doskonale o co chodzi. Gruz, wystające ze ścian elementy zbrojenia, fragmenty szyb zwisające z futryn i wiele innych atrakcji może nam zaoferować taki teren.
Inwestycja w porządny hełm z kevlaru czy kask ochronny spowoduje, że nasze i tak już mocno schorowane główki nie ucierpią. Wiadomo, że koszt takiego udogodnienia życia nie jest mały, więc dobrze mieć na głowie nawet jakąś kopie hełmu. Sam używam kopii MICH`a i już 2 razy uratowała mi ona głowę. Raz nawet pękła, ale wolę mieć pękniętą skorupę hełmu niż pękniętą podstawę czaszki.

Oprócz tych trzech podstawowych rzeczy jest również kilka elementów, które warto mieć lepszej niż przeciętna jakości. Chodzi chociażby o nakolanniki, które będąc niskiej klasy uciskają nogi podczas długiego marszu ( Wiem słyszałem, że na długie marsze nie zakłada się nakolanników, ale moim zdaniem ten tekst można sobie wsadzić w… między bajki).
Warto również inwestować w rękawiczki, nie każde zapewniają satysfakcjonujący poziom ochrony dłoni, czy też odpowiednią ergonomię.

Spektrum wymienionych przeze mnie elementów może różnić w zależności o indywidualnych upodobań i nacisku na określony charakter działań.
W CQB do tego zbioru można dorzucić dobrej jakości ładownice, natomiast w przypadku taktyki zielonej chociażby odpowiednio wygodny plecak.
Istotne jest jednak co innego. Ilu z nas składając kolejne zamówienia inwestuje pieniądze w nie do końca niezbędny sprzęt jednocześnie nie posiadając dobrej jakości podstawowych elementów wyposażenia?
Może warto czasem odpuścić sobie kolejną ładownicę czy inny element na rzecz konkretnych butów czy wysokiej jakości ochrony oczu?
Pamiętajmy, że w pewnych sytuacjach półśrodki nie dają rady.


Komentarzy: 6 do wpisu “Kiedy półśrodki nie dają rady…”

  • Piotrek Says:

    Skupię się tylko na „equipmencie”.Używam oryginalnych setów: ALICE (full set), ITLBV, Molle FLC oraz Molle Ranger RACK + kilkanaście elementów standardu MOLLE (wszystko woodland, sds)do tego. Jakieś 3 lata temu dostałem (w prezencie) kopię chińską Plate carriera+ładownice – po trzech latach intensywnej eksploatacji (gramy tylko na realcapach – więc w ładownicach „dużo się dzieje”) widać większe zużycie szwów i krawędzi materiałów w chińczyku niż w oryginałach – także blaknięcie kolorów jest wieksze niż w orginałach – natomiast by moje stanowisko było jasne: do celów ASG jakość podróbek jest wystarczająca! Problemem jest ich barwa – znacznie różniąca się od oryginału – tu od razu widać ze jest to kopia. Dotyczy to niestety także renomowanych producentów (np. Guardera – miałem do porównania FLC/Molle w woodlandzie + kpl. ładownic)- z kolorem było lepiej lecz expert od razu widział różnicę. Osobiście z powodów bardziej kolekcjonerskich a nie funkcjonalnych wolę oryginały – jednak rozumiem ze nie wszyscy akceptują ich ceny (za dwie ładownice można mieć chiński full set…)

  • Strap Says:

    Panowie,
    Wiadomo od wieków, że Twój sprzęt jest tak dobry, jak dobry jest jego najsłabszy element, truizm… Ale nie oszukujmy się – my się tylko bawimy. Bardziej lub mniej realistycznie, ale jednak. Rozważania więc, czy taki, a taki sprzęt jest lepszy od innego, to trochę dyskusja akademicka. Nigdy, nikt z nas, nawet na najbardziej realistycznych milsimach, nie bedzie tkwił miesiącami na zadupiu, w upale, piasku, 100% wilgotności, mrozie, deszczu etc. W związku z tym nigdy nie bedzie miał dylematu wytrzymałości i komfortu użytkowania szpeju. Nie czarujmy się, w naszej rzeczywistosci sprzęt kontraktowy, lub inny profesjonalnej jakości to tylko i wyłącznie lans lub talibańskie podejście do rekonstrukcji. I nie ma w tym nic złego, ale traktowanie tego sprzętu w kontekście: kontraktowy – bardziej przydatny, kopie – nieprzydatne lub mniej komfortowe,traci sens. Buty niewygodne – i co z tego, wieczorkiem nóżki do wanny i na tydzień spokój – dojdą do siebie same. Kark poobcierany od chińskiej kamizelki – parę dni i po kłopocie. Ładownice się wycierają po roku, pech – za 15 złotych kupi się nowe… I tak dalej i tak dalej… Żeby nie było, że się mądrze z daleka, to musze przyznać, że sam mam pierd….ca na punkcie kontraktowego szpeju i wydaję na niego jak chory psychicznie, to sam przed soba nawet przyznaję, iż jest to kompletnie nieuzasadnione niczym, poza pasją i hobby, jak to mojego znajomego, który ma w domu 75 metrowe pomieszczenie na kolejkę – model miasta i kilku wsi i do tego ponad 30 pełnych składów osobowo-towarowych. My mamy tak samo, co jest potwornie trudne do wytłumaczenia przed żonami. Reasumując – sprzet ma spełniać swoje zadanie, co w naszym przypadku tak samo robi dobrze EI, jak i małe chińskie noname rączki, a buty na strzelance są tak samo przydatne jak Bates, jak i Mil-Tec. Czyli w naszym przypadku bardziej sprawa psychiki, niż fizycznej potrzeby… A przynajmniej można się finansowo dostosować i jeśli ktoś ma pasję ASG, to nie musi się od samego startu rujnować finansowo…. i tak się zrujnuje, ale z czasem…Pozdrawiam

  • Jake` Says:

    @Strap Zgadzam się z Tobą w 100% ;)

  • Piotr "Procent" Łopaciński Says:

    Jasnym jest, że w dużej części kupowanie drogiego i oryginalnego sprzętu to wynik jedynie naszej potrzeby samorealizacji, realizacji pasji itp. Nie zgodzę się natomiast z tym, iż jakość sprzętu jest obojętna dla zabawy. Bo nawet zakładając buty na jeden dzień, chcę by były wygodne to raz, chroniły przed warunkami zewnętrznymi to dwa. Poza tym kupując porządne buty, wiem, że nie rozpadną mi się one po roku użytkowania, a co gorsze, ze minimalne jest ryzyko, iż nagle rozpadną się podczas działań. Bo wolę kupić raz buty porządne, a nie wydawać co roku na nie pieniądze. To samo tyczy się reszty odzieży, chociażby tej wierzchniej w postaci kurtek membanowych itp. Jak siedzę na wspomnianym już Mil-Simie, to porządny polar ma zapewniać mi izolacje termiczną, a porządny gore-tex ochronę przed wiatrem i deszczem. Bo podnosi to mój komfort i pomaga sprawnie działać. A przekładając to na życie codziennie, pozwala ograniczyć ryzyko jakiejś choroby (czy nawet większego przeziębienia), które przeszkadzałoby mi poza weekendem, przez tydzień.

    Tak samo sprawa ma się z hełmami czy nakolannikami, które maja zapewniać ochronę, a na tym już nie warto oszczędzać.

    Idąc dalej podobnie rzecz się ma z systemami hydracyjnymi, gdzie chcę mieć pewność, że będą one szczelne i nie zamoczą mi plecaka itp.

    Wymieniać by tak można długo, ale moja konkluzja jest taka, że znajdzie się całkiem sporo takich elementów wyposażenia (oczywiście cały czas mówimy o części, a nie całości gearu), których jakość ma duże znaczenie dla komfortu a czasami i bezpieczeństwa danej osoby. Dlatego warto z głową dobierać sprzęt i zamiast kolejnych lanserskich gadgetów, skupić się na solidnych podstawach (tak też odczytałem konkluzje Wroobla).

    Ja też swój komentarz pisze, pod katem takich osób, które robią coś więcej niż coweekendowa, parogodzinna strzelanka, ale takich, które ten sprzęt wykorzystują w szerszym spektrum zastosowań i prócz wspomnianych już Mil-Simów, szkoleń itp, to jest to także np. turystyka piesza czy survival.

  • Strap Says:

    Procent, Jeżeli mówimy o turystyce pieszej, czy survivalu, to insza inszość, ale jeżeli chodzi o ASG i nasze zabawy, to nadal podtrzymuję swoją opinię… Pamiętaj, coweekendowych Rambo jest znacznie, znacznie więcej.
    PS. Co do sprzętu ochronnego, to jestem jak najbardziej za – kiedyś już się wypowiadałem…
    Pozdrawiam

  • Piotr "Procent" Łopaciński Says:

    Zgadzam się, aczkolwiek po prostu w środowisku ludzi, w którym działam takie „dodatki” do airsoftu są normą, albo w druga stronę, airsoft jest wręcz dodatkiem do innych działań i aktywności. Tak więc może patrze z trochę może zawężonej perspektywy, ale głównie taką znam. Taką, gdzie jakość sprzętu ma często kluczowe znaczenie.

Zostaw odpowiedź

Preview: