Mój przyjaciel szpej

Piotr "Wroobel" Wróblewski

Minęły matury ( przynajmniej moje) więc można powrócić do szarej rzeczywistości i znów zacząć pisać artykuły.

Dziś chciałbym poruszyć kwestię, której niejako dotknąłem już w poprzednim artykule. Mianowicie chodzi o zwiększenie efektywności działania pojedynczego operatora.  Tym razem w kwestiach sprzętowych.

Wielu twierdzi, że sprzęt nie ma znaczenia, a luki w wyposażeniu można zastąpić umiejętnościami indywidualnymi bądź też zgraniem grupy.
Może i trochę prawdy w tym jest, ale myślę, że niektórych spraw nie da rady przeskoczyć. Nie oszukujmy się. Jeśli uważasz, że drogi sprzęt ułatwi Ci airsoftowe życie to … masz rację. Przykładów na to jest ogromnie wiele. Replika 2 klasy, powtarzalność strzałów na niskim poziomie i już dużo trudniej jest przeprowadzić zwiad. Nie wiesz czy w decydującym momencie, kiedy będziesz musiał jej użyć, kulka poleci idealnie w cel czy spadnie 10 przed tobą. A to tylko jeden przykład. Wiadomo jednak, że świetny sprzęt sam w sobie niczego nie gwarantuje, trzeba umieć wykorzystać jego zalety w 100%.

Pierwszą kwestią, którą chciałbym dziś poruszyć jest dobór odpowiedniego wyposażenia do zakresu prowadzonych działań. Trudno jest dobrać idealnie ten sprzęt, jednak zazwyczaj wiemy już przed akcją, w jakim terenie będziemy musieli walczyć. Na podstawie takich informacji śmiało można zdecydować o tym co na siebie włożyć. Jak jednak dokonać takiego wyboru?

Taktyka zielona

Często ogarnia mnie śmiech kiedy widzę przygotowanie sprzętowe ludzi mających za chwilę wypełniać zadania w terenie „zielonym”.
Hełmy, kamizelki balistyczne, 2 linie oporządzenia, nakolanniki. Ogólnie zasada im więcej tym fajniej ( i gorzej).  Zupełnie nie tędy droga.
Taktyka zielona opiera się przede wszystkim na długich patrolach, warto więc postawić na wygodę marszu. Jeżeli ktoś zrobił 10 km w pełnej balistyce, zrozumie o co mi chodzi.
Ponadto wszelkie kamizelki balistyczne czy „taktyczne” posiadają ładownice głównie na brzuchu i klatce piersiowej.
Zastanawiam się, jak można się czołgać nosząc przed sobą  10 magazynów. Wspomniałem o hełmach. Dlaczego nie? Otóż w taktyce zielonej dużą rolę odgrywa kwestia maskowania.
Na maskowanie ma wpływa również kształt. Przyjmuje się zasadę „rozmywania” regularnych kształtów sylwetki. Hełm natomiast uwydatnia owal głowy tym samym uwydatniając ludzką sylwetkę.  Co zatem nosić? Na głowę kapelusz, na barki jakiś system oparty na  szelkach i pasie gdzie większość ładownic jest na biodrach i z tyłu nad pośladkami umożliwiając tym samym swobodne czołganie się. Resztę w plecak i gotowe.

Taktyka czarna.

Większość przeciętnych airsoftowców biegających po lesie jest ubrana właśnie w sprzęt pasujący do MOUT`a czy CQB.
Wcześniej wspomniane przeze mnie hełmy czy kamizelki balistyczne. Do tego ładownice w miejscach pozwalających na szybsze dobycie maga czy tez pirotechniki. Również w taktyce czarnej warto skupić się na tym co będziemy robić, by nie zapomnieć  żadnego elementu, a jednocześnie nie nosić zbędnego sprzętu który swoje waży.

To co do tej pory przeczytaliście jest tylko nieco za długim wstępem. Teraz przejdę do kwestii, której tyczy się tytuł wpisu. Dlaczego „Mój przyjaciel szpej” ?

Ze sprzętem warto się zaprzyjaźnić. Wiem jak to brzmi, ale taka jest prawda. Myślę, że przesadą jest rozmawianie z repliką, lecz poznanie jej dobrych i złych stron tak jak znamy wady i zalety swoich kumpli to ważna sprawa. Pomoże to zwiększyć efektywność działania.

Nie ma rzeczy niezawodnych. Niektóre są bardziej trwałe, niektóre mniej, ale wszystko z czasem ulega awarii.
Tak samo jest z naszym sprzętem. Repliki zacinają się, kamizelki prują, klamry pękają, etc. Dlatego warto znać zwłaszcza wady naszego wyposażenia. Warto wiedzieć co może ulec awarii. Możemy wtedy opracować plan B, który wdrożymy w życie w razie uszkodzenia. Trudno jednak mieć jakiś plan B w kwestii na przykład rozprutej kamizelki, dlatego warto obejrzeć sprzęt po każdym wypadzie w teren. Sprawdzić stan newralgicznych jego miejsc, ewentualnie podreperować. Jednym słowem trzeba kontrolować  nasz szpej . Unikniemy wtedy nieprzyjemnych niespodzianek.

Co jednak robić żeby podnieść naszą efektywność kiedy sprzęt za nic w świecie nie chce się psuć?
Często widzę, jak  ludzie biegają w modułowych kamizelkach ze standardowym układem ładownic zastanym po wyjęciu sprzętu z paczki, czy też układem sprzętu innym każdego dnia. Co w tym takiego dziwnego i złego? Otóż sprzęt jest dla nas, a nie my dla sprzętu. To ekwipunek ma być dostosowany do naszego ciała. Do naszej wygody.
Standardowe rozwiązania proponowane przez producentów sprzętu często są zupełnie przypadkowe. Po to mamy regulację w kamizelkach czy sprzęt modularny, żeby dostosowywać to wszystko do naszych indywidualnych cech. Jeżeli już raz wybierzemy określoną konfigurację naszego sprzętu warto jej nie zmieniać.
Człowiek z czasem uczy się pewnych ruchów. Nie myśli o nich, po prostu je wykonuje. Jest to tak zwana pamięć mięśniowa. Jeżeli stosujemy to samo ustawienie ładownic, uniknikamy sytuacji gdy przy zmianie maga, dłoń wędrująca pod prawą rękę złapie za manierkę, zamiast wyciągnąć znajdujący się tam do niedawna magazynek.

Jak wspomniało kilka osób w komentarzach, na sukces składa się poziom całej grupy. Umiejętność współpracy to ważna sprawa.
Często widzę jak na imprezie militarnej ludzie męczą się z wyciągnięciem czegoś chociażby z nadupnika, podczas gdy kuple z ich ekipy stoją z założonym rękami.  Jeżeli nie można czegoś dosięgnąć powinno poprosić się o to kumpla. Proste.
Co jednak ma zrobić kiedy kumpel otworzywszy plecak swojego towarzysza broni, widzi w nim mnóstwo rzeczy, a został poproszony o podanie zapalniczki lub czegoś równie „łatwego” w znalezieniu. Pada tu światło na bardzo istotną kwestię. Chodzi mianowicie o zasady pakowania.
Na szczeblu ekipy dobrzej jest wykształcić sobie wewnętrzne zasady układania sprzętu w plecakach i innych zasobnikach znajdujących się poza zdolnościami manualnymi jednego operatora. Ciężko jest wskazać jak ma to pakowanie wyglądać, jednak zasada jest jedna i do tego bardzo logiczna. Na dno kładzie się rzeczy mniej potrzebne, takie których wyciągnięcie może zająć kilka minut i nie ucierpi na tym dobro grupy. Są to chociażby zapasowe ubrania czy przybory do podgrzewania jedzenia.
Wszystko co będzie potrzebne podczas postoju, kiedy można spokojnie zdjąć plecak i grzebać w nim do woli.
Na wierzch natomiast układa się rzeczy, których nie można nosić bezpośrednio przy sobie, lecz w stosunku do których może zajść potrzeba dobycia nawet podczas wymiany ognia.

Przestrzeganie tych kilku zasad na pewno pomoże zwiększyć efektywność operatora, niemniej jednak nic nie zastąpi godzin spędzonych w terenie na ciężkim treningu więc zapraszam wszystkich do lasu :) Miłych treningów życzę ;)


Jeden komentarz do wpisu “Mój przyjaciel szpej”

  • cziman Says:

    Sprzętu zastąpić się nie da, wiadomo że umiejętności i doświadczenie są bardzo istotne (i trudniejsze do zdobycia), ale bez karabinu będzie trudno być efektywnym. Z życia widzę że jak ktoś ma umiejętności to ma i sprzęt, bo siedzi w temacie.

    Primo, jak mają ludzie wiedzieć jaki sprzęt dobrać i jaki sprzęt używać, jeżeli nikt im tego w życiu nie tłumaczył, a cała wiedza opiera się na tym co ma kolega który widział to samo w black hawk downie? Z powietrza się to nie weźmie – albo sporo praktyki, albo przyjdzie dziadek i nauczy co, jak i dlaczego. A nie znam wielu grup softowych które sobie w ten czy inny weekend zrobią zajęcia teoretyczne z doboru oporządzenia. Skąd taki stasiek ma wiedzieć, że się nie zakłada panelów udowych do zielonej, oprócz faktu założenia i tygodniowej rehabilitacji startej do mięska nogi w czasie 40-kilometrowego patrolu?

    Secundo airsoft to nie wojsko, jak słusznie zauważono na tym blogu i dla wielu ludzi szpej nie musi być funkcjonalny, byle fajnie wyglądał, sporo kosztował, groźnie wyglądał na zdjęciach i pozwalał na przechowywanie paru magów i snickersa. Wielu ludzi nie obchodzi funkcjonalność sprzętu, ergonomiczność czy przemyślenie. Nie chce im się nawet konfigurować i biegać mogą jak siedem boleści, byle było. Nie ma się co takimi przejmować, najlepiej udawać że ich nie ma. Z resztą, kiedy samemu zdarza mi się pójść z sentymentu na te całe ersofty nie zawsze chce mi się bawić ze sprzętem żeby działało jak należy, a tylko tak żeby było jakkolwiek – tez jestem winien.

Zostaw odpowiedź

Preview: