Społeczeństwo o „naszych” w Afganistanie.

Piotr "Wroobel" Wróblewski

Czytałem ostatnio kilka artykułów dotyczących polskich żołnierzy w Afganistanie.
Chodzi mi głównie o artykuły dotyczące afery w Nangar Khel czy ostatniej sytuacji z wysadzeniem przez Polaków opuszczonej afgańskiej chaty, lecz wątek który chce poruszyć pojawia się nawet w doniesieniach o śmierci naszych rodaków.
Jaki to wątek? Mam na myśli komentarze naszego społeczeństwa zamieszczane pod tymi newsami, a konkretnie o dość dużą dozę wrogości i antypatii kierowanej w stronę naszych żołnierzy. Dziś kilka słów na temat tej kwestii.

Trzeba przede wszystkim sprecyzować problem.
Tkwi on w wypowiedziach nasyconych antypatią. Pewien stopień anonimowości jaki zapewnia Internet pozwala ludziom nazywać naszych żołnierzy świrami, mordercami, kryminalistami etc.
Jakby tego było mało, pozwalają sobie na bardzo odważne oceny. Większość zarzuca im, nieludzkie zachowanie, bestialstwo i  wiele innych mocno przesadzonych rzeczy.
Trzeba również wspomnieć o wątku finansowym. Teksty, że nie powinni narzekać na warunki, bo robią to dla kasy to norma. Nie mówię już nawet o ocenach dotyczących emerytowanych wojskowych w wieku 40 lat.
Tylko czy ci wszyscy komentatorzy afgańskiej rzeczywistości znają ją na tyle dobrze, by wydawać tak śmiałe opinie?

Mój wiek nie pozwala mi na porównywanie dalekiej przeszłości z teraźniejszością, ale z opowieści starszych znajomych wiem, że czasy mocno się zmieniły.
Postęp zmienił też podejście ludzi do wielu spraw.
Kiedyś samotna kobieta z dzieckiem była ogromną aferą, dziś nikogo nie dziwią nastoletnie mamy idące w stronę swojego gimnazjum. Tak samo kilkanaście lat temu mundur był szanowany, noszenie go było zaszczytem, a cywile czuli wobec munduru respekt. Teraz, kiedy nie ma już żadnej świętości i nawet z krzyża można zrobić element politycznego konfliktu, mało kto rozumie wagę munduru WP.
Jeżeli ktoś kto według władz jest godzien nosić na ramieniu polską flagę a na berecie nasze godło, nie zasługuje na szacunek, to kto w takim razie zasługuje, moi drodzy patrioci…? Z drugiej strony nie ma się co dziwić takiej reakcji społeczeństwa kiedy nawet władze nie potrafią zachować minimum szacunku dla naszych żołnierzy.
Pamiętam jak w kulminacyjnym momencie afery dotyczącej Nangar Khel, media pokazywały zdjęcia naszych żołnierzy skutych kajdankami, z kurtkami na głowach, prowadzonych przez funkcjonariuszy operacyjnych ŻW. Sposób w jaki ich potraktowano nie różnił się od tego jak obchodzono się chociażby z członkami gangu wołomińskiego.
Wiem, że wszystko regulują przepisy, artykuły prawne, procedury, ale chyba każdy widzi różnicę między nieżyjącym już „Dziadem”- szefem wołomińskiej grupy przestępczej, a żołnierzami, którzy narażali swoje życie w Afganistanie.

I znów kolejny problem naszego społeczeństwa: „ przecież nie narażają życia za darmo”.
Zgadza się, wybrali taki zawód, zgodzili się wyjechać na misję, muszą brać pod uwagę ewentualność utraty zdrowia i życia.
Tylko kto wytłumaczy mi dlaczego strażacy, funkcjonariusze GOPR czy jakiekolwiek inne jednostki narażające życie za pieniądze nie spotykają się z taką krytyką?
Oczywiście dlatego, że oni ratują życie, a żołnierze pojechali do „Afganu” mordować. Tu wychodzi ogromna ignorancja i posługiwanie się stereotypami. Żołnierz walczy, żołnierz zabija…
Może kiedyś, teraz każe użycie broni musi być uzasadnione, i nikt na pewno nie strzela bez rozkazu do ludzi, powiem więcej, nikt nie zabija gdy nie musi, gdy nie zależy od tego jego własne życie. Niestety wielu cywili nie potrafi tego pojąć.

Argument „ to nie nasza wojna”. Nasza czy nie, nie wiem.
To skomplikowana kwestia, ale nawet jeżeli zarzut ten jest słuszny, to trzeba go kierować do kogo innego.
Żołnierze nie mają wpływu na to gdzie stacjonują. Kto ma? To już raczej oczywiste… A prosty żołnierz chce po prostu zarobić, taką ma pracę, dla niego nie ma znaczenia gdzie pracuje, dla niego liczy się, że ma za co utrzymać rodzinę.

Zastanawiającym jest również fakt łatwości oceny postępowania „naszych” na misjach. Na jakiej podstawie są wysnuwane tak śmiałe teorie? Ciekawi mnie czy ludzie z taką łatwością wydający wyroki widzą jak wygląda życie na misji?
Czy znają chociaż jedną osobę, która tam była? Czy przynajmniej wiedzą po co Ci żołnierze tam są? Myślę, że nikt z nas, siedzących teraz przez ekranem monitora nie może nawet wyobrazić sobie poziomu stresu jaki towarzyszy przebywaniu tam.
Niebezpieczeństwo, perspektywa śmierci, doświadczenia, rozłąka z rodzinką – to wszystko ma ogromny wpływ na postępowanie. I nie zrozumie tego nikt, kto nie przeżył tego osobiście.

Wcześniej poruszyłem kwestie emerytur.
Ogromna ilość ludzi jest oburzona faktem, że 40 letni facet jest na emeryturze.
No i jest w tym trochę racji, bo często ludzie pracujący w armii siedzą przez cała swoją karierę za biurkiem, a ich praca jest mniej stresująca i niebezpieczna niż praca kasjerki w sieci sklepów z owadem w nazwie, a mimo to korzystają w wcześniejszych emerytur.
Z drugiej strony mamy ludzi, którzy spędzili wiele czasu na misjach w warunkach, o których nie mamy pojęcia.
Myślę, że oni zasłużyli na wcześniejszy odpoczynek. Odpoczywają za pieniądze z budżetu? Tak, ale myślę, że zaoszczędzić w naszym kraju można na wypłatach dla zupełnie innej części „budżetówki”. : )

Pozostała jeszcze kwestia doniesień o śmierci żołnierzy.
Jeżeli ktoś w takiej sytuacji pisze komentarz pokroju „ I dobrze, wiedział po co tam jedzie…” to zaczynam wątpić, w teorię ewolucji, bo niektóre osobniki z drzew jeszcze nie zeszły.
Nie wyobrażam sobie sytuacji, gdy ktoś z moich bliskich ginie służąc ojczyźnie, a ja czytam w sieci, że „dobrze się stało”.

Ku mojej uciesze, wśród ogromu nieprzychylnych komentarzy pojawiają się również takie, które pokazują, że jednak część naszego potrafi logicznie myśleć.
Potrafi zrozumieć sytuację, powstrzymać się od ocen, a jednocześnie ostudzić zapał tych, którzy najchętniej bez procesu sądowego powiesiliby naszych żołnierzy za samą ich obecność w Afganistanie.

Dziś będzie bez konkluzji i podsumowań.
Dlaczego? Bo każdy ma swój pogląd na tę sprawę i zrozumieć, że łatwo jest wydawać wyroki nie znając sytuacji.


Komentarzy: 8 do wpisu “Społeczeństwo o „naszych” w Afganistanie.”

  • Piotrek Says:

    Problem jest szeroki – niestety świadomość patriotyczna w społeczeństwie jest mierna, zatraciliśmy ją w ostatniej dekadzie. Nie poznaliśmy szczegółów zajścia w N.K. a media zrobiły z jego uczestników kryminalistów – zanim sąd ogłosił jakikolwiek wyrok w tej sprawie! (tu wielki szacunek dla Gen.Skrzypczaka-który miał odagę bronić swoich ludzi i nawoływać do rozsądku w ocenie sprawy-odsyłam do jego ostatniej książki:”Moja wojna”).Oczywiście ocena udziału naszych jednostek w operacjach „pokojowych” z udziałem naszych oddziałów może być różna i każdy obywatel ma do tego prawo – jednak są to nasi ludzie – i jeśli nie będą mieli oparcia w społeczeństwie to w zasadzie podważa to sens istnienia armii. Jeśli chodzi o wzbudzające emocje warunki emerytalne mundurówki – to nic nie stoi na przeszkodzie by ktoś kto tego zazdrości sam pracował w resorcie – ale zazwyczaj brak krytykantom „warunków” na to…W ocenie armii – nie bez winy jest ona sama – wiele złego zrobiła słaba wola z walką ze zjawiskiem fali – ostro nagłaśnanej na przełomie lat 89/90 i póżniej, dodajmy do tego że dopóki trwał obowiązkowy pobór – niestety do armii trafiło wielu ludzi o bardzo niskim morale czy wręcz poziomie umysłowym – wśród „lepszych” którzy uniknęli służby zrodziło się przekonanie (nie bezpodstawne) o braku sensu służby wojskowej, nie robiły dobrego wrażenia afery finansowe w AMW i kontrowersje wokół przetargów dla armii. Tak naprawdę dopiero kampania medialna do rekrutacji kontraktowej w 2009 otworzyła armię informacyjnie w sposób nowoczesny na resztę społeczeństwa.Dla porównania (temat znam z częstych wizyt w tym kraju) W Niemczech mimo kontrowersji wokół działania u boku amerykanów nikt nie śmie publikowac jakiejkolwiek krytyki samej armii, Bundeswehra jest obecna medialnie „od zawsze” podczas imprez okolicznościowych i pikników a żołnierze są przede wszystkim Obywatelami – taki charakter ma Bundes Heer – obywatelski.Nam niestety trudno zrozumieć że siły zbrojne są istotą i fundamentem suwerennego państwa. Niestety u nas na taka postawę ma poważny wpływ działalność samego Państwa i samej armii…

  • Strap Says:

    Chłaopaki, fajnie mi się was czyta, ale powiem szczerze, że już jakiś czas temu zauważyłem, że macie to, co ja w Waszym wieku (czyli dobre 20 do tyłu) – zapał do walczenia ze światem. I nie ma w tym grama ironii – obyście mieli go na jak najdłużej. Ale pozwolę się nie zgodzić w tym punkcie z wami, a pozwala mi na to (oprócz wieku), fakt pochodzenia z wojskowej rodziny (od pokoleń). Moje dzieciństwo to dom w koszarach i koszary w domu. Bardzo chciałbym, byście to, co mówicie o szacunku do LWP w latach 80 było prawdą. Niestety nie jest, chyba że porównujemy do ZOMO i milicji obywatelskiej, to może….
    A ówczesny poziom wyszkolenia, pożal się Boże…. 30% kompani bojowej wykonywało minimum na strzelnicy. Za dobre wyniki było 2 dni przepustki!!!! Ale nie o tym mówimy…
    Co do opinii, marginesu, bo to jest margines mówiący o mordercach, nie brałbym kundelków pod uwagę. Fakt jest faktem, że dzisiejsza wojna też jest prowadzona zgodnie z konwencjami, i niektóre rzeczy podlegają pod paragraf, ergo są przestępstwami. Nic, że to chyba najbardziej poj….. sprawa. Jak to działa polecam lekturę Marcusa Luttrella. Sprawa musi zostać wyjasniona przez sąd, a fakt całej szopki przy zatrzymaniu i traktowanie chłopaków zakrawa na skandal, ale cóż, ktoś się chciał wykazać… Czekajmy cierpliwie.
    Co do wcześniejszych emerytur, akurat jest to sporny temat i moim zdaniem kompletnie nieuzasadniony, i często niepotrzebny dla samych mundurowych. Z punktu widzenia finansów państwa wręcz niekorzystny. I nie ma tutaj żadnego wpływu fakt stresujacej służby, są bardziej stresujące zawody. Zycie na misjach naprawdę naraża ułamek zatrudnionych….
    Co do komentarzy po śmierci chłopaków, przyznam, iż nie słyszałem żadnego mówiącego „i dobrze…”. Ale wkurza mnie fakt, zwalania winy na Państwo i rząd, że żołnierze giną. Bardzo współczuję rodzinom, ale sorry, zawód żołnierza ma śmierć wpisaną w kontrakt. To tak, jakby lekarze mieli pretensje do rządu, że się zarażają od pacjentów, a hutnicy się parzą…. Sorry, smutna sprawa, ale taki zawód…
    Poza tym, jak ludzie giną, to nie ma co się dziwic, że Afgan staje się coraz mniej popularny w społeczeństwie, zwłaszcza, że oprócz działań w warunkach bojowych, to jako państwo g…. z tego mamy. Pamiętacie, ile Turcja skasowała Stany tylko za przelot samolotów nad jej terytorium?…No właśnie….
    Pozdrawiam i czymajcie tak dalej, bo się fajnie was czyta.

  • Student Says:

    JEstem Za Wojną w Afganistanie, jak będę Żołnierzem pojadę i zarobie kilka dolców

  • Piotrek Says:

    Studencie – zanim dorośniesz ten konflikt pewnie się skończy – a generalnie twoja wypowiedz w kontekście wyjściowego tekstu Wroobla jest tak płytka że warto by było zamknąć ten wątek…

  • Piotr "Procent" Łopaciński Says:

    Chciałbym nawiązać tylko do dwóch poruszonych aspektów. Pierwszy to wszystkie „afery” związane z działaniami naszego kontyngentu na misjach (ze sztandarową Nangal Khel). Praktyka w siłach zbrojnych USA, w takich kwestiach, jest bardzo protekcjonistyczna ,zupełnie odwrotna niż u nas. Gdy dojdzie do takiego zdarzenia, to stara się je wyciszyć, a sprawa rozwiązywana jest wewnątrz, na odpowiednim szczeblu. Dopiero, gdy taki incydent „wypłynie” (czy to przez dziennikarzy, czy od kogoś z sił zbrojnych), to robi się z tego „afera” w polskim stylu. Pomysł cwany i można by rzec, dalece niesprawiedliwy, ale żołnierze nie boją się wtedy o paragrafy, zamiast o swoje życie (choć rodzi to ryzyko przesady w drugą stronę, nadmiernego łamania ROE w przeświadczeniu bezkarności).

    Druga sprawa to nasze wymierne zyski z tych operacji. Jeśli chodzi Afganistan, to sprawa jest bardziej skomplikowana, bo to rzeczywiście operacja, gdzie udział bierze wiele państw i jest to operacja NATO, wiec nasz udział w niej wynika ze zobowiązań członkowskich.

    Irak, to jak wiemy już bardziej „dobrowolna” misja i tutaj rodzą się uzasadnione pytania o to, co my z tego mamy? Nie ograniczają się one tylko do kwestii „Co USA daje nam, za to, co my dajemy USA?”, chociaż najczęściej wokół tej kwestii skupia się dyskusja. Chodzi też o to, dlaczego, mimo początkowych nadziei graniczących z pewnością, Polskie przedsiębiorstwa maja tak mały udział na irackim rynku? Przecież z odbudową Iraku wiązano wielkie nadzieje, tym bardziej, że nasze firmy budowlane są w Iraku obecne już od początku lat ’90. Rodzące się nowe irackie siły bezpieczeństwa, to szansa dla naszej zbrojeniówki (częściowo akurat wykorzystana, bo „wcisnęliśmy” Irakijczykom Tantale i amunicje do nich, z którą nie było co w Polsce robić itp).

    Osobną, ale chyba najważniejszą kwestią są kwestie czysto polityczne. Nasze zaangażowanie w Iraku, jako karta przetargowa. Także dość blado wypada ten aspekt, chociażby w odniesieniu do kwestii wizowej, która jest jedną z najgorętszych spraw w stosunkach PL-USA (przynajmniej w wymiarze społecznym).

    Plusem jest oczywiste doświadczenie bojowe naszych jednostek, ale także niejako wymuszona potrzebami misji modernizacja naszej armii w pewnych sektorach (jak np. wyposażenie indywidualne żołnierza). Niestety często na poziomie indywidualnym się kończy, gdyż po powrocie ze zmiany, dalej często nie ma pomysłu na to, jak wykorzystać nowe doświadczenia. Nie modyfikuje się programów szkoleniowych, nie słucha się uwag i obiekcji „misjonarzy”. Powoli ten stan rzeczy się zmienia, ale nadal, jak na parę lat naszych doświadczeń, są one po prostu marnowane.

  • Piotrek Says:

    Procent porusza zasadniczy temat – mianowicie czy Polska posiada decydentów (zarówno cywilnych jak i wojskowych) którym zależy na rozwoju naszego kraju? Ja mam wrażenie że przynajmniej dla cywilów liczy się prespektywa kolejnych wyborów – nic więcej. Natomiast wojskowi (w pełni zależni od cywilnego aparatu decyzyjnego) nie zrobią nic co może zagrozić ich stanowiskom. Co do udziału naszych sił zbrojnych w operacjach w Afganistanie i Iraku (tu odsyłam do książek:”Moja wojna” gen.Skrzypczaka oraz „Armia na posyłki” Artura Bilskiego) – nie mamy niestety profesjonalistów którzy mogliby przekuć trud uczestnictwa w misjach zwykłych żołnierzy – na profity dla gospodarki kraju, Na nadzorowane przez amerykanów rynki wchodzą najlepsi i nie ma i nie będzie wśród nich nas – zamówienia na broń strzelecką i amunicję oraz sanitarki są niczym przy krociowych kontraktach – głównie naftowych i budowlanych w tych krajach (przypomnijmy że w czasach PRL głównie to my budowaliśmy iracką infrastrukturę przemysłowo-drogową). Największym dorobkiem z misji jest fakt że ok. kilkunastu tysięcy ludzi zetknęło się z prawdziwymi działaniami zbrojnymi, z realnym zagrożeniem, strzelało i wykonywało realne zadania. Nadto działali często wspólnie z najsprawniejszą póki co machiną wojenną współczesności (bo mimo wpadek bez wątpienia amerykanie są profesjonalistami). Pozostanie pytanie czy ludzie ci wykorzystają swe doswiadczenie dla dobra sił zbrojnych RP? Czy też wybiorą w obliczu stagnacji powrót do cywila? Niestety prawda jest taka że mimo wzmożonej reklamy nasze siły zbrojne są w zapaści…DWS wraz z Gromem formozą i Lublińcem nie obronią Polski – to za mało…

  • Piotr "Procent" Łopaciński Says:

    Tak apropos tego, że ludzie uważający naszych chłopców w Afganie za najemników i morderców to margines, taki demot, który dzisiaj odkopałem. Zobaczcie jakie dostał oceny i przeczytajcie komentarze. A wiadomo, ze na demotach siedzą głównie ludzie młodzi.

    http://demotywatory.pl/2072275/Zabijaja-tysiace-by-ratowac-miliony

  • wilq Says:

    Miło się czyta, że jest jeszcze poza ciemnogrodem ktoś, kto stara się też zrozumieć (pomijając Studenta, którego komentarz mnie rozbawił swoja głupotą).
    Było kiedyś takie forum nangarkhel.eu – usilnie blokowane przez SKW… Cóż wyszło jednak ,że chłopaki są niewinni, amunicja wadliwa a szczebel najwyższego dowództwa to „plecaki” i „karierowicze” – ludzie mediów pokroju gen. Polko. Taka niestety jest sytuacja MONu – jest co raz gorzej. Pozdro dla Osy i DELTY!

Zostaw odpowiedź

Preview: