Śmierć lanserom!

Piotr "Procent" Łopaciński

Co by było, gdyby nagle, pewnego dnia, z airsoftu zniknęli wszyscy ludzie, którzy kiedykolwiek się czymś lansowali?
Wszyscy, którzy kiedykolwiek przyjechali  na strzelanie, z nadzieją, ze ktoś zauważy i zapyta ich o nowy zakup, którzy wrzucali fotki swoich nabytków na fora czy portale społecznościowe, przestali by się bawić. Co by było? No prawdopodobnie nic, żadne strzelanie już by się więcej nie odbyło, bo byłoby za mało uczestników, jeśli jacyś w ogóle.
Airsoft po prostu przestałby istnieć.

W tym momencie wielu airsoftowców – „nielanserów” zapewne by się ze mną nie zgodziło, bo przecież oni do tej kategorii się nie zaliczają. Ciekawe czy taki sam pogląd będą reprezentować pod koniec tego wpisu. Z lansem jest podobnie jak z różnymi uzależnieniami, nikt kto jest alkoholikiem, nie przyzna się do tego, że nim jest, a przyznanie się do tego, jest pierwszym i podstawowym krokiem do wyjścia z tej przypadłości.
Tak więc wychodząc z takiego założenia, że wiele osób nie jest świadomych, że to co robią, jest lansem.
Co więcej, śmiem twierdzić, że wielu airsoftowców, którzy w ich mniemaniu są lanserami, wcale takiego „statusu” nie posiadają. Jak to możliwe? Już tłumaczę…

Po pierwsze lans nie może być domniemany, tzn. dana osoba musi mieć chęć, pochwalenia się czymś, zaprezentowania czegoś ze swojego sprzętu/taktyki itp.
Jeśli ktoś na strzelanie przyjedzie w jakimś lans sprzęcie, ale np. nie będzie świadom tego, ze to co ma na sobie, jest powszechnie postrzegane za lanserskie, no to trudno nazwać go lanserem. Fakt faktem taki przypadek jest trudny do zrealizowania, ale jako przykład służy dobrze zrozumieniu zasady.
Po drugie wcale nie trzeba mieć lanserskich gadgetów czy elementów gearu, by się lansować czy być za lansera postrzeganym.
Nie raz już widziałem, jak ktoś zachwycał się czymś zupełnie przeciętnym, czy wręcz beznadziejnym. Jest lans? Jest, tylko kiepski…

Lanserzy są zwykle utożsamiani z ludźmi, którzy noszą dużo markowego sprzętu… cholera! Chyba podpadam pod tą kategorię! Dlatego teraz, mogę opowiedzieć jak to wygląda od drugiej strony, jak czuje się człowiek, który ma na sobie dużo dobrego sprzętu i musi słuchać, co gadają o tym inni.
Po pierwsze pragnę, by ludzie kiedyś w końcu schowali do kieszeni swą zawiść i zazdrość, oraz postarali się zrozumieć, iż naprawdę nie przyjeżdżamy na każde strzelanie z taka ilością sprzętu po to, by obnosić się z nim dumni jak pawie i zbierać wyrazy uznania za tzw. „zajebistość”.
Oczywiście, jak sobie kupię coś nowego i fajnego, to jadę także to pokazać i oczywiście – wtedy można powiedzieć, że się lansuje.
Z tym, że zwykle i tak dyskutuje się o tym sprzęcie w mniejszym lub większym gronie, a nie obnosi się z tym przy wszystkich i przed wszystkimi, bo nie ma to sensu.
Wiemy po prostu, że niektórzy nie zrozumieją jak można wydać na ładownice 200 zł, czy na celownik 800. Nie ma w tym nic złego,  powiem więcej, ciężko jest zrozumieć jak można takie sumy pieniędzy na takie rzeczy wydawać. Ale każdy ma swoja pasje, jedni zbierają znaczki, inni monety, każdy szuka w tym kolekcjonerstwie rarytasów, które osiągają zawrotne sumy i ludzie są gotowi je płacić. Bo kupowanie sobie drogich gadgetów to nic innego jak kolekcjonowanie sprzętu.
Większość osób lubi coś zbierać i polować na rzadkie okazy. Upolowanie białego kruka sprawia im radość, a potem tą radością muszą się podzielić z innymi osobami, o podobnych zainteresowaniach. Stąd tyle for hobbistycznych, gdzie ludzie chwalą się swoimi zdobyczami i dokonaniami. Taka ludzka natura.

Błędem i złym lansem jest natomiast interesowanie swoim sprzętem na siłę, osób których to zupełnie nie obchodzi. I boje się Myślec o przyczynach takiego stanu… po prostu ktoś chcę się popisać na siłę.

Jest to generalnie żałosne i oczywiście należy taka osobę potępiać, śmiać się z niej itp., to najlepsze co można dla niej zrobić. Chociaż najczęściej takiemu człowiekowi nie da się już pomóc…

Kolejnym niesłychanie krzywdzącym i w większości nieprawdziwym twierdzeniem jest to, że jak ktoś jest młody i ma dużo sprzętu to pewnie „ma bogatych starych i jest rozpieszczonym bachorem”. Oczywiście, zdarza się i dość sporo takich przypadków, natomiast bardzo wiele młodych osób samodzielnie zarabia pieniądze po to, by pożytkować te fundusze na swoją pasje. U nas w teamie, większość z nas już nawet w wieku 16 lat samodzielnie zarabiała na swój sprzęt.
A czy rodzice zakupy wspomagali? Oczywiście, ale w mniejszości, większość funduszy pochodziła z tego, co każdy sobie zdobył czy wypracował. Poza normalna pracą zarobkową pomysły były różne, np. kupowanie sprzętu taniej za granicą, sprzedawanie drożej w Polsce itp.
Niestety w naszym kraju, jak ktoś jest bardziej przedsiębiorczy i żyje mu się lepiej to zapewne złodziej, oszust, a w przypadku młodych osób właśnie żerujący na kasie rodziców. A poza tym, jeśli ktoś ma wsparcie finansowe rodziców to bardzo dobrze, ja bym się tylko cieszył, nie rozumiem, co w tym godnego pogardy?

Idźmy teraz na drugą stronę. Istnieją ludzie, którzy potrafią lansować się i to nad wyraz czymś zupełnie przeciętnym i to przed wszystkimi.
Na przykład ktoś Ci mówi, że kupił sobie właśnie świetne buty taktyczne firmy Magnum, dał za nie 300 zł i lepszych nie widzi na świecie. No wiec człowiek podejmuje próbę wytłumaczenia, że są fajne, bo rzeczywiście lekkie, miękkie i wygodne, ale ze miękka podeszwa nie najlepiej sprawdza się w lesie, że się szybko zjeżdża (w porównaniu do butów wojskowych), że skóra tez jest raczej delikatna i ze za 300 zł by sobie kupił Belleville i to jeszcze z membraną.
W najlepszym wypadku po prostu taka osoba stwierdzi, że jesteś kiepskim partnerem do rozmowy i odejdzie, albo zacznie bronić swoich racji w dziwny sposób. W najgorszym powie Ci, ze Ty to masz kupę amerykańskiego szpeju, to możesz sobie pozwolić na drogie amerykańskie buty (nie dosłyszał tej partii, że są tańsze i lepsze).
Ogólnie zawsze miażdżące dla ludzi jest to, gdy próbujesz komuś wytłumaczyć, że coś, czym się chwali jest kiepskie, albo za to po prostu przepłacił.

Tak samo jest z AEGami. Jak ktoś widzi, ze na twojej (posługując się stereotypową wizja lansera) M’ce masz powiedzmy M68, AN/PEQ-2 i jakąś latarę), to podchodzi i pierwsze o co zapyta to „Ile masz fps”?  Jeśli okaże się, że mniej niż w jego replice, to zaraz rzuci tekstem, że taki poobwieszany, tylko niepotrzebnych rzeczy na nim, a tak lipnie strzela.
No a on ma chińską replikę, 500fps i zero akcesoriów, no to jest lepszy przez to.  Jedni maja pociąg do fpsów, inni wolą by ich replika była ich repliką, wyindywidualizowaną, a nie prostą zabawką do strzelania.

Tak więc jeśli ktoś czuje się źle, bo rzekomo ludzie poobwieszani sprzętem, śmieją się z tych, co tego sprzętu nie maja, to dokładnie tak samo działa to w drugą stronę. Wrzucanie wszystkich oszpejowanych do jednego wora jest tak samo krzywdzące jak wrzucanie wszystkich ludzi bez szpeje do jednej kategorii.
Jedni nie potrafią zrozumieć, ze integralna częścią airsoftu jest ten cały szpej i obwieszanie się z nim w większym lub mniejszym stopniu, czy jest on przydatny czy nie (obce jest im słowo „klimat”), drudzy nie rozumieją, ze dla niektórych Airsoft to tylko weekendowy sposób na odreagowanie i nie potrzebują ton szpeje, by się dobrze bawić, ba nie widzą sensu w jego kupowaniu, można i tak. Ale można pisać, apelować, nawracać, a zazdrość zawsze pozostanie zazdrością, a nieuzasadnione poczucie wyższości… poczuciem wyższości.

zp8497586rq

Komentarzy: 9 do wpisu “Śmierć lanserom!”

  • cziman Says:

    Dyskutowanie o sprzęcie jest jak najbardziej wskazane. Każdy z drużyny musi wiedzieć gdzie kolega ma opatrunek/apteczkę/sprzęt. Jak nam gość od łączności się zepsuje to nie dość że trzeba wiedzieć gdzie jest jego sprzęt żeby go szybko zabrać, ale jak go obsługiwać. Tak samo z resztą złomu o istotnym znaczeniu dla drużyny.

    Nie każdy jest ekspertem od wszystkiego, i tym ekspertem nie będzie. Są ludzie którzy przerobili sporo sprzętu i mają doświadczenie. Ufam im. Zamiast samemu bawić się w ustalanie składu IPMu robi to ktoś kto jest ratownikiem medycznym i na tym się zna. Prezentowanie składu nie jest lansem („Za całość wydałem 400zł”) – jest dobrą radą.

    Kupiłem sobie taki czy inny sprzęt. Po jakimś czasie stwierdzam że jest OK, to go polecam. Jak się nie sprawdził to odradzam kupno. Wymiana doświadczeń. Nie każdego stać na nokto dedala i przyznam szczerze że jak widzę taki sprzęcik to robi mi się zielono z zazdrości – ale jednocześnie bałbym się z tego sprzętu intensywniej korzystać. Pamiętajmy że to ma być taki sprzęt, żeby nie bać się przeczołgać przez brud, wejść w półtorametrowe bagno czy ogólnie narażać na eksploatację.

    A debili którzy boją się eksploatować sprzętu albo nie chcą na ten temat dyskutować, a jeno udowodnić sobie i innym że to co kupili jest najfajniejsze trzeba musztrować aż zmądrzeją.

  • Piotr "Wroobel" Wróblewski Says:

    To co przytoczyłeś w pierwszym akapicie to chyba jednak nie są rozmowy o których pisał Procent. Taki typ rozmowy należy do elementu w pewnym stopniu obowiązkowego. Poza tym ustalenie miejsc „położenia” danych elementów szpeju konkretnego operatora dyskusją nie jest. Gdzie tam wymiana poglądów, argumentów ? To zwyczajna informacja potrzebna do zwiększenia efektywności działania. Chodziło chyba bardziej o dyskusje, jak załatwił, za ile, skąd, dlaczego to jest lepsze od przeciętnego elementu o tym samym zastosowaniu.
    Jeżeli chodzi o eksploatowanie sprzętu w skrajnych warunkach to zgadzam się, chociaż w przypadku kupna dobrego sprzętu dedykowanego dla wojska jego wytrzymałość jest zupełnie wystarczająca i raczej nie ma się co bać o „zdrowie” tego szpeju.

    Ostatni Twój akapit? Mylisz wojsko z airsoftem i o tym chyba będzie mój nastepnym artykuł.

    Pozdrawiam
    wroobel

  • Piotrek Says:

    Lans jest obecny we wszystkich dziedzinach aktywności (najbardziej chyba w motoryzacji…) i w ASG też ma swoje miejsce. Był i będzie czy to się komuś widzi czy nie…Z drugiej strony to trudno się dziwić że jeśli ktoś ma na to pieniądze to wyda je na coś z górnej półki – na które to nie każdego stać.Panowie pora dorosnąć – póżniej jest jeszcze gorzej – dochodzą auta, domy, łodzie – bez kasy będzie ciężko…

  • Daniel Says:

    A mi nie działa latarka na emce, i trzymam ją już tylko do lansu :(

  • Gryncek Says:

    Aaaa kiedyś mi jeszcze bowman przestał działać i też go do lansu miałem, bo łanie wyglądał :(

  • radzio2k Says:

    Aaaaa mi jak w bowmanie kabelek sie zerwal (amatorskie lutowanie) to go przestałem nosić, kiepski ze mnie lanser ;( bedę się lansował tym że się nie lansuje! :D

  • stefan Says:

    Nie mam nic przeciwko lanserom na strzelankach ale bawi mnie nieraz jak taki potencjalny lanser obwieszony oryginalnym sprzętem za ładnych parę złotych próbuje się schować albo uciekać i nie bardzo mu to wychodzi bo nadmiar kilogramów przeszkadza i porusza się w tempie żółwia z nadwagą.Prowadzi to do prostego wniosku nawet w lansie trzeba znać umiar i lepiej mieć na sobie miej sprzętu i rzadziej odwiedzać respa niż lansić się na siłę.

  • AYss Says:

    A ja lubię lanserów. Najbardziej tych w takich ślicznych kubraczkach z pustynnej burzy. Człowiek założy na siebie to wszystko, robi się dwa razy cięższy, trzy razy szerszy, cztery razy głośniejszy… Naprawdę robią wrażenie. Gdyby wszyscy przeciwnicy w polskich lasach byli tak doskonale oznakowani… ;)