Co na głowę?

Piotr "Procent" Łopaciński

Dzisiaj krótko i na temat. Na forach i w rozmowach często przewija się jeden dylemat – ludzie mają problem co włożyć na głowę, szczególnie w odniesieniu do konkretnego sprzętu i konkretnego terenu. Wroobel już po krotce na ten temat wspomniał w ostatnim wpisie, ja pragnę tą kategorie rozszerzyć.

Nakrycia głowy możemy podzielić wg różnych kryteriów, ale ja chciałbym zawęzić to do dwóch klasyfikacji.
Pierwsza to podział na twarde i miękkie, drugi na te które posiadają lub nie, właściwości maskujące. Pytanie co kiedy i dlaczego, przyda nam się najlepiej? Już na wstępie możemy rozwiązać jedną wątpliwość. Zawsze lepiej jakieś nakrycie głowy mieć, niż nie mieć go w ogóle. Jeśli zastanawiasz się, czy na głowę coś założyć, to odpowiedź jest prosta – załóż.

Zacznijmy od tego kiedy przydają nam się twarde skorupy na głowie.
Właściwie tylko i wyłącznie są to tereny zurbanizowane. Takie, gdzie istnieje ryzyko po pierwsze, że coś spadnie nam na głowę, ale częstsze i bardziej prawdopodobne jest to, że o coś tą głową przywalimy mówiąc kolokwialnie.
Nie wiem dlaczego większość osób w tym momencie myśli o sytuacji, gdzie biegnie korytarzem i nagle odbija się głową od ściany… takie sytuacje raczej się nie zdarzają. Ale zwykle wpadamy w jakąś dziurę, potykamy się pod wpływem gruzu pod nogami itp. Wtedy skorupa na głowie jest bezcenna i ratuje czasami zdrowie czy nawet życie.

Kolejna sprawą jest to, co taką twardą skorupą może być.
Zwykle ludzie myślą o hełmach, a zapominają o kaskach (głownie takich jak klasyczne modele firmy Pro-Tec). Co przemawia za jednymi i drugimi?
Do hełmów możemy mieć zaufanie zwykle jedynie, gdy są one oryginalne, czyli posiadają właściwości balistyczne, a co za tym idzie najczęściej są wykonane z kevlaru.  Nie twierdzę, że przydadzą nam się ich zdolności zatrzymywania odłamków, ciągnę bardziej w drugą stronę skali, a mianowicie do tego, ze wiele kopii hełmów nie daje nam gwarancji, że wytrzymają tyle, ile powinny.
Sam byłem świadkiem parę razy, jak plastikowe kopie po prostu pękały, rozpadały się od relatywnie niewielkich uderzeń. Hełmy same w sobie mają jednak wady.
Po pierwsze zwykle są ciężkie, po drugie te, które zasłaniają uszy, utrudniają nasłuch z otoczenia, po trzecie jest problem z ich rozmiarowaniem, jeśli chcemy razem z nimi używać różnych nagłownych systemów komunikacji, głuchosłuchów czy masek p-gaz (przynajmniej ja takie problemy napotykałem).
Zaleta kasków jest taka, ze są o wiele lżejsze, często także przewiewniejsze, najczęściej są to modele, które nie zakrywają uszu. Także cenowo są one korzystniejsze, bo używanego, oryginalnego pro-teca da się czasami kupić nawet koło 60 zł, częściej koło 100 zł, a oryginalny hełm kevlarowy to zwykle 2x tyle, co najmniej.

Jak zauważyliście nie wspomniałem ani razu tutaj o takiej kwestii jak hełm w lesie czy pokrowce na hełm. Gdyż drodzy moi, wystarczy pomyśleć krótką chwilę, by dojść do wniosku, że hełm w lesie robi zdecydowanie więcej złego niż dobrego.
Po dłuższym patrolu sami dochodzimy do takiego wniosku, natomiast często przeszkadza w czołganiu, czy strzelaniu z pozycji leżącej, szczególnie gdy mamy plecak na plecach – po prostu lubi opadać na oczy. Poza tym jak już mówiłem, w większości przypadków zasłania uszy co pogarsza jakość słyszenia.
Ostatecznym gwoździem do trumny w zielonej jest ich znikoma zdolność maskowania. Możemy sobie założyć pokrowiec, ale wtedy uzyskujemy maskowanie jedynie kolorów, nie sylwetki. By rozmyć kształt hełmu możemy sobie powtykać w pokrowiec badyle, ale latanie z badylami na głowie często jest głośniejsze i przy samym wykonywaniu ruchu głową, zdecydowanie bardziej widoczne (bo rusza się większy obiekt). Tak wiec apeluje, by odpuścić sobie hełmy i kaski do lasu – to po prostu głupota, nawet lansu w tym nie ma, bo nie znajdziecie żadnej jednostki dalekiego zwiadu itp., która do lasu założyłaby hełmy (już prędzej balistykę na klatę).

Co do miękkich nakryć, to są to wszystkiego rodzaju czapki, czapki z daszkiem, kapelusze, bandany itp. Na budynki ostatnio bardzo popularne stały się czapki z daszkiem. Dla większości maja one głównie znaczenie lanserskie, bo fajnie wyglądają. Dla mnie ich główną zaletą jest to, że bardzo łatwo można używać z nimi nagłownych systemów komunikacyjnych (np. headsetów), oraz chociażby głucho słuchów. Nic nas nie ciśnie, nic nie przeszkadza. To samo tyczy się wszelkich ciepłych, np. polarowych czapek w zimie.

Natomiast w kwestii taktyki zielonej najlepszy i nie do pobicia jest w sumie nadal kapelusz. Najlepiej rozmywa kształt, ma możliwość powtykania badyli, a dodatkowo można np. z tyłu, przypiąć do niego fragment siatki maskującej, co dodatkowo nas maskuje, np. podczas leżenia, gdy ktoś pragnąłby podejść do nas od tyłu, rozmywa to też nieco nasze ruchy, patrząc od tyłu.
Poza tym podczas deszczu oczywiście z czasem namaka, jednak zapobiega temu, by krople spływały nam na twarz, a przy odrobinie szczęścia i na kark, co zapewnia komfort. Nowsze modele kapeluszy posiadają także potniki z wysokochłonnej, szybkoschnącej tkaniny, które zapobiegają spływaniu potu po czole, np. na ochronę wzroku bądź bezpośrednio na oczy. Kupa zalet, a to tylko niektóre.

Tak wiec recepta jest prosta, na budynkach chronimy głowę twardymi nakryciami głowy, w lesie kamuflujemy kolor i kształt kapeluszem. To są rozwiązania najprostsze i jedne z najlepszych. Pozostaje zawsze kwestia tego, czy nam się to podoba, czy nie…


Komentarzy: 10 do wpisu “Co na głowę?”

  • cziman Says:

    „Kopie hełmów” nie powinny istnieć. Nie mają prawa. Tak jak nie powinny istnieć realistycznie wyglądające kopie zapasów medycznych czy realistyczne kopie sprzętu wspinaczkowego.

    Rolą hełmu jest ochrona głowy. Niekoniecznie przed pociskami – w chińskich fabrykach kevlar widzieli tylko na filmach – ale każdy taki hełm powinien chronić przed uszkodzeniem głowy. Natomiast hełm powinien odwzorowywać wagę oryginału, tak żeby człowiek mógł się przystosować do tej wagi na moment kiedy wyrzuci ćińską kopię i nabędzie prawdziwy.

    Druga sprawa – kapelusze są bardzo wygodne i praktyczne, zgoda. Sam używam, ale niebawem będę musiał się przerzucić na garnek. Leżąc w kierunku przeciwnika odkryta jest głowa i barki, a zatem garnek osłania stosunkowo dużą powierzchnię odkrytą na ostrzał. A łeb zawsze chronić warto, bo odłamek w nodze się przeżyje, odłamek we łbie może być ciężko.

  • Strap Says:

    Chyba powinniśmy rozróżnić kwestię rekonstrukcji od realizmu. Sam jeszcze do niedawna biegałem w kontraktowym FRITZu i powiem, że po całodziennej strzelance ledwo ruszałem szyją, było nie było swoje waży. A z drugiej strony zaprojektowany jest po to, by chronił życie… I chroni. Dowodem na to setki zdjęć z przestrzelonymi hełmami.Generalnie garnki są dla „leguralnego” wojska, lepiej wyszkoleni chłopacy biegają albo w kaskach (choć czasem też balistycznych) albo w szmacie… Chyba faktycznie najlepszy wybór ze skorup to Pro-tec. Mało waży, jest wygodny, tani a przy tym oryginalny… Poza tym ja osobiście tak debilnie wygladam w hełmie jak mało w czym…Rozumiem zarówno u nas bieganie w kontraktowych MICHach, jak i chińskich podróbach – nawet jak się rozpieprzy od uderzenia, to w tym momencie je złagodzi. Chyba, że ktoś bedzie sie staczał po skalistym urwisku, ato insza inszość… BTW Procent, które to takie zajefajne kapelusze z tym pochłanianiem? Możesz podrzucić jakiś namiar?

  • Piotr "Procent" Łopaciński Says:

    Kapelusze MCCUU mają wszyte potniki, jeden na czole, z możliwością wysunięcia go pod kapelusz jak się ktoś uprze i drugi, porywający cała górną ścianę kapelusza.

  • Semper Fi' Jaqb Says:

    Cytuję:
    ‚Gdyż drodzy moi, wystarczy pomyśleć krótką chwilę, by dojść do wniosku, że hełm w lesie robi zdecydowanie więcej dobrego niż złego.Po dłuższym patrolu sami dochodzimy do takiego wniosku, natomiast często przeszkadza w czołganiu, czy strzelaniu z pozycji leżącej, szczególnie gdy mamy plecak na plecach…..’
    Chyba coś nie tak napisałeś..;)

    Osobiście używam kopii MICH TC-2000. Mówcie co chcecie, ale jestem zadowolony. na głowie trzyma się świetnie – tylko lekko zmodyfikowałem chinstrap za pomocą igly z nitką (podwojne podszycie, zeby skrocic) i dodałem do krążków z gąbką piankę. Nie jest lekki, ale wygodny. Zawieszenie 4 punktowe – nie spada na eyes’y jak w przypadku lwh czy pasgt. No i nie zasłania uszu tak mocno jak fritz i można nieźle słyszeć.Co do zestawów słuchawkowych – nie ma problemu, bo został do tego zaprojektowany.. Używałem go w lesie i trochę w MOUT, parę razy przywalilem glową w jakiś konar itp. i trzyma ładnie. Przydaje się przy wejściach do niskich pomieszczeń. UWAŻAM, IŻ HEŁMY NOWSZEGO TYPU MOŻNA SMIAŁO WYKORZYSTYWAC W AS, STARSZE, np. stary polski, M1, pasgt- RACZEJ NIE.
    ale to tylko moja opinia

  • Piotr "Procent" Łopaciński Says:

    Po pierwsze mówisz, że nie jest lekki. Może nie, ale do kevlarowego mu wagi brakuje.

    Po drugie nie wiem z jakiego LWH korzystałeś, bo IMO zawieszenie w LWH jest lepiej rozwiązane niż w MICHu (korzystałem z obu, żeby nie było).

    Uszu może nie zasłania aż tak jak Fritz, ale zasłania mimo wszystko, ograniczając możliwość precyzyjnego określenia kierunku dochodzenia dźwięku. Przynajmniej takie są moje obserwacje.

    MICH lepiej sprawdza się przy zastosowaniu setu, np głuchosłuchy+maska p-gaz + hełm (a przy CQB to najczęstsza konfiguracja do działania), aczkolwiek z moich doświadczeń wynika, że pro-tec jest do tego lepiej przystosowany, ew. CVC czy TC-2001.

    No i ostatnie – nie znalazłem jeszcze hełmu, w którym wygodnie by mi się leżało i czołgało, gdy mam na plecach np. plecak. Po prostu siłą rzeczy on próbuje opaść niżej, bo naciska go sprzęt z pleców.

    Reasumując – można szukać półśrodków w postaci lepszych i gorszych hełmów, ale ja po prostu dalej nie widzę większej ilości plusów niż minusów, przemawiających za jego zastosowaniem w lesie. I z tego co widzę, jednostki na całym świecie w operacjach typowo leśnych maja podobny pogląd, co skłania mnie do twierdzenia, iż jakaś prawda w tym co piszę, jest.

  • Piotr "Wroobel" Wróblewski Says:

    Chciałbym się odnieść do kwestii kopii hełmów. Nie powinny istnieć? Gdyby nie istniały to zapewne spędziłbym w tym roku dobre 2 tygodnie w szpitalu z rozbitą głową. Skusiłem się na kopie mich`a 2001. Przechodząc przez okno, z górnej części otworu spadła mi na głowę cegła z ładnym kawałkiem tynku. Ledwo utrzymałem równowagę. Hełm pękł,nie odpadała żadna część z niego, zrobiło się tylko pęknięcie, które zresztą skleiłem. Moja głowa natomiast wyszła bez szwanku. Myślę, że gdyby nie ten jakże beznadziejny hełm miałbym już rozbitą głowę. Jakby tego było mało 2 tygodnie później ochronił mi głowę po tym jak przewróciłem się i uderzyłem głową w leżący na ziemi kamień wielkości piłki do tenisa ziemnego.

  • Piotr "Procent" Łopaciński Says:

    To Ty po prostu niezdarny Wroobel jesteś :P.

  • Piotr "Wroobel" Wróblewski Says:

    No przecież dostałem E na komisji wojskowej. :D

  • Budyń Says:

    A gdzie kwestia lansu? ;d Hełmy już nie są takie szpanerskie jak pro-tec w wersji „choinki” ;d

  • Piotr "Procent" Łopaciński Says:

    Mało się na lansie znasz, do Pro-teca szyn montażowych na akcesoria dedykowanych mi na jeszcze chyba, a do ACH już są :).

    Trza iść z duchem czasu!

Zostaw odpowiedź

Preview: