Jak nisko jeszcze, upadnie nasz airsoft? (część II)

Piotr "Procent" Łopaciński

Kontynuując moje zrzędzenie na temat beznadziejnej sytuacji airsoftu dnia dzisiejszego, pragnę skupić się na przyczynach takiego stanu, po tym, jak takowy opisałem już wcześniej.

Głównym powodem, w mojej opinii jest przyśpieszenie przyrostu liczby nowych airsoftowców, co niestety nie idzie w parze, a rzekłbym też, że jest odwrotnie proporcjonalne do wzrostu jakości tych osób.

I niech teraz nikt mi nie zarzuci, ze on zaczął bawić się pół roku temu, a ja mu mówię, ze się nie nadaje i że „psuje” airsoft, bo to byłaby krzywdząca generalizacja. Oczywistym jest, ze pojawia się wiele wartościowych osób, jednakże o wiele więcej jest tych, które airsoftu nie rozumieją w pierwotnym (dzisiaj już chyba zbyt idealistycznym) znaczeniu.


Brnąc dalej w kierunku źródła należałoby szukać przyczyn wzrostu liczby pasjonatów (no, niestety to wręcz sarkastyczne stwierdzenie w tym kontekście) airsoftu.
Na pewno jest to ogólna popularyzacja tego hobby, która odbywa się głównie na zasadzie, którą moglibyśmy ująć w model sieciowych zależności (airsoftowiec ma grono znajomych, którzy wiedzą co robi, cześć z nich również zaczyna się w to bawić, każdy z nich ma własne grono znajomych, z których kolejni zaczynają się tym interesować, tworzy się sieć zależności. To takie obrazowe wyjaśnienie tego prostego procesu, jakby ktoś nie zrozumiał :P ).
Do tego dochodzą coraz częstsze publikacje w mediach oraz powstawanie coraz większej ilości sklepów z asortymentem do naszego hobby. Koronnym przyczynkiem upadku airsoftu jest wg. mnie jednak o wiele wiesza jego dostępność dla każdego, przez ofertę tańszego asortymentu z Chin. Bariera finansowa, która dla wielu jest kluczowa stałą sie znacznie mniej znacząca. Nie tylko repliki, ale także ich części, akcesoria do nich, oporządzenie i wyposażenie można teraz kupić o wiele taniej.

Ustosunkuje się jeszcze raz do pewnego hasła, które padło w jednym z komentarzy do poprzednich wpisów, iż obniżenie pułapu cen sprowadziło do airsoftu także masę wartościowych osób. Tak jak już pisałem, to fakt, ale jeszcze więcej jest tych, którzy zdecydowanie nie pasują do środowiska. Pomijając już fakt braku wyczucia klimatu, to przede wszystkim uderza brak kultury, arogancja czy zwykłe chamstwo podczas rozgrywki. Nie mówiąc już o jakimkolwiek honorze czy uczciwości, które stały się towarem niesłychanie deficytowym.

Wiele ludzi podziela teorie, że wysokie ceny replik były naturalna barierą, które w dużym stopniu „odcedzały” buractwo, bo ciężko mi nazwać to inaczej.
Nie dlatego, że bogaci są feeeest, a biedni są błe. Tylko o to, że trzeba było się naprawdę porządnie zastanowić, „czy chcę się w to bawić”, gdyż sensowna zabawa (z AEGiem) była sporym wydatkiem. Wtedy najtańsze markowe elektryki to był koszt rzędu 1100 zł i nie zawsze w komplecie byłą bateria czy ładowarka, a w przypadku produktów Tokio Marui dodatkowo tylko jeden low-cap.
Średnio wydawało się na sama tylko replikę 1400-1500 zł. Ludzie, któzy nie byli poważnie „wkręceni” w airsoft, nie przeczytali o nim wiele, nie popytali ludzi, nie poznali zasad, reguł, obyczajów i atmosfery, po prostu się nie bawili. Swoista „świadomość airsoftowa” była o wiele wyższa. Obecnie zakup repliki może być czynnością wręcz bezrefleksyjną, a airsoft z hobby elitarnego, zmienił się w hobby masowe.

Kolejnym czynnikiem są nieodpowiedzialni rodzice, którzy kupują swoim 13, czy 16 letnim dzieciom repliki. Sam zakup nie jest wg mnie przejawem nieodpowiedzialności, natomiast brak dalszego zainteresowania tym, co dziecko z tą replika robi, jak i gdzie jej używa, już jak najbardziej. Dochodzi do sytuacji o wiele niebezpieczniejszych niż chociażby strzelanie się bez odpowiedniej ochrony wzroku, jak np. obnoszenie się z repliką w miejscu publicznym, a są to nawet centra wielkich miast.

Tak więc czy w obliczu obecnej sytuacji dalej czuje się airsoftowcem? Oczywiście, bo airsoft to piękne i elitarne hobby. Należy jednakże wymyślić nazwę dla tego, co obecnie odbywa się pod jego nazwą…

Jak i czy w ogóle da się walczyć z tymi zjawiskami? O tym w kolejnym wpisie.

zp8497586rq

Komentarzy: 5 do wpisu “Jak nisko jeszcze, upadnie nasz airsoft? (część II)”

  • Kazik Says:

    Istnieje też możliwość, że osób nieodpowiednich do tej zabawy jest taki sam procent jak kiedyś. Jednak obecnie są oni bardziej zauważali, gdyż jest ich ilościowo po prostu więcej.

  • Piotrek Says:

    Nie biorę udziału w spędach i grach z przypadkowymi ludzmi, mam szczęście bo stworzyliśmy niewielką lecz zwartą ekipę idącą w kierunku realizmu (np.używamy TYLKO realcapów…).Nie ma co się łamać-dzięki internetowi lepiej ustawić się raz na kilka miesięcy z ludzmi którzy myślą podobnie niż tracić czas na chaotycznych strzelankach w każdy weekend z małolatami siejącymi setkami kul w przypadkowym, półcywilnym przyodziewku – cóż każdemu taki airsoft na jaki sobie zasłużył…

  • avk Says:

    Jak zaczynałem z airsoftem również postrzegałem to jako bardzo elitarne hobby do którego chciałem „dojrzeć” i jak najlepiej się przygotować. Przede wszystkim dużo czytałem i rozmawiałem przez internet z przedstawicielami lokalnego środowiska, tak aby poznać zasady, obyczaje i ogólnie wiedzieć czego się spodziewać. Kiedy w końcu przyszła pora na pierwsze spotkanie (nie miałem wtedy jeszcze szpeju ani repliki) zdziwiony byłem, że dla większości esencją i głównym tematem rozmów była „ilość zabitych” i wystrzelonych hicapów. Najbardziej zdziwiło mnie, że większość ma praktycznie zerowe pojęcie o militariach i wojskowości ograniczając się do stereotypów i ogólników w związku z czym dowiedziałem się, że bawełniak WP i takowe oporządzenie jest najlepsze a posiadanie czegoś ponad jest zbędnym lansem i głupotą, repliki markowe to przerost formy nad treścią a imprezy ze scenariuszem są idiotyczne bo po chwili i tak wszyscy o nim zapominają i wychodzi na jedno. Dodam, że powszechne było trzymanie palca na spuście i obchodzenie się z „nabitą” repliką jak z wiosłem. Gdy pragnąłem na to delikatnie co niektórym zwrócić uwagę to zostałem zjechany na lokalnym forum, że to co nie oni i „jak mi się nie podoba to mogę założyć własną grupę”.

    Dziś już się z tymi osobami nie spotykam na rzecz większego środowiska z miasta powiatowego, które jest co prawda bardziej zamknięte i infantylne ale przy tym elitarne – rzecz jasna w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Zdobycie zaufania i rekomendacji długo trwało ale dziś wiem, że było warto bo mam doczynienia z ludźmi dla których priorytetem nie jest wywalenie 2 hicapów a sama wiedza nie jest ograniczona do treści najnowszej części Call of Duty. Z czasem dowiedziałem się również, że osoby z którymi wcześniej miałem doczynienia nie są w środowisku mile widziane. Niedługo w moje ślady poszła kolejna osoba z lokalnego światka, ta z bardziej rozsądnych i ambitnych. Reszta nadal twierdzi, że im większe imprezy ” z głupim scenariuszem ze snobami” potrzebne nie są – cóż to zostawię bez komentarza.

    Jak widać airsoft może być hobby elitarnym i bliski ideałom przedstawionym przez Procenta, jednak wszystko jest kwestią towarzystwa jakie dobieramy do zabawy. Dla mnie samego istota zamkniętego środowiska, imprez na zaproszenie nie była zbyt zrozumiała jednak dziś wiem, że w obecnych czasach to chyba najrozsądniejsza metoda i jak na razie, w naszym lokalnym środowisku stosunkowo niezawodna. Pozdrawiam i życzę wszystkim, aby ich środowisko było gronem zapaleńców z pasją a nie sforą przypadkowych osób ze współczynnikiem iq malejącym wraz z każdym wywalonym hicapem.

  • Piotr Usewicz Says:

    Zgadzam się z każdym słowem napisanym w tym poście. Chociaż sam dopiero zaczynam się bawić. Nie zmienia to jednak faktu, że zabierałem się do tego już 3 lata temu.

  • $wiatek Says:

    Może krótko: za parę lat się „przeje” masie i stanie się gównem, które będę omijać ludzie nie czujący klimatu. Powstałe w ten sposób środowisko będzie skupiać małą ilość ludzi, którzy trochę w tym siedzą, a pozostali będę Go kochać dalej. Tak jest ze wszystkim.