Jak nisko jeszcze, upadnie nasz airsoft?

Piotr "Procent" Łopaciński

Dzisiaj czas na narzekania starego dziada. Uraczę Was przemyśleniami, które moi znajomi słyszeli już co najmniej „milijon” razy lub sami je ze mną snuli.
Będzie o tym, jak kiedyś było „fajnie”, a jak teraz jest beznadziejnie. O przyczynach tego zjawiska i o tym, czy da się z tym jakkolwiek walczyć? Czy może być „tak jak kiedyś”?

Swoja przygodę z airsoftem rozpocząłem w październiku roku 2003, miałem 14 lat, a już wtedy istniało PASG, w którym istniał zapis o warunkowym dopuszczeniu osób, które miały powyżej 16 lat.
Czy ktoś miał z powodu mojego wieku jakieś obiekcje? Nie, gdyż na całe środowisko byłem chyba jedną z trzech osób niepełnoletnich.
Wszyscy się znali i każdy wiedział, że jesteśmy na tyle odpowiedzialni, że można nas do gry dopuścić. W dodatku normą było, że na pierwsze strzelania, z takim małolatami jak my, przyjeżdżali rodzice, rozmawiali z innymi uczestnikami, patrzyli jak to wygląda.
Po dziś dzień u nas w środowisku krąży historia (jak najbardziej prawdziwa), jak to jeden z ojców zapragnął poczuć na własnej skórze czym jest airsoft, nie mogąc patrzeć jak tylko jego syn się bawi. Dostał gazowego Glocka 17, poszedł walczyć. Mimo, iż przyjechał w zwykłych, cywilnych ciuchach, wyszedł z lasu bardziej „doświadczony walką”, aniżeli jego syn :).
Ponadto na każdym spotkaniu, sumiennie sprawdzano nasze zgody od rodziców na uczestnictwo w zabawie, gdzie wymagano, by na każde spotkanie wypisywana była osobna, z datą konkretnej strzelanki. Gdy ktoś jej nie miał, mimo iż byliśmy grupą kumpli, nie było taryfy ulgowej.
Wszystkie osoby pełnoletnie biorące udział w grze musiały się podpisać pod tym, że wiedzą iż dana niepełnoletnia osoba nie posiada zgody od rodziców. Nie zawsze wszyscy składali swój podpis…

Kolejną kwestią jest kompletne olewanie przez „airsoftowców” (celowo w cudzysłowie) tego, co jak dla mnie stanowi kwintesencje airsoftu – klimatu.
Co pod tym rozumiem? Wszystko, co pomaga nam wczuć się w symulacje pola walki, a nie tylko w sportowe wywalanie kompozytu. Jeśli nasza zabawa może symulować realną walkę zaledwie w małym stopniu, to należy ten „mały stopień” zmaksymalizować, wykorzystać wszystkie dostępne środki, by wytworzyć ten specyficzny klimat napięcia, strachu, adrenaliny.
Jak to robić? Przez odpowiednie zachowanie się w akcji i w walce, przez współpracę w grupie, przez ubiór i sprzęt, przez takie pierdoły nawet jak odpowiednia pozycja strzelecka (chociażby dalece zbliżona do jakiegoś wzorca), odpowiedni sposób poruszania się, odpowiednie komendy, okrzyki itp. Wszystko po to, by potem móc powiedzieć „ta akcja miała klimat”.
Niestety, obecnie najczęściej usłyszeć zamiast tego można „dobra akcja, trzech trafiłem!”, ale o tym zaraz.

Tak więc głównym problemem dzisiejszego airsoftu, jest maksymalne spłycanie jego idei. Sprowadzanie go tylko do wymiany kulkami. Można? Można, ale ginie właśnie to, czym airsoft wyróżnia się spośród wielu innych zabaw „strzelanych”, i to na każdej płaszczyźnie.
Z jednej strony to, o czym pisałem w poprzednim akapicie, czyli kwestie klimatu i realizmu, z drugiej to, przez co wg mnie airsoft przez długi czas naprawdę był hobby elitarnym – odpowiedzialność, fair play itp. Teraz możecie mnie wyśmiać i wyszydzić za to, że mówię o tak wyniosłych wartościach w odniesieniu do tak błahych spraw. I to jest najlepszy dowód na to, że niestety, ale o prawdziwym airsofcie nie wiecie nic, a to w co się bawicie jest tylko jego marną i prymitywną namiastką.
Bo ta odpowiedzialność i uczciwość (do czego można dodać chociażby cywilną odwagę) objawiała się nie tylko w przyznawaniu do trafień, czy braku innych bezczelnych przekrętów w grze, ale także w tym, ze mogłeś pożyczyć każdej praktycznie osobie czy to AEGa czy inny element wyposażenia i byłeś pewien, że on do Ciebie wróci i to wróci cały, a jeśli zostanie jakoś uszkodzony, to nie będzie problemu by dogadać się w sprawie wyrównania strat.

Słysząc obecnie o ginących na strzelaniach elementach gearu, czy nawet AEGach jestem zażenowany tym faktem. Zamiast wypatrywać wroga, musisz mieć oczy dookoła głowy, by Ci nikt przez przypadek niczego nie zwinął.

Poruszyć teraz pragnę chyba najszerzej dyskutowany problem – sprzętowy. Czy airsoft polega tylko na sianiu do siebie kulkami, czy jednak nieodłącznym jego elementem jest „bal przebierańców”?
Ja jestem zdecydowanie zwolennikiem drugiej opcji. Nie przekonują mnie ludzie, którzy mówią, ze do dobrej zabawy nie potrzebują ani mundur, ani reszty całego wojskowego oporządzenia i wyposażenia. Skoro nie potrzebują i pasuje im latanie w cywilnych ciuchach, albo białych/niebieskich/żółtych (już różne sytuacje wariacje kolorystyczne widziałem) butach, to mam do nich jedno pytanie. Na cholerę macie repliki? Dlaczego to co trzymacie w ręku przypomina prawdziwą broń? Dlaczego przy kupowaniu waszej repliki patrzyliście nie tylko na to jak strzela, ale też na jej wygląd, na to czy Wam się podoba, bo kojarzy Wam się z ulubionym filmem czy grą? Dlaczego wybraliście airsoft zamiast paintballu, gdzie w wielu sytuacjach wygląd markera schodzi na drugi plan, tak samo jak wygląd uczestnika (mówię w wielu przypadkach, a nie „zawsze”)?
Skoro replika oddaje wygląd oryginału, to dlaczego wasza postać, też ma nie oddawać wyglądu żołnierza? Często pojawia się argument, padający z ust osób, które zwolennikami sprzętu w airsofcie nie są, iż oni robią się na partyzantów i biegają w czym chcą. Żal mi tych ludzi, bo najczęściej nie maja oni pojęcia o dywersji, taktyce działań partyzanckich i wyposażeniu takich oddziałów, a posiłkują się jedynie stereotypami – żałosne.
Znam osoby, które rzeczywiście wzorują się na oddziałach partyzanckich i ich sprzęt, mimo iż często skromny i mocno pomieszany, jeśli chodzi o kamuflaże czy oporządzenie, naprawdę cieszy oko i widać, że ktoś poświecił trochę czasu, by wyglądać tak jak wygląda, a nie narzucił wszystko co ma lub znalazł w domu.

Wracając do kwestii wieku i odpowiedzialności.
Bardzo rzadko widzę obecnie, by organizatorzy sprawdzali pozwolenia od rodziców u nieletnich na strzelaniach (akurat we Wrocławiu i okolicach, nie wiem jak w reszcie Polski). Oczywiście bardzo często pojawiają się w tematach o strzelaniach na forum informacje o wymaganych pozwoleniach i o tym, że będzie to sprawdzane.
Niestety na tym się kończy, przez co dochodzi do kuriozalnych sytuacji, gdzie dziecko ulega wypadkowi, a rodzice nie wiedzą nawet,  że ich dziecko było na strzelaniu (przykład z Wrocławia). Pozwolenia takie, u nas przynajmniej, spełniają funkcje informacyjną dla rodziców (podpis oznacza, że rodzic wie, gdzie jest jego dziecko i co robi), oraz dla organizatora, gdyż w naszym lokalnym wzorze pozwolenia wymagane jest wpisanie numeru kontaktowego do rodziców (w razie wypadku).
Z uwagi na to, że na strzelania obecnie przyjeżdża dużo więcej osób niż parę lat temu, sprawdzanie wszystkich uczestników mogłoby być uciążliwe.
Ale nie szkodzi sprawdzenie paru przypadkowych osób. Sama potencjalna możliwość tego, że mogę zostać sprawdzony powoduje, ze zabezpieczam się na ta okoliczność (na takiej samej zasadzie przecież działa sprawdzanie biletów w komunikacji miejskiej, tzn. jeśli nie internalizujemy pewnych norm, bo uważamy je za słuszne, to robimy to ze względu na ryzyko kary).
Tak więc narzekanie na „dzieci w airsofcie” (juz powstało takie obiegowe hasło), jest równie niepoważne jak niechodzenie na wybory i narzekanie na władzę. Narzekamy, ale sami nie robimy nic, by coś zmienić (mimo potencjalnych możliwości).

Jaka jest przyczyna tak beznadziejnego stanu naszego hobby? O tym napiszę już w kolejnej części. W tej sobie jedynie ponarzekać chciałem :).

zp8497586rq

Komentarzy: 7 do wpisu “Jak nisko jeszcze, upadnie nasz airsoft?”

  • Piotr "Wroobel" Wróblewski Says:

    Co tu dużo gadać. Sto Procent racji ;)

    Z tego wszystkiego boli mnie najbardziej spadek poziomu klimatu i ogólnego wczucia. W akapicie dotyczącym tego padło jedno ważne słowo, „sport”. Dla mnie airsoft sam w sobie nigdy sportem jako takim nie był. Wysiłek fizyczny, tak, kondycja, wytrzymałość, umiejętnosci,itp. Wszystko to bardzo zbliża to do sportu, ale z pewnością sportem to nie jest. Sportowa rywalizacja > wczucie. To jest schemat większości „asg palyerów”. A szkoda.

    Co do kwestii oświadczeń od rodziców. Z własnego doświadczenia wiem, że jest to kompletnie olewane. Na pewnym dużym zlocie militarnym, nie mając 18 lat, szukałem kogoś komu moglbym dac oświadczenie, ogranizator, osoba odpowiedzialna za to, ktokolwiek. Znalazłem orga. Powiedział, ze są wazniejsze sprawy. Komentować nie muszę;

  • Jacoob Says:

    Naprawdę, sama racja. Wielu „airsoftowców” traktuje asg tylko jako sposób wylansowania się, porobienia fotek na n-k czy photoblogi.//

  • wroobel Says:

    ktos tu chyba nie zrozumiał wpisu :D ?

  • Hesus Says:

    Chyba wam cos na dekiel padło. ASG to właśnie jest bieganie po lesie i walenie w siebie kulkami, dlatego jest zabawne. Nie raz widziałem jak dzieciaki w dresach z chinolami rozwalały snobów obwieszonych szpejem za tysiące złotych i to był jeden z najlepszych scen w tym hobby jakie doświadczyłem

  • Konrad Pochodaj Says:

    Proszę wyrażać swoje opinie nie obrażając innych. Każdy ma prawo do swojego zdania i nigdy nie zamierzałem moderować jakichkolwiek wpisów, jeśli jednak będą się takowe powtarzać, będę zmuszony zacząć to robić…

  • Adrian Says:

    Tak, to wszystko prawda :|
    Nie długo zamienimy się w takich paintball playerów.Zero taktyki i klimatu, tylko żevy wystrzelać każdego przeciwnika, a szkoda… Przecież Airsoft to takie piękne Hobby.
    Mamy tyle możliwości żeby rozwinąć to co jest naszą pasją bez kupowanie milionów dodatków.Tak jak pisał autor, trochę taktyki, pokrzyczeć poczołgać się i od razu strzelanka zmienia swó charakter.
    Na zakończenie dodam, że nie mam 18 lat mam 15 i szczerze mówiąc myślę, że moje zachowanie jest lepsze niż niektórych tych pseudo maniaków którzy nie czują już klimatu swojego hobby
    (Nie, chcę wskazywać na to, że mam zawyżoną samo ocenę ale tylko na to żeby pokazać, że wiek w niektórych przypadkach nie gra dużej roli)

  • Piotr "Procent" Łopaciński Says:

    Dobrze jest czytać takie commenty, szczególnie od ludzi w tak młodym wieku, bo widać, ze jednak ktoś chce coś robić albo trochę ambitniej, albo z większą dawką klimatu.