Granice realizmu

Piotr "Procent" Łopaciński

Gdzie Rzym, gdzie Krym chciałoby się powiedzieć słysząc, jak niektórzy porównują air soft do realnego pola bitwy, lub szkolenia w airsofcie ze szkoleniami w wojsku.
Ale ile z tych osób zastanawiało się tak naprawdę, gdzie leżą największe różnice miedzy tymi, zdawałoby się, skrajnymi światami? Jaki jest sens szkolenia się w danej taktyce na potrzeby airsoftu? Jak mocno należy modyfikować wojskowe taktyki, by miały zastosowanie po pierwsze na strzelaninach, a po drugie (w szerszym ujęciu), wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia ze strzelaniem z replik (Mil-Simy, szkolenia itp.).

Taktyka zielona

Zdecydowanie muszę przyznać, ze obycie i zastosowanie różnorodnych procedur wojskowych w taktyce zielonej przynosi rezultaty.
Jako, iż jest to „taktyka wielkiego obszaru”, że tak powiem, to znaczenie ma tu przede wszystkim umiejętność manewrowania w różnym terenie.
Na poziomie indywidualnego żołnierza chodzi głównie o krycie danego sektora, a w razie potrzeby zapieprzanie jak najszybciej i jak najsprawniej, zgodnie z zadaną procedurą.
Mniejsze znaczenie mają indywidualne umiejętności, takie jak szybkie celowanie i strzelanie czy szybka wymiana maga, umiejętności i działanie całej ekipy jest kluczowe.

Główne różnice jakie występują między realnymi działaniami czy ćwiczeniami a air softem, to przede wszystkim odległości.
Zarówno jeśli chodzi o rażąco niski zasięg replik w niektórych sytuacjach (szczególnie otwartych przestrzeni), jak i niektóre procedury, jak np. zrywanie kontaktu, które może mieć drogę dużo mniejszą, aniżeli paręset metrów w tzw. „realu”.  Co się tyczy replik, to także bólem jest tutaj balistyka airsoftowej kulki. Jest niska zdolność penetracji sprawia, ze nawet gęste krzaki robią się wystarczającą osłoną, co oczywiście wykształca złe nawyki. Nie pozwala też właśnie na kładzenie skutecznego ognia osłonowego.
Tak samo ciężko sobie ludziom wyrobić nawyk „darcia mordy” przy przekazywaniu komend itp. A gdy zaczynamy prowadzenie ognia z broni palnej, to trzeba się naprawdę głośno wydrzeć, by chociażby kolejna osoba w szyku to usłyszała, nie mówiąc o dalszych.

Z kolei jeśli chodzi o wykorzystanie środków pirotechnicznych, to jedynie granaty dymne mają analogiczną funkcje do tej, używanej w normalnych działaniach. Granaty rozpryskowe (airsoftowe), dają często niestety mizerny efekt, w stosunku do zakładanego. Brak także jakiejś alternatywy dla prawdziwych granatników, bo te airsoftowe są daleko niedoskonałe.

Jeśli chodzi o kwestie sprzętowe, to łatwo można się doposażyć w typowy sprzęt do lasu, ale zwykle pod jednym względem będzie on odbiegał od realnego – wagą. Amunicja do posiadanej broni, amunicja do KM-u, radiostacja bądź baterie do niej, ładunki wybuchowe.
To zwykle znajdziemy na wyposażeniu żołnierzy, chociażby pododdziału rozpoznania (którego sposób działania wykorzystuje się chyba najczęściej). W airsofcie możemy co najwyżej szukać substytutów tych elementów.

Taktyka czarna

Skupie się tutaj na działaniach wewnątrz budynków (CQB), by osobno omówić MOUT.
Kwestia samego podejścia pod budynek jest zdecydowanie trudniejsza w airsofcie z uwagi na (najczęściej), brak możliwości skutecznej osłony ogniowej strzelców wyborowych bądź snajperów. Po wejściu wcale nie jest lepiej. Przede wszystkim najczęściej brak, okien, drzwi oraz wszelkich możliwych osłon z wyposażenia budynku, co stwarza konieczność maksymalnej uwagi, refleksu i osłony sektorów na 360 stopni praktycznie.
Dochodzi do tego, że jedyną przeszkodą, jaką może napotkać wróg, jest ogień z naszych luf. Tutaj bardzo wiele zależy od umiejętności pojedynczego operatora, jego refleksu i wyrobionych nawyków. Zdolności szybkiej zmiany magazynka czy jednostki broni, szybkiego celowania i oddawania strzałów, np. dubletami. Ważne jest maksymalne zgranie ekipy i wyćwiczenie procedur, nikt nie może się pomylić, a szczególnie prowadzący i pierwsze osoby w szyku.

Bardzo ważna i przydatna okazuje się pirotechnika, szczególnie ta przystosowana do odpalania bez użycia zapałek czy zapalniczki, na zapalniki potarciowe, bądź standardowe, oparte na zbijaniu spłonki. Można takie zakupić, a w przypadku pierwszego typu, bardzo łatwo wykonać samodzielnie. Chociaż profesjonalne granaty hukowo-błyskowe, zbliżone właściwościami do tych realnie używanych, to średnio wydatek rzędu 100 zł za sztukę, to nawet zwykłe petardy hukowe średniej wielkości potrafią dać nam chwile dezorientacji przeciwnika, o którą nam chodzi.
Świece/granaty dymne czy gazowe też potrafią pomóc, ale tylko wtedy, jeśli my mamy maski p-gaz, a wróg nie. Swoja drogą, posiadanie przy sobie jakiejkolwiek maski p-gaz w konfiguracji odpornej na kulki, jest bardzo przydatne czasami. Będąc przy pirotechnice, nie można nie wspomnieć o hałasie, którego właściwie w airsoftowym CQB nie ma.
Wiadomo, że używanie broni palnej w pomieszczeniu to huk większy, Niż  na otwartym powietrzu, a często strzela wiele jednostek broni obok siebie. Nie mówiąc już o tak prozaicznych sprawach jak wypadające łuski, z których jedna kiedyś miała okazje znaleźć się za moim kołnierzem po opuszczeniu gorącej komory. Niby pierdoła, a przez nią musiałem na chwilę opuścić swój sektor ognia.

Co do realizmu, to odpada właśnie bardzo szeroki temat otwierania drzwi i pokonywania innych przeszkód, a także wykorzystania sprzętu wyrażeniowego. Przez brak takich akcesoriów znowu spada waga sprzętu. Rzadko kiedy też, przy działaniach wewnątrz budynków ludzie posiadają pełną balistykę i szereg innych, ciężkich elementów, które zwiększałyby realizm ćwiczeń.

Ogólnie rzecz biorąc opanowanie wyśrubowanego poziomu CQB pomaga w zdobyciu przewagi w działaniu czy wykonaniu zadania/wyczyszczeniu budynku, ale w dalece mniejszym stopniu, aniżeli w normalnych działaniach. Na pewno analogicznie skuteczniejsze okazuje się wykorzystanie w rozgrywkach airsoftowych w lesie, elementów taktyki zielonej.

MOUT

Na MOUT-cie znam się tyle co nic. Zdecydowanie pewniej poruszam się w podstawach zielonej czy CQB, ale też postaram się o parę słów na ten temat.
Po pierwsze niewiele jest raczej terenów, gdzie można przećwiczyć pełne spektrum działania na obszarze zurbanizowanym. Po prostu bardzo niewiele jest kompleksów zurbanizowanych, dostępnych do airsoftowych zabaw. Tutaj chyba jeszcze bardziej brakuje właśnie skutecznej pirotechniki miotającej odłamki, granatników i wyrzutni to raz, a dwa to kwestia zasięgu. Dokładnie chodzi mi o aspekt snajperów, z którymi walka w mieście jest czasem ekstremalnie trudna.
W airsofcie bycie skutecznym snajperem, na terenie zurbanizowanym jest z kolei właśnie tak ekstremalnie trudne. Natomiast zwykle skuteczniej da się na takim terenie stawiać osłonę ogniową. Także wykorzystanie dymu jest podobne jak w realnych działaniach.

Czerwona taktyka

Znajomość czerwonej taktyki w szerokim ujęciu może przydać się jedynie do uklimatycznienia scenariuszy, w których występuje motyw rannego, jego leczenia, ew. transportu.
W airsofcie na szczęście nie dochodzi do sytuacji, gdzie zastosowanie miałyby procedury tzw. ratownictwa taktycznego czy ewakuacji medycznej.  Uważam natomiast, iż każda osoba bawiąca się w airsoft, powinna posiadać  chociażby minimum wiedzy z zakresu ratownictwa medycznego lub chociaż udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej.
Airsoft to jednak zabawa urazowa w mniejszym lub większym stopniu. Często zdarzają się małe rany czy skaleczenia, ale zdarzają się tez sytuacje utkwienia w ciele ciał obcych, złamania kończyn czy żeber itp. Warto wiedzieć jak najlepiej pomóc takiej osobie w danej sytuacji, a dodatkowo posiadać ze sobą małą apteczkę, wyposażoną przez siebie. Gwarantuje to wyższy, potencjalny, stopień bezpieczeństwa.
Oczywiście zachęcam do głębszego rozwijania wiedzy na ten temat i odbywaniu kursów opartych na różnych szkołach ratownictwa. Bo tego wszystkiego nie da się nauczyć z książek czy filmów, do tego potrzeba praktyki, im bardziej realistycznej i brutalnej – tym lepiej, wedle starej sparafrazowanej zasady dotyczącej taktyk, a przeniesionej na grunt ratowniczy: im więcej krwi na treningach, tym mniej krwi w boju.

Tak wiec jak widać, jest się czego uczyć i warto się uczyć, szkolić.
Należy to robić zarówno na poziomie ekipy (zgrywanie procedur itp.), jak i u indywidualnego operatora, także przez samodoskonalenie i samokształcenie.
Zachęcam do tego, by w miarę możliwości, obok prostego strzelania co weekend, skusić się na coś ambitniejszego, by potem znowu wracając na takie strzelanie, móc śledzić swoje postępy w nauce, edukacji, praktyce i doświadczeniu.


Komentarzy: 5 do wpisu “Granice realizmu”

Zostaw odpowiedź

Preview: