O USMC słów kilka…

Piotr "Wroobel" Wróblewski

Semper Fidelis, Ooorah!, Marines, jarhead. Te i wiele innych słów coraz częściej można usłyszeć z ust rekonstruktorów. W mundurach z nadrukowanym EGA biega co drugi młody airsoftowiec. Tendencja ślepego uwielbienia kultury pochodzącej zza oceanu nadal trwa, w air sofcie nawet mocniej.
Na rynku pojawiły się dużo tańsze kopie MARPATa produkcji Helikona, przez które na strzelankach można zobaczyć więcej pikseli niż samego lasu.
Oczywiście Helikon z rekonstrukcją ma bardzo mało wspólnego, często jednak wypacza nasze pojęcie na temat rekonstruktorów Korpusu.

We wcześniejszym artykule ukazałem wiele plusów kopii oryginalnego sprzętu, teraz musze jednak powiedzieć, że w kwestii mundurów, zwłaszcza MARPATów, moja teoria nie znajduje potwierdzenia. Pomijam fakt, że w porównaniu z kontraktem popularne wyroby Helikona wypadają mówiąc najdelikatniej blado.
Chodzi jednak o coś zupełnie innego. Produkty wyżej wymienionej firmy są tańszym substytutem, sławnego, będącego jeszcze niegdyś obiektem pożądań większości graczy, MARPAT`a. Niska cena sprawia, że może sobie pozwolić nań coraz więcej osób. I na nieszczęście są, to często osoby, które o Marines wiedzą tyle ile udało im się obejrzeć na HBO.
Do tego biegają w „trampkach”, noszą marineski naciągnięte na głowę niczym zimowe czapki i nierzadko posiadaja replikę z rodziny AK . Ich sprawa.
Gorsze jest to, że często nazywają to „luźnym odwzorowaniem USMC”. Na podstawie takich zachowań wyrabiana jest opinia na temat reko Korpusu. Smutne, bo do jednego worka wrzuca się prawdziwych zapaleńców, ludzi którym Korpus wypełnia całe życie, oraz tych jak to nazwę „pseudorekonstruktorów”.
Przez takie sytuacje wiele osób zajmujących się reenactment`em piechoty, zrezygnowało z tego i zmieniło kierunek profilu sprzętowego na przykład na Seals`ów.

Ludzie zajmujący się nawet w najmniejszym stopniu odwzorowaniem Marines są często traktowani z niechęcią.
Obok jawnej antypatii istnieje też duża doza skrywanej niechęci. Wiele razy w rozmowach z ludźmi, słyszałem opinię, że nie mają negatywnego stosunku do rekonstruktorów, podczas gdy na after party po kilku piwkach ta sama osoba mówiła jak bardzo denerwują ją synowie bogaczy obwieszeni amerykańskim sprzętem.
Zazdrość bywa okropna.

Pierwszym z powodów „zgrzytów” na linii airsoftowcy – amerykańscy rekonstruktorzy jest właśnie zazdrość.
Zapewne wszyscy, którzy nie darzą „amerykanów” sympatią powiesiliby mnie teraz za pewną część ciała. Nie zmienia to jednak faktu, że sprawa tak właśnie wygląda. Amerykański szpej używany przez piechotę morską, prezentuje się naprawdę imponująco, bez względu na to jakiego sprzętu ktoś jest fanem, graty USMC mogą się podobać.
Do tego swoje kosztują. Te dwie cechy wyposażenia Marines sprawiają, że osoby noszące go wzbudzają zazdrość.
Z jednej strony ciekawy sprzęt, którym zachwycają się i co więcej, który rozpoznają laicy. Z drugiej strony ceny, które nie są w zasięgu każdego portfela. W takiej sytuacji wkrada się zazdrość, co gorsza ta niezdrowa. Pojawiają się, najczęściej nieuzasadnione zarzuty w stylu: „gdyby nie bogaci starzy to pewnie nie miałby nawet repliki” etc. Prawda jest jednak taka, że ludzie ci na większość sprzętu zarobili własnymi rękami, albo uzbierali na niego odmawiając sobie wielu przyjemności.
Poza tym, nawet jeżeli ktoś ma ów „bogatych starych” to w imię czego ma nie korzystać z pieniędzy, które mu dają? Przecież to nie kradzież.

Wzajemny szacunek to podstawa relacji międzyludzkich. Ta zasada powinna obowiązywać również w środowisku airsoftowym. Mówię powinna, bo nie zawsze obowiązuje. Spotkałem się z opiniami, że rekonstruktorzy traktują ludzi „z góry”.
Sam zresztą spotkałem się z takim zjawiskiem, niekoniecznie ze strony „Marines”, ale również sprawa dotyczyła PRO graczy.
Będąc na pewnym LARPie militarnym miałem okazję bliżej poznać członków pewnej elitarnej jak to się zwykło mawiać grupy. Wtedy jeszcze początkujący airsoftowiec z repliką R6 well`a w dłoni i DPM`em na grzbiecie spędziłem godzinę na respie wraz z tą ekskluzywną grupą ludzi ubranych w ACU UCP. Niby dzieliło nas tylko kilka lat różnicy wieku i wartość naszego wyposażenia, a jednak dało się wyraźnie odczuć pewien dystans, który budowali ci ludzie. Zdawkowe odpowiedzi, brak szczególnego zaangażowania w rozmowę sprawiły, że w jednej chwili przestały mnie fascynować ich mundury, sprzęt czy markowe repliki. Jeżeli to nie jest wystarczający argument to dodam jeszcze, że w stosunku do innych, znajdujących się tam nieznajomych graczy z nieco lepszym sprzętem zachowywali się zupełnie normalnie. Co najmniej dziwne.
Ktoś powie, że takie podejście to kwestia charakteru. Czasem tak, ale rzadko. Ludzie się zmieniają. Na tej samej imprezie poznałem dwóch chłopaków w moim wieku. Mieli sprzęt na podobnym poziomie jak ja. Świetnie nam się gadało, byli otwarci, sypali zbereźnymi żartami co kilka minut ;). Spotkałem ich za rok, na kolejnej edycji tego LARPa, jeden w ACU drugi w MARPAT`cie, zupełnie inni goście. Pełna powaga. Ze mną nie kleiła im się rozmowa, może dlatego, że przyjechałem tam w zwykłym pospolitym woodlandzie z ALICE zarzuconym na barki. Ludzie się zmieniają. To wszystko pokazuje, że często im bardziej unikatowy i lanserski uniform ktoś nosi tym większym jest snobem.
Nie wolno jednak uogólniać. Znam wielu profesjonalistów, rekonstruktorów czy po prostu „bogato” wyszpejowanych ludzi i równi z nich kumple.
Snobizm w air sofcie nie jest zasadą, niemniej jednak nie spotkałem się jeszcze z takim zachowaniem wśród młodych, niedoświadczonych graczy.

Moda na USMC najwyraźniej mija, ludzie zmieniają profile sprzętowe, „rzucają” reko. Teraz wychodzi na jaw kto tak naprawdę interesował się Marines, a kto tylko uległ trendom. Moim zdaniem ci, którzy dalej zostaną przy reko zasługują na szacunek.
A jaki jest wasz stosunek do rekonstruktorów ? Zarówno tych prawdziwych jak i tych sezonowych.
Zapraszam do dyskusji w komentarzach.


Komentarzy: 6 do wpisu “O USMC słów kilka…”

  • cziman Says:

    Myślę że taka forma debilizmu jest do wyleczenia za pomocą odpowiedniej ilości repetycji naprzemiennego „Padnij!” oraz „Powstań!”. Zadaniem dowództwa jest między innymi likwidować takie chore sytuacje. Jak ktoś obwiesi się sprzętem jak choinka i czuje z tego powodu wyższość to trzeba takiego delikwenta zjebać. Nie można pozwolić na tworzenie się grupek wzajemnych adoracji posegregowanych według „kontraktowości” sprzętu. Zrównać z ziemią, zmęczyć do wyczerpania i zadyszki, puścić parę komentarzy o „elytarności”, przetargać przez błoto, tak żeby kontraktowy sprzęt nie pozostał czysty i może wtedy zrozumie błąd, zacznie pracować w zespole i doceni obiektywnie umiejętności kolegi w starym, nielansiarskim alice.

  • Piotr "Procent" Łopaciński Says:

    A pytanie co zrobić z drugim biegunem, o którym mówi Wroobel, czyli z ludźmi, którzy są po prostu byle jacy i wyrabiają złą opinie tym, którzy są ambitni?

  • Piotr "Wroobel" Wróblewski Says:

    Za***** delikwenta ? ;-]

  • Kazik Says:

    Cziman – genialny pomysł. Na pewno da się go wdrożyć w życie. Szczególnie na jakiejś niedzielnej strzelance, gdzie karność osób biorących udział jest na bardzo wysokim poziomie.

    Wspomniany drugi biegun można jedynie wyeliminować poprzez organizowanie strzelanek na zaproszenie. Innego sposobu nie widzę.

    Niechęć do „amerykanów” faktycznie jest zauważalna, ale nie mam żadnej teorii na ten temat.

  • zombie snake Says:

    Niechęć do „amerykanów” i innych jest prawdopodobnie spowodowana hmm.. Poziomem niezdrowego airsoftowego lansu, i tego, że nie uogólniając, niektórzy „rekonstruktorzy” są pro, a przez to cała zabawa traci sens gdy biedny airsoftowiec – nie pro, popełni gafę. Zaczyna się jazda po delikwencie, że jak się nie zna to niech się nie zabiera za AS.
    „Hamburgery” po prostu w tym przodują.

    Osobiście nie mam nic przeciwko krytyce, ale tej bardziej pozytywnej, czy choćby spokojnych radach od bardziej doświadczonych hobbystów. Ale jak stoję na respie i ktoś kogo pierwszy raz widzę na oczy, obwieszony sprzętem jak choinka na święta, zaczyna robić jakieś pejoratywne uwagi pod moim adresem to jak mawiają sorry Winetou, nóż się w kieszeni otwiera.

    Każda grupa, i każdy airsoftowiec wyrabia o sobie markę w środowisku i poza nim. Tylko od osobistego podejścia zależy, czy reko będzie uważane za snobizm i ubermanchen, gdzie kopia ładownicy będzie obiektem kpin i wytykania, czy pozytywnym zjawiskiem lekkich „oszołomów”, u których zawsze można zasięgnąć rady.

  • Konvi Says:

    Ja część rekonstruktorów szanuje, za wysiłek z którym zbierają swój szpej. Ale część osób ma moim zdaniem poprzestawiane priorytety, za bardzo pilnują kwestii lansu i prezentacji tego ile wydali na sprzęt, a zapominają o tym że chyba idzie o przyjemność z ASG, nie o licytację itp. Cóż wszystko zależy od ludzi, są tacy co mają łeb na karku i są też zwykli buracy.

Zostaw odpowiedź

Preview: