Majówka w Bornym 2010

Piotr "Procent" Łopaciński

Weekend majowy po raz drugi spędziłem już drugi rok z rzędu w Bornem Sulinowie. Po raz pierwszy jednak dane mi było brać udział w Majówce jako uczestnik. Tak wiec podzielę się paroma spostrzeżeniami i uwagami na jej temat.

Pierwsza uwaga będzie taka, że na imprezę zapisałem się na 2 dni przed jej rozpoczęciem, nie śledziłem przygotowań do niej i też średnio wiedziałem czego się spodziewać. Pojechałem tam więc głównie odpocząć i odprężyć się na zasadzie „jak mi się chce, to zrobię”. Mało ambitnie ale cóż.

Na początek skromne wprowadzenie fabularne. Na terenie gry znajdowały się 3 państwa. Nerun, nowopowstały twór – Kebur, oraz Saria, po której stronie walczyłem. Jako Saria znajdowaliśmy się miedzy młotem a kowadłem. Nasze terytorium znajdowało się miedzy dwoma sąsiednimi państwami. Skutki takiego położenia geopolitycznego łatwo przewidzieć. Czwartą stroną byli najemnicy – Black Mirrors, których przy odrobinie szczęścia, pieniędzy i negocjacji, można było wynająć do walki po swej stronie. Założenie jak co roku było takie samo. Działania trwają nieprzerwanie od piątku do niedzieli, natomiast w dowolnym momencie można opuścić teren gry, odpocząć, pospać, poimprezować.

Dojechać udało mi się na miejsce na krótko przed rozpoczęciem pierwszych działań, w piątek około północy. Niecałe 1,5h później już byłem w terenie na małym rekonesansie. Małym, bo wybraliśmy się na niego tylko w 2 osoby.
Swoją przydatność potwierdziły noktowizory, które niekiedy rzeczywiście pozwalały o wiele lepiej rozpoznawać otoczenie w promieniu parędziesięciu metrów. W wyniku skromnej zasadzki zatrzymaliśmy 4-osobowy patrol. Jeszcze nie wiedzieliśmy, że ten epizod zaważy na całym naszym dalszym działaniu, jeszcze nie byliśmy świadomi kto wpadł w nasze sidła…

Jak się okazało nasze lufy skierowaliśmy w Birka, barmana z Baru „Miś” mieszącego się w stolicy Keburu – Easton. Jednakże nie spotkaliśmy go bynajmniej przy okazji mieszania drinków, a podczas próby przemytu. To jednak nie wszystko, bo był on także, jak się wkrótce okazało, dowódcą wywiadu Keburu… nie do końca lojalny wobec swych mocodawców. W zamian za darowanie życia miał nam on dostarczyć schematy budowy broni, której stworzenie było jednym z celów scenariusza. Jako zabezpieczenie zabraliśmy mu dokumenty (zlotowe oczywiście).

W takim klimacie działaliśmy przez kolejne 2 dni, do końca zlotu. Przyjęliśmy konwencje zdecydowanie LARPową, a nie airsoftową. Przez cały zlot wystrzeliłem może z 500 kulek. Tak więc ciężko mi określić zlot od strony „strzelanej”.
Może to natomiast zrobić większość uczestników, która chyba zapomniała, że jest jakiś scenariusz i jedynym ich zadaniem było zajmowanie kolejnych połaci terenu. Cóż, można i tak… ekipa z którą działałem, NRF, zajmowała się w tym czasie głównie zawieraniem sojuszy, szukaniem i przejmowaniem kolejnych części broni, porywaniem dowódców obcych stron i… wygrywaniem zlotowego turnieju pokerowego. W efekcie pod koniec rozgrywki sprzymierzyliśmy się z Keburem oraz Black Mirrors przeciw Nerunowi. Niestety, rozgrywka została przerwana na ponad godzinę przed jej zakończeniem. Ostatnia wersja jaką słyszałem, to żądanie leśniczego, nie wiem na ile jest prawdziwa (wszystko otrzymywaliśmy po radiu albo przez GSM).

Od strony formalnej – zlot kosztował 60 zł (przy zapisach na miejscu -80). Sprawa rozdysponowania tych pieniędzy budzi chyba największe kontrowersje wśród uczestników, także dlatego, że zakres świadczeń został zmieniony już na zlocie, tzn. na przykład zamiast racji żywnościowej Arpolu zapewnione zostały 2 posiłki z kuchni polowej (w formie zupy oczywiście), przy czym trzeba było posiadać własną „zastawę”. Określone w zakresie świadczeń „rekwizyty” także budziły kontrowersje, gdyż było takowych bardzo mało, bądź były bardzo liche. Dość skromne było także zaplecze sanitarne, chociaż nie widziałem przy nim nigdy tłoku. Natomiast w cenie było także chociażby drewno na ognisko, którego było chyba dla wszystkich pod dostatkiem. Także możliwości ładowania baterii itp. były dość rozbudowane (jednocześnie ładowano co najmniej parędziesiąt pakietów). Ciekawym rozwiązaniem była także możliwość zakupu, za walutę zlotową, różnorakich rzeczy w paru miejscach na zlocie. Były to m.in. produkty spożywcze, ale także nawet drobne elementy oporządzenia. Za darmo natomiast można było dostać herbatę i kawę we wspomnianym już barze „Miś”.

Podsumowując imprezę z mojej strony, to bawiłem się dobrze, ale nie jestem pewien, czy bawiłbym się tak samo dobrze, walcząc w polu.  Wiele osób narzekało na chaos organizacyjny na polu walki oraz terminatorów. Zabrakło jak dla mnie chociaż delikatnej moderacji gry przez organizatorów, przez chociażby bezpośrednie wyznaczanie zadań. Zabrakło mi również wymuszenia na stronach, by stworzyły sztaby, które na bieżąco rozdzielałyby zadania. Oczywiście można powiedzieć, że uczestnicy to nie małe dzieci i sami mogą się zorganizować w taki sposób. Ale taka rola organizatora, by w pewnych rzeczach pomagać, „by wszystkim żyło się lepiej”. Na pewno nie ma co na Majówce liczyć na ambitny airsoft, to raczej luźna impreza w celu wspólnego, luźnego spędzenia długiego, majowego weekendu.

Na koniec chciałbym też zaznaczyć, że na Majówce obecna była ekipa GunFire, która prowadziła mały sklep z artykułami airsoftowymi, stanowiła część zabezpieczenia medycznego, a także (a może przede wszystkim) świadczyła usługi serwisowe.
W większości przypadków za darmo można było oddać do serwisu swoja replikę, która po paru godzinach wracała z niego sprawna. Robota serwisanta na Majówce jest niezwykle ciężka i wycieńczająca. Wiem, gdyż sam się tym zajmowałem na zeszłorocznej edycji. Paręnaście godzin pracy bez przerwy i ciągle spływające nowe repliki. Wyrobić w ciągu 2 dni 40-50 replik to nie lada wyzwanie. Gratuluje Wojtkowi, który podjął się ten niewdzięcznej roli :P (Wojtek to w naszej firmie osoba od zadań specjalnych (potrafi np. jeździć autem  przez 18h, odpocząć 2h i znów to samo) – przyp. Konrad)


Komentarzy: 3 do wpisu “Majówka w Bornym 2010”

  • Lesio Says:

    i policzył do nieskończoności….. 2 razy :P

  • Piotr "Procent" Łopaciński Says:

    Wojtek lubi jeździć po parkingu firmy przez 18h :P.

  • cziman Says:

    Majówka jak to majówka jest imprezą luźną, natomiast poziom działania wyznaczają sami uczestnicy, nie organizator. Każdy lubi bawić się na innym poziomie, jedni przyjechali się uchlać, podrapać po jajkach i trochę postrzelać a inni przyjechali żeby wygrać. Mieliśmy na przykład o godzinie 6 zbiórkę w sztabie keburu – gdyby to byli chłopacy z BM, stanu osobowego byłoby sto procent, a tak zjawiło się niewielu.

    Jest co wspominać – obrona bunkru nad tiberią 3 do 54, zaleganie z dokumentami przez półtorej godziny w ogrodzonym z każdej strony „przylądkiem” który ma zostać za rok oznaczony jako hel czy planowanie/budowa fortyfikacji wokół sztabu.

    Pozdrowienia dla ekipy GF

Zostaw odpowiedź

Preview: