Airosft: sportowcy vs pasjonaci

Piotr "Wroobel" Wróblewski

Temperatura spadła do poziomu umożliwiającego względną egzystencję (dochodzi pierwsza w nocy), więc można brać się za pracę.
Dziś zdecydowany powrót do refleksji na temat tego, kto jest dobry, a kto zły w naszym kochanym środowisku militarnym. Temat może nie dla wszystkich zrozumiały, zwłaszcza w tym momencie lektury. Postaram się więc przybliżyć sens słów zawartych w tytule.

Czym jest airsoft? Nasza wspaniała Wikipedia definiuję go „jako grę zespołową wykorzystującą pneumatyczne repliki broni palnej strzelające plastikowymi kulkami o kalibrze 6 (lub 8) mm.” No i w sumie ma racje. Myślę jednak, że airsoft dla każdego jest czymś innym. Widać to zwłaszcza w podejściu graczy ( o zgrozo, znów to słowo) .

Wiadomo, że interpretacji  definicji tej gry będzie tyle, ilu ludzi zajmujących się nią, można jednak spokojnie wskazać dwa główne nurty, które wykształciły się ostatnio.
Te nurty nazwałem, może dość nietypowo, ale myślę, że słusznie. Sami zresztą ocenicie, bo już śpieszę z wytłumaczeniem, dlaczego akurat na takie słowa padł wybór.

Duże grono ludzi zajmujących się air softem podchodzi do sprawy na zasadzie rywalizacji. Nie ważne jak, nie ważne czym; ważne żeby wygrać i przy okazji ustrzelić jak najwięcej głów. Podejście typowo sportowe. Stąd i określenie ich mianem sportowcy.

Airsoft, różni się od Paint Ball`u przede wszystkim podejściem, które z założenia powinno odrzucać wszelkie formy rywalizacji i ponad nie stawiać takie walory jak klimat czy realizm. Trudno jednak mówić o takich walorach w przypadku ów sportowego podejścia  zwłaszcza, że zazwyczaj osoby skupiające się na efektywności prowadzonych działań zapominają o ich efektowności. Mianowicie hołdują zasadzie, że jeżeli coś działa to po co to zmieniać.
I tak: jeżeli zestaw AK cymy, trampki i flecktarn działa to po co je zmieniać? Upraszczam mocno sprawę, ale chcę pokazać zasadę działania wielu z nas. I nie chodzi tu bynajmniej o sam sprzęt, bo problem dotyczy takich płaszczyzn jak chociażby system rozgrywki, miejsce, czy nawet samo wczucie w klimat.

No, ale zaraz powiecie, że pastwię się nad tymi, dla których liczy się dobre strzelanie, a nie tony sprzętu, jednocześnie faworyzując znienawidzonych przez środowisko lanserów.
Otóż nic bardziej mylnego. Uważam, że zarówno Ci pierwsi jak i Ci drudzy są potrzebni. Chociażby dla zachowania zdrowej równowagi miedzy strzelaniem, a lansowaniem.

Użyłem również słowa „pasjonaci”, chodzi tu o osoby podchodzące do sprawy nieco ambitniej i z większym wczuciem, aniżeli w przypadku typowo sportowego podejścia. Ci dla których nie ma znaczenia ilość „fragów”, a sam klimat rozgrywki i ( nie oszukujmy się) wygląd.
Nierzadko traktują asg właśnie jak pasję, styl życia. Wypełniają nim całe swój czas. I dobrze, tacy ludzie też są potrzebni.

Jednak, tak samo jak w przypadku airsoftowych sportowców ma to również swoje złe strony, spowodowane głównie skrajnym podejściem do sprawy. Lans ponad wszystko, tony sprzętu, tony pieniędzy i zero przyjemności czerpanej bezpośrednio z samego strzelania.

Powstaje pytanie: dlaczego mówię  o tym podziale?
Podjąłem ten problem ze względu na nasilający się ostatnimi czasy spór pomiędzy przedstawicielami dwóch opisanych nurtów.
Wielu mówi, że problemu tak naprawdę nie ma, ale myślę, że swego rodzaju „omijanie” sprawy nie jest rozwiązaniem.
Jedni drugich, jeżeli nie publicznie to między swoimi ludźmi, obrzucają łajnem. Główne zarzuty w stosunku do „sportowców” to psucie klimatu rozgrywki.
Trudno odmówić temu zarzutowi słuszności, ale moi drodzy pasjonaci, jak wyglądałoby airsoftowe pole walki bez ludzi, którzy robią na nim największy zamęt, którzy przerywając lanserską stagnację i wprowadzając w życie trochę zamieszania. Sprawiają, że nie zapominamy o co w tym wszystkim chodzi, a chodzi o strzelanie i dobrą zabawę.

Z drugiej strony zarzuty kierowane w stronę militarnych pasjonatów są równe łatwe do obalenia.
Po pierwsze: airsoft to, tak jak już mówiłem wcześniej gra o dużym nacisku na klimat rozgrywki. Nie powiecie mi chyba, ze ludzie wyglądający jak realni żołnierze, poruszający się jak oni, używający technik zaczerpniętych z realnych jednostek nie budują tego klimatu.

No i tak właśnie doszliśmy do wniosku, że obydwie strony „konfliktu” wnoszą do środowiska wiele dobrego.
Jak jednak uporać się z nieporozumieniami między jedną, a drugą stroną? Sedno problemu tkwi według mnie w swego rodzaju zazdrości. Jedni zazdroszczą efektowności, drudzy efektywności.
Sama diagnoza jednak sprawy nie załatwi. Czy jest możliwe „uleczenie” tej zazdrości i wywoływanej przez nią antypatii?
Najlepszym rozwiązaniem byłoby znaleźć złoty środek w postaci airsoftowca jednocześnie na tyle dobrze wyglądającego i potrafiącego się w czuć, aby mógł budować odpowiednia atmosferę; oraz takiego który mimo chęci lansowania się nadal potrafiłby oddać się strzelaniu zapominając o gratach które na sobie nosi.
Pytanie powstaje jedno. Czy jest to możliwe?

Z tą dylematem pozostawiam Was na całe, gorące lato.

Niezwykle leniwie pozdrawiam.


Zostaw odpowiedź

Preview: