Z wojskowej biblioteki: „Jarhead” by Anthony Swofford.

Piotr "Wroobel" Wróblewski

Któż nie zna słynnej militarnej produkcji kinowej Sama Mendeza „Jarhead. Żołnierz piechoty morskiej”?
Zapewne zna ogromna większość wiec o filmie rozmawiać nie będziemy. Zdecydowana mniejszość wie, że film został nakręcony na podstawie książki autorstwa Antonego Swofford`a i to właśnie o literackim dziele jednego z marines walczących podczas I wojny w Zatoce Perskiej dzisiejszy wpis.

Książka jest o…   o marines.
Zaoszczędzę wszystkim szczegółów związanych z fabułą, aby nie zepsuć niespodzianki tym, którzy jeszcze nie czytali. Powiem jedynie, że autor w książce idealnie nakreślił obraz stanu emocjonalnego przeciętnego Jarheada podczas operacji: „pustynna tarcza” i dalej „pustynna burza”.
Swofford w książce łamie stereotyp bohaterskiego i heroicznie walczącego ze złem żołnierza. Jest to książka autobiograficzna, dlatego postać Tony`ego oraz opisy jego wewnętrznych przeżyć są w stu procentach szczere.
Swofford pokazuje wiele lęków i obaw jakie towarzyszyły mu  będąc w Zatoce, przez co wyłamuje się ze schematu, o którym wcześniej pisałem.
Na zewnątrz zachowuje formę typowego amerykańskiego bohatera wojennego, mówiącego często „fuck” i gotowego do najbardziej odważnych i jednocześnie głupich decyzji.
Obok tego umięśnionego, odważnego Marine, Swoff jest jednak zwykłym, młodym chłopakiem, pełnym obaw o swoje życie i przyszłość.  Chłopakiem, który tęskni za domem, przeżywa załamanie. Antony Swofford pokazuje realny, nie wyidealizowany obraz Jarheada, któremu podczas jego wojennej przygody towarzyszą również takie emocje jak strach, zwątpienie czy osamotnienie.

Niezwykle ciekawy jest portret typowego Marine, który kiedy tylko jest okazja, narzeka na warunki i los jaki zgotował mu korpus; który przeklina USMC i swoją robotę, ale tak naprawdę kocha to co robi i nigdy nie wyrzekłby się tego.
Świetne pokazany jest stosunek żołnierzy do samego korpusu, to jak identyfikują się z nim, z jego historią i zwyczajami. Świadczy o tym chociażby ten cytat ( który pojawił się również w kinowej adaptacji książki)

„Data urodzin korpusu piechoty morskiej? Dziesiąty listopada 1775 roku – piechota morska jest starsza niż Stany Zjednoczone Ameryki.
Miejsce urodzin? Tun Tavern w Filadelfii, banda pijaków z długimi karabinami i wielkimi jajami.
Tarawa? Najbardziej krwawa bitwa II wojny światowej.
Dan Daly? Zabił trzydziestu siedmiu Chińczyków podczas powstania bokserów.
Najbardziej śmiercionośna broń na ziemi? Żołnierz piechoty morskiej i jego karabin.
Chcesz wygrać wojnę? Powiedz to żołnierzom piechoty morskiej”

Tak ja już wspomniałem, książka zasługuje na pochwałę za ogromną dozę realizmu. Swofford ukazał w niej dużo ciemnych stron ze swojego koszarowego życia.
Próba samobójcza, czy zemsta na jednym z kolegów to czyny średnio chwalebne, autor mógł je pominąć kreując tym samym swój obraz nieco lepszym.
Postawił jednak na rzetelność przekazu, co pozwala nam myśleć, że w kwestiach niezwiązanych bezpośrednio z nim samym był równie prawdomówny.

Zostawmy treść, bo nie na streszczaniu książki miał ten wpis polegać. Skupmy się na formie, a forma zdecydowanie zaskakuje.
Trzeba tu zdecydowanie pochwalić kunszt autora i jego styl. Wyrafinowane figury literackie, sprawne operowanie sarkazmem i ironią sprawiają, że czytanie książki jest przyjemnością. Do tego bardzo płynnie przeplatają się sceny zabawne, pochodzące z prozy życia wojskowego,  i  te poważne, pełne przemyśleń. To kolejny, ogromny plus, gdyż dzięki temu lektura nie nuży.

Muszę jednak powiedzieć, że „Jarhead” to pozycja nie dla wszystkich.
Specyficzny język, przesycony miejscami brutalnością, erotyką czy zwykłymi przekleństwami, nie trafia w każdy gust. Do tego stosunkowo duża ilość słownictwa zaczerpniętego z nomenklatury wojskowej sprawia, że militarnym laikom trudno czyta się niektóre fragmenty.
Wiele osób pytało mnie czy to książka również dla kobiet. Odpowiem tak: z pewnością tylko dla wybranych. Czytało ją kilka znajomych przedstawicielek płci pięknej i zdecydowana większość mimo ogromnego uznania dla książki, przyznało, że język jest ciężki. Myślę nawet, że niektóre z kobiet mogłyby poczuć się dotknięte opiniami na ich temat zawartymi w tej książce.

Jak wypada obraz literacki w konfrontacji z obrazem kinowym. Moim zdaniem książka nokautuje ( swoją drogą bardzo dobry ) film Sama Mendeza.
Dzieło literackie nie jest zbyt obszerne, nieco ponad 300 stron, ale pokazuje dużo więcej niż około dwugodzinny film. Brak niektórych scen można wytłumaczyć ograniczonym czasem, w filmie jednak zabrakło kilku naprawdę ważnych obrazów.
Do tej pory zastanawiam się, dlaczego Mendez nie zdecydował się na umieszczenie w filmie samobójczej próby Swoff`a. Kolejny cios ze strony literatury to forma. Mimo iż reżyser użył kilku ciekawych cytatów, to siedząc w kinie nie usłyszymy takich smaczków literackich jak chociażby ten:

„ Jak większość dobrych i wspaniałych żołnierzy piechoty morskiej, nienawidziłem Korpusu Piechoty Morskiej . Nienawidziłem tego, że jestem marine, ponieważ niezależnie od tego, jaki chciałem być – bystry, sławny, seksowny, niewyżyty seksualnie, napity, wypieprzony, wysoki, samotny, sławny, bystry, znany, rozumiany, kochany, wielkoduszny, niewyżyty seksualnie, zalany, wysoki, bystry, seksowny – bardziej niż wszystko, czym chciałem być, przede wszystkim byłem żołnierzem piechoty morskiej. Jarheadem. Trepem”.

Warto również wspomnieć o dość dużych rozbieżnościach w kwestii niektórych nazwisk.

Rekonstruktorzy zapewne zastanawiają się czy książka może być źródłem wiedzy czysto technicznej. W pewnym stopniu tak,  ale myślę, że nie jest to wiedza o jakieś szczególnej wartości, gdyż większość tych takich informacji można znaleźć w googlach. Pozycja jednak wskazana rekonstruktorom. Dzięki niej dużo łatwiej wczuć się w klimat I Wojny w Zatoce Perskiej.

Żeby być obiektywnym starałem się znaleźć jakieś minusy w książce Swofford`a.  Dla mnie głównym minusem był jej szybki koniec, była po prostu za krótka, ale to bardzo subiektywny minus. Niektórzy mogą narzekać, na brak jakiegoś konkretnego wątku. Cóż, jest to książka autobiograficzna i do tego mająca ukazać emocjonalny obraz przeciętnego żołnierza USMC, trudno więc szukać tutaj jakiejś nietypowo zaskakującej fabuły.

Podsumowując „Jarhead” to książka mająca zbyt wiele do zaoferowania, aby przejść obok niej obojętnie. Nie każdy musi być nią tak zachwycony jak ja, ale przeczytać naprawdę warto. Co więcej o niej mówić? Najlepiej przeczytajcie ją sami.


Jeden komentarz do wpisu “Z wojskowej biblioteki: „Jarhead” by Anthony Swofford.”

  • Michał Says:

    Witam błagam powiedzcie gdzie znajdę chociażby jeden egzemplarz w polskim przekładzie.. Prosze o odpowiedź

Zostaw odpowiedź

Preview: