Prawie profesjonalni

Piotr "Wroobel" Wróblewski

„Gdy wstajesz wczesnym rankiem na sobotnie strzelanie airsoftowe, oni w górach już przemierzają kolejne kilometry.” Takim oto hiperbolicznym, jak to określił autor, zdaniem rozpoczyna się w „Komadosie” artykuł  o pewnej Wrocławskiej  grupie militarnej. Fakt, zdanie może i lekko przejaskrawione, ale mimo wszystko oddające charakter i kierunek działań tej i podobnych grup.

Skupiają się one bowiem na takich zagadnieniach jak szkolenia (czy to w zakresie taktyki zielonej czy też CQB), pierwsza pomoc przedmedyczna czy też milsimy.
I choć członkowie tej i podobnych ekip bardzo często akcentują swoją odrębność, a nierzadko nawet awersję w stosunku do środowiska airsoftowego, to mimo wszystko są z nim w pewnym stopniu związani. Większość z nich czynnie działa tym środowisku bądź też swoje pierwsze militarne kroki stawiała właśnie w nim.
Ciśnie się na usta stwierdzenie, że polskie środowisko airsoftowo-militarne to przede wszystkim ogromna liczba ludzi traktujących asg jako miłą odskocznię od rzeczywistości, ludzi nieprzywiązujących większej wagi do przeznaczenia sprzętu, który noszą na niedzielnych strzelankach, dla których liczba fps ich repliki jest głównym wyznacznikiem sukcesu, oraz ludzi ambitnych należących do takich właśnie profesjonalnych grup. Są to osoby traktujące militaria jaką nieodłączną część swojego życia. Podchodzące do tego co robią bardzo poważnie. Powstaje pytanie czy nasze środowisko to tylko te dwa skrajne bieguny? Może jednak jest coś pomiędzy ?

Ostatnie lata to ogromny wysyp różnej maści sprzętu zarówno typowo airsfotowego jaki militarnego. Chodzi tu głównie o produkty drugiej klasy. Repliki chińskich producentów takich jak cyma czy boyi oraz kopie kamizelek balistycznych, oporządzeniowych itp. wykonanych z nylonu. Co o tym myśleć? Zdania są podzielone. Jedni twierdzą, że taki stan polskiego rynku militarnego obniży elitarność i jakość środowiska. Inni, tak samo jak ja, uważają, że to świetna okazja dla ludzi, którzy mają ambicje, ale nie maja funduszy. Dzięki takim producentom jak chociażby GFC tactical, Wwch czy Boyi wielu młodych mężczyzn ( i nie tylko ;) )otrzymało szansę na robienie czegoś więcej niż tylko niedzielne bieganie z repliką Cymowskiego AK-47.

W środowisku można zauważyć obecność coraz większej ilości ekip wyposażonych właśnie w sprzęt drugiej klasy, próbujących naśladować poczynania wyżej wymienionych pro team`ów. Nie można ich na pewno porównywać z takimi grupami, ale zdecydowanie zasługują na szacunek. Szacunek za to, że postawili na rozwój, na pójście o krok dalej niż tylko airsoft. Wykorzystali szansę jaką stworzyły im firmy produkujące tańsze zamienniki.

Nie popadajmy jednak w ślepy zachwyt tymi zamiennikami. Pewnych różnic nie da się przeskoczyć. Spasowanie części nigdy nie będzie na takim poziomie w replikach chińskich producentów jak w AEGach oferowanych przez  G&P czy ICS.
Nylonowe podróbki CIRASów nigdy nie będą tak wytrzymałe jak kontraktowe wyposażenie.
Sam jestem użytkownikiem tego rodzaju sprzętu i muszę uczciwie przyznać, iż wiele razy sprzęt mój czy też moich kolegów płatał nam fligle. „Humory” systemu hop-up,  pęknięcia klamer fastex, czy „puszczenie” słabych szwów to problemy z którymi trzeba się liczyć.
Często jednak są to usterki, które nie wymagają większej pracy czy wkładu finansowego, a jedynie odrobiny sprytu i kreatywności. Tego rodzaju kłopoty to cena, którą moim zdaniem warto zapłacić za możliwość militarnego rozwoju.

Wróćmy jednak do użytkowników tego mniej lub bardziej awaryjnego „szpeju”. Przyjrzyjmy się ukierunkowaniu działań, które podejmują oraz furtek do nowych i ciekawych zagadnień, jakie otwierają im producenci „podróbek”. Najlepiej jak przedstawimy problem na konkretnych przykładach. Niech naszym przykładem będzie Wacek, młody ambitny airsoftowiec ze średnim doświadczeniem w tematyce militarnej.
Wacław po jednej z niedzielnych strzelanek wpada z kumplami na świetny pomysł. Chce się rozwijać. Nie oszukujmy się, do treningu czegokolwiek, czy to taktyki zielonej, CQB, czy też PMC potrzebne jest zaplecze sprzętowe. Nie można przecież ćwiczyć zmiany magazynka nie mając ładownic na magi, nie można trenować przejścia na broń krótką nie mając kabury etc. Nasz Wacuś też oczywiście to wszystko wie. Załóżmy, że Wacław jest w stanie przeznaczyć miesięcznie 200 pln na sprzęt, co jak na przeciętnego nastolatka i tak jest kwotą powyżej średniej. Replikę nasz bohater już posiada. Chce kupić sprzęt to taktyki zielonej, tutaj spokojnie może inwestować w kontrakty.
ALICE to wydatek który zamknie się spokojnie w 200 zł. Do tego magazynki, pięć powinno wystarczyć na początek. Każdy około 40 pln. Kolejne 200 zł. Przeciętny plecak 100, śpiwór + karimata kolejna stówa. Razem wychodzi 600 zł. 3 miesiące zbierania. I w tym momencie zaczynają się schody, schody o nazwie CQB.
Jeżeli Wacław wybierze drogę „pro”, to musi liczyć się z kosztami kontraktów tudzież profesjonalnych kopii. No i licząc: kamizelka ( wykonana z cordury ) minimum 350 pln, ładownice:  na magi i apteczka- około 150 pln, do tego kamel, którego koszt oscyluje w granicach 150 zł. Łączny koszt: 650 pln. Kolejne trzy miesiące oszczędzania. Nieciekawa perspektywa, tym bardziej, że za około połowę tej kwoty możemy mieć kompletny, podstawowy sprzęt potrzebny do najprostszych procedur w CQB. Tyle, że wykonany z gorszych materiałów. Oczywiście różnice jakościowe tych produktów są diametralne.
Nie zmienia to jednak faktu, że gorsze kopie są idealnym substytutem oryginalnego ekwipunku. Substytutem idealnym dla młodych, ambitnych ludzi, którzy nie mają zbyt grubego portfela i jednocześnie nie są na tyle cierpliwi by oszczędzać pieniądze przez dłuższy czas ( nie ukrywajmy, większość młodych ludzie szybko się zniechęca, zwłaszcza widząc stosunek cen szpeju do zasobów swojego portfela). Przykład naszego bohatera Wacka jest oczywiście mocno uproszczony, na rozwój sprzętowy wpływa jeszcze ogrom innych czynników. Niemniej jednak pieniądz jest głównym z nich.

Temat sprzętu to oczywiście temat- rzeka. Odetnijmy się na chwilę od zagadnień technicznych. Skupmy się na zakresie działań takich grup, a w zasadzie na technikach szkoleń.
Większość młodych-ambitnych najczęściej zdobywa wiedzę na dwa sposoby.
Organizuje jedno szkolenie z danego zakresu z doświadczoną osobą i na następnych spotkaniach doskonali wszystko to, co instruktor im pokazał.
Druga, o wiele częściej wykorzystywana, technika to nauka procedur na podstawie filmów instruktażowych oraz innych publikacji dostępnych w sieci. Zarówno jeden jak i drugi sposób niesie ze sobą ryzyko wpojenia błędnych zachowań, które dużo trudniej skorygować niż uczyć się danej rzeczy od nowa. Nie chcę oceniać młodych grup militarnych, ani ich sposobów szkolenia. Chcę jedynie sprowokować do dyskusji o pewnej bardzo ważnej rzeczy.
Mianowicie: jak należy traktować takie grupy? Jako marną podróbkę profesjonalistów, jako ludzi chcących za wszelką cenę się pokazać, wyróżnić ? Czy może z szacunkiem, jako kogoś z szerszym horyzontem niż przeciętny airsfotowiec  chcący robić coś ponad sianiem na oślep kompozytem?


Komentarzy: 8 do wpisu “Prawie profesjonalni”

  • cziman Says:

    Podchodzenie od dupy strony w celu walenia kotka za pomocą młotka.

    CQB czy MOUT i inne bajeranckie techniki to wszystko rzeczy bardzo fajne i przydatne, ale powiedzmy sobie coś szczerze na wstępie. 98% środowiska ASG strach byłoby na takie szkolenie posłać. Nie chodzi tutaj wcale o kwestie sprzętu, sprzęt jest rzeczą nabytą, którą można pożyczyć.

    Zacznijmy od początku. Kiedyś ASG nie było, a młodzi ludzie którzy chcieli się pobawić w wojsko, czy też harcerstwo++ nie potrzebowali mieć CIRASa, kontraktowych skarpetek, zapałek z logiem USMC i zasobnika który koniecznie musi być w kamuflażu woodland (bo w oliwce będzie niekoszernie) – zakładało się kostkę, szelki dusicielki i w drogę. Nie raz modyfikowano ten toporny sprzęt na indywidualne potrzeby użytkownika.

    I tutaj dochodzimy do problemu – od szerokiego wachlarza sprzętu, ładnych obrazków na internecie i filmów młodym ludziom się dzisiaj w łbach pojebało. Rola człowieka i jego indywidualnych umiejętności staje się drugorzędna – a sam człowiek staje się wieszakiem dla sprzętu, którego często nie wie nawet jak obsłużyć (!)

    Po co wysyłać ludzi na szkolenie, jak później będzie trzeba się tłumaczyć, bo nie umieją nawet prawidłowo stanąć w szeregu albo odczytać stopnia wojskowego instruktora? Po co robić szkolenia z wojskowych combatów czy krav magi jeżeli delikwent nie potrafi wyprowadzić prawidłowego sierpowego, albo się zwyczajnie się boi na szkoleniu dostać w pysk?

    Ludzie zbyt często podchodzą do tego od dupy strony – chcą być żołnierzami, więc ubierają się jak żołnierze, szkolą się jak zabijać ludzi, podczas gdy nikt nie umie pokazać jak prawidłowo paść na glebę a zakładanie maski zajmie mu półtorej minuty.

    Nie da się tak. Zanim człowiek wgryzie się w te interesujące aspekty trzeba przegryźć się przez beton – chociaż podstawy.

    Ceny a artykule są ściągnięte z kosmosu. 300 za kamizelkę w cordurze? Jeżeli kogoś stać może zamówić customowe MKT-4. Jak kogoś nie stać bierze FLC za 60. Masz pieniądze? Bierzesz bukład source’a. Nie masz? W kieszeń wsadzasz dwulitrową butelkę mineralki z marketu.

    Magayznki i replika? Jasne, dobrze jest mieć replikę. Jak nie stać zawsze można kupić gumowego kałacha – i przynajmniej mieć spokój ducha o to, że się nie zniszczy. A ostatecznie można nawet ćwiczyć z kawałkiem stalowej rury.

    Wymiana magazynków? Niech delikwent najpierw puści parę pestek na strzelnicy i zapamięta że suwadło się puszcza na koniec. Dopiero jak opanuje strzelanie dynamiczne można wprowadzać repliki, żeby nie uczyć złych zwyczajów.

    A plecak? Delikwent staje przed trudnym wyborem – albo dozbierać do kontraktowego plecaka USMC który jeszcze śmierdzi amerykańskim potem albo kupić nylonowy shit produkcji gunfrajer albo helikoń – i kupi te drugie, zamiast kupić sprawdzoną, łatwą do naprawy i tanią, ale za to już brzydką, nielansiarską i niekoszerną kostkę.

  • Piotr "Wroobel" Wróblewski Says:

    Kwestia podejścia. Dla Ciebie każdy kto „zaliczy” jakiekolwiek szkolenie lub chce cokolwiek trenować w zakresie militarnym to potencjalny żołnierz. Pomyłka, większość robi to dla przyjemności i w życiu nawet w wojsku nie będzie.

    Widzę bardzo konserwatywne podjescie do sprzętu. Wiem, ze kiedyś nie było tak szerokiego wyboru i ludzie dawali sobie radę. Teraz wybór jest, w imię czego z mamy z tego nie korzystać? Jeżeli chodzi o wieszaki dla sprzętu to nie uogólniajmy, obok ludzi którzy nie widzą do czego służy ich sprzęt jest naprawdę sporo osób które nie noszą go dla lansu ( choć nie ukrywajmy ze to tez czesc frajdy, którą moim zdaniem powinnismy z tego czerpac). Ci ludzie wiedzą do czego służy każdy element ich sprzętu, i nie noszą niczego bez powodu.

    „Po co wysyłać ludzi na szkolenie, jak później będzie trzeba się tłumaczyć, bo nie umieją nawet prawidłowo stanąć w szeregu albo odczytać stopnia wojskowego instruktora? Po co robić szkolenia z wojskowych combatów czy krav magi jeżeli delikwent nie potrafi wyprowadzić prawidłowego sierpowego, albo się zwyczajnie się boi na szkoleniu dostać w pysk?”

    Co do tego, to działa w drugą stronę, po co uczyć odczytywania stopni wojskowych kogoś kto w wojsku nigdy nie będzie, a nie ma siły przebiec określonego dystansu. Wydaje mi się, że ta druga umiejętnosc jest dużo bardziej przydatna. Co do „dostawania” w pysk i sierpów, to jest coś takiego jak kolejność szkoleń, nie uczy się nurkować kogoś kto nie umie pływać. Analogicznie: najpierw uczysz człowieka wyprowadzać ten „sierp”, później przechodzisz do bardziej zaawansowanych technik. No i w sumie cała kwestia szkoleń które poruszyłeś opiera się na tym.

    Co do samej kwestii sprzętu to przede wszystkim ceny podane są orientacyjnie i są to ceny przede wszystkim amerykańskiego sprzętu. No i są to oczywiście przykłady podane po to, żeby rzucić światło na sam problem.

    Strzelnice? Kwestia na oddzielny artykuł, ale główne problemy to kasa, przekrój wiekowy ekipy no i dostępność strzelnic.

    No i chyba muszę się odnieść do Twojej ukochanej „kostki”. Tak jest dobra, ale nie najlepsza. Nie powiesz mi, ze jest wygodna, pakowna, albo jest w niej możliwość podpięcia innych elementów oporządzenia. No ale jeżeli ktoś lubi to proszę bardzo, ja odradzam. No ale jak wiadomo, kwestia sprzętu jest bardzo indywidualna.

    Ogólnie idąc Twoim tropem można śmiało powiedzieć, że lepiej biegać z kostką na plecach i metalową rurą w dłoniach niż stawiać na rozwój. No cóż. Tak jak mówiłem, kwestia podejścia.

    Pozdrawiam i życzę udanego sylwestra :]

  • Piotr "Wroobel" Wróblewski Says:

    I jeszcze jedno: proszę o wyrozumiałość to mój debiut :D :)

  • cziman Says:

    Też to co robię, robię dla własnych potrzeb. Nikt przecież mnie, czy nikogo nie zmusza pod batem.

    Źle mnie rozumiesz, jeżeli twierdzisz że jestem przeciwny temu, że jest wielki wybór sprzętu. Ja się z sytuacji cieszę, bo na niej korzystam. Polar mam brytyjski, rękawiczki i niezbędnik niemiecki a nakolanniki i poncho amerykańskie. 3-day amerykański jest dużo lepszy od kostki, ale helikonowa podróbka czy gunfrajerowa atrapa nie – są workowate, szybko się prują, taśmy nie są ryglowane, materiał jest z dupy wzięty, klamry i plastiki są marki pol-kałex. Na potrzeby niedzielnego leżenia na respie, w celu przetransportowania kanapek od mamy i dżemu do doniesienia babci „po manewrach” nadaje się doskonale. Ale nie nadaje się już na tygodniowe szkolenie z dalekiego rozpoznania w ciężkich warunkach. Niestety kostka jest do tego celu po prostu lepsza.

    Zauważ też że wiedzieć do czego ten sprzęt służy i go używać to jedno, a używać PRAWIDŁOWO to zupełnie inna sprawa. Odwrotne paski na kaburze – działa, ale niewygodne. Źle wyregulowany plecak – działa, ale niewygodne. Źle ustawiony kolimator – świeci niby, ale to i tak dla lansu.

    Co do kostki wygodna potrafi być, jeżeli umiesz pakować. Pakowność wbrew pozorom jest jakieś 10% mniejsza niż wasze 3-daye (jest głębsza, ale krótsza na wysokość).

    „Co do tego, to działa w drugą stronę, po co uczyć odczytywania stopni wojskowych kogoś kto w wojsku nigdy nie będzie, ”

    A po co na lekcjach PO się tego uczy? Przecież i tak większość klasy w wojsku nie zostanie.

    Ludzie interesujący się militariami powinni to wiedzieć. Chociażby dlatego że wcześniej czy później ich pasja, o ile traktują to poważnie, doprowadzi ich do obcowania z takimi ludźmi.

    „Ogólnie idąc Twoim tropem można śmiało powiedzieć, że lepiej biegać z kostką na plecach i metalową rurą w dłoniach niż stawiać na rozwój. No cóż. Tak jak mówiłem, kwestia podejścia.”

    A rozwój rozumiesz przez to, że mam pięć wypłat sprzętu na plecach? Że mam noktowizor? Że mam replikę która ma milion fpsów i customowy delta force tjuning?

    Tak, mam szacunek dla kogoś kto biega z metalową rurą i kostką – bo znaczy to że gość ten interesuje się nie kolekcjonowaniem złomu, a chce wyjść do lasu, czegoś się nauczyć.

  • Piotr "Procent" Łopaciński Says:

    „“Co do tego, to działa w drugą stronę, po co uczyć odczytywania stopni wojskowych kogoś kto w wojsku nigdy nie będzie, ”

    A po co na lekcjach PO się tego uczy? Przecież i tak większość klasy w wojsku nie zostanie.”

    Mnie nie uczyli i nie słyszałem, by kogoś uczyli. Nie wiem czy to nawet w podstawie programowej jest. A po co się tego uczy na lekcjach? Ciężko powiedzieć, bo nie od dziś wiadomo, ze polski program nauczania jest przeładowany materiałem, który zamiast naprawdę poszerzać horyzonty i zmuszać do myślenia, zmusza do bezmyślnego wkuwania na pamięć pewnych rzeczy, ze stopniami zapewne jest podobnie.

    Poza tym idąc twoim tokiem rozumowania po co komu znajomość stopni wojskowych? Przecież nie przyda się mu to podczas ciężkiego szkolenia, w ciężkim terenie. Nawet podczas szkolenia LRRP o którym wspomniałeś już sie raczej nie przyda, bo większość świata już na mundurach polowych się nie obnosi ze stopniami w obrębie warzone’u, właśnie po to by nie poznać kto jest oficer a kto nie.

    A wracając do ogółu tematu, to rozumiem w dużej części twoje podejście, ale trochę jak dla mnie wykluczają się twoje wypowiedzi. Mówisz o szkoleniu na strzelnicy, by obeznać się z bronią, a zaraz potem o gumowych kałachach i metalowych rurach. Jak dla mnie po szkoleniu z obsługi broni dobrze potem działać na jak najwierniejszej replice, by nie zatracić wyuczonych procedur i nawyków.

    Co do rozwoju, to uważam, że wraz ze wzrostem umiejętności powinniśmy się rozwijać sprzętowo i kupować coraz więcej elementów, które ułatwiają nam zadanie. Ja na przykład od paru lat regularnie działam ze sprzętem w górach, nocą. Wyuczyłem się już wielu patentów na radzenie sobie ze wzrokiem i słuchem w ciemnościach, ale kiedy tylko mam do dyspozycji NV, to z niego korzystam, bo to po prostu pomaga (oczywiście z NV, tym bardziej gen 1/1+ trza się nauczyć korzystać, by go efektywnie wykorzystywać).

    Co do cen podanych przez Wroobla, to zauważ, iż podawał on ceny sprzętu do CQB, który jest bardzo specyficzny. Jakby się uprzeć to i z FLC można robić CQB, ale ile lat już siedzę w tym temacie to wiem, zę akurat w tym przypadku, sprzęt odgrywa ogromną rolę, jeśli chodzi o efektywne szkolenie, szczególnie indywidualnego operatora. Dlatego dobra kamizela do CQB jest droga, a wszelkie półśrodki nie dają rady.

    Co do wymiany magów i ogólnie nauki obsługi broni na replice… zależy od podejścia. Ja parę lat szkoliłem się na replikach nim zacząłem porządnie i dynamicznie bawić się z palną. I co? Nie było problemów, wymiana maga w ostrej M’ce zajmowała mi tyle samo czasu co w replice, przy zachowaniu wszelkich procedur, dlatego pozwolę się nie zgodzić z twierdzeniem, iż konieczne czy nawet wskazane jest wcześniejsze obcowanie z bronią palną.

    Tyle

    Procent

  • cziman Says:

    „A wracając do ogółu tematu, to rozumiem w dużej części twoje podejście, ale trochę jak dla mnie wykluczają się twoje wypowiedzi. Mówisz o szkoleniu na strzelnicy, by obeznać się z bronią, a zaraz potem o gumowych kałachach i metalowych rurach. Jak dla mnie po szkoleniu z obsługi broni dobrze potem działać na jak najwierniejszej replice, by nie zatracić wyuczonych procedur i nawyków.”

    Jasne, ale tutaj mówimy o różnych poziomach szkolenia. Kiedy już mamy strzelanie dynamiczne z bronią ostrą dysponujemy stosunkowo sporymi zasobami (sprzętowymi, kadrowymi, pieniężnymi). Zanim jednak do strzelania się przejdzie trzeba trochę pomaszerować, nauczyć się tej broni nie zostawiać – cała obsługa na sucho. Metalowa rura jest oczywiście ostatecznością, jednak do nauki pozycji strzeleckich, taktyki czy walki wręcz karabinem może (faktycznie nienajwygodniej) się nadać. „Nie mam karabinu więc nie mogę uczyć się taktyki zielonej” nie jest wytłumaczeniem.

    Żeby ćwiczyć niektóre rzeczy trzeba mieć sprzęt – to jest jasne. Ale nieprawdą jest że trzeba mieć wszystko i od razu. Najważniejsza jest motywacja i siła woli.

    „Co do cen podanych przez Wroobla, to zauważ, iż podawał on ceny sprzętu do CQB, który jest bardzo specyficzny.”

    Ceny były na sprzęt do zielonej, w artykule pisze

    „[…]Chce kupić sprzęt to taktyki zielonej, tutaj spokojnie może inwestować w kontrakty[…]”

    wraz z cenami – chyba że śpiwór to sprzęt CQB ;)

    „Co do wymiany magów i ogólnie nauki obsługi broni na replice… zależy od podejścia. Ja parę lat szkoliłem się na replikach nim zacząłem porządnie i dynamicznie bawić się z palną. I co? Nie było problemów”

    Nie chodzi o to, że będą problemy, tylko żeby uczyć na początek podstaw (tzn strzelanie), dopiero później wymagać czy ćwiczyć wymianę magazynków. Zależy to od profilu grupy oczywiście. Jeżeli jest to grupa pacyfistów którzy nie chcą mieć nic do czynienia z bronią palną a jedynie i wyłącznie ASG to przyjmujemy inne kryteria. Natomiast jeżeli grupa chce stosować prawdziwą taktykę, przenosić zagadnienia wojskowe na grunt milsimów czy szkolić się w kierunku prawdziwych działań a z replik korzystać tylko dlatego że ostrej mieć nie można to jest znowu inaczej.

  • Piotr "Procent" Łopaciński Says:

    “Co do cen podanych przez Wroobla, to zauważ, iż podawał on ceny sprzętu do CQB, który jest bardzo specyficzny.”

    Ceny były na sprzęt do zielonej, w artykule pisze

    Ty cytowałeś fragment o kamizelce w Cordurze za 300 zł, a to był fragment o sprzęcie do CQB, przeczytaj :).

    „Metalowa rura jest oczywiście ostatecznością, jednak do nauki pozycji strzeleckich, taktyki czy walki wręcz karabinem może (faktycznie nienajwygodniej) się nadać. “Nie mam karabinu więc nie mogę uczyć się taktyki zielonej” nie jest wytłumaczeniem.”

    Oczywiście, ze nie jest wytłumaczeniem i oczywiście, że lepszy rydz niż nic i jak ktoś ma zapał, to może szukać substytutów. Ale tak już zostało wspomniane, jest to ostateczność. Artykuł traktuje o szukaniu tanich substytutów, drogich rzeczy właśnie.

    „Natomiast jeżeli grupa chce stosować prawdziwą taktykę, przenosić zagadnienia wojskowe na grunt milsimów czy szkolić się w kierunku prawdziwych działań a z replik korzystać tylko dlatego że ostrej mieć nie można to jest znowu inaczej.”

    No właśnie, wiele osób nie ma jeszcze 18 lat, wiec ma ograniczone możliwości zabawy z bronią palną. Ograniczone, bo można wstąpić chociażby do JS, ale nie każdy chce przyjmować na siebie takie zobowiązanie, dlatego wolą działać na własną rękę.

  • Piotr "Wroobel" Wróblewski Says:

    Trochę nie rozumiem Twojego problemu drogi Czaiman`ie. Pierwsza sprawa, którą już poruszyłem: większość osób trenuje tylko i wyłącznie dla czystej przyjemności i raczej nie zostaną operatorami GROMU i podobnych jednostek. O takich osobach jest artykuł. No i tu tkwi problem, bo jeżeli ktoś robi to „for fun” to chce czerpać z tego jak najwięcej przyjemności, na którą obok zdobywania umiejętności i podnoszenia kwalifikacji składa się między innymi klimat. I tu mam prawo śmiało powiedzieć, że metalowa rura w dłoniach delikatnie ten klimat psuje. To samo tyczy się Twojej kochanej kostki. Dużo ciekawiej wygląda 3-day pack niż ów kostka, i nie chodzi tu o amerykański sprzęt ( do którego jak zauważyłem pałasz ogromną nienawiścią ), ale również o sprzęt każdej innej armii. Ja podałem przykłady zza oceanu, bo robiłem reko pewnej amerykańskiej jednostki, przez co sprzęt tego kraju jest mi bliższy, niż na przykład sprzęt polski czy niemiecki.

    Mówisz, ze do nauki potrzebna silna wola a nie sprzęt. Racja, ale jeżeli kogoś stać na ten sprzęt jest powszechnie dostępny i kogoś stać na niego to dlaczego ma go nie uzywać? Grunt to silna wola tak? Nieważne, że sprzęt ułatwi pracę, ważne żeby trzymać się zasad, tak?

    Kwestia dostępu do broni palnej chyba idealnie wytłumaczona przez Procenta.

    CYTAT
    “Co do cen podanych przez Wroobla, to zauważ, iż podawał on ceny sprzętu do CQB, który jest bardzo specyficzny.”

    Ceny były na sprzęt do zielonej, w artykule pisze

    “[…]Chce kupić sprzęt to taktyki zielonej, tutaj spokojnie może inwestować w kontrakty[…]”

    wraz z cenami – chyba że śpiwór to sprzęt CQB ;)

    CYTAT

    Szczerze powiedziawszy nie rozumiem o co Ci chodzi tutaj, przeczytaj artykuł a zauważysz, że był rozdzielony sprzęt to zielonej którego i sprzęt do CQB. Gdzie problem?

    I na nowy rok życzę poszerzenie horyzontów. ;-]

Zostaw odpowiedź

Preview: