Ten pierwszy raz…

Piotr "Wroobel" Wróblewski

Już na wstępie zawiodę wszystkich erotomanów gawędziarzy, gdyż tytuł nawet w najmniejszym stopniu nie ma zabarwienia seksualnego. Chodzi tu o zupełnie pierwszy raz. Pierwszy milsim.

Moje lokalne środowisko do tej pory nie organizowało imprez typu milsim. Ta, miała być pierwszą.
Spotkanie było organizowane przez mojego znajomego i nie było to jego pierwsze tego typu przedsięwzięcie. Już wcześniej pokazał, że kwestie logistyczne potrafi dograć niemal na sto procent, więc o stronę techniczną byłem spokojny.  Obawiałem się bardziej o kwestię mentalną uczestników i to jak uda się przeprowadzić milsim, na którym 90% uczestników nigdy wcześniej nie „walczyła” na takich zasadach.
To miał być ogromny krok na przód. Dla wielu pewnie nawet zbyt duży, ale o tym później. Wszystko odbywało się na nieczynnym poligonie pod Ciechanowem. W imprezie wzięło udział około 30 osób…

Już na długo przed imprezą pojawiły się pierwsze przesłanki, że milsim może się nie udać.
Kiedy tylko ukazały się oficjalne zasady gry, rzesza młodych, zapalonych airsoftowców zaczęła protestować. „Jedna kulka i do domu? Co to ma być?”. Organizator wyszedł naprzeciw oczekiwaniom środowiska i zmienił zasady.
Rygorystyczne wykluczanie z gry po pierwszym strzale zostało zastąpione respami na koniec etapu, czyli co kila godzin. Zasady określane mianem RWG ( Real War Game ). Krok w stronę zwykłej strzelanki.
Trudno, może przynajmniej ograniczenie amunicji i charakter misji nadadzą imprezie odpowiedniego klimatu.

Jak się na miejscu okazało, miałem pełnić rolę dowódcy sił USA.
Biorąc pod uwagę moją kontuzję i ( dużo większe niż się spodziewałem ) problemy z bieganiem, opcja siedzenia przez większość czasu w sztabie i delegowania jednostek w poszczególne rejony terenu gry wydawała się atrakcyjna.

Trzeba jednak przyznać uczciwie, że nie widziałem przez to, jak wygląda akcja i charakter zadań wykonywanych przez moje sekcje. Mówiąc prościej nie mogłem stwierdzić ile milsim`u w milsim`ie.Mimo to udało mi się zobaczyć kilka prób szturmu na nasz sztab. Wniosek jeden, dla wielu ta impreza nie różniła się niczym od niedzielnego strzelania.Sama impreza, była w mojej opinii bardzo udana. Do milsimu czy RWG było temu daleko, ale nadzwyczaj ambitną strzelanką można to nazwać.

Impreza ta pozwoliła mi wyciągnąć kilka wniosków.
Pierwszy z nich dotyczy zmiany zasad rozgrywki.
Niezwykle ciężko jest zorganizować milsim dla osób, które do tej pory miały styczność tylko z prostą, typowo airsoftową rozgrywką. Jeżeli ktoś przez kilka lat strzelał ze świadomością niejako nieograniczonej amunicji, ze świadomością respów, z nastawieniem, że najważniejsze to zlikwidować wroga, to ciężko jest takiej osobie z dnia na dzień oswoić się z perspektywą zakończenia imprezy w momencie pierwszego postrzału.
Trudno im zrozumieć, że czasem warto przejść niezauważonym i wykonać zadanie, zamiast wdawać się w niepotrzebną wymianę ognia. Trudno im zrozumieć i przyzwyczaić się do wielu innych różnic. Dlatego myślę, że taka impreza na zasadach pośrednich między zwykłą strzelanką a milsimem, takie bardzo elastyczne RWG, jest idealnym rozwiązaniem.
Jest to duży krok w stronę typowych milsimów, opartych na twardych zasadach. Kwestia tego ilu takich kroków potrzeba aby stać przyzwyczaić się do takich ów „twardych zasad” i zacząć czerpać przyjemność z nieco ambitniejszych imprez.

Kolejny wniosek jaki mi się nasunął dotyczy samej organizacji imprez. Jest on bezpośrednio związany z poprzednim.
Chciałbym zwrócić uwagę na to, jak ciężko pracuje się z niedoświadczonym środowiskiem. Impreza na początku miała być typowym milsimem, tłum powiedział „nie”. Zasady zostały zmienione do RWG, a w rzeczywistości nawet te nie zostały zachowane w stu procentach.
Organizatorzy musieli totalnie zmienić wstępne założenia tylko dlatego, że dla wielu okazały się to za wysokie progi. Nie chce tu narzekać na stan środowiska, chociaż mógłbym to z czystym sumieniem zrobić, chcę pokazać, jak niedoświadczenie komplikuje życie nie tylko samym niedoświadczonym, ale i ludziom z zewnątrz.

W siłach USA, którymi jak już wspomniałem, miałem przyjemność dowodzić, była pewna ekipa z Ostródy. Jej nazwa pozostanie tajemnicą ;) .
Chłopaków było 5. Każdy z nich miał już jakieś doświadczenie milsimowe i każdy wiedział doskonale po co przyjechał. Współpraca z nimi to była czysta przyjemność. Komunikatywni, efektywni, dobrze zorganizowani itp. Można by wymieniać tak jeszcze długo.
Po co o nich wspominam? Ich przykład pokazuje, że można dobrze się bawić i reprezentować ciekawy poziom, można budować klimat swoim wyglądem będąc jednocześnie efektywnym. Zastanawia jedynie fakt dlaczego na takiej imprezie spotkałem tylko pięcioosobową sekcję trzymającą taki poziom.
Może powinniśmy nieco krytycznie spojrzeć na nasze osoby i zainwestować w swój rozwój. I nie chodzi mi tu o inwestycje typowo finansowe. ;)


Zostaw odpowiedź

Preview: