Czuwaj! Czyli z ZHP kontakt bliski…

Piotr "Wroobel" Wróblewski

Dostąpiłem ostatnio okazji bliższego przyjrzenia się ludziom ZHP. Do tej pory miałem dość sceptyczne podejście do harcerstwa. Nie ukrywam, że uważałem tę organizację w większości za dziecinadę. Mam na myśli oczywiście obecną sytuację, nie mówię o historii, gdyż to temat na oddzielny artykuł.

Zostałem poproszony o pokazanie sprzętu airsoftowego oraz omówienie w kilku słowach czym jest airsoft etc.
Do internatu, w którym odbywało się zimowisko, którego byłem gościem przyjechałem w porze obiadowej.
Pierwsze na co zwróciłem uwagę to wiek uczestników. Obok dorosłych opiekunów, większość osób była maksymalnie w gimnazjalnym wieku. Nie ukrywam,  że przeraziło mnie to.
Może trochę, ze względu na moją osobistą niechęć do młodzieży w tym wieku, a może ze względu na to, że wiem jak może wyglądać wszelka współpraca z takim gronem ludzi. Nie zniechęcając się tym faktem postanowiłem bez względu na wszystko dać z siebie jak najwięcej.

Jeszcze przed pokazem dotyczącym asg zostałem zaproszony na obiad oraz pokazano mi pokój. Sto procent uprzejmości, maksymalna kultura. Zdziwiło mnie to trochę, zwłaszcza, że na większości militarno airsoftowych spotkań panuje zasada „troszcz się sam o własny tyłek”.

Pokaz, ze względu na temperaturę, odbył się w sali szkolnej.  Młodsi uczestnicy byli zafascynowani sprzętem i replikami. No i na tym pozytywy się kończą, bo o ile sama fascynacja była czymś pożądanym to sposób jej okazywania niekoniecznie. Szarpanie sprzętu, niestosowanie się do większości poleceń, brak rygoru i nieudolne próby dotknięcia którejś z replik to główne objawy ów fascynacji.
Śmiem twierdzić, że dość irytujące objawy. Część teoretyczna pokazu zdecydowanie nudziła najmłodszych, trzeba jednak zauważyć, że ludzie kilka lat starsi słuchali w skupieniu, bardziej nawet koncentrując swoją uwagę na tym co mówię, niż na sprzęcie leżącym przed nimi. Miłe zaskoczenie.
Po „przegadaniu” jakiegoś czasu, rozpoczął się ciekawszy dla wszystkich etap praktyczny. I tu znów negatywy kierujemy w stronę najmłodszych, których zachowanie najlepiej określa słowo chaos.  Pozytywne zaskoczenie kolejny raz wywołało wspomniane wcześniej starsze grono. Dystans, powaga, miejscami zaskakująco profesjonalne podejście do kwestii związanych z asg wywołały moje niemałe zdziwienie.

Negatywna ocena najmłodszych jest nie do końca sprawiedliwa, gdyż każdy człowiek w tym wieku zachowywałby się w ten sposób.  Na naganę zasługuje natomiast organizacja samego pokazu. Jeżeli opiekunowie chcieli rzeczowego wykładu i  konkretów, to może lepiej byłoby odpuścić sobie obecność najmłodszych. Co innego jeżeli pokaz miał mieć charakter zabawy, a sami instruktorzy mieli jak małpy w cyrku spełniać wszelkie zachcianki młodej widowni. No, ale nie oceniajmy.

Po wyczerpującym psychicznie pokazie było trochę wolnego czasu, który spędziłem na integracji ( i proszę nie szukać w tym słowie drugiego dna ;) ) z uczestnikami zimowiska.
Po tej przerwie poproszono mnie o to, bym pomógł jednemu z druhów w przygotowaniach do zaprzysiężenia 3 dziewczyn.
Środek lasu, stara, zapomniana, krzyżacka wieża graniczna, w środku pochodnie, półmrok. Wszystko to robiło ogromne wrażenie, poza jednym mankamentem. Chodzi tu o zbyt długie wystąpienie pewnej pani, prawdopodobnie posiadającej jakieś nieznane mi, wysokie stanowisko w harcerstwie. Mówiła, w bardzo podniosły sposób o równie poważnych sprawach. Nader patetyczny styl i tematyka sprawiały, że miejscami wypowiedź wzbudzała we mnie śmiech, a chyba nie taki był jej cel.

