Ah, ta biedna Palestyna…

Piotr "Procent" Łopaciński

Tytuł jest oczywiście swoistym skrótem myślowym, gdyż suwerenne państwo palestyńskie nie istnieje. Możemy mówić jedynie o dwóch obszarach – Strefie Gazy i Zachodnim Brzegu (Jordanu), pod zarządem Autonomii Palestyńskiej, co zwane jest często, zbiorczo Autonomią Palestyńską.
Wpis ten powstał oczywiście pod wpływem takiego wydarzenia, jakim była akcja zatrzymania międzynarodowego (chociaż w znacznej części tureckiego) konwoju morskiego z pomocą dla Strefy Gazy, przez Shayetet 13 i inne jednostki…

Szerzej na temat mojej opinii o tym wydarzeniu planuje się wypowiedzieć w kolejnym wpisie, o ile przyjdzie mi na to chęć.
Dzisiaj jednak chciałbym przedstawić jakieś podwaliny, pewien punkt widzenia na obecna sytuacje na linii Izrael- Hamas, bo tak należy to chyba rozpatrywać. Punt widzenia inny niż ten, które serwowały nam jakiś czas media na całym świecie.
Zaprezentować chcę Wam moja pracę, która stworzyłem ponad rok temu, jako moją analizę operacji „Płynny Ołów”. Na koniec wstępu chciałbym rozwiać tylko jedną wątpliwość, której teraz możecie nie mieć, ale będziecie mieli zapewne po przeczytaniu tekstu. Czy jestem proizraelski? Nie do końca, popieram natomiast bardzo mocno działania Izraela przeciw Hamasowi.
A jak już jestem proizraelski, to na pewno nie prożydowski, bo ciężko mówić o tym, ze Żydzi z Izrael i np. Ci z USA to ta sama grupa. To ten sam naród, ale już tylko pod względem historycznym i etnicznym. Śmiem twierdzić, że obie te przykładowe społeczności mają ze sobą mniej, aniżeli więcej wspólnego. A teraz już, zapraszam do lektury. A… jeszcze jedno. Poniższy tekst nie jest pracą naukową i jako taka nie był pisany, aczkolwiek nie zawiera on raczej spekulacji, a twarde fakty.

Ktoś kiedyś powiedział, że Izrael nie może przegrać żadnej wojny. Ich pierwsza będzie zarazem ostatnią.  Jest to prawda, której zrozumienie stanowi fundament do zrozumienia wielu działań Izraela na polu ochrony swej suwerenności. Można by rzecz, że to hasło jest myślą górującą nad doktryną obronną Izraela, od początku istnienia tego państwa w czasach współczesnych. I trzeba przyznać, że jak na razie wygrywanie wojen idzie Izraelowi całkiem nieźle.  By zrozumieć to, co dzieje się w tamtym rejonie świata warto poznać historię powstania Państwa Izrael, trochę szerzej niż to jest realizowane na lekcjach historii.

Zacząć pragnąłbym od lat 1880-‘90, gdy to Żydzi rozpoczęli swoją aliję (imigrację) na tereny Bliskiego Wschodu, w rejony, na którym ich naród tworzył państwo przed tysiącem lat, z planami, lecz jeszcze bez konkretnych szans stworzenia tam własnego państwa. Następnym krokiem było założenie Światowej Organizacji Syjonistycznej w 1897 roku w celu „znalezienia dla narodu żydowskiego schronienia w Palestynie, usankcjonowanego prawem publicznym”. Jednakże dopiero ponad 100 lat później, gdy Żydzi przeprowadzali już trzecią aliję udało się znaleźć mocnego sojusznika w walce o suwerenne państwo- Wielką Brytanię, która miała nadzieję zabezpieczyć swe interesy na Bliskim Wschodzie. Jednakże dopiero w 1948 roku Brytyjczycy zdecydowali się na utworzenie państwa Izrael.

Rzecz jasna państwom arabskim tamtego regionu ta sytuacja nie odpowiadała i ostro przeciw niej występowali. Incydenty, ataki zamachy ze strony m.in. Palestyńczyków na terenie Izraela stwarzały bardzo napiętą atmosferę i niestabilną sytuacje w regionie. Brytyjczycy, którzy musieli się podnieść i umocnić po drugiej wojnie światowej, co jasne rezygnowali z części swojej strefy wpływów. Wycofali się też z Bliskiego Wschodu pozostawiając nierozwiązany problem arabsko-izraelski, do którego powstania sami się przyczynili. Od tego momentu zaczyna się trwająca ponad 60 lat historia wojen, zamachów, układów pokojowych i nienawiści państw arabskich oraz Izraela.

W pracy tej chciałbym się skupić na analizie ostatniego konfliktu i wzrostu napięcia izraelsko-palestyńskiego z przełomu lat 2008/2009, czego wynikiem była militarna operacja IDFu (ang. Israel Defence Forces- Siły Zbrojne Izraela) pod kryptonimem „Płynny ołów”. Jednakże najpierw warto parę słów poświęcić innym ważnym wydarzeniom. Oczywiście cały spór toczy się wokół ziem Izraela do których prawa rości sobie Palestyna. Tło etniczne czy religijne jest tylko pochodną głównego sporu i często służy na przykład szukaniu przez Palestyńczyków sprzymierzeńców wśród innych państw arabskich, czy wprost do szukania osób chętnych do walki z Żydami. Argumentem na rzecz takiej tezy jest to, iż przed rokiem 1948 obie nacje przynajmniej się tolerowały na terytorium Palestyny. Zresztą Żydzi już po pierwszej aliji szybko znaleźli swoje miejsce na tamtejszym rynku i z powodzeniem rozwijali swoje biznesy, dając zatrudnienie wielu Palestyńczykom. Można wiec powiedzieć, że panował względny ład między tymi narodami i nie przejawiano po żadnej ze stron zbytnio radykalnych nastrojów.

Po powstaniu Izraela nie tylko Palestyńczycy, ale i państwa sąsiedzkie (Egipt, Syria, Jordania itp.) rozpoczęły otwartą walkę z Izraelem czego przejawem były liczne konflikty militarne, w dużej większości rozpoczynane przez różnorakie koalicje państw arabskich.  Już w dniu proklamacji niepodległości Izraela wojska Egiptu, Iraku, Syrii, Jordanii i Libanu wkroczyły do Izraela by zniszczyć nowopowstałe państwo. Mimo, iż Izraelskie siły były mniej liczne, to odparły atak i wyparły wroga ze swoich granic. Rok później podpisany został rozejm. Właściwie tylko w 1956 roku podczas kryzysu sueskiego to Izrael pierwszy rozpoczął działania bojowe i był inicjatorem walki, jednakże pod naciskiem ONZ musiał zrezygnować ze swoich celów (pomimo wsparcia i interesu w tej sprawie Francji i Wlk. Brytanii). Najbardziej spektakularnym zwycięstwem Izraela była chyba wojna sześciodniowa roku 1967, gdy Egipt, Syria, Jordania i Irak planowały ofensywę w celu zniszczenia Izraela. Koalicja ta miała oczywiście przewagę liczebną zarówno w ludziach jak i sprzęcie. Jednakże nim Arabowie zdążyli na dobre zacząć ofensywę, IDF już wyprowadził kontruderzenie. W jej wyniku Izrael zajął pokaźne tereny na terytoriach państw- agresorów. Dopiero działania ONZ zmusiły Izrael do wycofania się z tych terenów.

Przez kolejne lata, kolejne koalicje arabskie bezskutecznie próbowały najechać i zniszczyć (a nie zająć) państwo Izrael. Wszystkie te próby kończyły się zwykle kompletną klęską najeźdźców, przy ich jednoczesnej przewadze liczebnej i tak naprawdę lepszej sytuacji wyjściowej, jeśli chodzi o możliwości ataku. Jednocześnie w samym Izraelu z różną intensywnością przeprowadzane były zamachy terrorystyczne oraz prowadzone inne działania dywersyjne, również powstania palestyńskie na terenie Zachodniego Brzegu/Autonomii oraz Strefy Gazy, tzw. Intifady . Izrael mimo to utrzymywał kontrolę nad swoim terytorium, korzystając oczywiście  dużej pomocy (głównie militarnej) zachodu, przede wszystkim USA.

Tak dochodzimy do roku 2006, gdy wybory w Autonomii Palestyńskiej wygrywa Hamas. Organizacja o bardzo szerokim spektrum działania- od polityki, przez edukacje, pomoc socjalną i humanitarną po walkę zbrojną realizowaną przez jej zbrojne skrzydło. Oczywiście reprezentuje ona bardzo skrajne poglądy antyżydowskie oraz jest odpowiedzialna za największą liczbę zamachów (głównie samobójczych) na terenie Izraela i Autonomii. To wydarzenie definitywnie pogrzebało szanse na stały pokój w regionie w najbliższym okresie. Hamas prowadzi otwartą politykę antyizraelską i jest skrajnie radykalny zarówno w głoszonych hasłach jak i sposobach prowadzenia realizacji celów. Zakłada on między innymi edukacje dzieci od najmłodszych lat w duchu znienawidzenia Izraela, czemu służą pokaźne ilości materiałów propgandowo-edukacyjnych, na przykład w formie kreskówek.  Ostatni konflikt izraelsko-arabski można by sprowadzić właściwie do konfliktu Hamas-Izrael. Na rzecz takiej tezy przemawia fakt, iż Hamas nie ma właściwie poparcia wśród państw arabskich tamtego regionu za destabilizacje procesów pokojowych oraz nieudolne zarządzanie na terenach palestyńskich. W 1999 roku Hamas ta negowała plan pokojowy Ehuda Baraka, które przyjęły inne organizacje z FWP Jasera Arafata i Fatahem na czele. Zerwanie rozmów w 2001 roku było jedna z głównych przyczyn II Intifady.

Przejdźmy teraz już ściśle do sytuacji z końca 2008 roku. Wiele faktów z okolicznościami tego konfliktu zostało przemilczanych, wiele mitów na ten temat narosło, głównie za sprawą mediów zachodnich (propaganda Hamasu nie musiała się nawet zbytnio starać). Panowała ogólna tendencja do zarzucania Izraelowi odwetu niewspółmiernego do jego przyczyn oraz sprawiała wrażenie, iż Hamas jest w tym konflikcie strona pokrzywdzona oraz niesłusznie tak brutalnie potraktowaną. Będę się poniżej starał przedstawić sytuacje faktyczną, w której będę się skłaniał ku zdaniu, ze Izrael postępował słusznie rozpoczynając „Płynny ołów”, jednocześnie starając się wskazać na to, iż Hamas wcale nie działa w interesie Palestyny, a co więcej, działa na jej szkodę, wychodząc z założenia, że wszystko co antyizraelskie jest tożsame z propalestyńskim.

Po pierwsze rzadko kiedy mówiono o tym co tak naprawdę wywołało taka reakcje Izraela w postaci ofensywy militarnej, a raczej na jaka skalę dane zjawisko występowało. O ile więc mówiono nawet o tym, że Hamas atakuje Izrael ostrzeliwujące jego terytorium rakietami wystrzeliwanymi ze Strefy Gazy, to przemilczano fakt, że ostrzały trwały praktycznie od początku 2008 roku i że przez ten czas na Izrael spadło ok. 3000 pocisków oraz rakiet. Dodatkowo wiadomo było, ze Hamas prowadzi bardzo wzmożoną rekrutacje nowych bojowników oraz mobilizuje wszystkie siły. Było jasne, że to zapowiedź kolejnej fali zamachów terrorystycznych. Opinia międzynarodowa, szczególnie Europa oraz Stany Zjednoczone dziwiły się, iż Izrael tak długo wytrzymuje te akty agresji, oraz nie podejmuje zdecydowanych działań. Co więcej Żydzi parokrotnie wywali do zaprzestania ostrzałów grożąc odwetem. Tak więc ciężko jest dziwić się Izraelowi, iż w końcu podjął działania zbrojne. W mojej opinii wyczerpał on praktycznie wszystkie inne możliwości zażegnania tego konfliktu, a ponadto naprawdę długo zwlekał  odwetem, dając Hamasowi czas na ewentualną zmianę stanowiska. Tak wiec według mnie operacja „Płynny ołów” była jak najbardziej uzasadniona i usprawiedliwiona, tzn. sama jej idea (miała na celu zniszczenie potencjału i zagrożenia ze strony Hamasu dla Izraela, czyi faktyczne rozbicie tej organizacji), co nie znaczy, ze to co się podczas tej operacji działo może być usprawiedliwione. Twierdzenie to podziela jeden z zachodnich korespondentów pisząc: „Trzeba być skrajnym ignorantem otaczającego świata, żeby zerwać zawieszenie broni z Izraelem , rozpocząć ataki na ich terytorium przy pomocy rakiet których zasięg nie pozwala na osiągnięcie celu, a następnie zebrać 500 świeżo wyszkolonych nowych członków Hamasu w jednym miejscu tak żeby cały splot okoliczności stał sie jasnym pretekstem do ataku na tereny Palestyńskie. Dla Izraela było jasne że znaczna cześć tych świeżo wyszkolonych panów będzie za chwilę latała po ulicach Jerozolimy i Tel Awiwu w pasach szahidów wysadzając sie na ulicach”.

Sprawą drugą jest aspekt strat wśród ludności cywilnej i w ogóle udziału tej ludności w działaniach. To na tym polu Izrael był poddawany największej krytyce, ale też i tutaj w dużej części „zapominano” o części faktów, a czasami po prostu odnosiło się wrażenie, iż dziennikarze pozbawieni są zdolności prostej analizy oraz wyciągania wniosków. Po pierwsze zarzucano Żydom, iż prowadzą głównie ofensywę z powietrza, zamiast lądowej. Ataki lotnictwa bowiem nie są tak precyzyjne jak uderzenia piechoty, tzn. rakiety czy bomby w miastach Strefy często trafiały w obiekty cywilne zamiast w siedziby czy posterunki Hamasu. Prawdą jest, ze ofensywy powietrzne przynoszą więcej strat wśród ludności cywilnej, ale z kolei ofensywa lądowa przyniosłaby o wiele wiesze straty wśród żołnierzy IDFu, a ofiar cywilnych i tak by nie uniknięto. Ze strategicznego punktu widzenia dowódcy zawsze wybiorą to rozwiązanie, które wiąże się z mniejszymi stratami własnymi.

Poza tym kluczowy tutaj jest aspekt umiejscowienia placówek Hamasu. Jak dowiedziono organizacja ta celowo i z premedytacją lokowała swoje posterunki i siedziby w bezpośrednim sąsiedztwie szpitali czy szkół, właśnie dlatego by utrudnić skuteczne rażenie tych celów bez narażania na niebezpieczeństwo ludności cywilnej, szczególnie tej, na którą światowa opinia jest tak wrażliwa, czyli dzieci i osoby chore. Z punktu widzenia polityki, jest to działanie nieodpowiedzialne, wręcz wbrew interesowi, a przede wszystkim bezpieczeństwu obywateli. Zresztą to nie jedyny przykład tworzenia swoistych żywych tarcz z ludności cywilnej dla Hamasu. Zdjęcia i materiały filmowe, które zaczęły z czasem docierać do coraz szerszej opinii publicznej były szokujące. Na przykład wyrzutnie, z których rażono Izrael bardzo często instalowano… na szkolnych boiskach, a już podczas samej ofensywy lądowej główne punkty oporu Hamas tworzył w gęsto zaludnionych dzielnicach, w dodatku także prowadząc ogień z takich miejsc jak szpitale czy szkoły i narażając te obiekty na zniszczenia. Ponadto problemem jest to, że Izrael ma regularną, umundurowaną i wyposażoną armię, a bojownicy Hamasu wyglądają jak zwykli cywile, nie noszą mundurów itp., co jeszcze bardziej utrudnia skuteczną walkę bez strat wśród ludności cywilnej. Nie mówiąc już, że widząc leżące na ulicy ciała w tym przypadku nie da się zawsze jednoznacznie stwierdzić, czy to zwłoki cywila czy bojownika. Organizacja ta według mnie nie dba o własnych obywateli, ale wykorzystuje ich jako narzędzie do prowadzenia wojny przeciw Izraelowi. To nie mieści się w głowie krajom cywilizowanym.

Oczywiście po krótkiej okupacji Izrael wycofał się z terenu Strefy Gazy i wszystko wróciło do tzw. normy. Powstaje jednak pytanie, czy ten długotrwały konflikt da się jakoś zażegnać? Ciężko będzie Izraelowi dogadać się ze społeczeństwem, które od dziecka  ma wpajaną nienawiść do Izraela. Dziecko nie rozumie może nawet do końca dlaczego tak jest, ale wiadomo jak wzorce nabyte w procesie socjalizacji pierwotnej, są trudne do zmiany w czasie socjalizacji permanentnej. Niektórzy analitycy i badacze zastanawiają się, ilu Palestyńczyków tak naprawdę jeszcze nie jest „skażona” nienawiścią do narodu żydowskiego. A jak na razie jedyne co pozostało Izraelowi to odpierać kolejne ataki i wygrywać kolejne wojny…


Komentarzy: 16 do wpisu “Ah, ta biedna Palestyna…”

  • GD Says:

    Żydzi stworzyli największy obóz koncentracyjny na świecie. Otoczeni murem ludzie nie mają prawdziwej pracy, brakuje żywności bomby spadają na miasta, pomoc z zewnątrz jest blokowana a to co się stało ostatnio (zamordowanie kilkunastu osób na statku z pomocą – tak zamordowanie bo broń którą niby znaleziono stanowiły młotki i jakieś pręty co na statkach jest chyba rzeczą normalna) przekracza ludzkie pojęcie. Świat musi zareagować stanowczo, nie jakieś słowne pieprzenie ale wstrzymanie handlu, pomocy wojskowej i gospodarczej (USA) i wejście do strefy gazy sił stabilizacyjnych.

  • kapral Says:

    Chłopaku,
    W ostatnim półroczu przypadła tona zywności na osobę w Gazie. A mieszka tam 1,5mln osób. Ja sie na matematyce nie znam ale to dużo. Po za tym, Izrael w życiu nie zablokował żadnej pomocy humanitarnej.

    Nie daj się omamić kłamstwom Hamasu i radykałów islamskich.
    Chyba, że po prostu jesteś zwykłym antysemitą pod przykrywką lewicowych poglądów…

  • besol Says:

    Zawsze twierdziłem, że budowanie opinii na jakikolwiek temat tylko za pomocą informacji znalezionych w internecie jest bezcelowe i prowadzi często do błędnych i daleko idących od prawdy wniosków – wszak czasem nawet bardzo blisko. Siódma woda po kisielu nigdy nie smakuje, a często wręcz śmierdzi. To tak odnośnie spraw i tematów widzianych nie naszymi oczami.
    Pozdrowienia ze słonecznej Italii!

  • Konrad Pochodaj Says:

    Besol Ty to jednak filozof jesteś, ale filozofowie to bardziej do Grecji niż do Italii ;)

  • Piotr "Procent" Łopaciński Says:

    Cóż, trochę populistyczne i puste hasła rzucasz. Co do bomb spadających na miasta, to chyba zapomniałeś o tym ile tysięcy rakiet zostało wystrzelonych z terytorium Strefy na terytorium Izraela. Mikro przy tym wygląda ilość bomb i pocisków, które Izrael traci na akcje w Gazie i okolicach. Można by się zastanowić ile kasy idzie na zbrojne działania Hamasu, zamiast na pomoc ludziom chociażby. Ciekawe, prawda?

    Co do ostatniej akcji z konwojem, to z punktu widzenia prawa międzynarodowego miała ona wątpliwe umocowanie prawne, jako ogół akcji.

    Natomiast jeśli mówisz o użyciu siły przez IDF, to chyba nie widziałeś materiałów z tego statku, nie widziałeś co się tam działo. Zasada byłą prosta – „albo my ich, albo oni nas”. Nie wiem czy widziałeś jak operatorzy byli powalani na ziemie i okładani tymi metalowymi pałkami, gdzieniegdzie pojawiają się noże. I co z tego, ze nie mieli broni palnej? To już niczym innym zabić nie można?

    Co do reakcji świata, to nie wiem na co ma reagować? Co za siły stabilizacyjne w Strefie? Po co? Przecież rządzi tam demokratycznie wybrany rząd Hamasu. Poza tym to Hamas najpierw musiałby coś zmienić, by świat chciał coś zmienić. Jak pisałem, Hamas jest uznawany przez dużą część świata za organizacje terrorystyczną, a nawet w arabskim świecie nie ma poparcia właściwie.

    Są plany pokojowe, plany rozwiązania tej sytuacji, ale Hamas nie chce o nich słyszeć, wiec twierdze, że nie to po stronie Izraela leży całość winy.

  • Piotr "Procent" Łopaciński Says:

    A mój powyższy komentarz odnosi się oczywiście do pierwszej opinii.

  • Strap Says:

    Panowie, z całym szacunkiem, ale chyba na trochę zbyt skomplikowany temat się porywamy. Nad analizą sytuacji w Izraelu pracują, min: sztaby polityków, sztaby analityków, sztaby dziennikarzy, sztaby publicystów, wreszcie sztaby analityków wywiadu i co? I nico. Nadal nie ma, i długo nie będzie jakiegokolwiek planu miedzynarodowego dotyczącego rozwiazaniu sytuacji. Pozostawienie jej Izraelowi i Hamasowi jedynie eskaluje i bedzie eskalowało konflikt i tyla. Co do akcji IDFu na statku, to z wojskowego punktu widzenia była to wtopa straszna a z politycznego koszmarna i to nie ulaega wątpliwości… A reszta… Szkoda gadać, patrzcie na kurs euro i dolara oraz cen paliwa, to są dla nas realne problemy….

    Pozdrawiam

  • Osk Says:

    Hmm nie pomyliliście się czasem ? rozważania polityczne na blogu firmowym ? nie wydaje mi się żeby było to zdrowe. Szczególnie że temat w żaden sposób nie jest powiązany z asortymentem sklepu. Takie wywody można publikować na blogu prywatnym ale żeby na firmowym dopuścić do czegoś takiego? Jak dla mnie bardzo duża pomyłka zważając na to że autor swoje informacje czerpie z ? internetu ? takie podejście wywołuje uśmiech politowania .

    Pozdrawiam

  • Piotr "Procent" Łopaciński Says:

    A skąd wiesz jakie jest moje źródło informacji? Ilu znam ludzi, którzy tam byli/są? Którzy zajmują się analizowaniem sytuacji w tamtym regionie, bądź wprost w tych sytuacjach uczestniczą? I nie wiem czyje podejście w tym momencie jest bardziej godne politowania to raz.

    Dwa, podstawą oceny powinna być wiarygodność informacji, a nie ich domniemane źródło. Jak twierdzisz, ze to co opisałem jest niezgodne ze stanem faktycznym tudzież z sytuacjami opisanymi, to proszę, z chęcią posłucham.

    Czy wpis jest polityczny? Jak ktoś chce go tak odczytać, to odczyta. Łapie na pewno polityki w dużym zakresie, ale jest to po prostu analiza konfliktu, który obok podłoża politycznego, ma też szereg innych płaszczyzn. Nie dostrzegasz ich?

    Zakładając, że na tym blogu nie powinny się pojawiać wpisy komentujące szeroko wydarzenia związane z operacjami militarnymi na całym świecie, albo idąc jeszcze dalej (za twoimi słowami), pisać tylko o tym, co jest związane z asortymentem sklepu, to ja bym wywalił co najmniej połowę wpisów. O Czarnobylu, NSR, GROMie, ZHP, powodzi, WOŚPie, żałobie narodowej, WP, polskich świętach i wiele innych.

    Kto powiedział, że blog firmowy ma być ściśle związany z działalnością sklepu? znam blogi wielu firm, które ten stereotyp łamią. Czy znaczy, że blog firmowy ma być grzeczny i poprawny politycznie? Może, ja poprawny politycznie być nie zamierzam, a ze sklepem związany nie jestem, co chyba jest wyraźnie napisane. Nie uważam jednak tego tekstu za bardzo kontrowersyjny, ot analiza sytuacji.

    Tak wiec liczę na jakieś uzasadnienie takiego a nie innego podejścia.

    Pozdrawiam

    Procent

  • osk Says:

    Uzasadnienie jest jedno proste i wymowne – strona główna bloga jest zatytułowana „Z życia sklepu” ;) coś już świta ?

  • Piotr "Procent" Łopaciński Says:

    Jak twoje możliwości percepcji i analizy ograniczają się do strony głównej, to rzeczywiście nie mamy o czym gadać. To tak jakby analizować Red Bulla tylko po haśle „doda Ci skrzydeł”, a potem się dziwić, ze skrzydła nie chcą rosnąć. Można i tak…

  • osk Says:

    Wyjątkowo nietrafne porównanie. Przy tak drastycznie niskim poziomie nie widzę sensu kontynuacji wątku.

    p.s.Analiza jest częścią składową percepcji, zanim zaczniesz pisać dowiedz się ile jesteś w stanie o temacie.

  • Piotr "Procent" Łopaciński Says:

    Nietrafne? Uzasadnij, a nie rzucasz słowa na wiatr. Tak samo jak w moim przykładzie, oceniasz podmiot po jednym haśle, nie wchodząc głębiej. Bo na tym blogu jest wyraźnie napisane, że ja nie pisze o tym, co się dzieje w sklepie. Ale tego nie doczytałeś.

    Percepcja to odbieranie bodźców najszerzej i najogólniej mówiąc, a analiza to już ich przetwarzanie i namysł. To, ze patrzysz na coś, nie znaczy, że myślisz o tym, na co patrzysz, proste. Tutaj twoja percepcja nie pozwoliła na znalezienie odpowiedniej informacji.

    Pomijając już to, że odchodzisz coraz bardziej od głównego wątku, nie odpowiadając na szereg moich argumentów. Uciekasz do coraz to nowych obszarów, pozostawiając stare bez echa. Trochę niekonsekwentne.

    Wróć może do początku i wytłumacz mi dlaczego nie powinienem pisać na te tematy, dlaczego na blogu mają być poruszane tematy związane tylko z „asortymentem sklepu”, jak to się wyraziłeś itp.

  • Piotrek Says:

    Panowie-ten temat przerasta znacznie ten blog, pierwszym warunkiem do dyskusji jest w miarę pełna znajomość tematu i racji obydwu stron (podkreślam obydwu stron a nie Izraela czy Palestyńczyków). Nie ma co ulegać emocją i danym z oficjalnych (i nieoficjalnych) mediów! Wyobrażmy sobie rzeczową dyskusję np. nas z Niemcami na temat przyszłości, terażniejszości i przeszłości Dolnego sląska – jeśli np. nie moglibyśmy przekonać przeciętnego niemieckiego cywila o konieczności (lub jej braku) wysiedlenia po wojnie – to co dopiero tak złożona materia jak konflikt bliskowschodni (gdzie ścierają się szersze interesy – wyrastające ponad Izrael i Państwa Arabskie)…Panowie – nie to miejsce…

  • Konrad Pochodaj Says:

    Popieram, dlatego zamykam dyskusję w tym wątku.