Po powrocie  do internatu, rozgrzaniu się, kolacji i kilku chwilach dla siebie, zostałem zaproszony na „świeczkowisko” . Polegające na… hmmm…  Opiszę to trochę inaczej…
Spóźniony na tę ceremonię wszedłem w jej trakcie. W  kręgu siedziało kilkanaście osób, w środku świeczki oświetlały pomieszczenie. Co robili? Rozmawiali, a raczej prowadzili monologi w bardzo patetycznym i podniosłym klimacie. Jedna osoba mówiła, reszta z uwagą słuchała, osoba kończyła i nie było ani żadnych konkluzji, ani pytań ze strony innych.
Dziwne, przynajmniej dla mnie.  Kolejny etap to śpiewanie piosenek.  I tu legł mit harcerza-gitarzysty.  Nikt z tych ogniskowych grajków nie umiał nastroić gitary. Gdyby nie ja graliby na nienastrojonej ;).  Później sytuacja się troszkę rozkręciła, rozmowy nabrały trochę normalniejszej formy, a atmosfera pozwalała na więcej swobody.

To były główne wydarzenia podczas mojego pobytu tam. Moje zdanie i podejście do ZHP nieco się zmieniło. Mimo wszystkich mankamentów, na lepsze. Prawdopodobnie wraz z moją ekipa nawiążemy z nimi nawet współpracę. Nie zmienia to jednak faktu, że organizacje takie jak ZHP to moim zdaniem często i w dużej mierze przerost formy nad treścią.

zp8497586rq

Komentarzy: 10 do wpisu “Czuwaj! Czyli z ZHP kontakt bliski…”

  • Veal Says:

    Od 11 lat jestem harcerzem innej niż ZHP organizacji i polecam się nie zniechęcać, gdyż „u nas” sprawa wygląda inaczej.

    Mówie tu przede wszystkim o mentalności ludzi, karności i tym co możnaby nazwać zawrtością dawnego harcerstwa w harcerstwie.

    Podcza gdy w odwiedzonym przeze mnie obozie ZHP znajdował się prąd w namiotach, posiłki przygotowywane były w murowanej kuchni, a za namiotami pełnymi od kanadyjek ustawiono toitoi’e – u nas zarówno kuchnia, jadalnia, latryny, prycze zbudować musimy sami.

    Podczas uroczystości wrześniowych, obok wystawionej przez nas pod pomnikiem warty w pełnym umundurowaniu, pojawiły się 2 osoby z ZHP ubrane w jeansy, spóźnione, bez znajomości musztry zajmując miejsce.

    Czemu o tym wspominam? Żeby pokazać, że gdzie indziej ludzie chcą działać, ale nie rozumiejąc działania jako formę rozrywki czy picie alkoholu na zbiórkach.

    Mogę wymienić jeszcze wiele różnic… Ale polecam zapoznać się na własne oczy z innymiorganizacjami.

    Proszę o zmiane wyrazu „harcerstwem” w tytule na „ZHP”.

  • Veal Says:

    ^ Przepraszam za błędy ale pisałem w pośpiechu a nie można edytować.

  • Konrad Pochodaj Says:

    Zmienione zgodnie z Twoja prosba. Czy moglbys napisac cos wiecej na temat organizacji o krorej piszesz?

  • Piotr "Wroobel" Wróblewski Says:

    Veal, artykuł jest o mojej styczności z konkretnymi ludźmi, nie mam możliwości poznać struktury każdej grupy harcerzy. W twojej grupie może to wyglądać inaczej, lepiej, w innych natomiast jeszcze gorzej niż ja to opisałem. Poza tym artykuł jest moją subiektywną oceną, gdyby idealnie i obiektywnie rozważył wszelkie plusy i minusy takiej organizacji to zapewne byłby nudny ( o ile juz nie jest ;) ).

    Pozdrawiam

  • Marek Jaros Says:

    Stawiam, że kolega Veal ma na myśli ZHR, a więc Związek Harcerstwa Rzeczpospolitej (czy dla niektórych purystów językowych – Rzeczypospolitej).

    Ale z kolegą nie do końca mogę się zgodzić, sam bowiem pełnię w jednej z drużyn ZHP funkcję instruktorską i wcale tak to – u mnie – nie wygląda. Tak naprawdę wszystko zależy od danego środowiska. Sam również niejednokrotnie podobne pokazy prowadziłem i z autorem wpisu muszę się zgodzić co do zachowania, nazwijmy to po imieniu, dzieciaków. Ale jak autor stwierdził: to samo robiłyby wszystkie dzieci w tym wieku. Dlatego też sam od owych dzieciaków odszedłem kawałek czasu temu i przerzuciłem się w 100% na pion wędrowniczy (dla niezorientowanych, 16+ – u mnie głównie ludzie w wieku +/- 20 lat). Tu sprawa wygląda inaczej, ze względu na samą dojrzałość ludzi.

    Co do patosu, podniosłości itp. to tak – racja. Dlatego mnie niektórzy nie lubią, bo lecę standardem „mniej gadania, więcej działania”. Ale to już zależy od instruktora/prowadzącego.

    Zaś co do kwestii ‚gdzie jest lepiej?’ i porównywania ZHP z ZHR, to ja proszę, darujmy to sobie… takich dyskusji były już dziesiątki, setki i tysiące. I nie ma sensu poruszać tematu w gronie ludzi, którzy historii ZHP i ZHR oraz kwestii podziału organizacji nie znają.

  • AdamJ12 Says:

    Witam. A ja jestem harcerzem z ZHP i nie widzę powodów by ze względów kosmetycznych zmieniać nazwy z harcerstwa na ZHP i odwrotnie. No chyba, że mamy równych i równiejszych harcerzy. Wydaje mi się ZHP, ZHR, czy Zawiszacy (oraz inne mniejsze organizacje harcerskie) mają na celu prace z młodzieżą i wszyscy są harcerzami. Pracowałem z młodzieżą od harcerzy do wędrowników i każdy z tych przedziałów różni się pod względem metody prowadzenia zajęć. Faktycznie do najmłodszego pionu trzeba mieć najwięcej nerwów. Nie można jednak wyrabiać sobie zdania na temat wszystkich harcerzy (czy też ZHP) po jednym tylko spotkaniu. Często jest tak, że obrzędowość, zabawy, pląsy itp. czy inne formy spędzania wolnego czasu budzą u osób nie związanych z harcerstwem uśmiech na twarzy :). Trzeba z takimi ludźmi trochę poprzebywać by ich zrozumieć, najlepiej w swojej grupie wiekowej.

    Co do prądu, ToyToy, bieżącej wody, murowanej kuchni, to są to udogodnienia które niekoniecznie są niezbędne na obozie, ale przeważnie są to bazy harcerskie, które posiadają takie zaplecze. A bazy są jednym z rozwiązań dla drużynowych, którzy chcą zrobić obóz dla drużyny, ale zwyczajnie nie mają czasu by wszystko załatwiać (sanepid, straż pożarna, nadleśnictwo, kuratorium oświaty, po prostu bieg z przeszkodami), bo pracują i maja dużo innych obowiązków. Nie każdy drużynowy to nauczyciel z wolnym w wakacje :). A co do jeansów przy warcie, hmm. W regulaminie mundurowym jest napisane, że drużyna powinna posiadać spodnie w tym samym kolorze, najlepiej ciemnym, na pasek. No chyba, że przy wartach są jakieś odstępstwa. A co do latryn to chyba ich posiadanie na obozie jest zabronione prawnie przez sanepid. Stąd wykwit śmierdzących toy toyi :).

    Szacun dla wszystkich drużynowych, instruktorów i harcerzy, którzy chcą działać i prowadzić drużyny. Jest to nie lada wyzwanie, szczególnie ze wszystko to jest wolontariat.

  • Piotr "Procent" Łopaciński Says:

    No, to się zaczyna. Mnie się zdawało, że im ktoś dojrzalszy i im dłuższy ma staż w organizacji, tym dalej mu do mówienia o tym, że jego organizacja jest lepsza od innych. W tym momencie jest to wręcz hipokryzja, bo wątpię, by będąc parę lat w jakiejś organizacji, nie dostrzegać jej wad i zalet (a jak czytamy, kolega jest w organizacji 11 lat). Sam od 9 lat należę do ZHP i mogę o Związku powiedzieć dużo dobrego i dużo złego, tyle samo złego i dobrego mogę powiedzieć o ZHR (niestety, z innymi organizacjami miałem za mało do c czynienia, by coś o nich powiedzieć), jak na moje doświadczenia. Wniosek powinien być taki sam, jak już przedstawił Marek – ile środowisk, tylko form pracy i zaangażowania. Widziałem w obu Związkach środowiska, które tolerowało picie alkoholu czy palenie papierosów, które odchodziły od metodyki harcerskiej, z nie do końca udanymi skutkami, które robiły wiele innych rzeczy, które mogły być dla innych negatywne w odbiorze. I co? I nic, bo spotykałem także wielu pozytywnych harcerzy z innych organizacji, których nie interesowała przepychanka o wyższość jednych nad drugimi, wszyscy jesteśmy harcerzami i powinniśmy szukać tego co nas łączy, a nie co dzieli.

    Ty widziałeś obóz ZHP z prądem i kanadyjkami w namiotach, ja nigdy na takim nie byłem, a jeżdżę praktycznie co rok od 2001 roku.

    Co do samego artykułu Wroobla, to niestety harcerstwa nie zrozumie się do końca, nie będąc w nim. Chodzi głównie o obrzędowość, zwyczaje i budowanie klimatu. Wartości i postacie często mitologizuje się wręcz, szczególnie dla młodszych pionów, by wyrobić w nich świadomość obywatelską i wzory harcerskiego zachowania czy postępowania, na kolejnych szczeblach wiekowych jednak poddaje się krytyce niektóre aspekty i zastanawia także nad tym, co i gdzie było źle, czy bohaterskie czyny nie były czasem okupione działaniami nieharcerskimi, chociażby w imię wyższych wartości?

    Tak wiec jeszcze raz, skupiajmy się na tym co nas łączy a nie dzieli. Bo rywalizacja miedzy organizacjami jest niedojrzała i raczej nie przystoi harcerzowi…

  • Konrad Pochodaj Says:

    I ja dorzucę swoje 3gr.
    Osobiście bardzo źle odbieram harcerstwo, konkretnie ZHP, to za sprawą traumy z dzieciństwa :)
    Otóż od dziecka marzyłem, żeby zostać harcerzem. Mundur, dyscyplina, honor – z tym kojarzyło mi się bycie harcerzem. Otóż będąc o ile pamiętam w 3 – 4 klasie SP, postanowiłem zapisać się do lokalnej drużyny (hufca czy jak to się tam nazywa). I tu legł w gruzach cały mój obraz dot. tej grupy.
    Rzeczywistość okazała się być zupełnie odmienna w porównaniu z dziecięcymi wyobrażeniami – picie na umór (dla dziecka z 3 klasy SP wydaje się to być czymś bardzo złym ;) wulgarność na każdym kroku, oszukiwanie gdzie się da no i „druhowie” których jedynym zajęciem na obozach było bajerowanie druhn ;)To bardziej przypominało zasadniczą służbę wojskową ;)
    A gdzie honor, gdzie prawdomówność, braterstwo, poczucie bycia częścią grupy? Po prostu masakra. Zrezygnowałem tak szybko jak się dało.
    Niestety, pomimo tego, że minęło kilkanaście lat od tego okresu, do dziś widząc zastępy harcerzy, na myśl nasuwają mi się tylko bardzo negatywne skojarzenia…

  • Marek Jaros Says:

    No proszę, proszę… Procent, nigdy się nie chwaliłeś swoją karierą w ZHP ;) A co do traumy Kondzia – niestety, bywa i tak… różne środowiska, różne sposoby prowadZenai i wychowywania, różne podejście (co też już zostało powiedziane). Ja na szczęście trafiłem inaczej – dlatego siedzę w tym po dziś dzień. A swoje dotychczasowe życie bez ZHP uznałbym za wybitnie ubogie.

  • Veal Says:

    Nie chodziło mi o ukazywanie wyższości jakiejkolwiek organizacji nad inną – dlatego nie podałem do jakiej należę – a jedynie o utożsamianie wyrazu „ZHP”,”ZHR”, „Zawiszacy” czy jakiegokolwiek innego z „harcerstwo”.

    Sporo czasu zajęło nam odzyskanie zaufania w jednej ze szkół podstawowych, gdzie „harcerze” pobili ucznia. Dlatego tak uderza mnie brak rozróżnienia organizacji.

    Zgodzę się, że to nie miejsce na dyskusje o różnicach, zaznacze tylko, że nie kończą się one na nazwie – jak ktoś wspomniał w toku dyskusji.

    Opisałem moje doświadczenia w kontaktach z drużynami, oczywiście są w nich ludzie inni, kilku z nich jeździło z nami na obozy, jedna osoba z mojego środowiska była tam instruktorem. Ale jeszcze raz zaznaczę – opisuję MOJE doświadczenia z ZHP jako organizacją, los chciał, że nie były one zbyt przyjemne.

    Co do nie dostrzegania przezemnie wad mojej organizacji – oczywiście, że są i je widzę; ale spotkałem się z problemami innego rodzaju niż te omawiane w artykule i moim pierwszym komentarzu. Nie zgadzam się np. z metodą wędrowniczą w mojej chorągwi ale to nie miejsce, żeby o tym rozmawiać.

    Pozdrawiam i czuwaj!